Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 kwietnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXV

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

East Side Story: Starcie cywilizacji

Esensja.pl
Esensja.pl
To nie jest film stricte historyczny, chociaż jego twórcy obficie korzystają z historii. To nie jest też klasyczny film fantasy, chociaż pojawiają się w nim elementy magii. Czym w takim razie jest „Scyta” Rustama Mosafira? Niezwykle atrakcyjnym wizualnie i jednocześnie nadzwyczaj krwawym dramatem sensacyjnym i politycznym, którego akcja rozgrywa się w końcu XI wieku.

Rustam Mosafir
‹Scyta›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułScyta
Tytuł oryginalnyСкиф
ReżyseriaRustam Mosafir
ZdjęciaDmitrij Karanczik
Scenariusz
ObsadaAleksiej Faddiejew, Witalij Krawczenko, Jurij Curiło, Aleksandr Kuzniecow, Rustam Mosafir, Aleksandr Pacewicz, Wiktor Sołowjow, Wasilisa Izmajłowa
MuzykaAndriej Nazarow, Jewgienij Lialin
Rok produkcji2017
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania105 min
Gatunekakcja, dramat, fantasy, historyczny
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Kino historyczne (czy też okołohistoryczne), nawiązujące do dziejów średniowiecznej Rusi, ma się ostatnio w Rosji nadzwyczaj dobrze. Głównie dzięki temu, że państwo nie szczędzi na nie środków finansowych. W efekcie powstają kręcone na hollywoodzką modłę blockbustery, jak chociażby „Wiking" (2016) Andrieja Krawczuka czy niedawna „Legenda o Kołowracie" (2017) Dżanika Fajzijewa, Iwana Szurchowieckiego i Aleksandra Samochwałowa. W tendencję tę idealnie wpisuje się również najnowsze dzieło urodzonego w Moskwie, ale mającego korzenie kazachskie, aktora i reżysera Rustama Mosafira (rocznik 1984), twórcy świetnych „Uciekinierów" (2014), historyczno-przygodowego dramatu rozgrywającego się w realiach carskiej Rosji początków XX wieku. Kręcąc „Scytę", Mosafir postanowił jednak cofnąć się w czasie o kolejnych kilkaset lat, do – prawdopodobnie – ostatniej dekady XI wieku.
„Prawdopodobnie", ponieważ naukowa wiedza historyczna traktowana jest w filmie dość luźno. Z drugiej strony jednak scenarzysta Wadim Gołowanow – z wykształcenia ekonomista, twórca fabuł gier komputerowych i seriali – przywołał na ekran postać, co do istnienia której nie ma wątpliwości. Chodzi o księcia tmutarakańskiego (od 1083), a potem także czernihowskiego (od 1093, względnie 1097 roku), Olega Michała – wnuka Jarosława Mądrego i syna Światosława II – który przez długie lata walczył o władzę ze swoim stryjem Wsiewołodem. Praca nad „Scytą" trwała prawie trzy lata; film kosztował niebagatelną kwotę około 150 milionów rubli. Premiera kinowa odbyła się w połowie stycznia tego roku, a miesiąc później obraz trafił do dystrybucji DVD. I, jak się okazało, odniósł spory sukces, zarabiając „na czysto" ponad 50 milionów. A można podejrzewać, że pieniądze będą płynęły do kasy producenta, czyli petersburskiej wytwórni STW (СТВ) Siergieja Sieljanowa – jeszcze przez jakiś czas.
Zacznijmy od wyjaśnienia tytułu, bo to głównie on wprowadza do filmu element ahistoryczności. Scytowie to koczowniczy lud pochodzenia irańskiego, który w okresie największej świetności zamieszkiwał obszary od gór Ałtaju aż po rzekę Wołgę. Pierwsze wzmianki na ich temat pojawiają się w źródłach już w VIII wieku przed naszą erą; z nich też dowiadujemy się, że najdłużej, bo aż do IV wieku po Chrystusie, przetrwali na Krymie. Kres ich istnieniu położył najazd Gotów. Tymczasem akcja obrazu Rustama Mosafira, jak zostało to już powiedziane wcześniej, rozgrywa się w końcu XI wieku, a więc dobrych siedemset lat później. Czy to możliwe, aby jakieś scytyjskie plemię przetrwało do tego momentu gdzieś na stepach pogranicza eurazjatyckiego? Wątpliwe. Choć jeśli dzięki takiemu założeniu mógł powstać tak udany obraz, czy na pewno warto kruszyć o to kopie?
Scytowie w dziele Mosafira to ostatni przedstawiciele swojego ginącego plemienia. Symbolizują świat, który bezpowrotnie odchodzi. I to „odchodzi" dosłownie, albowiem – tak samo, jak ich przodkowie przed niemal dwoma tysiącami lat – wciąż prowadzą koczowniczy tryb życia. Nie potrafią pisać ani czytać. Co zatem usprawiedliwia ich pojawienie się w filmie? Otóż są oni doskonałymi wojownikami, płatnymi zabójcami najwyższej kategorii, których wynająć może każdy. Nie bez powodu sami siebie nazywają „Wilkami Aresa". Bo też są jak zwierzęta. Kiedy wyczują krew ofiary, trudno ich powstrzymać przed dalszym zabijaniem. Na tereny kontrolowane przez ruskiego księcia Olega (chodzi właśnie o syna Światosława II) wkracza pewnego dnia kilkuosobowy oddział Scytów pod dowództwem Jara; służy w nim młody wojownik Kunica, który umiejętność zabijania wrogów opanował do perfekcji, ba! patrząc na jego wyczyny, można by uznać, że podniósł ją do rangi sztuki. Kto stanie mu na drodze, może z miejsca pożegnać się z życiem. Chyba że... jest Lutoborem, który też już z niejednej wojny wrócił na tarczy.
Lutobor to ratnik księcia Olega, jeden z jego najbardziej zaufanych żołnierzy, nierzadko wykorzystywany w misjach specjalnych, także o charakterze dyplomatycznym. Kolejna z nich prowadzi do zawarcia układu z sąsiadami, dzięki któremu władza Olega ma zostać rozszerzona na nowe terytoria. Jak się jednak okazuje, ktoś ma zamiar stanąć temu na przeszkodzie i planuje zamordowanie księcia. Na przeszkodzie temu staje właśnie Lutobor, czym ściąga na siebie odwet tajemniczego wroga. Zemsta zostaje wprawdzie odroczona w czasie, ale niechybnie nadchodzi. Siedem miesięcy później oddział Jara napada na osadę ratnika i porywa jego żonę i niedawno narodzonego syna. Rusin nie wie, kim są napastnicy ani kto zostawił mu przybitą do drzwi świątyni wiadomość z dołączonym do niej mieszkiem. To wydarzenie wywołuje efekt domina, z czasem ściągając na głowę Lutobora oskarżenie o chęć otrucia Olega. Aby ocalić dobre imię i życie oraz uwolnić Tatianę i synka ratnik musi teraz podążyć śladem porywaczy, a do tego potrzebuje współpracy wziętego do niewoli w czasie napadu na osadę... Kunicy.
Lutobor i Kunica są wprawdzie śmiertelnymi wrogami, ale tym razem los skazuje ich na siebie. By osiągnąć własne cele (Scyta podejrzewa bowiem, że został zdradzony przez swego dowódcę Jara), muszą porozumieć się ponad podziałami, odnaleźć koczowisko ostatnich „Wilków Aresa" i tam poszukać odpowiedzi na wszystkie nurtujące ich wątpliwości. Nie jest to oczywiście takie łatwe, zwłaszcza że Fortuna im nie sprzyja, stawiając na ich drodze wszystkie niemożliwe – i niemożliwe zresztą także – przeciwności. Analizując fabułę wymyśloną przez Gołowanowa (i nieco podrasowaną przez Mosafira), można dostrzec niemało inspiracji hollywoodzkimi superprodukcjami. Oczywiste są nawiązania do „Władcy Pierścieni" Petera Jacksona (motyw drogi z wieloma przygodami), ale nie brakuje także zapożyczeń z „Ostatniego Mohikanina" Michaela Manna (stylizacja Scytów, pojedynek Lutobora z Łuczezarem) czy superbohaterskich filmów o Wolverinie (moce, jakie nabywa ratnik podczas niewoli u krwiożerczych leśnych karłów).
Mimo tych „pożyczek", nie odczuwa się wcale, że mamy do czynienia z dziełem wtórnym. Mosafir bardzo umiejętnie wplótł bowiem to, co zaczerpnął od innych, do oryginalnej fabuły, nawiązującej do „Powieści minionych lat" mnicha Nestora. A wszystko to przyprawił wyśmienitymi scenami pojedynków (w stylu sensacyjnego kina dalekowschodniego), stwarzając jednocześnie spore pole do popisu fachowcom od efektów specjalnych. Zadbał również o to, by krew lała się – i to dosłownie – strumieniami. W „Scycie" nikt nikomu nie okazuje litości, śmierć zbiera potężne żniwo. Ale w końcu czy można dziwić się temu, skoro obserwujemy na ekranie starcie dwóch cywilizacji? Symbolizujący koczowniczą starożytność Scytowie muszą uznać wyższość prowadzących osiadły tryb życia średniowiecznych Słowian (Rusinów). Takie przemiany dziejowe nigdy nie dokonywały się na drodze pokojowej. Zdając sobie sprawę z tego, że znając choćby tylko z grubsza historię, widz może domyślać się finału opowieści, Mosafir postanowił na koniec zafundować mu ostry zakręt narracyjny.
„Scyta" to nadzwyczaj udane historyczne kino akcji z elementami fantasy. Świetnie sfilmowane przez debiutującego na dużym ekranie operatora Dmitrija Karanczika, który wcześniej pracował jedynie przy serialach. Czym przekonał do siebie producentów i reżysera – trudno stwierdzić, ale trzeba przyznać, że mieli nosa, jemu właśnie powierzając zdjęcia. Nie mniej udana jest ścieżka dźwiękowa, w której wykorzystano folkowo-średniowieczne kompozycje riazańskiego duetu Potir, czyli Andrieja Nazarowa i Jewgienija Lialina, jak również – to już w napisach końcowych – pieśń Lindy Fay Helli, wokalistki norweskiej neofolkowo-ambientowej Wardruny. Twórcy filmu podjęli jeszcze jedno ryzyko: w rolach głównych obsadzili aktorów, których trudno uznać za gwiazdy. Lutobora zagrał Aleksiej Faddiejew („Boris Godunow", „Wojownik"), Kunicę – Aleksandr Kuzniecow (który dopiero przed trzema laty zdobył dyplom stołecznej Rosyjskiej Akademii Sztuk Teatralnych), natomiast księcia Olega – najbardziej doświadczony w tym gronie Jurij Curiło („Dubrowski", „Dureń", „Główny").
koniec
8 kwietnia 2018

Komentarze

09 IV 2018   23:34:04

Wyrażenie "wrócił na tarczy" oznacza klęskę. Na tarczach transportowano rannych i zabitych. W tekście chyba powinno być "wrócił z tarczą", bo jeśli dobrze rozumiem Lutobor miał za sobą zwycięskie walki, a nie przegrane.

Na tarczy noszono wodza Galów w "Asterixie", ale to zupełnie inna historia.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o filmach: Tomb Raider
Jarosław Robak

27 IV 2018

Nowy „Tomb Raider” zaciera więc fatalne wrażenie po dwóch poprzednich podejściach do przygód Lary Croft – ale do „Poszukiwaczy zaginionej Arki” wciąż mu bardzo daleko.

więcej »

Czekając na deus ex machina
Agnieszka ‘Achika’ Szady

26 IV 2018

Od początku było wiadomo, że problemem „Infinity War” (wybaczcie, polska wersja tytułu gryzie mnie w mózg) będzie nadmiar postaci, z których każda powinna dostać swoje pięć minut. Oczywiście grozi to tym, że żadna nie zostanie wygrana porządnie, a kilka potencjałów się zmarnuje. I tak też się stało. Ale to jeszcze nie jest najgorsze.

więcej »

East Side Story: Demonów ci u nas dostatek!
Sebastian Chosiński

22 IV 2018

Film Jegora Baranowa nie jest ani kontynuacją, ani odpowiedzią na adaptację „Wija” autorstwa Olega Stiepczenki sprzed czterech lat. To środkowa część kinowego miniserialu opartego na nowelach opublikowanych pierwotnie w zbiorach „Wieczory na chutorze w pobliżu Dikańki” oraz „Mirgorod”. W drugiej części trylogii Baranow wziął na warsztat „Zaczarowane miejsce” i właśnie legendarnego „Wija”.

więcej »

Polecamy

Ranking filmów oscarowych

Oscary 2018:

Ranking filmów oscarowych
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Esensja przyznaje Oscary
— Piotr Dobry, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Najlepsze filmy
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Najlepsi aktorzy
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Kategorie techniczne
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.