Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 maja 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXVI

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Ron Howard
‹Han Solo: Gwiezdne wojny – historie›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHan Solo: Gwiezdne wojny – historie
Tytuł oryginalnySolo: A Star Wars Story
Dystrybutor Disney
Data premiery25 maja 2018
ReżyseriaRon Howard
ZdjęciaBradford Young
Scenariusz
ObsadaEmilia Clarke, Donald Glover, Alden Ehrenreich, Woody Harrelson, Paul Bettany, Thandie Newton, Jon Favreau, Warwick Davis
MuzykaJohn Powell
Rok produkcji2018
Kraj produkcjiUSA
CyklGwiezdne wojny, Historie
Gatunekakcja, fantasy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Solo, ale w drużynie
[Ron Howard „Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Przecieki z planu „Hana Solo” budziły obawy, zapowiadając pierwszą wielką gwiezdnowojenną wtopę Disneya, niepokoił również młody odtwórca roli tytułowego bohatera. Dobra wiadomość jest taka, że wcale nie jest tak źle. Ale nie jest też jakoś specjalnie dobrze.

Konrad Wągrowski

Solo, ale w drużynie
[Ron Howard „Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” - recenzja]

Przecieki z planu „Hana Solo” budziły obawy, zapowiadając pierwszą wielką gwiezdnowojenną wtopę Disneya, niepokoił również młody odtwórca roli tytułowego bohatera. Dobra wiadomość jest taka, że wcale nie jest tak źle. Ale nie jest też jakoś specjalnie dobrze.

Ron Howard
‹Han Solo: Gwiezdne wojny – historie›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHan Solo: Gwiezdne wojny – historie
Tytuł oryginalnySolo: A Star Wars Story
Dystrybutor Disney
Data premiery25 maja 2018
ReżyseriaRon Howard
ZdjęciaBradford Young
Scenariusz
ObsadaEmilia Clarke, Donald Glover, Alden Ehrenreich, Woody Harrelson, Paul Bettany, Thandie Newton, Jon Favreau, Warwick Davis
MuzykaJohn Powell
Rok produkcji2018
Kraj produkcjiUSA
CyklGwiezdne wojny, Historie
Gatunekakcja, fantasy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Kilka lat temu, po zapowiedziach powstania trzeciej trylogii i serii filmowych spin-offów napisałem artykuł na potrzeby portalu Stopklatka o tym, czego możemy się spodziewać po nowych „Gwiezdnych wojnach”. O zapowiadanym już wówczas filmie o młodości Hana Solo pisałem tak:

Co w ogóle wiemy o Hanie Solo? Niewiele, przynajmniej w oficjalnej historii „Gwiezdnych wojen”. Pochodzi z planety Corelia, niespecjalnie nadaje się na wzór dla młodzieży, jako że w młodości był kieszonkowcem i w ogóle niebieskim ptakiem. Potem się nieco ustatkował, wstępując do Imperialnej Floty. Zanim jednakże założył na stałe twarzowy biały kask, pewne spotkanie zmieniło jego życie. Co ciekawe, nie chodzi o kobietę, ale o dwumetrowego przedstawiciela gatunku Wookie (zwanego pieszczotliwie „chodzącym dywanem”), którego Han ratuje z rąk handlarzy niewolników. Odtąd ta dwójka staje się nierozłączna, raźno wstępując na przemytniczy szlak.
Przygody, przemyt, potyczki z imperium i gangsterami Jabby – można aż przebierać w pomysłach na film. Nie wątpię jednak, że trzy elementy po prostu muszą się w nim znaleźć, ich braku fani nie wybaczą. Po pierwsze – oczywiście zapoznania Chewbaccki i ukazania przyczyn, dla których włochaty pilot ma u Hana Solo dług życia. Po drugie – słynnej rozgrywki karcianej, w której Han Solo wygrał „Sokoła Millenium” od Lando Carlissiana. Po trzecie – choć to już może mniej obowiązkowy element – głośnego „Kessel Run”, w którym Han Solo udowodnił, że jego statek jest najszybszy w galaktyce, pokonując dystans wyścigu w zaledwie 12 parseków. Jako że parsek zasadniczo jest jednostką odległości, a nie czasu, jestem bardzo ciekaw jak scenarzyści się nagimnastykują, by pokazać prawdziwe możliwości „Sokoła” i ukryć dawny błąd George’a Lucasa.

Dziś, gdy film już powstał, można zestawić przewidywania z rzeczywistością. I wiecie co? Całkiem niezły ze mnie prorok.
Nie ma się co pysznić – to nie było zbyt trudne do przewidzenia. Po raz kolejny historia uniwersum narzuciła ścisłe ramy na stworzoną opowieść, co nigdy nie było dla filmu korzystne. W „Hanie Solo” zobaczymy więc nieco łotrzykowskiej młodości Hana na Korelii, nieco służby w siłach Imperium i oczywiście kilka definiujących go kluczowych wydarzeń. Poza tym właściwie pojawiły się tylko dwa odrębne elementy – wątek miłosny i złodziejska misja, wykonywana na zlecenie prominentnego gangstera. To niestety w sumie bardzo niewiele, nie można więc o scenariuszu powiedzieć by był bardzo wyszukany czy skomplikowany. Jakby przypominając sobie, że opowiadanie znanej widzom historii nie jest najlepszym pomysłem na film, końcówka dostarcza kilka ciekawszych wolt i niestandardowych rozwiązań – ale to zdecydowanie za mało, jak na osobny film. Widz nawet zaczyna odnosić wrażenie, że gdy zaczęło się robić ciekawiej, film nagle się skończył.
Poza tym mamy – wbrew obawom – z w miarę przyzwoitą filmową robotą, która jednak nie dostarcza ani jednego elementu, który mógłby wejść do gwiezdnowojennego kanonu. Tempo filmu jest przyzwoite, ale monotonne, niby za kamerą mamy bardzo doświadczonego reżysera (Ron Howard), ale nie różnicuje od specjalnie klimatu scen akcji i refleksyjnych. W pogoni za rozrywką film gubi szansę na zatrzymanie się na chwilę i pogłębienie postaci bohaterów. W efekcie żadna z nich nie budzi większych emocji, i naprawdę trudno przejąć się śmiercią niektórych z kluczowych postaci.
Muzyka Johna Powella, raczej odmienna od typowej dla sagi, również nie pomaga – mam wręcz wrażenie, że przyczynia się do odczuwania opowieści jako nieco zbyt monotonnej. Strona wizualna ma swój szczytowy moment podczas napadu na pociąg, ale ta – niezła – scena nie jest jakąś wielką wizualną rewolucją, a reszta scenerii (choć nie zabrakło tu Lucasowskiej wizji starej, zużytej Galaktyki) czerpie mocno z różnych madmaksowo-postapokaliptycznych klimatów, sprawiając wrażenie pewnej wtórności. A przecież każdy z ostatnich filmów – „Przebudzenie Mocy”, „Łotr 1” i „Ostatni Jedi” potrafił wprowadzić elementy zachwycające wizualnie.
Przejdźmy do bohaterów. Alden Ehrenreich stara się jak może, próbuje oddać urok Harrisona Forda, starannie kopiuje wiele jego zachowań, widać wyraźnie, że zależy mu nie na kreacji swej postaci, ale na jak najlepszym wpisaniu się w oczekiwania fanów. Co z tego, skoro nie ma naturalnej charyzmy Forda, aktora wszak niewybitnego, ale lubianego przez kamerę i potrafiącego genialnie wygrać zawiadiacko-melancholijne sprzeczności swej własnej natury. Ehrenreich, próbując to kopiować, w niektórych scenach wypada sztucznie. I znów – nie ma tu żadnej katastrofy (na którą zapowiadało się po pierwszym zwiastunie), ale też nie ma zachwytów. Da się Ehrenreich jako Solo zaakceptować, ale zawsze będzie poczucie, że to tylko imitacja oryginału. (Poza tym aktor ten jest o dziewięć centymentrów niższy od Harrisona Forda i, wierzcie mi, w filmie to widać).
A reszta postaci? Mimo tytułu, mimo podkreślenia, skąd wzięło się nazwisko Hana, misja w filmie jest przedsięwzięciem drużynowym, trzeba się więc tej drużynie przyjrzeć. Woody Harrelson gra bohatera w swoim stylu – dojrzałego, zgorzkniałego, zmęczonego życiem, kierującego się swym kodeksem – i jest to kreacja w pełni satysfakcjonująca. Błyszczy Donald Glover w roli Lando Carlissiana, nie tylko nawiązując do roli Billy’ego Dee Williamsa, ale tworząc własnego, autonomicznego bohatera (ale z pewnością miał w tym od Ehrenreicha więcej swobody). Broni się Paul Bettany, ale już – co zaskakujące – Emilia Clarke jako Qi’ra, mając największe pole do popisu, otrzymując postać złożoną, nieoczywistą i nie skrępowaną ramami uniwersum, mając szansę na najlepszą femme fatale cyklu, koncertowo tę szansę marnuje, ograniczając swą rolę do ładnego wyglądu i smutnych uśmiechów.
Żadna z powyższych wad nie dyskwalifikuje filmu jak takiego, każda ściąga go tylko w obszary przeciętności. Czy więc warto było sięgać po historię kultowej, ulubionej przez fanów postaci, by nakręcić dzieło co najwyżej średnie? Końcówka jawnie zapowiada sequel – on, wbrew pozorom mógłby być dużo lepszy, wszak właśnie w finale dzieje się najwięcej i najciekawiej (a Han strzela pierwszy). Co więcej – można swobodnie operować fabułą, nie szukając jak by tu można wkręcić grę w Sabaka i Kessel Run. Aby jednak się zdecydować na taki sequel, trzeba pewnie bardziej pozytywnego odbioru części pierwszej – a z tym może być jednak trudno.
koniec
25 maja 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Magiczne słowo: „Shazam!”
Sebastian Chosiński

25 V 2019

Można odnieść wrażenie, że w ostatnim czasie projekt pod hasłem DC Extended Universe włączył drugi bieg. Sześć miesięcy temu swoją premierę miał niezły „Aquaman”, a w marcu tego roku wcale nie gorszy od niego, choć skierowany do nieco młodszej widowni, „Shazam!”. A jeszcze atrakcyjniej wyglądają plany na rok przyszły. Czy to wystarczy jednak, aby zmniejszyć dystans do Marvel Cinematic Universe?

więcej »

Nic nowego pod słońcem
Miłosz Cybowski

20 V 2019

Pierwszy „John Wick” mógł jeszcze zaskakiwać bezkompromisowością, drugi, mimo pewnej sztampy, oferował jeszcze więcej, natomiast trójka… Trójka w żadnym wypadku nie pozostaje w tyle.

więcej »

East Side Story: Stachanowcy pod gradem bomb i kul
Sebastian Chosiński

19 V 2019

A już zdążyłem się zmartwić! Że maj w pełni, a w kinach rosyjskich brak premier filmowych związanych z tradycyjnie hucznie obchodzonym w tym miesiącu Dniem Zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Aż w końcu dotarł do mnie „Korytarz nieśmiertelności” Fiodora Popowa – dramat wojenny o jednym z istotniejszych, aczkolwiek nieco już zapomnianych, epizodów składających się na dzieje blokady Leningradu.

więcej »

Polecamy

Tania siła robota

Z filmu wyjęte:

Tania siła robota
— Jarosław Loretz

Samopodający się talerz
— Jarosław Loretz

Chatka niekoniecznie z piernika
— Jarosław Loretz

Zwrotów nie przyjmujemy. Na ogół.
— Jarosław Loretz

Małe ptaki konsumuje się w całości
— Jarosław Loretz

Makabra (anatomiczna)
— Jarosław Loretz

Rezydencja marzeń (producentów filmowych)
— Jarosław Loretz

Dzielny mały skuter
— Jarosław Loretz

Grunt to dobra służąca
— Jarosław Loretz

Ćwiczenia pod prysznicem
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Krótko o filmach: Han Solo
— Marcin Osuch

Krótko o filmach: Han Solo
— Sebastian Chosiński

Pozwól Wookieemu wygrać
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tegoż twórcy

Krótko o filmach: Han Solo
— Marcin Osuch

Scenarzysta bez Wergiliusza
— Marcin T.P. Łuczyński

Im bliżej jesteś śmierci, tym bardziej czujesz, że żyjesz
— Konrad Wągrowski

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (8)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (5)
— Jakub Gałka

Dżinn w akceleratorze
— Marcin T. P. Łuczyński

O aniołach i rozrywce
— Przemysław Romański

Two Men Show
— Piotr Czerkawski

Ponad grobem bogini
— Marcin Łuczyński

Bardzo amerykański film
— Urszula Lipińska

Tegoż autora

Kryminalny egzystencjalizm
— Konrad Wągrowski

900 metrów w pionie
— Konrad Wągrowski

Mam wiersz
— Konrad Wągrowski

Obiecaliśmy już wszystko. Czego jeszcze chcecie?
— Konrad Wągrowski

Powojenny melodramat
— Konrad Wągrowski

Pomysł na życie zawodowe po osiemdziesiątce
— Konrad Wągrowski

Runie ta chwiejna konstrukcja
— Konrad Wągrowski

Po rozstaniu rodziców
— Konrad Wągrowski

Na dwóch różnych nutach
— Konrad Wągrowski

Egzystencjalizm rewolwerowców
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.