Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 lutego 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Paweł Pawlikowski
‹Zimna wojna›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZimna wojna
Dystrybutor Kino Świat
Data premiery8 czerwca 2018
ReżyseriaPaweł Pawlikowski
ZdjęciaŁukasz Żal
Scenariusz
ObsadaJoanna Kulig, Tomasz Kot, Borys Szyc, Agata Kulesza, Cédric Kahn, Jeanne Balibar, Adam Wronowicz, Adam Ferency
Rok produkcji2018
Kraj produkcjiFrancja, Polska, Wielka Brytania
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

W miłości jak na wojnie

Esensja.pl
Esensja.pl
„Zimna wojna” wrze. „Zimna wojna” parzy. „Zimna wojna” rozpala zmysły i uśpione tęsknoty: za dawno niesłyszaną (nie tylko łemkowską) melodią, dzikim tańcem o świcie na barowej ladzie, pewnym typem kina, którego schyłek już niejednokrotnie głoszono. I w końcu – powiedzmy to wprost – za miłością, za namiętnością która zwala z nóg, do diabła!

Joanna Najbor

W miłości jak na wojnie

„Zimna wojna” wrze. „Zimna wojna” parzy. „Zimna wojna” rozpala zmysły i uśpione tęsknoty: za dawno niesłyszaną (nie tylko łemkowską) melodią, dzikim tańcem o świcie na barowej ladzie, pewnym typem kina, którego schyłek już niejednokrotnie głoszono. I w końcu – powiedzmy to wprost – za miłością, za namiętnością która zwala z nóg, do diabła!

Paweł Pawlikowski
‹Zimna wojna›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZimna wojna
Dystrybutor Kino Świat
Data premiery8 czerwca 2018
ReżyseriaPaweł Pawlikowski
ZdjęciaŁukasz Żal
Scenariusz
ObsadaJoanna Kulig, Tomasz Kot, Borys Szyc, Agata Kulesza, Cédric Kahn, Jeanne Balibar, Adam Wronowicz, Adam Ferency
Rok produkcji2018
Kraj produkcjiFrancja, Polska, Wielka Brytania
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Tak jak żyjący na emigracji muzyk Wiktor transponuje znane melodie Mazurek (vel zespołu Mazowsze), aby uczynić je zrozumiałymi we Francji, tak zdobywca Oscara za „Idę” pożycza to, co najlepsze z nadwiślańskiej ikonografii w celu stworzenia filmu już w iście europejskim stylu. Będąc twórcą transnarodowym, który od czternastego roku życia mieszka poza granicami Polski, Paweł Pawlikowski potrafi spojrzeć na kulturę rodaków okiem cudzoziemca i wydobyć z niej unikatowy koloryt lokalny (i, paradoksalnie, nie potrzebuje do tego całej feerii barw – wystarczą dwie podstawowe plus odrobina pięknego, rozproszonego światła). Najpierw udało mu się oczarować w ten sposób Cannes, teraz przyszła kolej mas, czyli nas. Bo wydawałoby się, że nie można zawrzeć clou ludzkiej egzystencji w zaledwie 85 minutach, i to za pomocą wcale nieśpiesznych, perfekcyjnie skomponowanych kadrów i narracji naszpikowanej elipsami. A jakoś na wszystko znalazło się w tej miłosnej czarnej balladzie miejsce: na alternatywną lekcję powojennej historii, krajoznawczą eskapadę po Europie śladem zespołu ludowego, na szał uniesień między charakterną femme fatale Ingrid Berg… przepraszam, Joanną Kulig, a Humphreyem Bog… przepraszam, Tomaszem Kotem (liczyłam ilość dreszczy, wywołanych kombinacją ich spojrzeń, jazzujących saksofonów a’la wczesny Komeda i nieskazitelnych ujęć Łukasza Żala – było ich co najmniej kilkanaście).
Mój znajomy powiedział kiedyś, że najpiękniejsze miłości to te, których nie było. Być może – jeśli spojrzy się na melodramatyczne losy Zuli i Wiktora, którzy z jednej strony funkcjonują jako postaci uwikłane w dramat stalinizmu, a z drugiej jako więźniowie swoich własnych, dionizyjskich namiętności, nad którymi rozum sprawuje tylko pozorną kontrolę. To bohaterowie tragiczni, nieszczęśliwi spadkobiercy amour fou spod gwiazdy Tristana i Izoldy lub protagonistów filmu noir. Twórca „Lata miłości” korzysta ze sprawdzonych zaklęć, aby odnowić pojęcie magii kina, ale w iście oldschoolowym stylu, przywodzącym na myśl realizm poetycki, estetykę Orsona Wellesa czy najlepsze dokonania polskiej szkoły filmowej. Jakby chciał w ten sposób powiedzieć: tak naprawdę, najmilsi widzowie, nie potrzebujecie aż tylu strzałów, superbohaterów, pościgów – bo czy podobne triki nie są wyłącznie wizualną atrapą, pod którą kryje się potrzeba prawdziwych, banalnie prostych (albo przeciwnie – tak bardzo trudnych) emocji? Wieść głosi, że na wojnie i w miłości nie ma reguł. Skoro tak, to Pawlikowski jest strategiem, który starciami tego siejącego spustoszenie, miłosnego żywiołu potrafi pokierować z zimną krwią, ale czułym okiem. Przynajmniej na ekranie.
Świat widziany przez jego czarne okulary, z którymi reżyser się chyba nigdy nie rozstaje, jest jak powracająca co chwilę echem ludowa piosenka w wykonaniu bohaterki granej przez Joannę Kulig (swoją drogą, reżyser wykorzystał jej talent wokalny już w „Kobiecie z piątej dzielnicy”). To rzeczywistość trochę elegancka, trochę retro, trochę nostalgiczna, ale zdecydowanie arcyromantyczna, której siła leży w pauzach i niedopowiedzeniach. „A ja chłopca łap za szyję, będę kochać póki żyję” brzmi w tym kontekście jak motto, którym można by opatrzyć całość dramatu.
Bo przecież schemat fabularny brzmi dziwnie znajomo: On, ona. Spotykają się. Chcą się. Nie chcą się. On kocha – ona nie. Krążą wokół siebie jak zagubione ćmy wokół płomienia, nie mogąc żyć ani razem, ani osobno. No i jest jeszcze ten trzeci, filister Szyc (równie genialny!), z którym przecież jej tak bezpiecznie, tak wygodnie. Tło tej melancholijnej sagi również jest nie bez znaczenia: nieokiełznany jazz przeplatany aranżacjami ludowych szlagierów Marcina Maseckiego, klub nocny L’Eclipse w pocztówkowym Paryżu, niedookreślone miejsca gdzieś w Polsce, Jugosławii, Rosji. Wszystko to, aby drogi Zuli i Wiktora w końcu zbiegły się na (sic!) rozdrożu – dokładnie tym samym, na którym stanęła kilka lat temu Ida, kiedy przyszło jej wybierać między klasztorem a życiem pełnym doczesnych uciech. Jak tak dalej pójdzie, będzie to najsłynniejsze skrzyżowanie w Polsce, a wbita tam w ziemię tabliczka z nazwiskiem Pawlikowskiego upamiętni zarówno miłość jego rodziców, którym twórca dedykował film, jak i wybitne dokonania polskiego kina współczesnego. Można spekulować, w którą stronę poszła wtedy Ida, jednak w przypadku bohaterów „Zimnej wojny” sprawa jest już jasna. I choć niektórzy pewnie zarzucą reżyserowi poruszanie się w bezpiecznym kręgu konwencji i stereotypów, to nie sądzę, by w tym wypadku miało to jakiekolwiek znaczenie – taki już przywilej kina gatunkowego, i to z założenia klasycznego. Pawlikowski tworzy obraz sentymentalny, dramatyczny, niedzisiejszy – a przy tym po prostu dojmująco piękny. „Żeby z czegoś takiego zrobić coś… takiego! Dziękuję wam!” mówi bohater grany przez Szyca po wysłuchaniu jednego z koncertów Mazurek i tak to tu zostawię.
koniec
18 czerwca 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Tyle demona, ile trucizny w zapałce
Sebastian Chosiński

17 II 2019

Mam z tym filmem problem. Z jednej strony doceniam jego awangardową formę, z drugiej drażni mnie dezynwoltura, z jaką autor podchodzi do fabuły. Cieszą mnie nawiązania do rosyjskiej tradycji, ale martwi fakt, że wszystko to nie zmierza do jakiegoś określonego celu, a zatapia się jedynie w imitowaniu stylu Davida Cronenberga czy Nicolasa Windinga Refna. Jaki obraz wzbudził we mnie takie kontrowersje? „Rosyjski demon” Grigorija Konstantinopolskiego.

więcej »

Władczynie w męskim świecie
Konrad Wągrowski

16 II 2019

Na tle „Faworyty” opowieść o innej królowej z dynastii Stuartów wypada średnio.

więcej »

Kino przestarzałego niepokoju
Mateusz Żebrowski

15 II 2019

„Płomienie” Chang-donga Lee jeszcze niedawno wydawały się czarnym koniem w wyścigu oscarowym w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Ostatecznie koreańskiemu kandydatowi nie udało prześlizgnąć się ze skróconej listy do finałowej piątki, co oznacza, że nie stanie on w szranki o ostateczne zwycięstwo z „Romą” Alfonso Cuaróna i „Zimną wojną” Pawła Pawlikowskiego, ale i tak dzieło Lee uważane jest za jeden z najważniejszych obrazów zeszłego roku. Dlatego też warto pochylić się nad najnowszym (...)

więcej »

Polecamy

Zróbmy sobie statuę

Z filmu wyjęte:

Zróbmy sobie statuę
— Jarosław Loretz

Szpiedzy z tamtych lat
— Jarosław Loretz

Zła passa Cyganów
— Jarosław Loretz

Rtęć morderczą jest
— Jarosław Loretz

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Jeszcze à propos jedzenia
— Jarosław Loretz

Smacznego z Ameryki
— Jarosław Loretz

Telewizja cię zje!
— Jarosław Loretz

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Miłość zimna jak rozpalone żelazo
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Maj 2015 (3)
— Jarosław Loretz, Jarosław Robak

Esensja ogląda: Czerwiec 2014 (3)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Piotr Dobry

Esensja ogląda: Listopad 2013 (2)
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Ewa Drab, Krystian Fred

Tegoż autora

Wszystko zostaje w rodzinie
— Joanna Najbor

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.