Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 lutego 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Anton Bilżo
‹Ambiwalencja›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAmbiwalencja
Tytuł oryginalnyАмбивалентность
ReżyseriaAnton Bilżo
ZdjęciaAleksandr Martynow
Scenariusz
ObsadaDanił Stiekłow, Olga Cyrsen, Jegor Morozow, Walentina Kuwajewa, Dmitrij Żurawlow, Walentin Samochin, Iwan Wierchowych, Galina Stachanowa, Ksenia Bazanowa, Andriej Bilżo, Jegor Tuczin
MuzykaWadim Majewski, Aleksandr Turkunow
Rok produkcji2018
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania117 minut
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

XII Sputnik nad Polską: Pierwszy krok do szaleństwa

Esensja.pl
Esensja.pl
Kolejny mocny rosyjski film, który pojawił się na tegorocznym „Sputniku”. Film o dwóch młodych mężczyznach, wywodzących się z zupełnie innych światów i hołdujących skrajnie odmiennym wartościom, których przyjaźń zostaje wystawiona na najcięższą próbę, gdy jeden z nich odkrywa tajemnicę drugiego. Nie bez powodu Anton Bilżo nadał mu tytuł „Ambiwalencja” – wszak to jeden z głównych objawów dezintegracji psychicznej, znamionujący schizofrenię.

Sebastian Chosiński

XII Sputnik nad Polską: Pierwszy krok do szaleństwa

Kolejny mocny rosyjski film, który pojawił się na tegorocznym „Sputniku”. Film o dwóch młodych mężczyznach, wywodzących się z zupełnie innych światów i hołdujących skrajnie odmiennym wartościom, których przyjaźń zostaje wystawiona na najcięższą próbę, gdy jeden z nich odkrywa tajemnicę drugiego. Nie bez powodu Anton Bilżo nadał mu tytuł „Ambiwalencja” – wszak to jeden z głównych objawów dezintegracji psychicznej, znamionujący schizofrenię.

Anton Bilżo
‹Ambiwalencja›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAmbiwalencja
Tytuł oryginalnyАмбивалентность
ReżyseriaAnton Bilżo
ZdjęciaAleksandr Martynow
Scenariusz
ObsadaDanił Stiekłow, Olga Cyrsen, Jegor Morozow, Walentina Kuwajewa, Dmitrij Żurawlow, Walentin Samochin, Iwan Wierchowych, Galina Stachanowa, Ksenia Bazanowa, Andriej Bilżo, Jegor Tuczin
MuzykaWadim Majewski, Aleksandr Turkunow
Rok produkcji2018
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania117 minut
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Moskwianin Anton Bilżo (rocznik 1978) wyrasta na twórcę, który nie ma najmniejszego zamiaru chodzić na skróty i nie szuka łatwego poklasku. Na twórcę, któremu bliska jest poetyka dzieł Aleksieja Bałabanowa, Andrieja Zwiagincewa czy – spośród swoich (niemal) rówieśników – chociażby Borisa Chlebnikowa. Już w nakręconym przed dwoma laty, co prawda jeszcze średnio udanym, debiucie – dramacie fantasy „Ryba-marzenie” – udowodnił, że tkwi w nim ogromny potencjał, który w pełni wykorzystał dopiero w tegorocznej „Ambiwalencji”. Film w Rosji nie jest jeszcze powszechnie znany, do kin trafi bowiem dopiero w marcu przyszłego roku. Już teraz można jednak domniemywać, że będą mu towarzyszyć spore kontrowersje. Jest to bowiem obraz buntowniczy, naruszający społeczne tabu, którego główni bohaterowie na dodatek przez cały czas stąpają po wyjątkowo cienkim lodzie.
Piotr i Stanisław są dwudziestopięciolatkami, obaj studiują psychiatrię i od lat przyjaźnią się ze sobą. I to w zasadzie wszystko, co ich łączy. A co dzieli? Piotr ma luzackie podejście do życia, w którym od dawna musi radzić sobie sam (rodzice wyprowadzili się do Niemiec, pozostawiając chłopaka pod opieką babci). W czasie wolnym gra na perkusji w zespole ekstremalnie metalowym, którego wokalistką jest jego dziewczyna Anna (nie myślą jednak, a przynajmniej nie on, o zalegalizowaniu związku). Stas zdaje się być przeciwieństwem Piotra – poważny, ułożony, z tak zwanego dobrego i bogatego domu. Ojciec biznesmen, matka – przewodnik w muzeum. Po pracy trenuje sport idealny dla swojej grupy społecznej – łucznictwo. Mężczyźni przyciągają się i odpychają jednocześnie. Rywalizują ze sobą, zaciekle walcząc o przewodnictwo w stadzie, ale zarazem jeden drugiemu zazdrości: Stas Piotrowi wolności, Piotr Stasowi – normalnej rodziny. Ich postawę wobec siebie można nazwać, bez najmniejszych wątpliwości, ambiwalentną: potrzebują siebie, ale i, choć przez dłuższy czas w sposób nieuświadomiony, nienawidzą.
Są jak beczka prochu. Wystarczy tylko iskra, by obaj eksplodowali, niszcząc wszystko dokoła siebie. Wydarzenie, jakie ostatecznie zmienia relacje między nimi i prowadzi do tragedii, wygląda z pozoru niewinnie: jadąc na koncert zespołu Piotra i Anny, Stas zabiera ze sobą Katię, swoją matkę. W zatłoczonym klubie, osaczona agresywnymi dźwiękami, kobieta czuje się nieswojo, ale jest dobrze wychowana – wie, jak zachować się w każdej sytuacji, nawet w tak nietypowej. To przykuwa uwagę Piotra, który porównując pięćdziesięciolatkę z o połowę młodszą od niej Anną, dostrzega z czasem miałkość swoich relacji z dziewczyną. Gdy kilka dni później odwiedza przyjaciela w domu, przypadkowe zdarzenie sprawia, że zostaje przekroczona granica. Od tego momentu już nic nie będzie takie, jak wcześniej. Bohaterowie – również, zdawałoby się, zdystansowany i chłodno patrzący na życie, Stas – ulegają coraz gwałtowniejszym emocjom, które odbierają im zdolność racjonalnego myślenia.
Bez psychiatrycznej otoczki – scen rozgrywających się w sali wykładowej i zajęć praktycznych w szpitalu (sanatorium) dla nerwowo chorych – film Antona Bilżo nie miałby takiej głębi, nie byłby tak przejmujący. Bo choć Piotr i Stas widzą na własne oczy, dokąd może doprowadzić ich postępowanie (unaocznia im to przede wszystkim przykład pacjenta Jegora), nie potrafią zatrzymać się, zrobić w tył zwrot, zdjąć nogę z pedału gazu. Podświadomie obaj zmierzają do czołowego zderzenia, na każdym kroku prowokując otoczenie, nie licząc się z innymi. Wszyscy – musimy do tego dodać jeszcze Katię i jej męża Dmitrija – stają się ofiarami fatalnego zauroczenia. Akcja „Ambiwalencji” rozgrywa się zimą, w okresie świąteczno-noworocznym, ale nawet panująca za oknem aura nie studzi emocji. Możecie więc sobie wyobrazić, jak wysoki jest poziom adrenaliny we krwi obu mężczyzn! Dając się ponieść negatywnym uczuciom, nie zważają już na nic ani na nikogo. A przecież, jako przyszli psychiatrzy niosący pomoc „skrzywdzonym i poniżonym” (niekoniecznie w rozumieniu Fiodora Dostojewskiego), powinni być najbardziej świadomi, do czego to wszystko zmierza.
Główne role zagrali Danił Stiekłow („Na żywo!”, „Podrzutki”) jako Piotr oraz Jegor Morozow („Czas pionierów”), który wcielił się w Stasa. Katia ma twarz (i ciało) pochodzącej z Uzbekistanu Olgi Cyrsen, niegdyś baletnicy, teraz nauczycielki tańca klasycznego. Dlaczego nie powierzono tej postaci żadnej zawodowej aktorce filmowej? Być może żadna nie chciała wziąć na swoje barki takiego ciężaru, podejrzewając, jakie polemiki może wywołać „Ambiwalencja” po premierze. A może reżyserowi zwyczajnie zależało na tym, aby jego bohaterka nie posiadała „bagażu” wcześniejszych ról. Trzeba też wspomnieć o mistrzach drugiego planu, czyli Dmitriju Żurawlowie („Pojedynek”), ojcu Stasa, oraz Walentinie Samochinie („Jeszcze jeden rok”, „Poganie”, „Dowłatow”), który przejmująco odegrał epizodyczną postać cierpiącego na zaburzenia psychiczne Jegora.
Za fabułę obrazu odpowiada tandem autorski Siergiej Taramajew i Liubow Lwowa, którzy przed paroma laty stworzyli oniryczny dramat – także pokazywany na „Sputniku” – „Podróż zimowa” (2012). Przyglądając się obu dziełom, można dostrzec wiele punktów stycznych, ale najważniejsze, że pokazuje on progres, jaki przeszli oboje scenarzyści. Ścieżka dźwiękowa wyszła spod ręki innego, współpracującego ze sobą od wielu lat, duetu artystycznego: Wadima Majewskiego i Aleksandra Turkunowa („Wurdałaki”). Typowa muzyka ilustracyjna miesza się tu ze stylowym jazzem, a wszystko zostało odpowiednio dopasowane do okoliczności. Nie zawiódł również operator Aleksandr Martynow, mimo że spośród całej ekipy realizatorskiej miał najmniej doświadczenia przy tego typu projektach (dotąd tworzył głównie na potrzeby „małego ekranu”).
koniec
18 listopada 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Kino przestarzałego niepokoju
Mateusz Żebrowski

15 II 2019

„Płomienie” Chang-donga Lee jeszcze niedawno wydawały się czarnym koniem w wyścigu oscarowym w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Ostatecznie koreańskiemu kandydatowi nie udało prześlizgnąć się ze skróconej listy do finałowej piątki, co oznacza, że nie stanie on w szranki o ostateczne zwycięstwo z „Romą” Alfonso Cuaróna i „Zimną wojną” Pawła Pawlikowskiego, ale i tak dzieło Lee uważane jest za jeden z najważniejszych obrazów zeszłego roku. Dlatego też warto pochylić się nad najnowszym (...)

więcej »

Dobry, zły i łamliwy
Konrad Wągrowski

14 II 2019

M. Night Shyamalan domknął swoją nietypową superbohaterską trylogię, ale poziomowi pierwszego filmu z pewnością nie dorównał.

więcej »

Żmije
Jarosław Robak

12 II 2019

Kto by się spodziewał po twórcy „Lobstera” oscarowego kina kostiumowego? Yorgos Lanthimos przyzwyczaił nas do pesymizmu, ekscentrycznych konceptów, dziwacznych bohaterów i absurdalnego, nieludzkiego świata – w „Faworycie” tego nie zabraknie, choć to bez wątpienia najbardziej przystępny film w karierze greckiego reżysera. Najlepszy od czasu „Kła” – także za sprawą trzech wybitnych aktorek.

więcej »

Polecamy

Zróbmy sobie statuę

Z filmu wyjęte:

Zróbmy sobie statuę
— Jarosław Loretz

Szpiedzy z tamtych lat
— Jarosław Loretz

Zła passa Cyganów
— Jarosław Loretz

Rtęć morderczą jest
— Jarosław Loretz

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Jeszcze à propos jedzenia
— Jarosław Loretz

Smacznego z Ameryki
— Jarosław Loretz

Telewizja cię zje!
— Jarosław Loretz

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.