Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

David Yates
‹Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda
Tytuł oryginalnyFantastic Beasts: The Crimes of Grindelwald
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery16 listopada 2018
ReżyseriaDavid Yates
ZdjęciaPhilippe Rousselot
Scenariusz
ObsadaEddie Redmayne, Katherine Waterston, Dan Fogler, Alison Sudol, Ezra Miller, Jude Law, Johnny Depp, Zoë Kravitz
MuzykaJames Newton Howard
Rok produkcji2018
Kraj produkcjiUSA, Wielka Brytania
CyklHarry Potter, Fantastyczne zwierzęta
WWW
Gatunekfamilijny, fantasy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Niuchacz, czarownica i stary Kredens
[David Yates „Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
No dobrze, Kredens (Credence Barebone) nie jest stary, tylko młody, ale nie mogłam oprzeć się absurdalnemu urokowi nawiązania. „Zbrodnie Grindelwalda” są filmem dość mrocznym i skierowanym chyba głównie do dorosłych widzów wychowanych na cyklu potterowskim. Nie żeby był to film jakoś szczególnie „nie dla dzieci”, po prostu poruszane w nim problemy dla, powiedzmy, dziesięciolatków będą pewnie nudne i niezbyt zrozumiałe, zaś elementów baśniowych jest dużo mniej niż w pierwszej części.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Niuchacz, czarownica i stary Kredens
[David Yates „Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda” - recenzja]

No dobrze, Kredens (Credence Barebone) nie jest stary, tylko młody, ale nie mogłam oprzeć się absurdalnemu urokowi nawiązania. „Zbrodnie Grindelwalda” są filmem dość mrocznym i skierowanym chyba głównie do dorosłych widzów wychowanych na cyklu potterowskim. Nie żeby był to film jakoś szczególnie „nie dla dzieci”, po prostu poruszane w nim problemy dla, powiedzmy, dziesięciolatków będą pewnie nudne i niezbyt zrozumiałe, zaś elementów baśniowych jest dużo mniej niż w pierwszej części.

David Yates
‹Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda
Tytuł oryginalnyFantastic Beasts: The Crimes of Grindelwald
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery16 listopada 2018
ReżyseriaDavid Yates
ZdjęciaPhilippe Rousselot
Scenariusz
ObsadaEddie Redmayne, Katherine Waterston, Dan Fogler, Alison Sudol, Ezra Miller, Jude Law, Johnny Depp, Zoë Kravitz
MuzykaJames Newton Howard
Rok produkcji2018
Kraj produkcjiUSA, Wielka Brytania
CyklHarry Potter, Fantastyczne zwierzęta
WWW
Gatunekfamilijny, fantasy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
O ile z seansu „Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć” (polska gramatyko, czemu mi to robisz…) wyszłam autentycznie oczarowana, o tyle druga część pozostawiła we mnie raczej wrażenie chaosu i niedosytu. Do scenariusza wrzucono zdecydowanie za dużo wątków, przez co żaden nie został interesująco rozwinięty. Takoż zupełnie niepotrzebnie cykl zatytułowano „Fantastyczne zwierzęta”, co sugeruje, że: a) Newt Scamander jest głównym bohaterem; b) zwierzęta są w jakiś sposób osią akcji. Tymczasem głównego bohatera ten film nie ma w ogóle, a zwierzęta robią po części za ozdobniki i humorystyczne przerywniki, a po części za przydatne gadżety, kiedy trzeba na przykład otworzyć zatrzask albo znaleźć/wykraść jakiś drobny przedmiot.
Dla widzów, którzy nie obejrzeli poprzedniej części, na początku filmu umieszczono nader malowniczą scenę pokazującą, jak znakomicie Newt radzi sobie nawet z dzikimi i niebezpiecznymi stworzeniami, oraz jak bardzo opiekuńczy jest w stosunku do małych i bezbronnych. Nieco gorzej z postacią Credence’a: bez znajomości „Fantastycznych zwierząt” kompletnie nie wiadomo, skąd się wziął i co, poza niejasną przepowiednią, wiedzą o nim bohaterowie. To potencjalnie bardzo ciekawa postać, i taką była w poprzednim filmie: psychicznie połamany, łaknący bliskości w sposób grożący wplątaniem się w ryzykowne związki, na dodatek obciążony zagadkowym pochodzeniem. Niestety, tym razem scenariusz potraktował go bardziej jak artefakt, który trzeba zdobyć albo zniszczyć, niż jak osobę z własnym charakterem i pragnieniami.
Z poprzedniej części pochodzi też romans czarodziejki Queenie – ta blondie nadal sprawia na mnie wrażenie, że zatrzymała się w rozwoju na etapie dwunastolatki – i mugola Jacoba Kowalskiego, który z kolei jest jedną z najbardziej „żywych” postaci, ale scenariusz skazał go na rolę przerywnika komicznego. Zazębia się to z pozostałymi wątkami nieco na siłę. Prawdopodobnie ma pokazać, dlaczego część czarodziejów popierała Grindelwalda: w latach 20. obowiązuje zakaz związków mieszanych, który uniemożliwia szczęście tej pary. Ale… zaraz, zaraz, przecież widzimy, jak Grindelwald wypowiada się o mugolach niczym o zwierzętach roboczych, więc tak czy siak związków z nimi by nie dopuścił (prawdopodobnie, gdyż nic konkretnego się o jego planach i ideach nie dowiadujemy). No, ale jak już wspomniałam, Queenie rozumem nie grzeszy, więc pewnie tego szczegółu nie zauważyła.
Wbrew dramatycznemu – w każdym razie w polskiej wersji – tytułowi, żadnych specjalnych zbrodni w tym filmie nie oglądamy: owszem, pan G. i jego poplecznicy dokonują paru morderstw, jednak nie są one zbyt efektowne czy szeroko zakrojone. Grindelwald mocno skojarzył mi się z Magneto z X-Menów: można go nie popierać, można uważać za wroga numer jeden, ale nie sposób mu odmówić pewnych racji. Jeżeli świat czarodziejów spętany jest mnóstwem nakazów i zakazów, to logiczne, że w końcu znajdzie się ktoś, kto poprowadzi bunt. W książkach Rowling postać ta była wspominana marginalnie i zwykle w kontekście II wojny światowej, co pozostawiło wrażenie, że był to ktoś na kształt czarnomagicznego Hitlera. Jak na razie, Grindelwald przed wojną światową… przestrzega. Przypuszczalnie twórcy rozwiną ten wątek w kolejnych filmach. To mógłby być nawet ciekawy pomysł: pragnienie, by przestać się ukrywać przed światem, które przekształca się w rewolucję pożerającą własnych ojców? Albo może, jak to bywało w realnej historii, walka, która na stronie wygrywającej tak czy siak wymusza zrewidowanie dotychczasowych przepisów.
W każdym razie Grindelwald jest w „Zbrodniach” kolejną niewykorzystaną postacią. Oprócz jego i Credence’a, mamy jeszcze sporo chaotycznie powrzucanych wątków. Relacje Newta z jego pracującym w ministerstwie bratem Theseusem z początku są dość jasne: „poukładany” starszy męczy się, próbując bronić „niepoważnego” młodszego, nie narażając przy tym swojej kariery. Nie wiem tylko, po co w scenariuszu znalazła się retrospekcja pokazująca szkolną przyjaźń Newta i narzeczonej Theseusa – Lety Lestrange (Newt nie chce ich odwiedzać w domu, może jest zazdrosny?), oraz jej starcia z koleżankami z klasy. Jakby tego było mało, dostajemy czarodzieja z Senegalu również powiązanego rodzinnie, już nie powiem, z kim, ale strasznie tych grzybów w barszczu dużo i skutek jest taki, że po wyjściu z kina niektóre zaczynają się mylić.
Największe zalety „Zbrodni…” to wizualne piękno niektórych kadrów, oraz młody Dumbledore (do którego określenie „wizualne piękno” również poniekąd można odnieść). W oczach została mi szczególnie niesamowita scena karminowych płacht trzepoczących przez Paryż, omiatających budynki i frunących w niebo. Co do Dumbledore’a, to Jude Law w tej roli ma kosmiczną wręcz charyzmę i nie miałabym nic przeciwko temu, by w kolejnym filmie to właśnie profesor był głównym bohaterem.
PS. W „Zbrodniach Grindelwalda”, podobnie jak w „Harrym Potterze” znalazła się scena, w której uczniowie uczą się zaklęcia obronnego przeciwko boginowi. Scena sama w sobie jest świetna i wiele nam mówi o Newcie, ale dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jaki to koszmarny pomysł: zmuszać dziecko do ujawniania przed całą klasą, czego się boi najbardziej na świecie…
koniec
2 grudnia 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Nie nadeptuj (przyszłemu) teściowi na odcisk!
Sebastian Chosiński

20 X 2021

Reżyserski dorobek Siergieja Sidieliowa jest nadzwyczaj mizerny: zaledwie cztery filmy pełnometrażowe, w tym tylko trzy zrealizowane samodzielnie. Z tych trzech jeden to inscenizacja opery. A mimo to z dwóch pozostałych autor mógł być dumny. Zwłaszcza z komedii „Ulica pełna niespodzianek”, która w drugiej połowie lat 50. i kolejnych dekadach aż do upadku Związku Radzieckiego cieszyła się statusem kultowej.

więcej »

East Side Story: Miłość i rewolucja na lodzie
Sebastian Chosiński

17 X 2021

Polski dystrybutor nie byłby sobą, gdyby wprowadzając ten film do oferty Netflixa, nie zmienił jego tytułu. Zamiast oryginalnych (w podwójnym tego słowa znaczeniu) „Srebrnych łyżew” mamy komercyjnie brzmiący „Zimowy romans”. I chociaż wszystko – w teorii – się zgadza, to jednak film Michaiła Łokszyna nie zasługuje na to, by postrzegać go jedynie w kategoriach obrazu miłosnego.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: O jeden ząb za daleko
Sebastian Chosiński

13 X 2021

W normalnym kraju człowiek z trzydziestoma trzema zębami wybrałby się do dentysty i poprosił go o usunięcie nadmiarowego trzonowca (kła albo siekacza). W Związku Radzieckim ktoś taki mógł stać się sensacją naukową i celebrytą. Przynajmniej tak to sobie wyobrażał Gieorgij Danielija, który na podstawie tych domysłów zbudował oś fabularną „nienaukowo-fantastycznej” (jak poinformowano w napisach) komedii… „Trzydzieści trzy”.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Maj 2017
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Zoolog w opałach
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Potencjał poszedł się bujać. Na lianach
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Koniec wieńczy dzieło?
— Ewa Drab

Czarodzieje idą na wojnę
— Tomasz Markiewka

Koniec dzieciństwa
— Mateusz Kowalski

Okupacja zła
— Ewa Drab

Cierpki posmak zdrady
— Ewa Drab

Inna magia
— Przemysław Romański

Zadyszka czarodzieja
— Tomasz Markiewka

Tegoż autora

Skojarzenia to przekleństwo, lecz możemy dziś dać głowę…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ona jest jak wybielacz do duszy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ten wrażliwy, ten bojowy i ta trzecia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Marvel w sosie dostojewskim, czyli co się stało w Budapeszcie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pyza na polskich dróżkach albo podróż donikąd
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Dziewoje bylicą przepasane
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zaufaj indonezyjskiej smoczycy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Jak to na wojence… brzydko, czyli mały lisek w trybach wielkiej polityki
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tęczowa magia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Skok w fabułę bez spadochronu
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.