Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Aleksiej Sidorow
‹T-34›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułT-34
Tytuł oryginalnyT-34
ReżyseriaAleksiej Sidorow
ZdjęciaMichaił Miłaszyn
Scenariusz
ObsadaAleksandr Pietrow, Irina Starszenbaum, Wiktor Dobronrawow, Anton Bogdanow, Vinzenz Kiefer, Jurij Borisow, Piotr Skworcow, Siemion Trieskunow, Artiom Bystrow, Igor Chripunow, Wolfgang Cerny
MuzykaIwan Burliajew, Dmitrij Noskow, Wadim Majewski, Aleksandr Turkunow
Rok produkcji2018
Kraj produkcjiCzechy, Rosja
Czas trwania139 minut
Gatuneksensacja, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

East Side Story: Czołgowe „w samo południe”

Esensja.pl
Esensja.pl
Nie ma najmniejszych wątpliwości, że rok 2018 przejdzie do historii kinematografii rosyjskiej jako zdominowany przez… czołgi T-34. Wszak nieczęsto się zdarza, aby w ciągu kilkunastu miesięcy swoją premierę miały trzy wysokobudżetowe filmy kinowe poświęcone temu samemu żelaznemu bohaterowi. Ten najnowszy – wyreżyserowany przez Aleksieja Sidorowa, a zatytułowany po prostu „T-34” – wypada najlepiej. Może dlatego, że jest remakiem obrazu sprzed ponad półwiecza…

Sebastian Chosiński

East Side Story: Czołgowe „w samo południe”

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że rok 2018 przejdzie do historii kinematografii rosyjskiej jako zdominowany przez… czołgi T-34. Wszak nieczęsto się zdarza, aby w ciągu kilkunastu miesięcy swoją premierę miały trzy wysokobudżetowe filmy kinowe poświęcone temu samemu żelaznemu bohaterowi. Ten najnowszy – wyreżyserowany przez Aleksieja Sidorowa, a zatytułowany po prostu „T-34” – wypada najlepiej. Może dlatego, że jest remakiem obrazu sprzed ponad półwiecza…

Aleksiej Sidorow
‹T-34›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułT-34
Tytuł oryginalnyT-34
ReżyseriaAleksiej Sidorow
ZdjęciaMichaił Miłaszyn
Scenariusz
ObsadaAleksandr Pietrow, Irina Starszenbaum, Wiktor Dobronrawow, Anton Bogdanow, Vinzenz Kiefer, Jurij Borisow, Piotr Skworcow, Siemion Trieskunow, Artiom Bystrow, Igor Chripunow, Wolfgang Cerny
MuzykaIwan Burliajew, Dmitrij Noskow, Wadim Majewski, Aleksandr Turkunow
Rok produkcji2018
Kraj produkcjiCzechy, Rosja
Czas trwania139 minut
Gatuneksensacja, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Najpierw były „Czołgi” Kima Drużynina, parę miesięcy później „Niezniszczalny” Konstantina Maksimowa, a na przełomie grudnia i stycznia do kin trafił „T-34” Aleksieja Sidorowa. To wygląda na ostrą walkę pomiędzy producentami o przychylność widza. Widza, dodajmy, dość specyficznego – zamiłowanego w patriotycznych, realizowanych „ku pokrzepieniu serc” opowieściach o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Opowieściach, w których mimo pierwotnych niepowodzeń, ostatecznie to zawsze żołnierze Armii Czerwonej wychodzą z walki obronną ręką. Co ciekawe, Sidorow nie miał do tej pory wiele wspólnego z podobną tematyką. Urodził się w 1968 roku na dalekiej północy Rosji – w Siewierodwińsku w obwodzie archangielskim. Najpierw studiował na wydziale filologicznym (specjalizacja: język rosyjski i literatura) uniwersytetu w Pietrozawodsku (stolicy rosyjskiej Karelii), a dopiero później – w latach 1993-1995 – zdecydował się na zaliczenie Wyższych Kursów Scenariopisarstwa i Reżyserii w Moskwie. To otworzyło mu drogę do zawodu.
Wejście do świata kinematografii miał całkiem niezłe. Zaczął bowiem od cieszącego się sporą popularnością serialu gangsterskiego „Brygada” (2002), potem nakręcił sensacyjną (o tematyce sportowej) „Walkę z cieniem” (2004), która także okazała się komercyjnym sukcesem. Siedem lat później zwieńczył trylogię o karierze zawodowego boksera Artioma Kołczyna „Ostatnią rundą” (2011). Po czym… zamilkł. Trochę zajmował się produkcją (vide „22 minuty”, 2014), w końcu zabrał się za pracę nad swym trzecim dziełem kinowym – wojenno-sensacyjnym „T-34”. Zajęło mu to więcej czasu niż dotychczas, ponieważ zdecydował się również na napisanie scenariusza. Nazwać ten film superprodukcją, to mało. Okres zdjęciowy trwał 61 dni. Filmowcy pracowali w Moskwie, Kałudze i okolicach obu miast, następnie wybrali się do Czech – Pragi, Terezina, Loketu (w zachodniej części kraju). Specjaliści od dekoracji „wybudowali” od podstaw między innymi: rosyjską wieś, obóz koncentracyjny, stację kolejową i niemiecki poligon wojskowy.
Ile to wszystko kosztowało? Szacuje się, że około 600 milionów rubli (w przeliczeniu na dolary daje to mniej więcej 10 milionów). Jak na warunki rosyjskie, to kwota gigantyczna. Ale prawdopodobnie zwróci się, albowiem już pierwszego dnia oficjalnej dystrybucji, czyli 1 stycznia 2019 roku, „T-34” z biletów zarobił ponoć 115 milionów rubli. Jak widać, tęsknota za wielkim, batalistycznym kinem, z którego słynęła radziecka produkcja filmowa, w narodzie nie umarła. Warto jednak podkreślić, że obraz Sidorowa nie jest w pełni oryginalnym dziełem – to swobodna przeróbka dramatu wojennego „Skowronek”, jaki w 1964 roku nakręcili Nikołaj Kurichin i Leonid Menaker, a w którym jedną z istotniejszych ról zagrał doskonale znany w Polsce aktor estońskiego pochodzenia Bruno O’Ya (dla artystów z krajów bałtyckich w obrazach o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej kinematografia radziecka odgórnie rezerwowała role Niemców, więc podobnie było i tym razem).
Akcja „T-34” rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych – w latach 1941 i 1944. Tę pierwszą uznać należy jako rozbudowaną do trzydziestu minut introdukcję, bez której trudno byłoby nam zrozumieć dalszy przebieg fabuły. I od niej oczywiście zaczniemy. Rok 1941 powoli zbliża się ku końcowi; Wehrmacht od kilku miesięcy na całym froncie odnosi sukcesy, żołnierze niemieccy już zacierają ręce, ciesząc się, że za kilka dni wkroczą do Moskwy. Sowieci starają się oczywiście zapobiec tej tragedii, która prawdopodobnie ostatecznie złamałaby moralne całego społeczeństwa. Choć oczywiście nie jest to łatwe. Brakuje bowiem ludzi, sprzętu i broni. Na szczęście nagle objawia się postać młodszego lejtnanta Nikołaja Iwuszkina, który dzięki sporemu sprytowi i doświadczeniu na polu walki ucieka przed niemieckim czołgiem i dociera do miejsca przeznaczenia z ciężarówką-kuchnią. Jeszcze większym zaskoczeniem jest dla dowódcy jednostki fakt, że Kola jest… czołgistą. A on przecież ma do dyspozycji jeden czołg; brakuje mu tylko odpowiedniego człowieka, któremu mógłby powierzyć kierowanie załogą.
Elementy układanki idealnie do siebie pasują. Iwuszkin ze skleconą naprędce załogą zostaje wysłany przeciwko Niemcom. W pojedynkę nie ma oczywiście szans, więc musi działać z zaskoczenia. Sowietom udaje się zastawić pułapkę na nazistów w opuszczonej przez mieszkańców wsi. Załoga Nikołaja niszczy kilka wrogich tanków, ale ostatecznie sama zostaje trafiona. Dwóch żołnierzy ginie. Z życiem uchodzą jedynie Iwuszkin i kierowca-mechanik Stiepan Wasilionok. Ale cóż z tego, skoro obaj dostają się do niemieckiej niewoli. Dowódca wrogiej jednostki, któremu ostatecznie udaje się przełamać opór krasnoarmiejców, Klaus Jäger, jest jednak pod wielkim wrażeniem ich bohaterstwa i umiejętności. Do tego stopnia, że trzy lata później wciąż jeszcze będzie pamiętać Kolę, który próbował – jak się ostatecznie okazało, skutecznie – zagrodzić mu drogę do Moskwy. Latem 1944 roku sytuacja na froncie wschodnim jest już zupełnie inna. Armia Czerwona dochodzi do linii Wisły i nie ma wątpliwości, że dzięki kolejnej ofensywie wedrze się na terytorium III Rzeszy. Jak temu zaradzić?
Jäger jest Standartenführerem SS (to odpowiednik pułkownika) i ma pewien plan na zapobieżenie nadchodzącej wielkimi krokami katastrofie. Zdaje sobie sprawę, że powstrzymać marsz Armii Czerwonej zdołają tylko silne jednostki pancerne, z Panterami i Tygrysami na czele. By to jednak się powiodło, trzeba odpowiednio wyszkolić młodych niemieckich pancerniaków, słowem – nauczyć ich walki z czołgami T-34. Wpada więc na szatański pomysł, który akceptują zarówno Heinz Guderian, jak i Heinrich Himmler. Postanawia z obozów koncentracyjnych wyłowić sowieckich tankistów, stworzyć z nich załogę i na poligonie postawić po drugiej stronie barykady. Oczywiście wcześniej pozbawiwszy amunicji. W jednym z lagrów w Turyngii, przeglądając zdjęcia jeńców, Jäger rozpoznaje czołgistę, z którym walczył zimą 1941 roku. Nikt z komendantury nie wie, jak on się nazywa – uciekał już z różnych obozów parokrotnie, trafiwszy w to miejsce, uparcie milczy, nie podając ani swego stopnia, ani nazwiska, ani przydziału.
Ale Klaus przecież doskonale go pamięta. I szantażem zmusza do współpracy. Iwuszkin kompletuje więc nową załogę (do której trafia Wasilionok) i zgadza się odegrać rolę z góry skazanej na porażkę przynęty. „Skazanej na porażkę”? Na pewno? To przecież bohater wojenny, którego nie złamały kolejne obozy. I ktoś taki miałby teraz zdradzić, dopomóc Niemcom? Nic z tych rzeczy! Kola ma zupełnie inny pomysł. Sidorow nakręcił przede wszystkim film wojenny, lecz nie tylko – „T-34” to w równym stopniu obraz sensacyjny, jak i… najklasyczniejszy western, w którym dwóch śmiertelnych wrogów, zamiast na koniach, gania za sobą czołgami i strzela nie z koltów (bo to przecież w XXI wieku dziecinne), ale wali pociskami armatnimi o kalibrze 75-76 milimetrów. Dostrzegacie istotną różnicę? Takie pojedynki – a jest ich mnóstwo – wymagały, bez dwóch zdań, daleko idących interwencji specjalistów od efektów komputerowych. Jest ich tak dużo, że w wielu momentach można się zastanawiać, czy jeszcze mamy do czynienia z aktorskim obrazem fabularnym, czy już z przeznaczoną na ekran kinowy wersją często reklamowanej w telewizji komputerowej gry symulacyjnej „World of Tanks”.
Efekty specjalne z jednej strony na pewno podnoszą wizualną wartość filmu (zwłaszcza w oczach młodego widza, rozkochanego w grach komputerowych), ale z drugiej – zabijają realizm wojennej potyczki. A przecież radzieccy filmowcy nigdy nie mieli problemów z perfekcyjnym pokazaniem na ekranie zmagań brygad pancernych, czy to w „Oni walczyli za Ojczyznę” (1975) Siergieja Bondarczuka, czy w jakimkolwiek dziele Jurija Ozierowa („Wyzwolenie”, 1967-1971; „Bitwa o Moskwę”, 1985; „Stalingrad”, 1989). Dodatkowo od pewnego momentu bardzo irytujące staje się wykorzystanie technik slow motion i bullet-time, które, owszem, pozwalają do ostatniego szczegółu wygrać detale (pociski rozbijające pancerz i wdzierające się do wnętrza czołgu, wybuchy) oraz przy spowolnionym obrocie kamery podkreślić dramatyzm sytuacji, ale nadużywane sprawiają, że widz obojętnieje na nie. Być może był to zamysł samego Sidorowa, a może koncept narzucony mu przez producentów – w każdym razie przedobrzyli. To ma bowiem sens, gdy pojawia się raz, drugi, aby uwypuklić nadzwyczaj istotną scenę, lecz kiedy stosowane jest przy każdym ostrzale – zwyczajnie nuży.
Co dziwi tym bardziej, że i bez podobnych technicznych wspomagaczy fabuła byłaby w stanie się obronić. Pewnie film byłby wówczas krótszy o jakieś dziesięć minut, ale na pewno nie wyszłoby mu to na złe. Bo i aktorsko jest całkiem nieźle. W roli Iwuszkina obsadzony został Aleksandr Pietrow (kinowy serial „Gogol”), Wasilionoka gra Wiktor Dobronrawow („Zwierciadła”, „Rubież”), natomiast zauroczoną Nikołajem Annę, tłumaczkę w obozie koncentracyjnym – Irina Starszenbaum („Czarna woda”, „Przyciąganie”); z kolei w Klausa Jägera wcielił się niemiecki aktor Vinzenz Kiefer („Baader-Meinhof”). Drugi plan także „zaludniony” został przez cenionych aktorów, jak chociażby Piotra Skworcowa („Uczeń”), Siemiona Trieskunowa („Na dnie”), Artioma Bystrowa („Dureń”), Igora Chripunowa („Lodołamacz”) czy Jurija Borisowa („Siedem par nieczystych”). W ścieżce dźwiękowej wykorzystano kompozycje dwóch par autorskich: Iwana Burliajewa i Dmitrija Noskowa („Salut 7”) oraz Wadima Majewskiego i Aleksandra Turkunowa („Wurdałaki”). Ci pierwsi odpowiadali za utwory symfoniczne, ci drudzy – za bardziej nowoczesne brzmienia, niekiedy zahaczające o rock, kiedy indziej o elektronikę. Za wizualną stronę „T-34” odpowiadał natomiast, mający w ostatnich miesiącach ręce pełne roboty, operator Michaił Miłaszyn („Partner”, „Beze mnie”), który choć wcześniej nie miał do czynienia z aż tak wielkimi produkcjami, to jednak udźwignął brzemię odpowiedzialności.
koniec
6 stycznia 2019

Komentarze

08 I 2019   13:00:54

Pytanie, gdzie to można obejrzeć?

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Na duchy zawsze można liczyć
Sebastian Chosiński

13 I 2019

To zaskakujące, jak dobrze w ostatnich dwóch latach kinematografia rosyjska radzi sobie z horrorami. „Przewodnik” (choć może trafniej byłoby nadać temu dziełu tytuł „Przewodniczka”) Ilji Maksimowa to kolejny obraz grozy, który prezentuje się co najmniej przyzwoicie, trzyma w napięciu i robi to – jeśli wierzyć producentom – bez przesadnego wykorzystywania efektów specjalnych.

więcej »

Krótko o filmach: Ludzie w hotelu
Marcin Mroziuk

12 I 2019

Precyzyjna konstrukcja fabuły, umiejętnie budowane napięcie i znakomita gra aktorska sprawiają, że „Źle się dzieje w El Royale” oglądamy naprawdę z zapartym tchem.

więcej »

Spider-Manowie wszystkich wymiarów, łączcie się!
Agnieszka ‘Achika’ Szady

8 I 2019

„Spider-Man. Uniwersum” beztrosko whopsał do kin pod koniec roku, aby zachwiać rankingami, box-office’ami oraz układem błędnikowym widzów. Graficznie jest to zupełnie nowy poziom, a na widok sceny kulminacyjnej Andy Warhol zapewne omdlałby z radości.

więcej »

Polecamy

Karnawał osobliwości

Z filmu wyjęte:

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Jeszcze à propos jedzenia
— Jarosław Loretz

Smacznego z Ameryki
— Jarosław Loretz

Telewizja cię zje!
— Jarosław Loretz

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Robot a kobieta
— Jarosław Loretz

Gardło Innym Podrzynam Dibbler
— Jarosław Loretz

Zacząć dzień z przytupem
— Jarosław Loretz

Łabędziot
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.