Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Hayao Miyazaki
‹Ruchomy zamek Hauru›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRuchomy zamek Hauru
Tytuł oryginalnyHauru no ugoku shiro
Dystrybutor Monolith, Monolith Plus
Data premiery16 września 2005
ReżyseriaHayao Miyazaki
Scenariusz
MuzykaJoe Hisaishi
Rok produkcji2004
Kraj produkcjiJaponia
CyklKolekcja Studia Ghibli
Czas trwania119 min
ParametryDolby Digital 5.1; format: 1,85:1
WWW
Gatunekanimacja, fantasy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Zamek na kurzych nóżkach
[Hayao Miyazaki „Ruchomy zamek Hauru” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jak przystało na film Miyazakiego, „Ruchomy zamek Hauru” zawiera sporo niesamowitych pomysłów, kilka dziwnych postaci i zupełnie niezwykły klimat, który sprawia, że pamięta się go jeszcze długo po wyjściu z kina. Miłośnikom twórczości tego reżysera nie trzeba filmu polecać. Wszystkim innym polecam go gorąco.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zamek na kurzych nóżkach
[Hayao Miyazaki „Ruchomy zamek Hauru” - recenzja]

Jak przystało na film Miyazakiego, „Ruchomy zamek Hauru” zawiera sporo niesamowitych pomysłów, kilka dziwnych postaci i zupełnie niezwykły klimat, który sprawia, że pamięta się go jeszcze długo po wyjściu z kina. Miłośnikom twórczości tego reżysera nie trzeba filmu polecać. Wszystkim innym polecam go gorąco.

Hayao Miyazaki
‹Ruchomy zamek Hauru›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRuchomy zamek Hauru
Tytuł oryginalnyHauru no ugoku shiro
Dystrybutor Monolith, Monolith Plus
Data premiery16 września 2005
ReżyseriaHayao Miyazaki
Scenariusz
MuzykaJoe Hisaishi
Rok produkcji2004
Kraj produkcjiJaponia
CyklKolekcja Studia Ghibli
Czas trwania119 min
ParametryDolby Digital 5.1; format: 1,85:1
WWW
Gatunekanimacja, fantasy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Hayao Miyazaki, japoński twórca filmów animowanych, zaczyna być w Polsce znany nie tylko fanom anime. Jego „znakiem firmowym” są niezwykłe pomysły – takie, które na dobrą sprawę mogłyby pochodzić ze snów: autobus będący jednocześnie kotem, krwiożercze stado latających papierowych ludzików, pająkoręki palacz w łaźni dla bogów albo rozciągające się po horyzont płytkie morze-jezioro powstałe po kilkudniowym deszczu. W jego filmach, w przeciwieństwie do produkcji Disneya, absolutnie nie da się na pierwszy rzut oka określić, która postać jest dobra, a która zła – właściwie można zaryzykować stwierdzenie, że takiego czarno-białego podziału w ogóle tam nie ma. Postacie zdające się być wrogami głównych bohaterów mają swoje racje i często przy bliższym poznaniu okazują się całkiem porządne. Właścicielka fabryki niszczącej las to jednocześnie uczciwa pracodawczyni i obrończyni skrzywdzonych kobiet. Czarownica Yubaba jest wprawdzie chciwa i niemiła, jednak dotrzymuje słowa; jest także czułą (nawet jeśli nadopiekuńczą) matką. Podobne niespodzianki czekają na widza w „Ruchomym zamku Hauru”.
Obraz powstał na podstawie powieści Diany Wynne Jones. Zapowiedzi prasowe w większości przypadków streszczają fabułę filmu jako „historię młodej dziewczyny, która zostaje przez Wiedźmę z Pustkowia zmieniona w staruszkę i wstępuje na służbę do czarnoksiężnika Hauru”. Jest to dość dokładny opis, lecz jednocześnie sprawia on, że widz idąc do kina zapewne spodziewa się – na bazie pewnych ogólnokulturowych skojarzeń – że rzeczona wiedźma będzie omszałą staruchą w łachmanach i z haczykowatym nosem, czarnoksiężnik zaś – dziadkiem z długą brodą i być może jeszcze spiczastym kapeluszem w gwiazdy. Nic bardziej mylnego. Wiedźma wygląda jak elegantka z lat 30. ubiegłego wieku (elegantka o pokaźnej tuszy, należy dodać), a czarnoksiężnik... ach, o tym za chwilę.
Robot pasterski - nowy wynalazek Japończyków, wykonany z własciwą im przesadą.
Robot pasterski - nowy wynalazek Japończyków, wykonany z własciwą im przesadą.
O ile poprzednie pokazywane w naszych kinach filmy Miyazakiego zwykle rozgrywały się w Japonii lub przynajmniej jakimś baśniowym kraju mocno na Japonię stylizowanym („Księżniczka Mononoke”), o tyle akcja „Ruchomego zamku” przenosi nas do świata, który jest tyleż europejski, co całkowicie fikcyjny. Miłośnikom konwencji zwanej steampunkiem z pewnością przypadną do gustu parowe pojazdy, śmigłowe skutery, gigantyczne pancerniki oraz bombowce poruszające się dzięki wiosłującym w powietrzu przegubowym, stalowym „płetwom”. Typowe dla steampunku jest też połączenie takiej techniki z realiami XIX-wiecznymi (co widać choćby po modzie).
W świecie tym trwa z niewiadomego powodu wywołana wojna, w której biorą udział zarówno armie, jak i pozostający na usługach króla magowie, czary są tam bowiem niemal na porządku dziennym. Nawiasem mówiąc, wygląd żołnierzy mocno kojarzy mi się z monarchią austro-węgierską, choć doprawdy nie wiem czemu. Wojna wprawdzie jest dalekim tłem akcji, ale ma duży wpływ na życie i działania bohaterów, a reżyser kilkoma nienachalnymi, lecz budzącymi niekłamaną grozę scenami umie pokazać jej okrucieństwo. Główna bohaterka, Sophie, to cicha, nieśmiała i zakompleksiona dziewczyna, pracująca w sklepie z kapeluszami. Kiedy zostaje zamieniona w staruszkę (właściwie bez powodu, z czystej złośliwości) po początkowym szoku bardzo szybko – o dziwo – akceptuje swoją nową postać i jako Babcia Sophie wyrusza na poszukiwanie Wiedźmy, by prosić ją o zdjęcie czaru. Stopniowo przybywa jej pewności siebie – zaczyna się zachowywać z typową dla niektórych staruszek bezpośredniością podszytą pewną dozą ciepłej apodyktyczności. Kiedy trafia do zamku Hauru, nie jest ani trochę speszona, lecz spokojnie informuje małoletniego pomocnika czarnoksiężnika, że od tej pory to ona będzie tu gotować i sprzątać. I robi to tak skutecznie, że nie sprzeciwia jej się ani demon ognia (niezwykle sympatyczny gostek, będący na usługach Hauru z powodu pewnego czaru), ani nawet sam gospodarz, choć wywraca mu mieszkanie praktycznie do góry nogami. Nabyte wraz z przemianą zdecydowanie, opanowanie i odwaga przydadzą jej się zresztą w kulminacyjnych momentach akcji, gdyż dane jej będzie przeżyć wiele – niekiedy bardzo dramatycznych – przygód.
Wrew pozorom (niemiły wyraz twarzy), Calcifer wnosił dużo ciepła do życia mieszkańców zamku.
Wrew pozorom (niemiły wyraz twarzy), Calcifer wnosił dużo ciepła do życia mieszkańców zamku.
Hauru to postać, której nie sposób nie polubić wręcz od pierwszego wejrzenia: wesoły, śmiały, wydaje się wszystko traktować z zaraźliwą wręcz beztroską, choć z czasem okazuje się, że nie do końca jest taki, jakim się wydaje. W dodatku jaki przystojny... wcale bym się nie zdziwiła, gdyby kilka dziewczyn z widowni się w nim zakochało ;-) Na szczęście twórcom polskiego dubbingu udało się znaleźć odpowiedniego seiyuu i nie zepsuć postaci przesłodzonym, egzaltowanym głosikiem, jak to miało miejsce z mistrzem Haku w „Spirited Away”.
Oprócz sympatycznych bohaterów i wciągającej akcji, mocnym punktem filmu jest strona wizualna. Jak to zwykle z dobrymi anime bywa, tło jest malowane niezwykle starannie i oszałamia bogactwem szczegółów oraz urodą – mnie szczególnie zapadło w pamięć mroczne wnętrze zagraconego, obrośniętego pajęczynami wnętrza zamku oraz scena, w której bohaterowie znajdują się ponad chmurami wyzłoconymi od dołu światłem zachodzącego słońca.
Bardzo pięknie potrafi ten film mówić o uczuciach, i to nie tylko o miłości (jednej z głównych osi akcji), ale też o przyjaźni, przywiązaniu i sympatii – okazuje się, że można nimi obdarzyć najdziwniejsze istoty. Najlepszym chyba podsumowaniem jest scena, w której kilkuletni „uczeń czarnoksiężnika” patrząc ufnie na Babcię Sophie mówi: „Jesteśmy rodziną, prawda?...”. Dodatkową niespodzianką jest zakończenie – powiem tylko tyle, że znając „Mononoke Hime” oraz „Spirited Away”, spodziewałam się czegoś zupełnie, ale to zupełnie innego.
koniec
6 listopada 2005

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Nie nadeptuj (przyszłemu) teściowi na odcisk!
Sebastian Chosiński

20 X 2021

Reżyserski dorobek Siergieja Sidieliowa jest nadzwyczaj mizerny: zaledwie cztery filmy pełnometrażowe, w tym tylko trzy zrealizowane samodzielnie. Z tych trzech jeden to inscenizacja opery. A mimo to z dwóch pozostałych autor mógł być dumny. Zwłaszcza z komedii „Ulica pełna niespodzianek”, która w drugiej połowie lat 50. i kolejnych dekadach aż do upadku Związku Radzieckiego cieszyła się statusem kultowej.

więcej »

East Side Story: Miłość i rewolucja na lodzie
Sebastian Chosiński

17 X 2021

Polski dystrybutor nie byłby sobą, gdyby wprowadzając ten film do oferty Netflixa, nie zmienił jego tytułu. Zamiast oryginalnych (w podwójnym tego słowa znaczeniu) „Srebrnych łyżew” mamy komercyjnie brzmiący „Zimowy romans”. I chociaż wszystko – w teorii – się zgadza, to jednak film Michaiła Łokszyna nie zasługuje na to, by postrzegać go jedynie w kategoriach obrazu miłosnego.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: O jeden ząb za daleko
Sebastian Chosiński

13 X 2021

W normalnym kraju człowiek z trzydziestoma trzema zębami wybrałby się do dentysty i poprosił go o usunięcie nadmiarowego trzonowca (kła albo siekacza). W Związku Radzieckim ktoś taki mógł stać się sensacją naukową i celebrytą. Przynajmniej tak to sobie wyobrażał Gieorgij Danielija, który na podstawie tych domysłów zbudował oś fabularną „nienaukowo-fantastycznej” (jak poinformowano w napisach) komedii… „Trzydzieści trzy”.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Co nam w kinie gra: Zrywa się wiatr
— Kamil Witek

14. T-Mobile Nowe Horyzonty: Spróbujmy żyć – tak trzeba
— Kamil Witek

Trzej mistrzowie
— Michał R. Wiśniewski

Czy to jawa czy Sen?
— Agnieszka Szady

Disney, go home!
— Grzegorz Wiśniewski

Tegoż autora

Skojarzenia to przekleństwo, lecz możemy dziś dać głowę…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ona jest jak wybielacz do duszy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ten wrażliwy, ten bojowy i ta trzecia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Marvel w sosie dostojewskim, czyli co się stało w Budapeszcie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pyza na polskich dróżkach albo podróż donikąd
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Dziewoje bylicą przepasane
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zaufaj indonezyjskiej smoczycy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Jak to na wojence… brzydko, czyli mały lisek w trybach wielkiej polityki
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tęczowa magia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Skok w fabułę bez spadochronu
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.