Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 stycznia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CXCII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Anna Boden, Ryan Fleck
‹Kapitan Marvel›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Marvel
Tytuł oryginalnyCaptain Marvel
Dystrybutor Disney
Data premiery8 marca 2019
ReżyseriaAnna Boden, Ryan Fleck
ZdjęciaBen Davis
Scenariusz
ObsadaGemma Chan, Brie Larson, Jude Law, Mckenna Grace, Ben Mendelsohn, Samuel L. Jackson, Lee Pace, Rune Temte
MuzykaPinar Toprak
Rok produkcji2019
Kraj produkcjiUSA
CyklMarvel Cinematic Universe
Gatunekakcja, przygodowy, SF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Oko Furii i ostatni Vers
[Anna Boden, Ryan Fleck „Kapitan Marvel” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
To dwudziesty pierwszy film powstały w ciągu jedenastu lat w ramach franczyzy Marvel Cinematic Universum. Mogłoby się wydawać, że jego twórcy – Anna Boden i Ryan Fleck (ich nazwiska prawdopodobnie nic nikomu nie powiedzą) – nie będą w stanie już niczym zaskoczyć widza. Ale nic z tego. „Kapitan Marvel” to kolejne doskonałe dzieło, które idealnie łączy wątki klasycznej filmowej space opery z kinem superbohaterskim.

Sebastian Chosiński

Oko Furii i ostatni Vers
[Anna Boden, Ryan Fleck „Kapitan Marvel” - recenzja]

To dwudziesty pierwszy film powstały w ciągu jedenastu lat w ramach franczyzy Marvel Cinematic Universum. Mogłoby się wydawać, że jego twórcy – Anna Boden i Ryan Fleck (ich nazwiska prawdopodobnie nic nikomu nie powiedzą) – nie będą w stanie już niczym zaskoczyć widza. Ale nic z tego. „Kapitan Marvel” to kolejne doskonałe dzieło, które idealnie łączy wątki klasycznej filmowej space opery z kinem superbohaterskim.

Anna Boden, Ryan Fleck
‹Kapitan Marvel›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Marvel
Tytuł oryginalnyCaptain Marvel
Dystrybutor Disney
Data premiery8 marca 2019
ReżyseriaAnna Boden, Ryan Fleck
ZdjęciaBen Davis
Scenariusz
ObsadaGemma Chan, Brie Larson, Jude Law, Mckenna Grace, Ben Mendelsohn, Samuel L. Jackson, Lee Pace, Rune Temte
MuzykaPinar Toprak
Rok produkcji2019
Kraj produkcjiUSA
CyklMarvel Cinematic Universe
Gatunekakcja, przygodowy, SF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Wydaje się, że tu wszystko jest na opak. Nie do końca wiadomo, kto jest dobry, a kto zły. Nick Fury w niczym nie przypomina poważnego szefa T.A.R.C.Z.Y., który nadzoruje działania Avengersów, a hołubiony przez niego rudy kot wcale nie jest takim miłym czworonogiem, jak mogłoby się wydawać. Przez dłuższy czas widz może czuć się lekko skołowany. Dopiero kiedy okazuje się, że akcja filmu rozgrywa się w 1995 roku (przynajmniej jeżeli chodzi o czas ziemski), pewne rzeczy znajdują swoje właściwe miejsce. Nie do końca typowe dla produkcji MCU, choć do tego akurat mogliśmy przywyknąć, oglądając dwie części „Strażników Galaktyki” (2014, 2017) oraz fragmenty „Wojny bez granic” (2018), jest również to, że przez pierwszych kilkadziesiąt minut mamy do czynienia z klasycznym filmem science fiction. Ze space operą rozgrywającą się w odległych zakamarkach Wszechświata.
Poznajemy kosmos, którym włada technologicznie wysoko rozwinięta cywilizacja Kree. Ziemia to dla niej bezimienna planeta oznaczona kryptonimem C-53. Nigdy zapewne nie zwróciliby na nią uwagi, gdyby nie zaskakujący zbieg okoliczności. Kree starają się za wszelką cenę wyniszczyć rasę jaszczuropodobnych Skrullów. Gdzie tylko to możliwe, tropią ich kosmiczni komandosi spod znaku Starforce. Jednym z nich jest Vers (świetnie wprowadzająca się do filmowego uniwersum Marvela Brie Larson), służąca w elitarnym oddziale swego mentora i nauczyciela Yon-Rogga (szarmancki, ale i odpowiednio złowieszczy Jude Law). Kobieta, oprócz znajomości sztuk walki, posiada też nadzwyczajne moce, chociaż nie ma jeszcze pełnej wiedzy, jak je wykorzystać. Ma też jednak swoją „piętę achillesową” – to bardzo niepokojące i niedające się wyjaśnić wspomnienia z odległej przeszłości.
Ścigając Skrulli, Vers trafia na Ziemię. Wbija się w epokę, w której większość młodych Amerykanów chodzi we flanelowych koszulach i słucha Nirvany (w ścieżce dźwiękowej rozbrzmiewa nawet „Come as You Are”). Istnieje już T.A.R.C.Z.A., ale nie ma jeszcze Avengersów jako zespołu superbohaterów. Na miejscu „lądowania” (czy może raczej upadku) członkini Starforce szybko zjawiają się agenci Fury (wiadomo, Samuel L. Jackson) i świeżo przyjęty do służby Phil Coulson (ponownie Clark Gregg), którym niełatwo uwierzyć w to, co za chwilę zaczyna dziać się wokół nich. Chronologicznie ten film, choć powstał jako dwudziesty pierwszy, lokuje się - nie licząc pierwszego „Kapitana Ameryki”, który cofa się aż do drugiej wojny światowej - na początku stawki MCU. Z tego też powodu twórcy stanęli przed istotnymi wyzwaniami, jak wyjaśnić genezę ważnych dla całego uniwersum elementów. Nie tylko jak Vers stała się Kapitan Marvel, ale również jak można posłużyć się Tesseraktem, skąd wzięła się nazwa „Projektu Avengers” oraz – i to jest zdecydowanie najciekawsze – jak Nick Fury stracił oko.
Oprócz oczywistych nawiązań do komiksów o Kapitan Marvel, obraz Anny Boden i Ryana Flecka obficie korzysta także z inspiracji innymi filmami science fiction. Można w nim znaleźć nawiązania do dwóch pierwszych „Terminatorów” (pojawienie się Vers na Błękitnej Planecie) i dwóch pierwszych „Obcych” (paskudna z wyglądu rasy obcych), „Avatara” (kolor skóry doktor Minn-Ervy, ze Starforce, choć tu oczywiście, jeżeli pod uwagę weźmiemy opowieść rysunkową, to właściwie James Cameron był epigonem), jak również do gwiezdnowojennej „Nowej nadziei” (pojedynek kosmicznych ścigaczy w kanionie). Ba! tempo akcji i poziom jej sensacyjności kojarzy się z kolei z opowieściami o agencie 007. I wszystko to upchnięte w jednym, dwugodzinnym superbohaterskim dziele, którego autorzy na dodatek nie zapomnieli ani o scenach patetycznych, ściskających za gardło i wyciskających łzy, ani o potężnej dawce humoru, którego głównym dostarczycielem jest – zapewne trudno będzie w to uwierzyć – Nick Fury. „Kapitan Marvel” na pewno nie jest najlepszą odsłoną MCU (do „Czarnej Pantery”, „Doktora Strange’a”, „Wojny bohaterów” czy „Wojny bez granic” trochę jej brakuje), lecz nie zapominajmy, że poprzeczka została zawieszona bardzo, bardzo wysoko i samo doskoczenie do niej jest już wielkim osiągnięciem.
koniec
6 maja 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: W mroku przeszłości, u schyłku życia
Sebastian Chosiński

26 I 2020

Uzbecki reżyser Jusup Razykow od lat pozostaje wierny swemu autorskiemu kinu. Kręci filmy, które – twórca ma tego pełną świadomość – niekoniecznie przebiją się do powszechnej świadomości, ale na pewno nie przejdą niezauważone na festiwalach. Nie inaczej jest z ubiegłoroczną „Naftą” – opowieścią o miłości do bliskich i przywiązaniu do swojego miejsca na świecie.

więcej »

Krótko o serialach: For All Mankind odc.9: Kosmiczna jesień średniowiecza
Marcin Osuch

25 I 2020

Ten odcinek podłamał mnie. Nie, nie dlatego, że był słaby. Wciągnęła mnie ta historia, zarówno wątki poszczególnych bohaterów jak i amerykańskiego programu kosmicznego jako całości. I wygląda na to, że wszystko właśnie rozsypało się jak pudełko puzzli.

więcej »

Najwięcej rozumu ma papuga
Agnieszka ‘Achika’ Szady

24 I 2020

Mrówka jako mafioso, lis jako komandos, wieloryb jako zwierzę pociągowe. Dość daleko odeszliśmy od książek Hugh Loftinga, bo przecież musi być filmowo, więc ciekawszy biały niedźwiedź od prosięcia, a goryl od małpki kataryniarza. Pytanie, czy to dobrze, źle, czy… wszystko jedno?

więcej »

Polecamy

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.

Do sedna:

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

„Marvel” znaczy „coś cudownego”
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tegoż autora

Gmeranie w mózgu
— Sebastian Chosiński

Z „Ruskimi” lepiej nie zadzierać!
— Sebastian Chosiński

W alkoholowo-hipnotycznym transie
— Sebastian Chosiński

Gangsterzy na ulicach Paryża
— Sebastian Chosiński

„A planety szaleją, szaleją, szaleją…”
— Sebastian Chosiński

Jak to dobrze (nie) być Bruce’em Wayne’em
— Sebastian Chosiński

Wierny agent, choć bez ogrodnika
— Sebastian Chosiński

Do zakochania jeden… skok
— Sebastian Chosiński

(Nie)oczekiwana zmiana miejsc
— Sebastian Chosiński

Jak fajnie pogmerać w umyśle Batmana!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.