Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 stycznia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CXCII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Frant Gwo
‹Wędrująca ziemia›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWędrująca ziemia
Tytuł oryginalnyLiu lang di qiu
ReżyseriaFrant Gwo
ZdjęciaMichael Liu
Scenariusz
ObsadaJing Wu, Chuxiao Qu, Guangjie Li, Man-Tat Ng, Jin Mai Jaho, Mike Kai Sui, Hongchen Li, Jingjing Qu
MuzykaRoc Chen
Rok produkcji2019
Kraj produkcjiChiny
Czas trwania125 min
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Wędrować też trzeba umieć
[Frant Gwo „Wędrująca ziemia” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Nietuzinkowy pomysł i ogromne pieniądze wpompowane w efekty specjalne na ogół stanowią gwarancję dobrej rozrywki. Niestety, „Wędrująca Ziemia” powstała nie w Hollywood, a w Chinach..

Jarosław Loretz

Wędrować też trzeba umieć
[Frant Gwo „Wędrująca ziemia” - recenzja]

Nietuzinkowy pomysł i ogromne pieniądze wpompowane w efekty specjalne na ogół stanowią gwarancję dobrej rozrywki. Niestety, „Wędrująca Ziemia” powstała nie w Hollywood, a w Chinach..

Frant Gwo
‹Wędrująca ziemia›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWędrująca ziemia
Tytuł oryginalnyLiu lang di qiu
ReżyseriaFrant Gwo
ZdjęciaMichael Liu
Scenariusz
ObsadaJing Wu, Chuxiao Qu, Guangjie Li, Man-Tat Ng, Jin Mai Jaho, Mike Kai Sui, Hongchen Li, Jingjing Qu
MuzykaRoc Chen
Rok produkcji2019
Kraj produkcjiChiny
Czas trwania125 min
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Chińska proweniencja filmu jest jak najbardziej zrozumiała, skoro podstawą scenariusza było opowiadanie Cixina Liu, znane zresztą u nas dzięki „Krokom w nieznane” z 2014 roku. Kłopot w tym, że Chińczycy może i czerpią wzorce dla swojego kina fantastycznego z Hollywood, ale wiele elementów, i to tych najmniej pożądanych, zapożyczyli od Rosjan. Wskutek czego – wzorem rosyjskiego kina – mają świetne zdjęcia, profesjonalne udźwiękowienie i dobrych aktorów, ale przesadzają z efektami specjalnymi i nie panują nad scenariuszem, mającym tendencje do odpływania w rejon bajek.
Początkowo przedstawiona w filmie wizja wgniata w fotel. Ponieważ Słońce ma w ciągu wieku mocno spuchnąć i połknąć część krążących wokół niego planet, ludzkość po raz pierwszy w historii łączy siły i buduje 10 tysięcy gigantycznych silników. Mają one zatrzymać rotację globu i pchnąć go w trwającą dwa i pół tysiąca lat podróż, której celem jest wejście na orbitę odległej o ponad cztery lata świetlne gwiazdy. 3,5 miliarda ludzi schodzi do wyrytych pięć kilometrów pod powierzchnią ziemi miast, reszta zaś najpierw zostaje przetrzebiona gigantycznymi falami pływowymi, a potem dobita sięgającym stu stopni poniżej zera mrozem.
W tej części filmu efekty specjalne są po prostu zniewalająco piękne. Glob z mrowiem silników, widok gigantycznej Platformy Nawigacyjnej, stanowiącej coś w rodzaju wysłanej przodem radarowej czujki (wyposażonej w kilkutysięczną załogę), a do tego różne migawki z dawnych metropolii i obecnych miast. Gdy jednak akcja wychodzi na zewnątrz, wszystko bierze w łeb.
Historia momentalnie wpada w koleiny nieudanej młodzieżówki. Dialogi są niedobre, humor czerstwy, a zachowania bohaterów zarazem sztampowe, jak i – mówiąc delikatnie – mało rozsądne. Z czasem dochodzą do tego drażniące skróty myślowe, pozwalające twórcom milcząco prześlizgnąć się nad wątpliwymi logicznie fragmentami intrygi (wciąganie tzw. lekkiego rdzenia szybem windy – na linie! – przez jednego faceta; ogromne ilości łusek karabinowych w sytuacji, gdy ekipa nie targa ze sobą praktycznie amunicji; wykaraskanie się w kilkanaście sekund z sytuacji, w której dwie osoby dyndają na linie przewieszonej przez wąską, stalową szynę). Jednak tym, co najbardziej dobija, są żenująco tandetnie zrobione ciężarówki, którymi przez dłuższy czas poruszają się bohaterowie. Są absurdalnie wielkie (potrzebują ogromnej, masywnej naczepy, żeby transportować „lekki rdzeń” o średnicy może półtora metra), ale przy tym zrywne jak motocykl i zwrotne jak motorówka. Innymi słowy – poruszają się jak papierowe łódki na wodzie i nie mają nic wspólnego z czymś, co na wygląd waży najmarniej kilkanaście ton. A do tego muszą mieć magiczne pole ochronne, bo w kabinie zawsze jest ciepło, nawet jeśli ktoś właśnie otwiera na oścież drzwi. W sytuacji, gdy na zewnątrz świszcze porywisty wiatr. Przy – przypomnijmy – stu stopniach mrozu.
A wtedy Jowisz, dzięki któremu Ziemia powinna trochę przyspieszyć w międzygwiezdnej podróży, ma… „skok grawitacyjny”. Ot tak. Wysiada połowa silników, wstrząsy tektoniczne niszczą kilka podziemnych miast, a nasz glob zaczyna zsuwać się na gazowego olbrzyma. O Platformie Nawigacyjnej nie będę się wypowiadał (wciąż się zastanawiam, jak – w świetle finału – twórcy widzą dalsze losy jej załogi), podobnie o możliwości gremialnego pchania czegokolwiek przez kilkuset ludzi (w sytuacji wpierania się dłońmi w plecy poprzedzającej osoby, która wpiera się w plecy kolejnej, etc, etc). Pominę też milczeniem rosyjskiego załoganta Platformy, chodzącego z butelką wódki nawet do komory hibernacyjnej.
Ja rozumiem, że film był hitem w Państwie Środka, ale i wcale nie dziwię się, że nikt poza Chinami nie odważył się puścić go do szerszej kinowej dystrybucji. Chińska wysokobudżetowa fantastyka wciąż miast wciągać nietuzinkową intrygą i oczarowywać sympatycznymi bohaterami, raczej śmieszy zadęciem, patriotyzmem i kiczem (choćby „Iceman” z 2014, „Time Raiders” z 2016, „Krwawa rozgrywka” z 2017 czy prawie znośny „Wielki Mur” z 2016). Zapewne minie jeszcze kilka, może nawet kilkanaście lat, nim doczekamy się produkcji godnej zagryzania z emocji kłykci czy wyciskającej łzy wzruszenia.
A teraz najlepsze. Otóż chińskim twórcom udało się zrobić z opowiadaniem Liu to samo, co naszym – tych prawie dwadzieścia lat temu – z „Wiedźminem” Sapkowskiego. Uznali, że materiał wyjściowy jest zbyt nieciekawy, i należy go ubarwić. Właśnie stąd wziął się skok grawitacyjny Jowisza, stąd wzięła się Platforma Nawigacyjna, jak również Rosjanin, lekki rdzeń i cała młodzieżowa otoczka. W opowiadaniu bowiem nic z tych rzeczy nie ma. Nie ma też dziadka (nie dożył początku podróży), przyrodniej siostry ani malowniczych widoków zamarzniętych miast, tak naprawdę zniszczonych do szczętu podczas przechodzenia Ziemi przez pas planetoid. Inna sprawa, że opowiadanie zostało napisane w formie pamiętnika i próżno tam szukać dynamicznej akcji. Więc oczywiste jest, że jakieś zmiany musiały nastąpić. Jednak przerobienie z grubsza trzymającej się logiki opowieści na jawnie antynaukową bajędę to już zupełnie inna para kaloszy.
Zaś już tak zupełnie na marginesie – warto przypomnieć, że „Wędrująca Ziemia” wcale nie trzyma palmy pierwszeństwa w kwestii przesuwania Ziemi na orbicie za pomocą gigantycznych silników. Tę krzepko dzierży sędziwy, także azjatycki film „Gorath”, nakręcony w roku 1962 w Japonii. Tytułowy Gorath był gigantyczną, wędrowną planetą, której przelot zagrażał wyssaniem z Ziemi atmosfery i wody. Zbudowano więc szereg silników na Antarktydzie i odsunięto glob nieco w bok. Gorath nie nasycił się zasobami ziemskimi, ale w ramach rekompensaty zabrał ze sobą Księżyc. I jeśli „Wędrująca Ziemia” robi dziś tak duże wrażenie koncepcją galaktycznej wędrówki całej planety, to jakie wrażenie musiał pół wieku temu wywoływać „Gorath”…
koniec
13 czerwca 2019

Komentarze

13 VI 2019   22:19:52

Opowiadanie było niemożebnie drętwe, jakby robot pisał. Z trudem przebrnąłem...

14 VI 2019   00:21:41

Mnie się też nie podobało, do tego straszny socereal - wszystko, jak to się kolektywnie poświęcają dla przyszłości. Osobliwie zapadła mi w pamięć scena, w której lawa zalewa podziemne miasto, a kilka tysięcy ludzi grzecznie czeka w kolejce do windy, wiedząc, że tylko niewielka część zdąży się ewakuować. Do tego dzieci i kobiety przodem. Taaa, jasne, już to widzę. Przy tym próby wytłumaczenia, że wielki statek byłby gorszy, bo nie pozwoliłby na zachowanie ekosystemu, podczas gdy zniszczyli przecież tak czy siak całą planetę, a w podziemnych miastach nie odtwarzali raczej środowisk z powierzchni...

14 VI 2019   00:51:31

No nie, nie kobiety i dzieci. Takie numery to tylko w sytych państwach zachodnich. Tam była kolejka - niezależnie od płci - ustawiona według wieku. I sami się tak od razu ustawiali. Najpierw niemowlęta (z niańkami - bodaj automatycznymi, co jest bez sensu, bo pewnie zajmowały sporo miejsca), potem małe dzieci, młodzież, etc. O płci ani słowa.

Natomiast tak - z tym odtworzeniem się magicznym całego środowiska to jaja po prostu. Rośliny jeszcze mogę zrozumieć - można przechować jakieś nasiona. Ale zwierzęta? W tym opowiadaniu w ogóle nie występują zwierzęta. Problem po prostu nie istnieje.

Bawił mnie też szybki linczyk na przywódcach. Ciekawe, kto przejął po nich (czyli kwiecie inteligencji) pałeczkę...

14 VI 2019   11:32:21

Widać nie pamiętałam tak wyraźnie i kobiety dodałam "z rozpędu".
Te tłumaczenia, czemu nie wielki statek (który teoretycznie byłoby taniej rozpędzić, bo ma mniejszą masę, przecież większość masy Ziemi to jej środek, gdzie nie ma podziemnych miast) można sobie... Po prostu autorowi spodobał się pomysł na frunącą przez Wszechświat całą Ziemię.

18 VI 2019   15:38:38

A mnie się film podobał. Uroniłam łzę czy dwie, bo choć wiadomo, że Ziemia została, to i tak wzruszająca jest taka zdolność do poświęceń, nadzieja do ostatniej sekundy. No i że to myśl zwykłych ludzi ratuje świat, a nie nadludzkie moce superbohaterów.
Ale i tak brakuje mi takiego filmu, który kończy się bad endem.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Za dorosłość płaci się wysoką cenę
Sebastian Chosiński

22 I 2020

Przyglądając się polskiej kinematografii czasów PRL-u, okazuje się, że – w porównaniu z naszymi wschodnimi sąsiadami – mieliśmy ogromny problem w przedstawianiu miłosnych perypetii nastolatków. Że w Związku Radzieckim w latach 60. i 70. XX wieku powstało całkiem sporo filmów, które potrafiły mówić o tym nadzwyczaj poważnie i bez trywializowanie. Czego przykładem melodramat Pawła Liubimowa „Szkolny walc”.

więcej »

Krótko o serialach: For All Mankind odc.8: Są rzeczy ważniejsze niż Księżyc
Marcin Osuch

21 I 2020

W poprzednim odcinku bohaterowie serialu zostali w sytuacji praktycznie bez wyjścia. Od strony intrygi było to zrobione bardzo sprawnie. Twórcy kontynuują tę dobrą passę w ósmym epizodzie zatytułowanym „Rozłam”.

więcej »

Zderzenie wizji i osobowości
Marcin Mroziuk

20 I 2020

Cóż z tego, że „Dwóch papieży” ogląda się z przyjemnością, skoro po skończonym seansie okazuje się, że z filmu tego naprawdę niewiele nowego można dowiedzieć się o Benedykcie XVI czy Franciszku i w zasadzie nie do końca wiadomo, po co on w ogóle powstał.

więcej »

Polecamy

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.

Do sedna:

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Pół-wampiry i pół-Niemcy
— Jarosław Loretz

Kiedy rozum śpi, budzą się upiory
— Jarosław Loretz

Światło wiekuiste
— Jarosław Loretz

Niania średnio tania
— Jarosław Loretz

Klasyka gryziona po kostkach
— Jarosław Loretz

Wizyta w raju. Ponoć.
— Jarosław Loretz

Bazarki z kosmosu
— Jarosław Loretz

Międzygwiezdne czułości
— Jarosław Loretz

Święto zmarłych na ckliwie
— Jarosław Loretz

Brudne szpony bioenergoterapeutów
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.