Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Andriej Konczałowski
‹Romanca o zakochanych›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRomanca o zakochanych
Tytuł oryginalnyРоманс о влюблëнных
Data premiery14 kwietnia 1975
ReżyseriaAndriej Konczałowski
ZdjęciaLewan Paataszwili
Scenariusz
ObsadaJewgienij Kindinow, Jelena Korieniewa, Irina Kupczenko, Ija Sawwina, Jelizawieta Sołodowa, Innokientij Smoktunowski, Iwan Ryżow, Władimir Konkin, Aleksandr Zbrujew, Roman Gromadski, Nikołaj Grinko, Aleksandr Samojłow, Jekatierina Mazurowa
MuzykaAleksandr Gradski
Rok produkcji1974
Kraj produkcjiZSRR
Czas trwania135 minut
Gatunekdramat, obyczajowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Klasyka kina radzieckiego: Miłość to wielkie słowo i marne uczucie
[Andriej Konczałowski „Romanca o zakochanych” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dla Andrieja Konczałowskiego ten film był swoistym eksperymentem. Próbą znalezienia odpowiedzi na pytanie, czy jest w stanie odnaleźć się w nieco lżejszej stylistyce niż ta, którą uprawiał do tej pory. Wszak „Romanca o zakochanych” to połączenie młodzieżowego (przynajmniej w części pierwszej) melodramatu z musicalem, w którym niezwykle istotną rolę odgrywają piosenki i muzyka skomponowane przez Aleksandra Gradskiego.

Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Miłość to wielkie słowo i marne uczucie
[Andriej Konczałowski „Romanca o zakochanych” - recenzja]

Dla Andrieja Konczałowskiego ten film był swoistym eksperymentem. Próbą znalezienia odpowiedzi na pytanie, czy jest w stanie odnaleźć się w nieco lżejszej stylistyce niż ta, którą uprawiał do tej pory. Wszak „Romanca o zakochanych” to połączenie młodzieżowego (przynajmniej w części pierwszej) melodramatu z musicalem, w którym niezwykle istotną rolę odgrywają piosenki i muzyka skomponowane przez Aleksandra Gradskiego.

Andriej Konczałowski
‹Romanca o zakochanych›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRomanca o zakochanych
Tytuł oryginalnyРоманс о влюблëнных
Data premiery14 kwietnia 1975
ReżyseriaAndriej Konczałowski
ZdjęciaLewan Paataszwili
Scenariusz
ObsadaJewgienij Kindinow, Jelena Korieniewa, Irina Kupczenko, Ija Sawwina, Jelizawieta Sołodowa, Innokientij Smoktunowski, Iwan Ryżow, Władimir Konkin, Aleksandr Zbrujew, Roman Gromadski, Nikołaj Grinko, Aleksandr Samojłow, Jekatierina Mazurowa
MuzykaAleksandr Gradski
Rok produkcji1974
Kraj produkcjiZSRR
Czas trwania135 minut
Gatunekdramat, obyczajowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
To były czasy, kiedy Andriej Siergiejewicz Konczałowski używał jeszcze dwóch członków nazwiska; pierwszym było „Michałkow”, które odziedziczył po ojcu. Dopiero parę lat później, gdy w drogę coraz bardziej zaczął mu wchodzić młodszy o osiem lat brat Nikita, zdecydował się na pozostawienie tylko jednego – wówczas jego wybór padł na nazwisko panieńskie matki, poetki i tłumaczki, która jednak przez całe życie pozostawała w cieniu męża, znanego chociażby jako autor słów do hymnów Związku Radzieckiego i Rosji. Przyszły reżyser, kontynuując artystyczne tradycje rodzinne, początkowo uczył się w szkole muzycznej, a następnie studiował w Konserwatorium Moskiewskim. Porzucił je jednak po dwóch latach i przeniósł się do Wszechzwiązkowego Państwowego Instytutu Kinematografii (WGIK), którego wydział reżyserski ukończył w 1964 roku (jego nauczycielem i mentorem był wówczas gigant kina radzieckiego Michaił Romm). Debiutem Andrieja Siergiejewicza była szkolna krótkometrażówka „Chłopiec i gołąb” (1961), przypominająca trochę wcześniejszy zaledwie o rok wczesny dyplomowy filmik „Walcec i skrzypce” (w Polsce Ludowej, nie wiedzieć czemu, pokazywany pod tytułem „Mały marzyciel”) Andrieja Tarkowskiego.
Do świata wielkiej kinematografii Konczałowski wkroczył, przenosząc na ekran głównie znane dzieła literackie: powieści Czingiza Ajtmatowa („Pierwszy nauczyciel”, 1965) i Iwana Turgieniewa („Szlacheckie gniazdo”, 1969) oraz dramat Antona Czechowa „Wujaszek Wania” (1970). Po drodze był jeszcze film, który mógł zachwiać jego dobrze zapowiadającą się karierą – na poły dokumentalny wiejski melodramat „Historia Asi Kłaczinej, która kochała, lecz za mąż nie wyszła” (1967) – który nie spodobał się władzom i tuż po premierze został „zapółkowany” na dwie dekady. To właśnie po tym doświadczeniu Andriej Siergiejewicz doszedł do wniosku, że wielka rosyjska literatura powinna dostarczać bezpieczniejsze tematy. Jednak po dwóch ekranizacjach klasyków postanowił ponownie wykonać stylistyczną woltę i wrócić do czasów współczesnych. Sięgnął wówczas po leżący ponoć od dwóch lat w archiwum wytwórni „Mosfilm” i czekający na zmiłowanie scenariusz młodzieżowego melodramatu „Romanca o zakochanych” autorstwa – urodzonego w Groznym (w Czeczenii) – Jewgienija Grigorjewa (1934-2000). Nie był on wówczas (ani zresztą później) szczególnie znanym twórcą; ale potencjalnych reżyserów odstraszał przede wszystkim fakt, że bohaterowie wyrażali się bardzo dystyngowanie i nierealistycznie, mówiąc niemal przez cały czas wierszem białym.
To, co innych odstręczało, Konczałowski uznał natomiast za specyficzne wyzwanie – i postanowił zmierzyć się z tekstem Grigorjewa. Gotowy już film trafił do kin w Związku Radzieckim w listopadzie 1974 roku, a do polskich – cztery miesiące później. W ojczyźnie autora „Romancę…” obejrzało w sumie 36,5 miliona widzów, co oczywiście nie było żadnym rekordem, ale wynikiem nadzwyczaj dobrym. Obraz doceniono również na festiwalu w Karlowych Warach, gdzie został uhonorowany Kryształowym Globusem. Czy słusznie? Skoro film broni się także czterdzieści pięć lat po premierze – to chyba można pytanie to uznać za retoryczne. A broni się co najmniej z kilku powodów. Po pierwsze: świetnie wypadają aktorzy – zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowi, początkujący i doświadczeni; po drugie: doskonale sprawdza się muzyka rockowa w wydaniu musicalowym (do niektórych piosenek teksty napisał sam Bułat Okudżawa); wreszcie po trzecie: znakomicie rozłożone są akcenty – od bezpretensjonalnej opowieści miłosnej, poprzez klasyczny dramat, aż po skłaniający do refleksji obrazek obyczajowo-psychologiczny z życia współczesnych Rosjan. Czegóż można chcieć więcej?
Głównymi postaciami filmu są – przynajmniej w momencie rozpoczęcia akcji – młodziutka i piękna Tatiana oraz starszy od niej o parę lat Siergiej Nikitin. Oboje mieszkają w Moskwie: ona z matką i babcią, on – z matką i dwoma braćmi (możemy domyślać się jedynie, że ojcowie stracili życie na wojnie). Kochają się na zabój. Marzą, by całe życie spędzić razem. Żadna przeciwność losu nie wydaje im się straszna. Konczałowski idealnie wprowadza widza do tej historii, pokazując pełną uniesień miłosną wyprawę Tatiany i Siergieja za miasto, nad rzekę, która ilustrowana jest na dodatek przepiękną balladą śpiewaną przez dubbingujących aktorów Aleksandra Gradskiego i Zoję Charabadze z akompaniamentem zespołu Skomorochi (Скоморохи). Po spędzonej na łonie natury nocy kochankowie wracają wcześnie rano skuterem do Moskwy, by odespać zarwane godziny. Miasto dopiero budzi sie do snu, kamienice powoli ożywają, słońce opromienia domy, ulice i ludzie. Najprawdziwsza sielanka! Jedynie matka Tatiany przestrzega córkę przed problemami, które mogą się pojawić. Ale przecież… miłość jest ślepa.
Pierwsza zmiana tonacji pojawia się, gdy Siergiej opuszcza Tatianę – i jednocześnie Moskwę – w związku z powołaniem do wojska. A służyć ma w piechocie morskiej na Dalekim Wschodzie. Dalej od ukochanej posłać już go nie było można. Samotność daje się dziewczynie coraz bardziej we znaki, powoli usycha. Jedyną radością, odskocznią od szarej rzeczywistości stają się wizyty przyjaciela z lat dziecięcych Igora Wołgina, który teraz robi karierę jako reprezentacyjny hokeista. Gdy pewnego dnia z Syberii dociera do stolicy informacja o śmierci Nikitina w czasie ratowania zagrożonych powodzią mieszkańców wyspy na Pacyfiku, Tatiana popada w czarną rozpacz. Igor staje się wówczas jej jedynym promykiem nadziei. Los jednak, jak wiemy, lubi płatać figle – i tym razem także nie omieszkuje tego zrobić. Uczuciami Tatiany i Siergieja zabawia się nad wyraz okrutnie… Część druga „Romancy…” utrzymana jest już w zupełnie innym nastroju – nostalgiczno-depresyjnym. O ile pierwsza przypomina piękną i radosną, pełną nadziei pieśń miłosną, do drugiej dużo bardziej pasowałoby określenie – żałobna.
Andriej Konczałowski, kręcąc swój piąty pełnometrażowy film, w pewnym sensie zapalił Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Z jednej strony postarał się bowiem, choć pewnie była to przede wszystkim zasługa scenarzysty, o wprowadzenie wątków, z których zadowolone były władze państwowe, jak chociażby podkreślenie ważności i honoru służby wojskowej oraz bohaterstwo radzieckich żołnierzy ryzykujących zdrowie i życie także w czasach pokoju, z drugiej natomiast takich, które były wielkim ukłonem wobec widowni, zwłaszcza tej młodszej – vide przebojowe rockowe piosenki i ballady, jak również pojawiający się w dwóch scenach nadzwyczaj jędrny biust Tatiany. W takim entourage’u nawet wtręty propagandowe nie były tak denerwujące. W główną rolę żeńską wcieliła się w dwudziestoletnia Jelena Korieniewa, wtedy początkująca aktorka, później rozchwytywana przez reżyserów seksbomba („Syberiada”, „Samolot w płomieniach”), dzisiaj natomiast wcielająca się przede wszystkim w matki głównych bohaterek („Róże dla Elzy”, „Nazywali ją Mumu”). Jej partnerem został z kolei starszy o osiem lat Jewgienij Kindinow, absolwent szkoły aktorskiej przy Moskiewskim Akademickim Teatrze Artystycznym (MChAT), a obecnie wykładowca we WGIK-u, znacznie częściej pojawiający się na deskach teatralnych niż na planie filmowym.
W rolach drugoplanowych nie zabrakło wielkich gwiazd kina radzieckiego lat 60. i 70. XX wieku. Ludmiłę, kelnerkę w barze zakładowym, do którego uczęszcza Siergiej zagrała Irina Kupczenko („Wujaszek Wania”, „Cudze listy”, „Dziwna kobieta”), Trębacza – Innokientij Smoktunowski („Czajkowski”, „Trzecia córka”), matkę Tatiany – Ija Sawwina („Dama z pieskiem”, „Anna Karenina”). Z kolei weteran wojenny wujaszek Wasia ma twarz Iwana Ryżowa („Kalina czerwona”, „Wezwij mnie w świetlistą dal”), hokeista Wołgin – Aleksandra Zbrujewa („Film o Aleksiejewie”), a wiceadmirał i jednocześnie dowódca Nikitina – Nikołaja Grińko („Dziecko wojny”, „Cienie zapomnianych przodków”, „Afonia”). Za zdjęcia, jakże różne (kręcone w letniej i jesiennej Moskwie oraz na dalekiej Syberii, gdzie panuje wieczna zmarzlina) odpowiadał Gruzin Lewan Paataszwili (rocznik 1926), z którego usług Konczałowski skorzystał także przy swoim kolejnym wielkim filmie – „Syberiadzie” (1978). Później Andriej Siergiejewicz wyjechał do Stanów Zjednoczonych, kinematografia rosyjska na dobre odzyskała go dopiero w XXI wieku („Białe noce listonosza Aleksieja Trapicyna”, „Raj”, „Grzech”).
koniec
28 sierpnia 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Diablęta, których boją się anarchiści
Sebastian Chosiński

18 IX 2019

Chyba mało kto spodziewał się, włącznie z samym reżyserem, że największym sukcesem komercyjnym Ormianina Edmonda Keosajana będzie sequel niemego awanturniczo-przygodowego obrazu o „czerwonych diablętach” – grupie nastolatków walczących w czasie wojny domowej w Rosji z „czarnymi” i „białymi”. Nowa wersja tej opowieści, nakręcona w 1966 roku, otrzymała miano „Nieuchwytnych mścicieli” i okazała się początkiem trylogii.

więcej »

East Side Story: Gdzie Rzym, gdzie Krym… a gdzie Władywostok
Sebastian Chosiński

15 IX 2019

Po ośmiu latach przerwy na ekrany telewizorów powrócił w dwóch pełnometrażowych filmach pułkownik Siergiej Michajłowicz Diedow – weteran chyba wszystkich wojen, w jakie zaangażowany był Związek Radziecki i Rosja od czasów interwencji w Afganistanie. I ponownie odpowiedzialny za jego „przygody” został Andriej Szczerbinin. Szkoda jedynie, że „Jeden za wszystkich” – czwarta odsłona serii „W stanie spoczynku” – tak bardzo odstaje poziomem od trzech wcześniejszych.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Kilka gorzkich scen z życia nomenklatury
Sebastian Chosiński

11 IX 2019

To ostatni wielki film kultowego radzieckiego reżysera, który jak nikt inny – może oprócz Gruzina Gierogija Danieliji – potrafił jednocześnie rozśmieszać i wzruszać. Choć akurat w „Zapomnianej melodii na flet” znacznie więcej jest powodów do wzruszeń. Nie bez powodu, wszak w czasie pracy nad tym melodramatem Eldar Riazanow przeżywał poważne kłopoty zdrowotne i musiał leczyć się po udarze.

więcej »

Polecamy

Dom jak malowanie

Z filmu wyjęte:

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Uwaga na glizdoludzi!
— Jarosław Loretz

Rozbrykana rogacizna
— Jarosław Loretz

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

East Side Story: Azyl w samym środku Piekła
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Dzień bez nocy, noc bez ukojenia
— Sebastian Chosiński

Poemat o ziemi przeklętej
— Sebastian Chosiński

Nie stało się nic, choć wydarzyło tak wiele…
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.