Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CXC

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Władimir Potapow
‹Krzyk ciszy›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrzyk ciszy
Tytuł oryginalnyКрик тишины
ReżyseriaWładimir Potapow
ZdjęciaAleksandr Puszkin
Scenariusz
ObsadaAlina Sargina, Lew Girszow, Artiom Bystrow, Władimir Mieńszow, Swietłana Smirnowa-Marcinkiewicz, Nadieżda Markina, Ludmiła Jegorowa, Natalia Fisson, Maria Kononowa, Aleksandr Żdanow, Daria Aniszyna, Władimir Potapow
MuzykaDenis Piekariew
Rok produkcji2019
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania97 minut
Gatunekdramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

East Side Story: Ostrzeżenie z nieodległej przeszłości
[Władimir Potapow „Krzyk ciszy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Chociaż mieszkańcy Związku Radzieckiego walczyli z armią niemiecką dwa lata krócej niż obywatele II Rzeczypospolitej, przebieg Wielkiej Wojny Ojczyźnianej był dla nich nie mniej tragiczny niż nazistowska okupacja Polski. Przypomina o tym między innymi telewizyjny dramat „Krzyk ciszy” Władimira Potapowa, którego akcja rozgrywa się w oblężonym przez Niemców Leningradzie.

Sebastian Chosiński

East Side Story: Ostrzeżenie z nieodległej przeszłości
[Władimir Potapow „Krzyk ciszy” - recenzja]

Chociaż mieszkańcy Związku Radzieckiego walczyli z armią niemiecką dwa lata krócej niż obywatele II Rzeczypospolitej, przebieg Wielkiej Wojny Ojczyźnianej był dla nich nie mniej tragiczny niż nazistowska okupacja Polski. Przypomina o tym między innymi telewizyjny dramat „Krzyk ciszy” Władimira Potapowa, którego akcja rozgrywa się w oblężonym przez Niemców Leningradzie.

Władimir Potapow
‹Krzyk ciszy›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrzyk ciszy
Tytuł oryginalnyКрик тишины
ReżyseriaWładimir Potapow
ZdjęciaAleksandr Puszkin
Scenariusz
ObsadaAlina Sargina, Lew Girszow, Artiom Bystrow, Władimir Mieńszow, Swietłana Smirnowa-Marcinkiewicz, Nadieżda Markina, Ludmiła Jegorowa, Natalia Fisson, Maria Kononowa, Aleksandr Żdanow, Daria Aniszyna, Władimir Potapow
MuzykaDenis Piekariew
Rok produkcji2019
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania97 minut
Gatunekdramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Trudno stwierdzić, czy to pech, czy szczęście – urodzić się w tym samym mieście co Włodzimierz Iljicz Lenin. A to właśnie spotkało rosyjskiego reżysera Władimira Potapowa, który przyszedł na świat w 1963 roku w Uljanowsku (dawnym Symbirsku). Jako dwudziestotrzylatek ukończył miejscową politechnikę, zapewne nie zakładając jeszcze wtedy, że w przyszłości zwiąże swój los z kinematografią. Początkowo imał się różnych zajęć – był mistrzem w fabryce, konstruktorem, nawet zawodowym oficerem. A jednak w połowie lat 90. ubiegłego wieku postanowił zacząć wszystko od nowa i przeniósł się do Moskwy. Tam ukończył Wyższe Kursy Scenariopisarstwa i Reżyserii (pod okiem Władimira Chotinienki) i zaczął karierę filmową. Był aktorem (od 1999 roku), kierownikiem planu, asystentem i w końcu drugim reżyserem, aż wreszcie powierzono mu reżyserię – najpierw obrazów dokumentalnych, następnie fabularnych. Jak widać, przeszedł chyba wszystkie szczeble, zdobywając przy tym ogromne doświadczenie.
Zadebiutował w 2004 roku thrillerem „Umrzemy razem”, rok później nakręcił melodramat „Dacza na sprzedaż”, w końcu sensacyjny „07 zmienia kurs” (2007), który cieszył się w rosyjskich kinach niemałą popularnością. W drugiej połowie dekady zaczął się również jego flirt z telewizją; prywatne kanały coraz częściej zapraszały go do realizacji pełnometrażowych filmów. Dzięki temu powstały takie melodramaty Potapowa, jak ukraiński „Białe płótno” (2008) czy rosyjskie „Szept pomarańczowych chmur” (2009), „Tajemnica dla dwojga” (2011) i „Oblubienica mojego narzeczonego” (2013). Od czasu do czasu kręcił także dzieła przeznaczone na duży ekran, jak chociażby komedię fantastyczną „Asystent prezydenta” (2010) czy będący koprodukcją z Chińczykami dramat wojenny „Lodowy anioł” (2016). W tym samym roku powstała jeszcze sensacyjna, ale z wątkami fantastycznonaukowymi, telewizyjna „Mutacja”. A zaraz potem reżyser zabrał się za pracę nad „Krzykiem ciszy”, którego pierwsza emisja miała miejsce w końcu stycznia tego roku.
Film oparty został na w dużej mierze autobiograficznej książce rosyjskiej Żydówki Tamary Cynberg (1908-1977), znanej w Kraju Rad głównie jako ilustratorka książek dla dzieci. Krótko przed wybuchem wojny rodzina Tamary trafiła na „czarną listę”; jej ojciec, Siergiej – publicysta i literaturoznawca, autor pierwszej napisanej w języku jidysz historii literatury żydowskiej – został aresztowany przez NKWD i w 1939 roku zmarł w obozowym szpitalu we Władywostoku. W czasie blokady Leningradu Cynberg nie opuściła miasta, służyła w obronie przeciwlotniczej, starała się uchronić przed zniszczeniem archiwum ojca. Niemal dwie dekady później, poradziwszy sobie z traumą wojenną, postanowiła napisać poświęcony tym wydarzeniom scenariusz filmowy. Z gotowym tekstem poszła do cenionego pisarza Jurija Germana (ojca Aleksieja, reżysera filmowego), któremu pomysł bardzo się spodobał, ale który był jednocześnie przekonany, że absolutnej debiutantce trudno będzie się przebić.
Poradził jej wówczas, aby scenariusz przerobiła na prozę – i tak powstała nowela „Siódma Symfonia” (tytuł nawiązuje do wielkiego dzieła Dmitrija Szostakowicza, której w dużej części skomponowane zostało właśnie podczas oblężenia Leningradu). Rada okazała się zbawienna, ponieważ na opublikowaną w 1964 roku książkę natychmiast zwrócili uwagę filmowcy i już dwa lata później została ona po raz pierwszy przeniesiona na ekran – jako „Zimowy poranek”. Uczynił to Nikołaj Lebiediew, który zaadaptował scenariusz Sokrata Kary. Ponad pół wieku później po ten sam tekst, czyli nowelę Cynberg, sięgnął Aleksandr Borodianski, jeden z najbardziej doświadczonych współczesnych scenarzystów rosyjskich, mający na koncie między innymi „Afonię” (1975), „Kuriera” (1986), „Salę numer 6” (2009) oraz „Białego Tygrysa” (2012), który zresztą wątek blokady podjął kiedyś w sensacyjnym „Trzy dni do wiosny” (2017).
Akcja filmu rozpoczyna się w lutym 1942 roku. Trwa pierwsza wojenna zima, mieszkańcy niemal odciętego od reszty świata Leningradu cierpią niewyobrażalne męki z powodu chłodu i głodu; nieustannie też nękani są przez wojska niemieckie nalotami bombowymi i ostrzałem artyleryjskim. Ludzie z niedożywienia umierają na ulicach. Stojący w kolejkach po minimalne codzienne racje chleba powtarzają zrozpaczeni: „Ta zima nigdy się nie skończy…”. Młoda Zinaida Woronowa nie potrafi poradzić sobie z sytuacją, w jakiej się znalazła. Jej mąż Aleksiej został wzięty do wojska i wysłany na front, jak na razie nie ma od niego żadnej wiadomości, nie wie nawet, czy żyje. Ona została w Leningradzie z niespełna trzyletnim synkiem Dmitrijem. Zina marzy o tym, aby opuścić miasto – jest przekonana, że tylko w ten sposób uda jej się przetrwać. Kiedy dowiaduje się, że przygotowywana jest ewakuacja, biegnie do fabryki, w której pracowała, by zarejestrować się do wyjazdu. Po drodze spotyka sąsiadkę, od której słyszy, że matki z tak małymi dziećmi jak Mitia, z uwagi na trudne warunki będące zagrożeniem dla dzieci, nie podlegają ewakuacji. Dlatego postanawia skłamać – że jej synek umarł.
Chłopiec zostaje sam w mieszkaniu i pewnie rzeczywiście umarłby z głodu bądź wyziębienia, gdyby nie zbieg – mniej lub bardziej (nie)szczęśliwych – okoliczności. Piętro nad nim mieszka dziesięcio-, może dwunastoletnia Katia Nikanorowa, której rodzina wprowadziła się do kamienicy zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Potem jej ojciec zginął na froncie, a matka umarła z głodu. Wówczas dziewczynką zaopiekowała się sąsiadka Anna Wasiljewna. Starsza kobieta, słysząc o groźbie bombardowania tej części miasta, zabiera wieczorem ze sobą Katię, by udać się z nią do piwnicznego schronu. Schodząc z piętra widzi uchylone drzwi do mieszkania Woronowów, a w środku znajduje w łóżeczku porzuconego Mitię. Nie zastanawiając się ani chwili, bierze chłopca i oddaje go młodziutkiej Jekatierinie. Sama krótko potem ginie w czasie bombardowania, które przy okazji doszczętnie niszczy kamienicę. Katia pozostaje bez dachu nad głową i z obcym dzieckiem na rękach. Nie wie, jak jakie chłopiec nosi imię ani jak się nazywa; nie ma pojęcia, kim są jego rodzice ani czy żyją. Gdyby nie bezinteresowna pomoc Antona Iwanowicza, urzędnika kwaterunkowego, oboje by wkrótce umarli.
Na szczęście Katia i „Sierioża” – takie imię wymyśla mu dziewczynka, przedstawiając przy okazji jako swojego młodszego brata – dostają przydział lokalowy i wprowadzają się do pokoju w mieszkaniu ewakuowanego na wschód profesora. Nikanorowa opiekuje się od tej pory chłopcem, jak prawdziwa starsza siostra. Tymczasem, korzystając z przepustki, do Leningradu przyjeżdża kapitan Woronow – nie zastaje jednak w mieście ani żony, ani syna, a dom, w którym mieszkał jest kompletną ruiną… „Krzyk ciszy” to film telewizyjny, a więc mający skromny budżet. Władimir Potapow postawił więc na to, co w tak kameralnych dziełach ma szansę zrobić największe wrażenie, a więc na emocje. A w tym kontekście proza Cynberg i scenariusz Borodianskiego był samograjem – dwoje dzieci na skraju głodu, bez rodziców, w oblężonym przez nazistów mieście. Mając takich bohaterów, łatwo pokazać i okrucieństwo wojny, i hart ducha. A wszystko to wzrusza tym bardziej, że pokazane jest – można by rzec, że wprost wyłożone na tacy – przez pryzmat losów tych, którzy są najsłabsi i najbardziej niewinni. Takie historie z definicji chwytają za serce.
Po dziele Potapowa nie ma co oczekiwać rozmachu ani efektów specjalnych. Plenery ograniczone są do minimum. Wraz z bohaterami przemierzamy niemal wciąż te same petersburskie ulice, w oddali widząc jedynie najbardziej charakterystyczne miejsca miasta. Brak środków musiał reżyserowi doskwierać. Ale, jak to często bywa w życiu, potrzeba jest matką wynalazku. Autor wpadł więc na pomysł, aby do narracji zaimplementować oryginalne wojenne kroniki filmowe pokazujące Leningrad w latach blokady. Poddano je obróbce cyfrowej i pokolorowano, a potem nadzwyczaj umiejętnie wpleciono w fabułę. Dzięki temu Woronow bądź Katia mogą patrzeć na prawdziwych czerwonoarmistów maszerujących ulicami i mostami. Widzą też radzieckie czołgi, które mają przydać im wiary w zwycięstwo i podtrzymać na duchu, ale też – dla równowagi i historycznej prawdy – sceny pokazujące zamarznięte trupy na ulicach. Ktokolwiek wpadł na taki pomysł – czy był to sam reżyser, czy też któryś z producentów (może doświadczony w branży Aleksandr Litwinow?) – oddał „Krzykowi ciszy” wielką przysługę.
Role dziecięce powierzono, jak można się domyślać, absolutnym debiutantom – Alinie Sarginej (Katia) i malutkiemu Lwu Girszowowi (Mitia / „Sierioża”) – którzy jednak z powierzonego im zadania, a nade wszystko rezolutna dziewczynka, wywiązali się znakomicie. Co zapewne w dużej mierze było zasługą reżysera, jak i starszych kolegów i koleżanek po fachu. Poza tym bowiem na planie „Krzyku ciszy” pojawiło się kilkoro bardzo doświadczonych aktorów rosyjskich. Kapitana Woronowa zagrał Artiom Bystrow („Ósemka”, „Dureń”, „T-34”), jego żonę Zinaidę – Swietłana Smirnowa („Lejtnant Suworow”, „W sobotę”, „Pragnienie”), Antona Iwanowicza – Władimir Mieńszow („Moskwa nie wierzy łzom”, „Miłość i gołębie”), a w epizodycznej roli sąsiadki Anny Wasiljewej pojawiła się Nadieżda Markina („Elena”, „Arytmia”). Za zdjęcia odpowiadał… Aleksandr Puszkin (nic mi nie wiadomo, czy spokrewniony ze słynnym poetą), dla którego był to trzeci wspólny film zrealizowany z Potapowem; ścieżka dźwiękowa, która jednak niczym specjalnym nie zachwyca i pełni jedynie rolę muzycznej waty, wyszła natomiast spod ręki serialowego kompozytora Denisa Piekariewa.
koniec
1 września 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Co uczeń może powiedzieć o swoim nauczycielu?
Sebastian Chosiński

13 XI 2019

Nad „Kluczem bez prawa przekazania” kirgiskiej reżyserki Dinary Asanowej zawisła chyba jakaś klątwa. Bardzo smutny los czekał bowiem troje współtwórców tego filmu. Asanowa zmarła nagle w wieku zaledwie czterdziestu trzech lat, a dwoje nastoletnich odtwórców istotnych dla fabuły ról zginęło w wyjątkowo tragicznych okolicznościach.

więcej »

Niania średnio tania
Jarosław Loretz

12 XI 2019

Netflix już nie raz udowodnił, że wśród niezbyt porywającej pulpy potrafi dostarczyć i zaskakująco dobre filmy. „Opiekunka” to właśnie jeden z nich.

więcej »

Bliskie spotkania owczego stopnia
Konrad Wągrowski

11 XI 2019

Baranek Shaun nie należy może do topowych bohaterów studia Aardman (przegrywa tu stanowczo z Wallacem i Gromitem), ale jest sympatyczny i, co tu ukrywać, lubiany. Być może dlatego doczekał się pierwszego Aardmanowskiego pełnometrażowego sequela.

więcej »

Polecamy

Patriotyzm lokalny. Z grubsza.

Z filmu wyjęte:

Patriotyzm lokalny. Z grubsza.
— Jarosław Loretz

Śmigłowiec rzecz droga
— Jarosław Loretz

Samochód rzecz święta
— Jarosław Loretz

Idea wiecznie żywa
— Jarosław Loretz

Dalekowschodnie nauki
— Jarosław Loretz

Jubileuszowy ptak
— Jarosław Loretz

Jak w plener, to z przyjaciółmi
— Jarosław Loretz

Pamiętajcie o higienie!
— Jarosław Loretz

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.