Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CXCI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Edmond Keosajan
‹Korona carów rosyjskich, czyli Powrót nieuchwytnych›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKorona carów rosyjskich, czyli Powrót nieuchwytnych
Tytuł oryginalnyКорона Российской империи, или Снова неуловимые
ReżyseriaEdmond Keosajan
ZdjęciaMichaił Ardabjewski
Scenariusz
ObsadaMichaił Mietiołkin, Wasilij Wasiljew, Wiktor Kosych, Walentina Kurdiukowa, Armen Dżigarchanian, Arkadij Tołbuzin, Władimir Iwaszow, Jefim Kopelian, Iwan Pieriewierzew, Władysław Strzelczyk, Andriej Fajt, Ludmiła Gurczenko, Władimir Biełokurow, Rołan Bykow, Jan Frienkiel, Edmond Keosajan
MuzykaJan Frienkiel
Rok produkcji1971
Kraj produkcjiZSRR
Czas trwania134 minuty
Gatunekhistoryczny, komedia, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Klasyka kina radzieckiego: Niechby i ukradli. Co by to zmieniło?
[Edmond Keosajan „Korona carów rosyjskich, czyli Powrót nieuchwytnych” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dłużej nie zawsze oznacza lepiej. O czym dobitnie przekonali się wielbiciele reżyserskich dokonań Ormianina Edmonda Keosajana. „Korona carów rosyjskich” – ostatnia część jego kinowej trylogii o „nieuchwytnych mścicielach” – choć dłuższa od każdej z poprzednich o kilkadziesiąt minut – wypada najsłabiej. I może właśnie dlatego nie doczekała się kontynuacji…

Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Niechby i ukradli. Co by to zmieniło?
[Edmond Keosajan „Korona carów rosyjskich, czyli Powrót nieuchwytnych” - recenzja]

Dłużej nie zawsze oznacza lepiej. O czym dobitnie przekonali się wielbiciele reżyserskich dokonań Ormianina Edmonda Keosajana. „Korona carów rosyjskich” – ostatnia część jego kinowej trylogii o „nieuchwytnych mścicielach” – choć dłuższa od każdej z poprzednich o kilkadziesiąt minut – wypada najsłabiej. I może właśnie dlatego nie doczekała się kontynuacji…

Edmond Keosajan
‹Korona carów rosyjskich, czyli Powrót nieuchwytnych›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKorona carów rosyjskich, czyli Powrót nieuchwytnych
Tytuł oryginalnyКорона Российской империи, или Снова неуловимые
ReżyseriaEdmond Keosajan
ZdjęciaMichaił Ardabjewski
Scenariusz
ObsadaMichaił Mietiołkin, Wasilij Wasiljew, Wiktor Kosych, Walentina Kurdiukowa, Armen Dżigarchanian, Arkadij Tołbuzin, Władimir Iwaszow, Jefim Kopelian, Iwan Pieriewierzew, Władysław Strzelczyk, Andriej Fajt, Ludmiła Gurczenko, Władimir Biełokurow, Rołan Bykow, Jan Frienkiel, Edmond Keosajan
MuzykaJan Frienkiel
Rok produkcji1971
Kraj produkcjiZSRR
Czas trwania134 minuty
Gatunekhistoryczny, komedia, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Jeśli chodzi o frekwencję, wcale nie było jednak tak źle: pierwszą część trylogii, czyli „Nieuchwytnych mścicieli” (1966), obejrzało 54,5 miliona widzów; na drugą, to jest „Nowe przygody nieuchwytnych” (1968), wybrało się ponad 66 milionów obywateli Związku Radzieckiego; trzecia natomiast przyciągnęła do kin niemalże 61 milionów (co dało jej szesnaste miejsce wśród najpopularniejszych filmów w Kraju Rad). Skoro więc uznać, że „Koroną carów rosyjskich” Edmond Garieginowicz Keosajan zaliczył mimo wszystko (lekki) upadek, to był to upadek z naprawdę wysokiego konia. Premiera obrazu odbyła się 14 grudnia 1971 roku, umiliła więc mieszkańcom ZSRR okres noworoczno-świąteczny (sic!), co prawdopodobnie wpłynęło na wzmożone zainteresowanie dziełem. Choć biorąc pod uwagę popularność, jaką już wcześniej cieszyło się czworo „nieuchwytnych mścicieli”, pewnie gdyby nawet pierwsze pokazy miały miejsce w środku sezonu urlopowego, ostateczny wynik box-office’u wcale nie byłby gorszy.
Od wydarzeń przedstawionych w „Nowych przygodach…” minęły cztery lata, co oznacza, że akcja „Korony…” rozgrywa się w 1924 roku. Bohaterowie dorośli i zrobili karierę w organach. Obecnie służą w Zjednoczonym Państwowym Zarządzie Politycznym (OGPU), jak w latach 1923-1934 nazywano CzeKa, czyli sowiecką policję polityczną. OGPU miał bardzo szerokie kompetencje – był nie tylko służbą bezpieczeństwa, ale także wywiadem i kontrwywiadem (cywilnym i wojskowym). Pracujący tam „czekiści” mieli więc ręce pełne roboty. Tym bardziej że mimo zakończenia wojny domowej i rozprawienia się z „białymi”, „czarnymi” (anarchistami spod znaku Nestora Machno) oraz „zielonymi” (eserowcami), wrogów władzy bolszewickiej wciąż nie brakowało. Chociaż wielu z nich przed karzącą ręką ludowej sprawiedliwości uciekło na Zachód. Głównie do Francji, gdzie rosyjska „biała” emigracja była najliczniejsza. Jednocześnie też – najbardziej zróżnicowana i najbardziej skłócona. I to właśnie ten wątek postanowił wyeksponować w „Koronie…” Keosajan.
Za scenariusz filmu odpowiadał tym razem, obok reżysera, Aleksandr Czerwinski (rocznik 1938) – architekt i pisarz rodem z Odessy, dla którego był to dopiero drugi projekt kinowy (po fantastycznonaukowej „Tajemniczej ścianie” Iriny Powołockiej i Michaiła Sadkowicza). Dlaczego Edmond Garieginowicz zdecydował się właśnie jego zaprosić do współpracy, mogąc skorzystać ze wsparcia swoich wcześniejszych kooperantów (czyli Siergieja Jermolinskiego bądź Artura Makarowa) – nie mam pojęcia. Ale nie mam wątpliwości, że nie był to najlepszy możliwy wybór dokonany przez Ormianina. Wróćmy jednak do fabuły. Jest więc rok 1924; władza komunistyczna, mimo śmierci Włodzimierza Iljicza Lenina (o czym w filmie nie ma mowy), trzyma się w Związku Radzieckim mocno. Ale nie oznacza to wcale, że można poluzować wrogom wewnętrznym i zewnętrznym. Tymi drugimi są przede wszystkim emigranci rojący sobie, że uda im się przywrócić w kraju władzę Romanowów. A jeżeli nawet nie ich samych, to bliskich krewnych dynastii, która rządziła Rosją przez trzy wieki.
W Paryżu nie brakuje chętnych do objęcia w najbliższej przyszłości tronu rosyjskiego. Na czoło wybija się zwłaszcza dwóch pretendentów, będących kuzynami Romanowów (choć to pokrewieństwo przez wielu poddawane jest w wątpliwość). Obaj są skończonymi kretynami, którzy nienawidzą się nawzajem. Tym łatwiej jest nimi manipulować, czego notorycznie dopuszcza się tajemniczy Francuz, monsieur Diuk. W planach ma on zorganizowanie kradzieży Wielkiej Korony Cesarstwa Rosji i przemycenia jej na Zachód w celu przeprowadzenia koronacji jednego z kandydatów. Korona przedstawia nie tylko olbrzymią wartość historyczną i symboliczną (Romanowowie używali jej od 1762 roku), ale także materialną (w latach 20. ubiegłego wieku wyceniono ją na… 52 miliony dolarów). Nic więc dziwnego, że z obu tych powodów władze sowieckie nie chcą dopuścić do jej zagarnięcia przez wrogów państwa. Plany monsieur Diuka mają udaremnić „nieuchwytni mściciele”. Dlaczego właśnie oni? Ponieważ w gronie organizatorów kradzieży są ich starzy znajomi: sztabskapitan Piotr Siergiejewicz Owieczkin, pułkownik Leopold Siergiejewicz Kudasow oraz ataman Gnat Burnasz.
Planują oni posłużyć się księciem Naryszkinem – doskonałym złodziejem, który jeszcze przed rewolucją parokrotnie włamywał się do petersburskiego Ermitażu i ani razu nie został złapany na gorącym uczynku. Ksenia, Daniła, Walerij i Jakow muszą wspiąć się na wyżyny swych „czekistowskich” umiejętności, aby po raz kolejny uratować ojczyznę. I rzeczywiście – wspinają się. Dokonując najprawdziwszych cudów. Bo tylko w takiej kategorii można rozpatrywać scenę, w której Ksance udaje się na drezynie – najpierw z niewielką pomocą, potem samej – dogonić rozpędzony pociąg. Takich niedorzeczności jest, niestety, w „Koronie carów rosyjskich” więcej. Na dodatek intryga zostaje, zupełnie niepotrzebnie, tak skomplikowana i rozdęta, że w licznych momentach zaczyna zwyczajnie nudzić. Najlepiej wypadają te fragmenty filmu, w których Keosayan nawiązuje do konwencji znanej z dwóch poprzednich części trylogii, czyli awanturniczo-przygodowego easternu. Najsłabiej prezentują się natomiast epizody paryskie, które też najbardziej skażone są sowiecką propagandą. Bo chociaż na ekranie ośmieszona zostaje emigracja z lat 20. (porewolucyjna), to nie ma wątpliwości, że jej portret miał uderzyć również w emigracją współczesną, czyli tę z lat 60. XX wieku.
W głównych rolach pojawili się ci sami aktorzy, których mogliśmy zobaczyć już wcześniej w „Nieuchwytnych mścicielach” oraz „Nowych przygodach nieuchwytnych”, czyli Michaił Mietiołkin (Walerij), Wasilij Wasiljew (Jakow), Wiktor Kosych (Daniła), Walentina Kurdiukowa (Ksenia), Armen Dżigarchanian (Owieczkin), Arkadij Tołbuzin (Kudasow), Władimir Iwaszow (porucznik Pierow), Jefim Kopelian (Burnasz), Iwan Pieriewierzew (naczelnik OGPU Smirnow). Nie brakuje też jednak nowych twarzy. Naryszkina zagrał – Polak z pochodzenia – Władysław Strzelczyk (1921-1995), znany z roli Napoleona Bonapartego w „Wojnie i pokoju” (1965-1967) oraz filmowej biografii Czajkowskiego (1969). W emigracyjnych kandydatów do tronu carskiego wcielili się Władimir Biełokurow (1904-1973), który zagrał we wszystkich częściach trylogii, choć w każdej kogoś innego, oraz Rołan Bykow (1929-1998), bohater „Andrieja Rublowa” (1966) i „Próby wierności” (1971). Monsieur Diuk ma z kolei twarz Andrieja Fajta („Idiota”, „Brylantowa ręka”), natomiast szansonistka w paryskiej restauracji – Ludmiły Gurczenko („Dworzec dla dwojga”, „Kolorowy zmierzch”). Za doskonałą ścieżkę dźwiękową i wpadające w ucho piosenki odpowiadał – po raz trzeci – Jan Frienkiel, natomiast za zdjęcia – Michaił Ardabjewski (1932-1992), któremu w karierze było dane współpracować z cenionymi reżyserami, jak na przykład Paweł Czuchraj czy Anatolij Bobrowski, ale nie przy ich najwybitniejszych dziełach.
koniec
30 października 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mandalorian, Odcinek 1: Bez hełmu byłoby łatwiej
Kamil Witek

19 XI 2019

Serialowe „Gwiezdne wojny” były marzeniem George’a Lucasa jeszcze kiedy kładł pierwsze podwaliny pod Gwiezdną Sagę. „Mandalorian” jest pierwszym serialem aktorskim w legendarnym uniwersum, aczkolwiek w dzisiejszych realiach oznacza to, że ma spory dystans do nadrobienia.

więcej »

Niech żyje Henryk V!
Adam Lewandowski

18 XI 2019

„Król” to kolejny film dystrybuowany przez Netflixa, który miał premierę na prestiżowym festiwalu. Po pokazach w Wenecji zebrał w większości pozytywne recenzje, ale warto przekonać się samemu, czy kino historyczne jest jeszcze w stanie czymś zaskoczyć.

więcej »

East Side Story: Wilk jest groźny, wilk jest zły…
Sebastian Chosiński

17 XI 2019

Dekadę temu Waleria Gaj Germanika zaliczyła bardzo mocne wejście do świata rosyjskiej kinematografii, kręcąc naturalistyczny obraz z życia moskiewskich nastolatków. Od tamtej pory zmieniła jednak znacząco styl, swoim kolejnym dziełom przydając elementy surrealizmu. Niestety, wcale na tym – jako artystka – nie wyszła lepiej. Choć „Wilk zmyślony” (choć tytułowi można równie dobrze nadać inne brzmienie) to mimo wszystko intrygujący eksperyment…

więcej »

Polecamy

Darren Aronofsky. Źródło

Do sedna:

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.