Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 grudnia 2020
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Suplement filmowy 2019
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Na chwilę przed naszym wyborem najlepszych filmów roku jeszcze nasz mały suplement filmowy - kilka recenzji filmów, które pojawiły się w kinach w 2019 r.

Adam Lewandowski, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Suplement filmowy 2019
[ - recenzja]

Na chwilę przed naszym wyborem najlepszych filmów roku jeszcze nasz mały suplement filmowy - kilka recenzji filmów, które pojawiły się w kinach w 2019 r.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Ad Astra
(2019, reż. James Gray)
Konrad Wągrowski [70%]
„Ad Astra” Jamesa Graya pieści oko widza tęskniącego za klasyczną science fiction, z technologią przyszłości, statkami kosmicznymi, międzyplanetarnymi podróżami. Ten filozoficzny film, nie ukrywający inspiracji „2001: Odyseją kosmiczną” to chyba najładniejsze tak czysto estetycznie dzieło fantastycznonaukowe ostatnich lat. Podróż Roya McBride’a (przekonujący i poważny Brad Pitt) z Ziemi poprzez Księżyc, Marsa, aż po pierścienie Neptuna to prawdziwa uczta dla oka, a sceny pojedynków między księżycowymi łazikami czy surowych wnętrz marsjańskiej bazy mogą wejść do kanonu SF. Konsekwentny kontemplacyjny nastrój filmu udziela się widzowi i działa prawie hipnotycznie, pozwalając na mentalną podróż poprzez Układ Słoneczny. Dawno też nikt się tak nie napracował, by ukazać futurologiczną wizję niedalekiej przyszłości, świat, w którym człowiek wyszedł poza Ziemię, ale w którym typowe ludzkie konflikty nie zaniknęły, tylko po prostu przeniosły się na inne planety. I nawet dzięki tej warstwie wizualnej i przyszłościowej wizji, film całkiem sprytnie potrafi ukryć, że w kwestii przesłania nie ma do powiedzenia niczego specjalnie odkrywczego…
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Bracia Sisters
(2018, reż. Jacques Audiard)
Adam Lewandowski [90%]
„Bracia Sisters” to film na podstawie powieści Patricka DeWitta portretującej w nietypowy sposób rzeczywistość Dzikiego Zachodu. Można się było spodziewać, że za ekranizację takiego materiału będą chcieli się wziąć bracia Coen, ale zrobił to niespodziewanie odpowiedzialny m.in. za „Proroka” Jacques Audiard. Historia skupia się na tytułowych braciach Sisters. Żywiołowy Charlie (Joaquin Phoenix) oraz spokojny Eli (John C. Reilly) są rewolwerowcami do wynajęcia, a mówiąc bardziej dosadnie, po prostu płatnymi zabójcami. Muszą odnaleźć dwóch innych mężczyzn (Jake Gyllenhaal i Riz Ahmed) będących w posiadaniu tajemniczej receptury, która może ułatwić odnalezienie złota. Nietypowy materiał źródłowy w połączeniu z wrażliwością francuskiego reżysera przyniósł wyjątkowy, przewrotny western. O wiele bardziej istotne od strzelanin i pościgów są rozmowy pomiędzy bohaterami. Stają się źródłem subtelnego humoru wynikającego z nieporozumień i różnic w charakterach. Pojawia się zaduma nad człowieczeństwem, więzami rodzinnymi oraz postępem cywilizacyjnym. Bracia muszą odnaleźć się w realiach zmieniającego się świata, a także zadecydować, na czym im najbardziej zależy. Historia potoczy się zupełnie inaczej, niż się tego spodziewamy. Do tego dochodzi nastrojowa ścieżka dźwiękowa przygotowana przez niezawodnego Alexandre Desplata. I choć niektórzy sądzą, że western jest gatunkiem wymarłym, to właśnie tacy twórcy jak Audiard potrafią ożywić konwencję i opowiedzieć interesującą historię, w której od akcji ważniejsza staje się refleksja.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Tolkien
(2019, reż. Dome Karukoski)
Marcin Osuch [60%]
Dzięki Peterowi Jacksonowi tolkienowskie opowieści fantasy stały się globalnym doświadczeniem na miarę „Gwiezdnych wojen”. Kim był człowiek, który dał światu „Silmarillion”, „Hobbita” a przede wszystkim „Władcę pierścieni"? Kim był John Ronald Reuel Tolkien? Czy dowiemy się tego oglądając film Dome′a Karukoskiego?
Birmingham jako Mordor, Wielka Wojna jako wojna o pierścień, przyjaciele z Tea Club – Barrovian Society niczym Drużyna Pierścienia. Założenie tak trafiające do wyobraźni jak jednocześnie naiwne. Młody Tolkien jeszcze przed wybuchem wojny praktycznie stworzył język elfów. Co go do tego skłoniło? W filmie nie znajdziemy odpowiedzi na to pytanie. Ale jeśli potraktujemy obraz Karukoskiego jako swoistą baśń o autorze „Hobbita” to nie będziemy się nudzić. Film, nie próbując tłumaczyć procesów twórczych zachodzących w umyśle pisarza, kusi i wciąga przebitkami obrazów z dzieł Jacksona.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Kobieta idzie na wojnę
(2018, reż. Benedikt Erlingsson)
Konrad Wągrowski [80%]
Kto może walczyć o naszą planetę? I w jakiej formie? „Kobieta idzie na wojnę” to islandzka próba odpowiedzi na te pytania. Halla, kobieta w średnim wieku, stwierdza, że dosyć już biernego czekania, aż ktoś weźmie się za ratowanie Ziemii i sama wkracza do akcji. Wkracza w sposób, dodajmy, bardzo stanowczy. Ni mniej, nie więcej, tylko rozpoczyna działalność… terrorystyczną. A przynajmniej akcje sabotażowe, którymi atakuje wielką elektrownię, odpowiadającą za zniszczenia środowiska naturalnego w jej okolicy. Działa efektownie i efektywnie, stając się dla wielkiego przemysłu wrogiem publicznym numer jeden. Jednocześnie stara się prowadzić normalne życie, kieruje lokalnym chórem, jej marzeniem jest adopcja ukraińskiej osieroconej dziewczynki. Bardzo trudno jest łączyć jedno z drugim i Halla będzie musiała dokonać wyboru, jednocześnie jednak zaczyna się wokół niej zaciskać policyjna pętla…
„Kobieta idzie na wojnę” to prosty, momentami zabawny (wstawki z łamiącą czwartą ścianę orkiestrą ustawioną gdzieś w tle filmowych scen rządzą, bawi też postać zagranicznego turyty wciąż wplątywanego w akcje Halli) film o szlachetnym przesłaniu – dosyć bierności, środowisko nie obroni się same, trzeba samemu ruszyć do akcji. Choć może te akcje nie muszą być tak dramatyczne, jak te, które kreuje bohaterka, to jednak nie można nie robić nic. Bo planeta utonie, jak w przejmującej i alegorycznej finalnej scenie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Pavarotti
(2019, reż. Ron Howard)
Konrad Wągrowski
To nie jest kolejna krytyczna biografia w stylu „Amy” czy „Whitney”, film Rona Howarda jest w gruncie rzeczy hymnem pochwalnym na cześć, listem miłosnym do słynnego tenora, wysłanym przez znanego reżysera. Ron Howard opowiada o życiu Pavarottiego w szczegółach, przedstawia kolejne etapy życia, tłumaczy skąd pochodzi fenomen śpiewaka, pokazuje jak stawał się ikoną i legendą. Nie omija trudniejszych tematów – niewierności małżeńskiej, oskarżeń o zaprzedanie się komercji i zdradzę prawdziwej sztuki, ale czyni to w taki sposób, by jakoś rozgrzeszyć swego bohatera. Bo Ron Howard uwielbia talent Pavarottiego, i celem jego filmu jest stawianie pomnika, a nie burzenie go. Jeśli film ten się całkiem nieźle sprawdza, mimo tego podejścia, to przede wszystkim dzięki sercu włożonemu przez twórców, dzięki temu, jak bardzo uwielbienie reżysera udziela się widzowi. A pod względem ta bardzo solidna produkcja filmowa dokładnie wie, w jakim kierunku ma prowadzić, jak manipulować uczuciami widza i nie ma chyba nikogo, komu na finale nie zakręci się w oku łezka. A poza tym, co nikogo chyba nie powinno dziwić, „Pavarotti” wypełniony jest piękną muzyką. Można obejrzeć tylko dla samego posłuchania. I dreszczu, gdy na słynnym koncercie trzech tenorów zaczyna toczyć ze sobą fascynującą bitwę na głosy.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Niedobrani
(2019, reż. Jonathan Levine)
Konrad Wągrowski [70%]
Z pozoru nieskomplikowana komedyjka romantyczna uwodzi widza dwoma elementami – świetnie dobraną parą bohaterów i szlachetnym przesłaniem, że „inna polityka jest możliwa”. Ona, elegancka Charlotte Field (kapitalna jak zwykle Charlize Theron), jest wysokiej rangi politykiem, sekretarzem stanu, z ambicjami na prezydenturę. On, Fred Flarsky (jak zwykle przezabawny Seth Rogen), to lewicowy dziennikarz, niespecjalnie dbający o swój wygląd, zajęty ratowaniem świata. Znają się sprzed lat (Charlotte była… babysitterką Freda), mimo różnorodnych przeciwności rozkwita między nimi romans. I jeśli jesteśmy w stanie uwierzyć w uczucie tak niedobranej pary, będzie to z pewnością zasługą aktorskiej pary i chemii między nimi. Ale poza standardowym wątkiem romansowym mamy tu taką tyleż szlachetną, ile naiwną wiarę, że w polityce może zwyciężyć uczciwość, troska i prawda, że da się nimi przełamać medialny terror (wątek niezbyt lotnego, narcystycznego prezydenta pragnącego kontynuować karierę aktorską i paskudnego magnata mediowego z pewnością na różnych poziomach skojarzy się obecnym mieszkańcem Białego Domu), fałsz politycznego świata i nieczystą grę. Z obserwacji wynika, że bardzo jest mało prawdopodobne, ale przecież kino jest też po to, by opowiadać krzepiące baśnie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
1800 gramów
(2019, reż. Marcin Głowacki)
Adam Lewandowski [60%]
W połowie listopada pojawił się w polskich kinach niepozorny film o tytule „1800 gramów”. Niektórzy skreślili go już na starcie jako kolejną z produkowanych taśmowo komedii romantycznych. Tymczasem jest to kino obyczajowe zrealizowane ze społecznym zaangażowaniem i skupiające się raczej na bohaterach niż nachalnych próbach rozbawienia widza. Film Marcina Głowackiego opowiada historię Ewy – dyrektorki interwencyjnego ośrodka preadopcyjnego. Charyzmatyczna kobieta całą energię przeznacza na pracę, pomoc dzieciom oraz rodzinom mierzącym się z różnymi problemami. Jej metody działania są dosyć kontrowersyjne, ponieważ można być pewnym, że tam gdzie nie da się wejść, wyważy drzwi. Przez to w instytucjach państwowych niektóre osoby są do niej niezbyt życzliwie nastawione. A przyszłość interwencyjnego ośrodka preadopcyjnego stanie pod znakiem zapytania, więc być może trzeba podjąć jakieś desperackie kroki. Nie jest to wielkie kino, ale potrzebujemy w Polsce takich małych filmów skupiających się na konkretnym temacie i dodającym do niego mniej lub bardziej udane wątki poboczne. Tak jak chociażby wątek mężczyzny zajmującego się obowiązkami domowymi, podczas gdy jego żona spełnia się zawodowo. Albo kobiety, która więcej czasu i energii poświęciła na działalność dobroczynną niż na relacje z własną rodziną. Może to brzmieć jakby „1800 gramów” było przygnębiającym dramatem, ale nie do końca tak jest. Opowiada o poważnych rzeczach w lekkiej i przystępnej formie. Nawet jeśli pod względem czysto filmowym lub narracyjnym się potyka, to jest przynajmniej szczerą próbą zrealizowania czegoś innego w klimacie świątecznym niż kolejne „Listy do M.”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Miszmasz czyli Kogel Mogel 3
(2019, reż. Kordian Piwowarski)
Marcin Mroziuk [40%]
Nie da się ukryć, że „Miszmasz, czyli kogel-mogel 3” to nie jest rozrywka wysokich lotów. Sukces frekwencyjny (prawie 2,4 miliona widzów w 2019 roku!) świadczy jednak, że twórcy potrafili trafnie zdiagnozować oczekiwania publiczności.
W tym przypadku oczywiście najważniejszy jest sentyment do bohaterów cieszących się od 30 lat nieustającą popularnością komedii Romana Załuskiego. To wielokrotnie przypominane w telewizji „Kogel-mogel” i „Galimatias, czyli kogel-mogel II” gwarantowały zainteresowanie kontynuacją, ale czy rzeczywiście można było wymyślić zabawną i ciekawą historię ze znacznie starszymi postaciami? Jako doświadczona scenarzystka Ilona Łepkowska sprytnie rozwiązała ten problem, czyniąc pierwszoplanowym bohaterem Marcina Zawadę (Nikodem Rozbicki), syna Katarzyny (Grażyna Błęcka-Kolska), której losami emocjonowaliśmy się w dwóch poprzednich częściach cyklu. Młody mężczyzna, który dotychczas mieszkał z ojcem w Holandii, wraca do Brzózek, witany na miejscu z otwartymi ramionami przez babcię (Katarzyna Łaniewska) i matkę. Okazuje się, że Marcin nie przyjechał jedynie z krótką wizytą, ale planuje powrót na stałe i rozkręcenie tutaj własnego interesu.
Jak łatwo się domyślić, w filmie Kordiana Piwowarskiego nie chodzi jednak o opiewanie polskiej przedsiębiorczości czy piętnowanie biurokracji utrudniającej prowadzenie biznesu (chociaż Marcinowi trochę daje się we znaki seksowna urzędniczka, grana przez Annę Muchę). Otóż prawdziwe komplikacje wynikają z tego, że planowane otwarcie dyskoteki ma być przykrywką dla nielegalnej plantacji marihuany.
Ale to jeszcze nic w porównaniu z zamieszaniem w sprawach sercowych, które możemy śledzić na ekranie! No bo na kogóż to mógł wpaść (a właściwie wjechać) zaraz po przyjeździe do Polski Marcin? Na nikogo innego, tylko na córkę państwa Wolańskich! Między Agnieszką (Aleksandra Hamkało) a Marcinem oczywiście coś zaiskrzy – nawet jeśli to nie miłość od pierwszego wejrzenia.
Kiedy młodsi widzowie będą zaś kibicować powodzeniu związku pomiędzy kolejnym pokoleniem Zawadów i Wolańskich, uwagę starszych przykują problemy rodziców młodych bohaterów. Okazuje się bowiem, że Kasia rozwiodła się z mężem i jest dyrektorką szkoły podstawowej w Brzózkach, a wciąż o niej marzy Staszek Kolasa (Jerzy Rogalski) – teraz miejscowy sołtys. Z kolei profesor Wolański (Zdzisław Wardejn) najwyraźniej źle znosi aktywność swej żony (Ewa Kasprzyk), która robi karierę w mediach jako autorka książki „Jak znalazłam swój punkt G?”. A kiedy dojdzie do nieuniknionego przecież spotkania po latach dawnych znajomych, wszystko może się wydarzyć…
No cóż, logika rozwoju wydarzeń w „Miszmaszu…” nie odbiega specjalnie od znanej z polskich telenoweli, ale nie jest to bynajmniej przytyk do osoby scenarzystki. W tym przypadku nie jest to bowiem mankament filmu, bo przecież konstrukcja fabuły w komediach Romana Załuskiego była podobna. Znajdziemy też tutaj trochę całkiem śmiesznych scenek (można wspomnieć choćby te z udziałem mieszkających po sąsiedzku Goździków, których zatrudnia Marcin), chociaż nie jest to zbyt finezyjny humor. Gorzej jest, jeśli chodzi o grę aktorską, a weterani ekranu momentami sprawiają wrażenie, jakby byli zmęczeni kwestiami, które muszą wygłaszać na planie. Mimo to można się spodziewać, że „Miszmasz…” i tak wkrótce na stałe zagości w telewizyjnych ramówkach.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Yesterday
(2019, reż. Danny Boyle)
Marcin Mroziuk [60%]
W „Yesterday” zdecydowanie najlepszy jest wyjściowy pomysł na fabułę. Po prostu doskonała jest scena, w której główny bohater śpiewa właśnie tytułowy przebój Beatlesów, a słuchający go przyjaciele są zachwyceni utworem, który uważają za jego kompozycję. Szkopuł w tym, że nie jest to tak wielkie zaskoczenie dla widzów, gdyż już na plakatach pojawiła się informacja, że zobaczą w tym filmie świat, w którym zapomniano o czwórce z Liverpoolu, a jeszcze więcej zdradził doskonały zwiastun. W dodatku można odnieść wrażenie, że twórcy nie potrafili wycisnąć tego pomysłu jak cytryny, bo w przedstawionej tutaj alternatywnej rzeczywistości wszystko wygląda podobnie do naszej – przede wszystkim mimo braku tam dzieł Beatlesów scena muzyczna rozwinęła się w niemal identyczny sposób.
W sumie jednak trudno byłoby się spodziewać w „Yesterday” jakichś poważniejszych rozważań na temat wpływu twórczości Johna Lennona i Paula McCartney’a na oblicze współczesnego świata, skoro scenarzysta Richard Curtis to specjalista od komedii romantycznych. I w ramach tego gatunku film Danny′ego Boyle′a wypada całkiem przyzwoicie, bo z przyjemnością możemy obserwować, jak zmieniają się relacje między Jackiem Malikiem (świetny zarówno aktorsko, jak i muzycznie Himesh Patel) a jego przyjaciółką i menedżerką Ellie (graną przez pełną uroku Lily James) wraz z rosnącą popularnością dawnego sprzedawcy z marketu, którą zawdzięcza on przecież cudzym piosenkom. Warty uwagi jest też występ Eda Sheerana, który wprawdzie gra w „Yesterday” siebie samego, ale to właśnie ten brytyjski piosenkarz otwiera tutaj głównemu bohaterowi drzwi do show-biznesu. Z kolei ciemne strony przemysłu rozrywkowego zostały ukazane w filmie z dużym poczuciem humoru, bo w działaniach nowej, momentami wręcz diabolicznej menedżerki Jacka ogniskują się wszelkie wady takich osób, dla których liczą się jedynie zyski, a nie piękna muzyka.
Wszystko to sprawia, że fabuła „Yesterday” nie jest aż tak zaskakująca, jak można by się spodziewać, ale film ma szanse spodobać się zarówno wielbicielom komedii romantycznych, jak i osobom lubiącym muzykę Beatlesów.
koniec
11 stycznia 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Ręka rękę myje
Sebastian Chosiński

2 XII 2020

Spośród wszystkich twórców kultowych w Związku Radzieckim komedii to właśnie biografia autora „Ty dla mnie, ja dla ciebie” naznaczona jest największymi nieszczęściami i traumami. Od kilku lat spędzonych w więzieniu (zresztą słusznie) aż po wieloletnie, zakończone samobójstwem, zmagania z nieuleczalną chorobą. Kto został tak ciężko doświadczony przez los? Aleksandr Sieryj.

więcej »

East Side Story: Rambo wchodzi jak smok
Sebastian Chosiński

29 XI 2020

To nie jest film, który można uznać za bardzo dobry. Spokojnie da się go przypisać do kina klasy B. A jednak sensacyjny „Rosyjski nalot” Denisa Kriuczkowa, mimo że wszystko jest w nim umowne, ogląda się z zapartym tchem niemal od pierwszej do ostatniej minuty. Jest bowiem pokazaną z przymrużeniem oka opowieścią z pogranicza „Wejścia smoka” i „Wściekłych psów”, a z przykładów nam bliższych – „Fabryki” Jurija Bykowa i „Psów” Władysława Pasikowskiego.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Zanim wybije północ. Ta Północ!
Sebastian Chosiński

25 XI 2020

W Związku Radzieckim istniała tradycja realizacji komedii obyczajowych, których akcja rozgrywała się w okresie noworocznym. Przodował w tym Eldar Riazanow, który praktycznie w każdej dekadzie swojej kariery reżyserskiej dostarczał spragnionym dobrej zabawy widzom jeden taki obraz. W latach 60. był to „Zakręt szczęścia” – opowieść, jak wiele z jego filmów, oparta na autentycznym wydarzeniu.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Egzystencjalizm rewolwerowców
— Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Krótko o filmach: Han Solo
— Marcin Osuch

Krótko o filmach: Han Solo
— Sebastian Chosiński

Pozwól Wookieemu wygrać
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Solo, ale w drużynie
— Konrad Wągrowski

Gdzie się podziały tamte strzykawki?
— Przemysław Ciura

Scenarzysta bez Wergiliusza
— Marcin T.P. Łuczyński

Co nam w kinie gra: Imigranci
— Marta Bałaga, Sebastian Chosiński

Co nam w kinie gra: Steve Jobs
— Kamil Witek

6. American Film Festival: I’m fuckin’ Steve Jobs!
— Kamil Witek

Transatlantyk 2015: Dzień 6
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Człowiek według Harariego
— Marcin Osuch

Co w śląskiej duszy gra
— Marcin Mroziuk

Ostatnia (?) podróż Corto
— Marcin Osuch

Diesel to diabelska machina
— Marcin Osuch

Druga wyprawa po złote runo
— Marcin Mroziuk

Sztuka dla sztuki
— Adam Lewandowski

Uważajcie na nowojorskie ośmiorniczki
— Marcin Osuch

Byliśmy Australijczykami
— Marcin Osuch

Ci cwani Brytyjczycy
— Marcin Osuch

Narodziny i upadek piekła kobiet
— Marcin Mroziuk

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.