Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 9 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Łarisa Sadiłowa
‹Pewnego razu w Trubczewsku›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPewnego razu w Trubczewsku
Tytuł oryginalnyОднажды в Трубчевске
ReżyseriaŁarisa Sadiłowa
ZdjęciaAnatolij Pietriga
Scenariusz
ObsadaJegor Barinow, Jurij Kisieliow, Kristina Sznajder, Maria Siemionowa, Walentina Kozowa, Wiktor Bogatkin, Aleksandra Bobkowska
Rok produkcji2019
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania80 min
Gatunekmelodramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

East Side Story: Nie dzieje się nic, a wydarza tak wiele
[Łarisa Sadiłowa „Pewnego razu w Trubczewsku” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Pewnego razu w Trubczewsku” Łarisy Sadiłowej to dzieło z gatunku tych, w których dzieje się niewiele, ale wydarza tak dużo. Nostalgiczny melodramat opowiada o spóźnionej i nie do końca spełnionej miłości dwojga ludzi, którzy znają się od lat, ponieważ mieszkają po sąsiedzku. Problem w tym, że oboje mają rodziny – współmałżonków i dzieci.

Sebastian Chosiński

East Side Story: Nie dzieje się nic, a wydarza tak wiele
[Łarisa Sadiłowa „Pewnego razu w Trubczewsku” - recenzja]

„Pewnego razu w Trubczewsku” Łarisy Sadiłowej to dzieło z gatunku tych, w których dzieje się niewiele, ale wydarza tak dużo. Nostalgiczny melodramat opowiada o spóźnionej i nie do końca spełnionej miłości dwojga ludzi, którzy znają się od lat, ponieważ mieszkają po sąsiedzku. Problem w tym, że oboje mają rodziny – współmałżonków i dzieci.

Łarisa Sadiłowa
‹Pewnego razu w Trubczewsku›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPewnego razu w Trubczewsku
Tytuł oryginalnyОднажды в Трубчевске
ReżyseriaŁarisa Sadiłowa
ZdjęciaAnatolij Pietriga
Scenariusz
ObsadaJegor Barinow, Jurij Kisieliow, Kristina Sznajder, Maria Siemionowa, Walentina Kozowa, Wiktor Bogatkin, Aleksandra Bobkowska
Rok produkcji2019
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania80 min
Gatunekmelodramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
O takich obrazach zwykło mówić się, że należą do kina autorskiego. I tak w tym przypadku jest. Łarisa Igoriewna Sadiłowa – aktorka (na początku kariery), producentka, scenarzystka i reżyserka (w późniejszym okresie) – nie tylko wymyśliła fabułę i całość zainscenizowała, ale także brała aktywny udział w montażu. Na dodatek akcję filmu umieściła w rejonie Rosji, z którego się wywodzi. Nie zdziwiłoby mnie zatem, gdyby okazało się, że również opowiedziała w nim historię, która rozgrywała się na jej oczach. Autorka (rocznik 1963) pochodzi z Briańska, a tytułowy Trubczewsk – czternastotysięczne, prowincjonalne miasteczko nad rzeką Desną, sięgające korzeniami X wieku – położony jest właśnie w obwodzie briańskim. Niewielki to ośrodek, ale o bardzo ciekawej historii. Położony na pograniczu Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, Wielkiego Księstwa Litewskiego i Królestwa Polskiego – często przechodził z rąk do rąk. A zmiany te odcisnęły na nim swoje piętno. Na jego mieszkańcach zapewne także. Choć akurat niekoniecznie widać to w tym filmie.
Łarisa Igoriewna jest absolwentką wydziału reżysersko-aktorskiego moskiewskiego Wszechzwiązkowego Państwowego Instytutu Kinematografii (WGIK), w którym uczyła się do 1986 roku pod okiem Tamary Makarowej i Siergieja Gierasimowa. Jako reżyserka zadebiutowała jednak dopiero dwanaście lat później dramatem „Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin”. Po premierze na autorkę i jej dzieło spadł prawdziwy grad nagród i tak jest praktycznie z każdym kolejnym filmem Sadiłowej. A zrealizowała ich dotąd jeszcze sześć: „Z miłością, Lilo!” (2002), „Potrzebna niania” (2005), „Nic osobistego” (2007), „Synek” (2009), „Ona” (2013) oraz – w ubiegłym roku – dzisiaj wzięty na warsztat melodramat „Pewnego razu w Trubczewsku”. Przyglądając się tym obrazom, nietrudno znaleźć w nich wspólny mianownik – wszystkie są bardzo oszczędne w formie, opowiadają o zwykłych ludziach i ich codziennych problemach. Mistrzostwo reżyserki polega jednak na tym, że nawet najbardziej pospolite sprawy i zdarzenia potrafi przedstawić tak, że urastają one niemalże do rangi antycznego dramatu.
Światowa premiera „Pewnego razu…” odbyła się w maju ubiegłego roku podczas festiwalu w Cannes, gdzie film prezentowany był w sekcji Un Certain Regard (otrzymał tam zresztą nominację do nagrody). W Rosji pokazano go po raz pierwszy dwa tygodnie później na Kinotawrze w Soczi – i tam także nominowano do Grand Prix. I chociaż Łarisa Igoriewna musiała obejść się smakiem, to przecież nie jest żadnym wstydem przegrać z równie dobrym „Bykiem” Borisa Akopowa… Przejdźmy jednak do rzeczy. Imion ani nazwisk głównych bohaterów dramatu nie poznajemy; od pierwszej do ostatniej minuty filmu są oni dla nas anonimowi – mimo że zyskujemy przecież wstęp do ich serc i umysłów. Poznajemy za to imiona ich zdradzanych współmałżonków – Tamary i Jury – jakby Sadiłowa chciała zrównoważyć szanse, wykrzyczeć widzowi prosto w twarz, że oni też są istotni, mają swoje potrzeby i marzenia, cała ta sytuacja ich również boleśnie dotyka.
Kochankowie, pracujący jako kierowca ciężarówki (chłodni) mężczyzna i zajmująca się szydełkowaniem kobieta, znają się od lat. Mieszkają obok siebie, w drewnianych chatach na przedmieściu Trubczewska. Ich rodziny pozostają w dobrej komitywie. Co skłania ich do tego, aby podjąć tak duże ryzyko i za plecami małżonków nawiązać romans? Pragnienie zmiany, a może nadzieja na wyrwanie się z opłotków prowincjonalnego miasteczka, które nie daje żadnych szans na osobisty rozwój? Gdy on wyjeżdża z towarem do Moskwy, jej niemal zawsze także wypada wyjazd, podczas którego sprzedaje wykonane przez siebie rzeczy: rękawiczki, szaliki, swetry. Są ostrożni, ale z czasem tracą czujność; poza tym takie funkcjonowanie – życie w nieustannym kłamstwie, obok ludzi, do których ich uczucie dawno już wygasło – zaczyna ich zwyczajnie męczyć. Zwłaszcza ona traci cierpliwość; nie chce być jedynie miłym dodatkiem do jego podróży, niezobowiązującą – mimo trwałości związku – przygodą. Atmosfera się zagęszcza, gdy Tamara i Jura zaczynają nabierać podejrzeń.
Zrealizowany w ascetycznej (pozbawionej muzyki), paradokumentalnej formie melodramat Sadiłowej to film z gatunku tych, w których na pozór nie dzieje się nic, ale w rzeczywistości wydarza tak wiele. Opowiedziana w „Pewnego razu w Trubczewsku” historia miłości mieszkających na głębokiej rosyjskiej prowincji kierowcy i dorabiającej do utrzymania rodziny szydełkowaniem gospodyni domowej równie dobrze mogłaby wyjść spod ręki legendarnego Wasilija Szukszyna („Kalina czerwona”). Utrzymana jest bowiem w typowym dla niego nostalgicznym nastroju i przedstawia ludzi, którzy pragną wyjść poza swą dotychczasową rolę, aby znaleźć szczęście. Jest to tym trudniejsze, że oboje mają rodziny. Ukrywanie łączących ich więzów, związane z permanentnym okłamywaniem najbliższych, dewastuje psychicznie. I chociaż Łarisa Igoriewna tonuje emocje, film do ostatnich minut ogląda się w wielkim napięciu. Trudno bowiem przewidzieć, jakie ostatecznie rozwiązanie, znalazłszy się w sytuacji bez wyjścia, wybiorą bohaterowie (włącznie ze zdradzanymi współmałżonkami) i jakie będą konsekwencje ich postępowania.
Dramatyzmu fabule przydaje pozornie tylko pozbawiony uczuć, pełen chłodu sposób narracji, nieprzeniknioność głównych postaci, wreszcie narastająca świadomość, że tak dłużej żyć się nie da. Aby taki eksperyment zakończył się sukcesem, Sadiłowa potrzebowała świetnych aktorów. Tym bardziej może dziwić fakt, że zdecydowała się – choć pewnie przede wszystkim zdecydowały o tym ograniczenia budżetowe – na artystów mniej znanych, nie tych z pierwszych stron gazet, kojarzonych głównie z „małym ekranem”. Kierowcę zagrał Jegor Barinow (mający na koncie ponad sto ról telewizyjnych i serialowych), jego kochankę – debiutująca na ekranie Kristina Sznajder; w jej zdradzanego męża Jurę wcielił się Jurij Kisieliow, dla którego był to z kolei debiut kinowy, natomiast w Tamarę – mająca większe doświadczenie Maria Siemionowa („Trzy dni do wiosny”, „Wstyd”). Za zdjęcia odpowiadał Anatolij Pietriga („Rozkaz: zapomnieć!”, „W strefie dostępu miłości”), który współpracował już z Łarisą Igoriewną dwukrotnie kilkanaście lat wcześniej.
koniec
16 lutego 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: „Kto boi się śmierci…”
Sebastian Chosiński

8 IV 2020

Zastanawiam się, czy dzisiaj – gdy w konstytucji mamy wpisany zakaz propagowania ustroju komunistycznego (jako przejawu totalitaryzmu) – mógłby zostać zaprezentowany w telewizji jeden z najsłynniejszych powojennych obrazów Julija Rajzmana. Przedstawia on przecież mit o „dobrym komuniście” – człowieku prostym, ale uczciwym, niewykształconym, lecz marzącym o świetlanej przyszłości chłopów i robotników. W Polsce Ludowej wyświetlano go pod tytułem „Niezłomny”…

więcej »

Zaraza, odc. 5: Boże, czemu nas opuściłeś?
Marcin Mroziuk

7 IV 2020

W piątym odcinku „Zarazy” na pierwszy plan wybija się wreszcie Valerio Huertas, którego czekają teraz wyjątkowo trudne chwile, ale na znaczeniu zyskuje też Luis de Zúñiga, a ponadto sporo emocji dostarcza nam dochodzenie prowadzone przez Mateo. Widzowie z pewnością więc nie będą narzekać na nudę.

więcej »

Spiesz się powoli!
Sebastian Chosiński

6 IV 2020

Brian De Palma nikomu już nic nie musi udowadniać. Ma już niemal osiemdziesiąt lat na karku i nakręcił wystarczająco dużo arcydzieł, aby zajmować poczesne miejsce w panteonie najwybitniejszych reżyserów XX wieku. Właśnie, XX, bo w XXI radzi już sobie znacznie gorzej. Oparty na scenariuszu Norwega Pettera Skavlana thriller „Domino” nie pozwala, niestety, zmienić tego zdania.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

A mógł do końca życia grać w szachy
— Sebastian Chosiński

Droga przez mękę
— Sebastian Chosiński

Czasami lepiej wcale się nie budzić
— Sebastian Chosiński

Inwazja śmie(r)ci z kosmosu
— Sebastian Chosiński

Krzywe zwierciadło czy polityczny pamflet?
— Sebastian Chosiński

„Za marzenia głupie tu się bierze baty”
— Sebastian Chosiński

Fatalne zauroczenie po rosyjsku
— Sebastian Chosiński

Pokaż mi swojego smartfona, a powiem ci, kim jesteś
— Sebastian Chosiński

Dziecko na wojnie
— Sebastian Chosiński

W mroku przeszłości, u schyłku życia
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

26 WFF: Wolność i swoboda
— Marta Karpińska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.