Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Władimir Basow
‹Tarcza i miecz: Bez prawa do bycia sobą›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTarcza i miecz: Bez prawa do bycia sobą
Tytuł oryginalnyЩит и меч: Без права быть собой
ReżyseriaWładimir Basow
ZdjęciaTimofiej Lebieszew
Scenariusz
ObsadaStanisław Liubszyn, Władimir Basow, Ałła Diemidowa, Helga Göring, Ludmiła Czursina, Nikołaj Zasuchin, Oleg Jankowski, Aleksiej Głazyrin, Juozas Budraitis, Algimantas Masiulis, Michaił Pogorżelski, Ernst Schvill, Otmar Richter, Nikołaj Grabbe, Jelena Dobronrawowa
MuzykaWieniamin Basner
Rok produkcji1968
Kraj produkcjiNRD, Polska, ZSRR
CyklTarcza i miecz
Czas trwania79 min
Gatuneksensacja, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Klasyka kina radzieckiego: Kloss, Stirlitz i… Johann Weiss
[Władimir Basow „Tarcza i miecz: Bez prawa do bycia sobą” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Rok 1968 został w Związku Radzieckim całkowicie zdominowany przez tetralogię Władimira Basowa „Tarcza i miecz”. Wśród najchętniej oglądanych w kinach filmów części pierwsza i druga cieszyły się największą popularnością spośród krajowych produkcji, natomiast trzecia i czwarta uplasowały się na najniższym stopniu podium. Nie sposób więc o tej serii nie wspomnieć w naszym cyklu.

Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Kloss, Stirlitz i… Johann Weiss
[Władimir Basow „Tarcza i miecz: Bez prawa do bycia sobą” - recenzja]

Rok 1968 został w Związku Radzieckim całkowicie zdominowany przez tetralogię Władimira Basowa „Tarcza i miecz”. Wśród najchętniej oglądanych w kinach filmów części pierwsza i druga cieszyły się największą popularnością spośród krajowych produkcji, natomiast trzecia i czwarta uplasowały się na najniższym stopniu podium. Nie sposób więc o tej serii nie wspomnieć w naszym cyklu.

Władimir Basow
‹Tarcza i miecz: Bez prawa do bycia sobą›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTarcza i miecz: Bez prawa do bycia sobą
Tytuł oryginalnyЩит и меч: Без права быть собой
ReżyseriaWładimir Basow
ZdjęciaTimofiej Lebieszew
Scenariusz
ObsadaStanisław Liubszyn, Władimir Basow, Ałła Diemidowa, Helga Göring, Ludmiła Czursina, Nikołaj Zasuchin, Oleg Jankowski, Aleksiej Głazyrin, Juozas Budraitis, Algimantas Masiulis, Michaił Pogorżelski, Ernst Schvill, Otmar Richter, Nikołaj Grabbe, Jelena Dobronrawowa
MuzykaWieniamin Basner
Rok produkcji1968
Kraj produkcjiNRD, Polska, ZSRR
CyklTarcza i miecz
Czas trwania79 min
Gatuneksensacja, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Kiedy w Polsce mówi się o radzieckiej odpowiedzi na „Stawkę większą niż życie” (spektakl telewizyjny 1965-1967, serial 1967-1968), wymienia się przede wszystkim „Siedemnaście mgnień wiosny” (1973) – oparty na powieści Juliana Siemionowa (wydanej pod koniec lat 60.) trzynastoodcinkowy serial Tatiany Lioznowej. Tymczasem pięć lat wcześniej w kinach jak Kraj Rad długi i szeroki wielką popularnością cieszyła się, zrealizowana zresztą we współpracy z kinematografiami wschodnioniemiecką i polską, bliźniacza w stosunku do przygód kapitana Klossa tetralogia „Tarcza i miecz”, której autorem był wybitny aktor i reżyser Władimir Pawłowicz Basow (1923-1987). Wielbiciele kina radzieckiego znają doskonale jego charakterystyczną – naprawdę trudno pomylić go z kimkolwiek innym – twarz z tak popularnych, również w naszym kraju, obrazów, jak chociażby „Chodząc po Moskwie” (1963), „Operacja Y, czyli Przypadki Szurika” (1965), „Afonia” (1975), „Mimino” (1977) czy nagrodzonego Oscarem melodramatu „Moskwa nie wierzy łzom” (1979). Zanim jednak Basow stał się lubianym aktorem, zapracował na miano jednego z najważniejszych reżyserów w Związku Radzieckim.
Na studia reżyserskie w moskiewskim Wszechzwiązkowym Państwowym Instytucie Kinematografii (WGIK) dostał się w czerwcu 1941 roku. Zanim jednak rozpoczął naukę, wybuchła wojna z Niemcami i osiemnastoletni Władimir Pawłowicz został powołany do Armii Czerwonej i wysłany na front. Zdemobilizowano go stosunkowo późno, bo dopiero w 1947 roku i dopiero wtedy wrócił do – nawet nie przerwanej, gdyż nie zdążył jej w ogóle zacząć – nauki we WGIK-u. Na szczęście później nic już nie stanęło mu na przeszkodzie i dyplom uzyskał, zgodnie z procedurami, po pięciu latach (za opiekunów miał w tym czasie Siergieja Jutkiewicza i Michaiła Romma). Z miejsca też znalazł zatrudnienie w wytwórni „Mosfilm”. Pierwsze dwa filmy – oba o tematyce rewolucyjnej – nakręcił we współpracy z innymi młodymi twórcami (Mstisławem Korczaginem i Uzbekiem Latifem Fajzijewem); były to – odpowiednio – „Szkoła odwagi” (1954) oraz „Upadek emiratu” (1955). Na swój w pełni samodzielny debiut wybrał obyczajowo-rewolucyjne opowiadania Konstantina Fiedina, na podstawie których zrealizował dylogię „Pierwsze radości” (1956) i „Niezwykłe lato” (1957).
Po politycznym przełomie związanym ze słynnym XX Zjazdem Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, na którym potępiono „kult jednostki” Stalina, Basow poczuł się wolny. Przestał – jako artysta – patrzeć w przeszłość, zajął się tym, co go otaczało. Pięć kolejnych filmów dotyczyło radzieckiej współczesności: „Wypadek w szybie numer 8” (1957), „Życie przeminęło” (1958), „Złoty dom” (1959), oparta na opublikowanej również w naszym kraju powieści Galiny Nikołajewej „Bitwa w drodze” (1961) oraz rozliczeniowa „Cisza” (1964), której scenariusz powstał na podstawie głośnej książki Jurija Bondariewa. A potem Władimir Pawłowicz postanowił znów spojrzeć za siebie: w „Zamieci” (1964) sięgnął po nowelę Aleksandra Puszkina i przeniósł widzów do XIX wieku, natomiast w nakręconej z wielkim rozmachem „Tarczy i mieczu” (1968) po raz pierwszy w swoim dziele przywołał temat Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. A pomógł mu w tym pisarz Wadim Michajłowicz Kożewnikow (1909-1984), autor pierwowzoru literackiego. To była ważna postać w literackim światku Związku Radzieckiego. Markę wyrobił sobie jako korespondent wojenny dziennika „Prawda” („Правда”), a po jej zakończeniu przez trzydzieści pięć lat – od 1949 roku aż do swojej śmierci – kierował literacko-artystycznym i społeczno-politycznym miesięcznikiem „Znamia” („Знамя”). Powieść, która tak bardzo przypadło do gustu Basowowi, wydał w połowie lat 60. A potem zaraz – do spółki z Władimirem Pawłowiczem – przerobił ją na scenariusz filmowy.
Zdjęcia kręcono w latach 1967-1968 przede wszystkim w trzech miejscach: Kaliningradzie, Berlinie (Wschodnim) oraz… Krakowie. Gotowy już materiał – w sumie ponad pięć godzin – Basow zdecydował się ostatecznie podzielić na cztery filmy, które – łączone po dwa – miały oddzielne premiery. Dwa pierwsze, czyli „Bez prawa do bycia sobą” i „Rozkaz – przetrwać…” zaprezentowano w kinach 19 sierpnia 1968 roku, dwa pozostałe, to jest „Nie podlega odwołaniu” oraz „Ostatnia rubież” (względnie „Ostatnia granica”) – dwa tygodnie później, 3 września. Całość cieszyła się olbrzymią popularnością wśród widzów: części pierwszą i drugą w samym Związku Radzieckim oglądnęło w sumie 68,3 miliona osób, natomiast trzecią i czwartą – niemal 50 milionów (dane za znanym badaczem historii kinematografii sowieckiej Fiodorem Razzakowem). A jeśli dodać obie liczby, robi się… no właśnie! Z czego wynikał fenomen „Tarczy i miecza”? Twórcy dzieła nie ukrywali, że choć postać głównego bohatera wzorowali na sowieckich szpiegach z czasów drugiej wojny światowej – jako potencjalne pierwowzory wymienia się Aleksandra Swiatogorowa (1913-2008), względnie Rudolfa Abla (1900-1955) – to jednak nade wszystko chcieli stworzyć zmodyfikowaną, politycznie akceptowalną wersję Jamesa Bonda.
Akcja pierwszej części „Tarczy i miecza” rozpoczyna się latem 1940 roku w Rydze. To specyficzny moment, kiedy upadała właśnie pierwsza Republika Łotewska. Na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow kraje nadbałtyckie zostały oddane w sowiecką strefę wpływów. Stalin postanowił jednak skonsumować ofiarowane mu przez Adolfa Hitlera „ciastko” w kilku etapach: najpierw – w październiku 1939 roku – zaczęto instalować w kraju bazy wojskowe Armii Czerwonej, osiem miesięcy później wprowadzono formalną okupację kraju, a po dwóch kolejnych anektowano go do ZSRR (jako Łotewską Socjalistyczną Republikę Radziecką). Zawiązanie intrygi jest ekscytujące – w swoim domu zostaje zamordowany inżynier-radiotechnik Rudolf Schwarzkopf, a NKWD podejrzewa o dokonanie tej zbrodni Johanna Weissa – ślusarza i mechanika samochodowego, który po godzinach dorabia jako kierowca Oskara Papkego, prominentnego działacza stowarzyszenia bałtyckich Niemców. Po przesłuchaniu Johann, który jest przyjacielem syna zamordowanego, studenta ryskiej politechniki Heinricha Schwarzkopfa, zostaje jednak wypuszczony. Papke wyjaśnia mu później, że to na pewno NKWD zamordowało inżyniera, ponieważ nie chciał on się zgodzić na współpracę z Sowietami, poza tym obawiano się, że niebawem opuści Łotwę i przeniesie się do Prus Wschodnich.
Johanna – prostego mężczyznę – takie wyjaśnienie zdaje się satysfakcjonować. Pozory jednak mylą. Weiss wcale nie jest tym, za kogo wszyscy go uważają. Ba! nie jest ani Niemcem, ani nawet Łotyszem. To Rosjanin – naprawdę nazywa się Aleksandr Biełow i od lat jest agentem radzieckiego wywiadu. Dowiadujemy się tego od odwiedzającego go wkrótce po wypuszczeniu z siedziby NKWD tajemniczego Bruna, który przekazuje mu kolejne zadania do wypełnienia. A w zasadzie jedno podstawowe – Johann ma „wkręcić” się do Abwehry! Co wcale nie wydaje się tak nierealne, biorąc pod uwagę, że – po pierwsze – jest dobrze umocowany (jego wiarygodność i lojalność potwierdza znajomość z Papkem i Schwarzkopfem juniorem), a po drugie między Związkiem Radzieckim a III Rzeszą wciąż, choć oczywiście w filmie nie jest to tak wyraziście wyartykułowane, trwa wojskowa i polityczna współpraca. Kluczem do wywiadowczego sukcesu Weissa okazuje się przyjaźń z Heinrichem, który sprowadza Johanna do Königsbergu (Królewca), gdzie dzięki protekcji jego stryja, SS-Standartenführera (pułkownika) Willego Schwarzkopfa, dostaje on pracę jako szofer w oddziałach Schutzstaffel. A to dopiero pierwszy krok. Kolejnym jest bliska znajomość Angeliką Bücher, sekretarką pułkownika von Salza z Abwehry, który z kolei załatwia mu przydział do służb wywiadowczych (oczywiście cały czas w charakterze kierowcy). I tak Johann trafia do Generalnego Gubernatorstwa!
W „Bez prawa do bycia sobą” – nie licząc krótkiej introdukcji – nie ma jeszcze pokazanej wojny. Pierwszy film cyklu jest raczej obrazkiem obyczajowym, pokazującym jak żyło się Niemcom w Prusach Wschodnich w latach 1940-1941. Autorzy skupiają się na pokazaniu, w jaki sposób sowiecki agent wtapia się w nową dla niego rzeczywistość, jak staje się jednym z przykładnych obywateli III Rzeszy – wcale nie szczególnie gorliwym nazistą, ale mimo wszystko akceptującym narodowosocjalistyczny porządek rzeczy. Niemcy też pokazani są na różne sposoby. Pani Dietmar – gospodyni, u której w Królewcu Weiss wynajmuje pokój (i dzięki której poznaje Angelikę) – jest osobą bardzo sympatyczną i troskliwą, traktującą Johanna jak syna (którego parę lat wcześniej straciła). Ma to też oczywiście swój wymiar polityczny i propagandowy. Nie można bowiem zapominać, że ważnym koproducentem „Tarczy i miecza” byli filmowcy wschodnioniemieccy, należało więc zadbać o to, aby przynajmniej część ich rodaków pokazać w pozytywnym świetle (skądś przecież musieli się wziąć przyszli enerdowcy!). Nawet gdy Weiss trafia do warszawskiej siedziby Abwehry, jego koledzy po fachu – inni szoferzy (Gustav czy Kurt) – pokazani są w taki sposób, że trzeba się co jakiś czas upewniać, czy naprawdę mają na sobie nazistowskie mundury.
Główną rolę reżyser powierzył trzydziestoczteroletniemu wówczas Stanisławowi Liubszynowi, w niedalekiej przyszłości wielkiej gwieździe kina radzieckiego („Wezwij mnie w świetlistą dal”, „Temat”); dla siebie natomiast zarezerwował Basow postać Bruna. W młodego Schwarzkopfa wcielił się debiutujący na dużym ekranie Oleg Jankowski („Cudze listy”, „Car”), w Angelikę z kolei – Ałła Diemidowa („Czajkowski”), a w Papkego – Nikołaj Zasuchin („Swój wśród obcych, obcy wśród swoich”). SS-Standartenführer Schwarzkopf ma twarz Litwina Algimantasa Masiulisa, a wredny kapitan Abwehry von Dietrich – jego rodaka Juozasa Budraitisa („Król Lear”). Rolę majora Axela Steinglitza – bezpośredniego przełożonego Weissa w Abwehrze – Władimir Pawłowicz powierzył Aleksiejowi Głazyrinowi („Siódmy towarzysz”), pułkownika von Salza – Michaiłowi Pogorżelskiemu („Wojna i pokój”), a nienazwanej z imienia, nadzorującej żeńską służbę pani kapral – Ludmile Czursinej („Czysta sztuka”); intrygującą postać głuchoniemego starca na usługach niemieckiego wywiadu zagrał natomiast Nikołaj Grabbe („Andriej Rublow”, „Kalina czerwona”).
Za zdjęcia do całości „Tarczy i miecza” odpowiadał dobrze znany Basowowi operator Timofiej Lebieszew (1905-1981), który był jego najbliższym współpracownikiem począwszy od debiutanckiej „Szkoły odwagi”. Za ścieżkę dźwiękową odpowiadał z kolei Wieniamin Basner (1925-1996), autor oper, operetek, musicali, który swoją muzyką uświetnił aż siedem filmów Władimira Pawłowicza, włącznie z tymi późniejszymi. Wielka popularność „Tarczy i miecza” przełożyła się również na kultowość pieśni otwierającej film – „C чего начинается Родина?…” – którą tuż przed swoją śmiercią zaśpiewał legendarny aktor i piosenkarz (pochodzenia żydowskiego) Mark Bernes (1911-1969). Basow w latach 70. i 80. XX wieku skupił się na ekranizacjach literatury: przeniósł na ekran wspomnienia estońskiego pisarza i więźnia politycznego Ahto Leviego („Powrót do życia”, 1971), opowiadania Brytyjczyka Johna Boyntona Priestleya („Niebezpieczny zwrot”, 1972; „Rodzina Conwayów”, 1984), satyrę Samuila Szatrowa (musical „100% nylonu”, 1973), „Białą gwardię” Michaiła Bułhakowa (jako „Dni Turbinów”, 1976), współczesną „produkcyjną” prozę Jurija Skopa („Fakty z poprzedniego dnia”, 1981) oraz – na koniec kariery – fantasmagoryczny dramat Hiszpana Alejandro Casuny („Siedem krzyków w oceanie”, 1986).
koniec
29 kwietnia 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Projekt Błękitna Księga, sez. 2 odc. 2: Dowody na istnienie UFO
Marcin Mroziuk

25 V 2020

Druga część opowieści o wydarzeniach w Roswell okazuje się nawet jeszcze bardziej zajmująca niż pierwsza, gdyż tym razem napięcie kilkukrotnie osiągnie naprawdę wysoki poziom, a w pewnym momencie kapitan Quinn i doktor Hynek znajdują się po przeciwnych stronach barykady, widzowie zaś wcale nie mają pewności, który z nich ma rację.

więcej »

East Side Story: Z góry czasami widać lepiej
Sebastian Chosiński

24 V 2020

Pochodząca z Ukrainy reżyserka Oksana Karas nie miał dotąd większych możliwości przebicia się w Polsce. Owszem, jej filmy od czasu do czasu pokazywane są na festiwalach, lecz żaden, jak do tej pory, nie stał się u nas przebojem. Na to samo nie może również liczyć dramat „Ponad niebem”, który – nawiązując do klasyki literatury rosyjskiej XIX wieku – mówi o jak najbardziej współczesnych (aczkolwiek uniwersalnych) problemach.

więcej »

Projekt Błękitna Księga, sez. 2 odc. 1: W Mekce wyznawców teorii spiskowych
Marcin Mroziuk

22 V 2020

Trzeba przyznać, że drugi sezon „Projektu Błękitna Księga” rozpoczyna się od mocnego uderzenia. Michael Quinn i J. Allen Hynek udają się bowiem do miejsca, które rozpala wyobraźnię nie tylko zagorzałych tropicieli UFO. Tak, dobrze myślicie – chodzi o Roswell w stanie Nowy Meksyk.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

(Super)Bohater z amnezją
— Sebastian Chosiński

Berlin pełen szpiegów
— Sebastian Chosiński

W Warszawie jak u siebie w domu
— Sebastian Chosiński

Kochać? Nie ma nic trudniejszego
— Sebastian Chosiński

Za kołem podbiegunowym
— Sebastian Chosiński

„Kto boi się śmierci…”
— Sebastian Chosiński

Cios w jądro ciemności
— Sebastian Chosiński

Człowiek – psu – wilkiem!
— Sebastian Chosiński

Hamlet w generalskim mundurze
— Sebastian Chosiński

Cierpki smak młodości
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.