Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Jurij Ozierow
‹Wyzwolenie: Kierunek głównego uderzenia›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWyzwolenie: Kierunek głównego uderzenia
Tytuł oryginalnyОсвобождение: Направление главного удара
ReżyseriaJurij Ozierow
ZdjęciaIgor Słabniewicz
Scenariusz
ObsadaMichaił Uljanow, Alfred Struwe, Nikołaj Olialin, Łarisa Gołubkina, Boris Zajdenberg, Buchuti Zakariadze, Fritz Diez, Władlen Dawydow, Jewgienij Burienkow, Siergiej Charczenko, Nikołaj Rybnikow, Władysław Strzelczyk, Wasilij Szukszyn, Jewgienij Kołczinski, Jurij Durow, Stanisław Jaśkiewicz, Walerij Kosienko, Walerij Karen, Klion Protasow, Władimir Zamanski, Tadeusz Schmidt, Maciej Nowakowski, Wieńczysław Gliński, Erich Tiede, Lew Prygunow
MuzykaJurij Lewitin
Rok produkcji1970
Kraj produkcjiJugosławia, NRD, Polska, Włochy, ZSRR
CyklWyzwolenie
Czas trwania123 min
Gatunekwojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Klasyka kina radzieckiego: Czy Stauffenberg lubił komunistów?
[Jurij Ozierow „Wyzwolenie: Kierunek głównego uderzenia” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W trzeciej odsłonie kinowej epopei Jurija Ozierowa „Wyzwolenie”, czyli składającym się z dwóch części „Kierunku głównego uderzenia”, Armia Czerwona dwukrotnie dotarła do granic Polski. Tej przedwojennej, z Kresami wschodnimi, co w filmie skrzętnie przemilczano, oraz tej powojennej, już bez Lwowa i Wilna, co z kolei wydatnie podkreślono. Poza tym półgodzinną sekwencję poświęcono operacji „Walkiria”.

Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Czy Stauffenberg lubił komunistów?
[Jurij Ozierow „Wyzwolenie: Kierunek głównego uderzenia” - recenzja]

W trzeciej odsłonie kinowej epopei Jurija Ozierowa „Wyzwolenie”, czyli składającym się z dwóch części „Kierunku głównego uderzenia”, Armia Czerwona dwukrotnie dotarła do granic Polski. Tej przedwojennej, z Kresami wschodnimi, co w filmie skrzętnie przemilczano, oraz tej powojennej, już bez Lwowa i Wilna, co z kolei wydatnie podkreślono. Poza tym półgodzinną sekwencję poświęcono operacji „Walkiria”.

Jurij Ozierow
‹Wyzwolenie: Kierunek głównego uderzenia›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWyzwolenie: Kierunek głównego uderzenia
Tytuł oryginalnyОсвобождение: Направление главного удара
ReżyseriaJurij Ozierow
ZdjęciaIgor Słabniewicz
Scenariusz
ObsadaMichaił Uljanow, Alfred Struwe, Nikołaj Olialin, Łarisa Gołubkina, Boris Zajdenberg, Buchuti Zakariadze, Fritz Diez, Władlen Dawydow, Jewgienij Burienkow, Siergiej Charczenko, Nikołaj Rybnikow, Władysław Strzelczyk, Wasilij Szukszyn, Jewgienij Kołczinski, Jurij Durow, Stanisław Jaśkiewicz, Walerij Kosienko, Walerij Karen, Klion Protasow, Władimir Zamanski, Tadeusz Schmidt, Maciej Nowakowski, Wieńczysław Gliński, Erich Tiede, Lew Prygunow
MuzykaJurij Lewitin
Rok produkcji1970
Kraj produkcjiJugosławia, NRD, Polska, Włochy, ZSRR
CyklWyzwolenie
Czas trwania123 min
Gatunekwojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Pierwsze dwie części „Wyzwolenia” miały premierę za jednym zamachem – 9 maja (czyli w obchodzony we wszystkich demoludach Dzień Zwycięstwa) 1970 roku. Mimo że poświęcony bitwie na Łuku Kurskim „Ognisty łuk” był gotowy już dwa lata wcześniej, a opowiadający o przepędzaniu Niemców ze wschodniej Ukrainy „Przełom” czekał cierpliwie od roku. Ważny był jednak dzień, w którym obywatele Kraju Rad mieli zobaczyć oba filmy po raz pierwszy. Oczekiwania wobec dzieła Jurija Nikołajewicza Ozierowa były olbrzymie, nie ma się więc co dziwić, że w ciągu kolejnych siedmiu miesięcy do kin wybrało się 56 milionów widzów. Potem zapewne z niecierpliwością wypatrywali oni kontynuacji, nad którą Ozierow właśnie kończył pracę. Jesienią 1970 roku trzeci obraz serii (składający się z dwóch części) został wreszcie sfinalizowany; do dystrybucji skierowano go jednak dopiero 27 marca następnego roku.
„Kierunek głównego uderzenia” nie cieszył się już tak wielkim zainteresowaniem, co zresztą można było przewidzieć. Podobnie było przecież z innymi radzieckimi epopejami kinowymi, to jest „Wojną i pokojem” (1965-1967), „Nieuchwytnymi mścicielami” (1966-1971) oraz „Tarczą i mieczem” (1968). Ich oglądalność z czasem malała, choć wciąż utrzymywała się na wysokim poziomie. Na „Kierunek…” w sumie do końca 1971 roku wybrało się do kin prawie 36 milionów osób (bez dwustu tysięcy), co zapewniło obrazowi Ozierowa trzecie miejsce w box-offisie. Lepsze okazały się tylko wojenny melodramat „Oficerowie” Władimira Rogowoja (ponad 53 miliony) oraz historyczno-przygodowa – rozgrywająca się w szesnastowiecznych Inflantach – „Ostatnia relikwia” Grigorija Kromanowa (prawie 45 milionów widzów). Dzisiaj o tamtych dziełach pamiętają nieliczni, a „Wyzwolenie” wciąż bywa przypominane w Rosji i prowokuje do debat.
W „Kierunku głównego uderzenia” Jurij Nikołajewicz zachował tę samą konwencję, co w dwóch wcześniejszych obrazach, to jest podział filmu na sekwencje kolorowe, czyli te, które przedstawiały sytuację na froncie wschodnim i poświęcone były militarnemu wysiłkowi Armii Czerwonej i jej wkładowi w pokonanie nazizmu, oraz czarno-białe, prezentujące inne areny działań bądź narady sztabowców (nieważne sowieckich czy niemieckich). Kolor stał się wyróżnikiem krasnoarmiejców, względnie walczących u ich boku sojuszników (w tym utworzonego w Związku Radzieckim „ludowego” Wojska Polskiego, ale także złożonego z żołnierzy Sił Zbrojnych Wolnej Francji Pułku Lotnictwa Myśliwskiego „Normandia-Niemen”). Czasowo fabuła rozpięta jest pomiędzy konferencję Wielkiej Trójki w Teheranie (przełom listopada i grudnia 1943) a zamach na Adolfa Hitlera w Wilczym Szańcu oraz początek operacji brzesko-lubelskiej, której skutkiem było wyparcie Wehrmachtu ze wschodnich ziem późniejszej, powojennej już Polski (co miało miejsce w drugiej połowie lipca 1944 roku).
Film wyraźnie dzieli się – nie tylko zresztą kolorystycznie i formalnie – na dwie części. Narracja jest jednak prowadzona chronologicznie, dzięki czemu widz przez cały czas jest dokładnie informowany o rozwoju sytuacji na europejskich frontach wojny, dzięki czemu „Wyzwolenie” można uznać także za całkiem niezłą ściągawkę z przebiegu drugiej wojny światowej. Nie zapominając przy tym o propagandowym wydźwięku dzieła Ozierowa. Scenarzystom i reżyserowi nie można bowiem wierzyć na „słowo”. Nawet jeśli zgadzają się fakty, ich interpretacja czy kontekst bywa wypaczony. Najpierw zajmijmy się tym, co pokazane zostało w tonacji czarno-białej. Zaczyna się, jak zresztą cały obraz, od konferencji w Teheranie, której zresztą Jurij Nikołajewicz poświęcił już kilka dobrych minut w „Przełomie”. Teraz do niej powrócił. Z dwóch powodów: po pierwsze, aby jeszcze raz podkreślić mądrość i spryt polityczny Józefa Stalina (a przy okazji uwypuklić chytrość Winstona Churchilla i naiwność Franklina Delano Roosevelta); po drugie, aby wprowadzić na arenę wydarzeń niejakiego Elyasa Baznę, czyli niemieckiego agenta „Cicero”, który pracując jako szofer i służący w brytyjskiej ambasadzie w Ankarze, zdołał wykraść i sfotografować pokonferencyjne materiały.
A przecież była tam mowa między innymi o otwarciu drugiego frontu w Europie. Na szczęście Hitler nie wierzy w te doniesienia i w typowy dla siebie sposób ruga Heinricha Himmlera za to, że „karmi” on swego Führera kłamstwami preparowanymi przez Churchilla. W czerni i bieli pokazano również spisek niemieckich generałów przeciwko Hitlerowi, który miał doprowadzić do zamordowania wodza III Rzeszy, a następnie podpisania separatystycznego pokoju z aliantami zachodnimi, aby móc całość nazistowskiego wojska skierować przeciwko nadchodzącej wielkimi krokami od wschodu Armii Czerwonej. Ozierow pokazuje na ekranie najważniejsze persony przygotowujące operację „Walkiria”: pułkownika Clausa von Stauffenberga, który odmalowany jest na wzór antycznego herosa, feldmarszałka Erwina von Witzlebena oraz generałów Ludwiga Becka, Friedricha Olbrichta i Friedricha Fromma, który w ostatniej chwili wystawił spiskowców do wiatru (ba! znalazło się także miejsce dla jednego cywila – byłego nadburmistrza Lipska Carla Goerdelera). Nie był to wprawdzie pierwszy film, w którym pokazano zamach w Wilczym Szańcu (wcześniej zrobił to Rudi Kurz w enerdowskim dramacie wojennym „Bez walki nie ma zwycięstwa”), ale na pewno pierwszy, który prezentowany był niemal na całym świecie.
Podkreślając bohaterstwo Stauffenberga i zapewne chcąc podlizać się widowni w Niemieckiej Republice Demokratycznej, Ozierow przypisał mu bardzo postępowe poglądy, niezgodne jednak z prawdą historyczną. W czasie narady spiskowców, gdy mowa jest o przyszłym rządzie, jaki ma zostać powołany po pozbyciu się Hitlera, pułkownik mówi płomiennie, że muszą w nim znaleźć się również socjaliści i… komuniści. Cóż, kłamstwo to było na rękę zarówno władzom ZSRR, jak i ich wschodnioniemieckim sojusznikom. Cała ta sekwencja pokazana jest bardzo atrakcyjnie, z dużym nerwem i realizmem. Dość powiedzieć, że sceny rozgrywające się w Wilczym Szańcu kręcono w naturalnych plenerach. Tyle jeśli chodzi o to, co działo się po drugiej stronie frontu, teraz możemy przejść na stronę „właściwą”, czyli wschodnią. Tu narracja zaczyna się w końcu lutego 1944 roku – od bardzo dramatycznego momentu, w którym w wyniku ostrzału jednostek wroga (w filmie przemilczano fakt, że byli to ukraińscy nacjonaliści, a nie Niemcy) poważnie ranny zostaje generał Nikołaj Watutin. Oficera transportowanego samolotem do Kijowa żegna sam marszałek Gieorgij Żukow, a z jego smutnej miny możemy wyczytać przyszłość Watutina, który zmarł w wyniku odniesionych ran w połowie kwietnia.
Dlatego też nie mógł on wziąć udziału w kolejnej wielkiej operacji militarnej Armii Czerwonej, której Stalin nadaje miano „Bagration” – na cześć swego gruzińskiego rodaka, księcia i generała, bohatera antynapoleońskiej kampanii 1812 roku, poległego podczas bitwy pod Borodino. Nieprzypadkowo też przywódca Związku Radzieckiego wyznacza termin operacji – 22 czerwca (w rocznicę napaści zarówno Bonapartego, jak i Hitlera). Ozierow pokazuje nie tylko przygotowania do przemarszu przez Białoruś, ale również z wielkim rozmachem inscenizuje sceny bitewne, w tym przeprawę przez Berezynę i walki o Bobrujsk. Całość kończy dotarcie do Bugu, po którego zachodniej stronie czeka już na wyzwolenie Polska. Oczywiście radziecki film nakręcony na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku nie mógł pokazać historycznej prawdy, wspomnieć o polskości – przynajmniej jeżeli chodzi o przynależność państwową – Kresów (Wilna, Grodna, Lwowa czy Tarnopola). Epizodycznie w tych fragmentach pojawiają się także polscy aktorzy: w generała Zygmunta Berlinga, dowódcę 1 Armii Polskiej w ZSRR, wciela się Tadeusz Schmidt (1920-1976), a w generała Aleksandra Zawadzkiego, zastępcę Berlinga do spraw polityczno-wychowawczych – Maciej Nowakowski (1927-1972), dla którego była to jedyna rola filmowa w karierze.
Z innych aktorów, którzy pojawili się w „Wyzwoleniu” po raz pierwszy, warto wspomnieć jeszcze o grającym generała Michaiła Panowa, dowódcę 1 Korpusu Pancernego, Nikołaju Rybnikowie (1930-1990), znanym między innymi z komedii romantycznej „Dziewczęta”, oraz legendarnym Wasiliju Szukszynie (1929-1974) – vide „Kalina czerwona” i „Oni walczyli za Ojczyznę” – który podarował swą twarz milczącemu marszałkowi Iwanowi Koniewowi (co ciekawe, w poprzednich częściach tę rolę obsadzał Jurij Liegkow). Obu ich przyćmiewa jednak enerdowski aktor Alfred Struwe (1927-1998), czyli filmowy pułkownik Stauffenberg, który już drugi raz wszedł w skórę jednego z najsłynniejszych spiskowców w dziejach świata. Uprzednio zrobił to we wzmiankowanym wcześniej obrazie „Bez walki nie ma zwycięstwa” – i tym właśnie sposobem zapracował sobie, jeszcze o tym wtedy nie wiedząc, na późniejszy angaż w „Kierunku głównego uderzenia”. Co ciekawe, Struwe zagrał później także w kilku polskich filmach: „Jeśli serce masz bijące” (1980) zmarłego niedawno Wojciecha Fiwka oraz „Wizja lokalna 1901” (1980) i „Magnat” (1987) Filipa Bajona.
koniec
10 czerwca 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Skruszony
Konrad Wągrowski

3 VII 2020

Marco Bellocchio, twórca głośnego „Witaj, nocy”, opowiadającego o porwaniu i zabójstwie premiera Aldo Moro, znów powraca do historii swego kraju, tym razem w rozciągniętej na trzydzieści lat opowieści o mafii i polityce. Film, recenzowany przez nas przy okazji festiwalu Cinergia, dziś wchodzi na ekrany kin.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Komuniści kontra fundamentaliści
Sebastian Chosiński

1 VII 2020

„Gorące lato w Kabulu” Alego Chamrajewa to prawdopodobnie pierwszy film fabularny, w którym pokazano wojnę domową w Afganistanie i odniesiono się do radzieckiej interwencji zbrojnej w tym państwie. Jego premiera miała miejsce w 1983 roku, więc trudno oczekiwać od niego prawdy historycznej. Miał być bowiem przede wszystkim orężem propagandowym, mającym przekonać mieszkańców Afganistanu, że Sowieci to przyjaciele.

więcej »

Zajęcia pozalekcyjne: Odc. 1. Marzenia są kosztowne
Marcin Mroziuk

29 VI 2020

W „Zajęciach pozalekcyjnych” nie obserwujemy bynajmniej młodzieży uczęszczającej do klubów szachowych lub piłkarskich czy uczącej się na kursach języków obcych. W tym serialu możemy się przekonać, że koreańscy nastolatkowie, którzy na pozór nie sprawiają żadnych kłopotów, w istocie mogą prowadzić niezwykle ryzykowne życie.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy.

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Birdman.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Biutiful.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Babel.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. 21 gramów.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.