Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Jurij Ozierow
‹Wyzwolenie: Ostatni szturm›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWyzwolenie: Ostatni szturm
Tytuł oryginalnyОсвобождение: Последний штурм
ReżyseriaJurij Ozierow
ZdjęciaIgor Słabniewicz
Scenariusz
ObsadaNikołaj Olialin, Łarisa Gołubkina, Boris Zajdenberg, Michaił Nożkin, Walerij Nosik, Jurij Kamornyj, Fritz Diez, Horst Giese, Angelika Waller, Michaił Uljanow, Władimir Korieniew, Eduard Izotow, Leonid Kurawlow, Michaił Postnikow, Anatolij Romaszyn, Hans-Hartmut Krüger
MuzykaJurij Lewitin
Rok produkcji1971
Kraj produkcjiJugosławia, NRD, Polska, Włochy, ZSRR
CyklWyzwolenie
Czas trwania75 min
Gatunekwojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Klasyka kina radzieckiego: Czerwona flaga nad Reichstagiem
[Jurij Ozierow „Wyzwolenie: Ostatni szturm” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jesienią 1971 roku Jurij Ozierow mógł wreszcie odetchnąć. Wieloletnia praca na wojenną epopeją „Wyzwolenie” dobiegła końca. Premiery doczekały się dwie finałowe odsłony pentalogii – „Bitwa o Berlin” oraz „Ostatni szturm”. Stolica III Rzeszy w końcu została zdobyta, a nad zniszczoną kopułą Reichstagu zatrzepotał czerwony sztandar z sierpem i młotem.

Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Czerwona flaga nad Reichstagiem
[Jurij Ozierow „Wyzwolenie: Ostatni szturm” - recenzja]

Jesienią 1971 roku Jurij Ozierow mógł wreszcie odetchnąć. Wieloletnia praca na wojenną epopeją „Wyzwolenie” dobiegła końca. Premiery doczekały się dwie finałowe odsłony pentalogii – „Bitwa o Berlin” oraz „Ostatni szturm”. Stolica III Rzeszy w końcu została zdobyta, a nad zniszczoną kopułą Reichstagu zatrzepotał czerwony sztandar z sierpem i młotem.

Jurij Ozierow
‹Wyzwolenie: Ostatni szturm›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWyzwolenie: Ostatni szturm
Tytuł oryginalnyОсвобождение: Последний штурм
ReżyseriaJurij Ozierow
ZdjęciaIgor Słabniewicz
Scenariusz
ObsadaNikołaj Olialin, Łarisa Gołubkina, Boris Zajdenberg, Michaił Nożkin, Walerij Nosik, Jurij Kamornyj, Fritz Diez, Horst Giese, Angelika Waller, Michaił Uljanow, Władimir Korieniew, Eduard Izotow, Leonid Kurawlow, Michaił Postnikow, Anatolij Romaszyn, Hans-Hartmut Krüger
MuzykaJurij Lewitin
Rok produkcji1971
Kraj produkcjiJugosławia, NRD, Polska, Włochy, ZSRR
CyklWyzwolenie
Czas trwania75 min
Gatunekwojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Możemy sobie tylko wyobrazić, co musiał czuć Jurij Nikołajewicz Ozierow wieczorem 5 listopada 1971 roku, kiedy był już po premierze dwóch końcowych części „Wyzwolenia” – „Bitwy o Berlin” oraz „Ostatniego szturmu”. Na jego barki spadła przecież olbrzymia odpowiedzialność – był autorem najbardziej spektakularnej i najdroższej w dziejach Związku Radzieckiego produkcji filmowej. Mogły go spotkać albo największe zaszczyty, albo – w razie niepowodzenia artystycznego bądź frekwencyjnego – wieczne potępienie. Na szczęście dla Ozierowa, kolejne odsłony epopei – od „Ognistego łuku” (1968) i „Przełomu” (1969), poprzez „Kierunek głównego uderzenia” (1970), aż po dwie wymienione we wstępie – zdobyły uznanie zarówno widzów, jak i władz. Te drugie odwdzięczyły się, przyznając reżyserowi najważniejsze odznaczenia państwowe, to jest Order Lenina (w 1971) oraz Nagrodę Leninowską (w 1972 roku). Jurij Nikołajewicz znalazł się tym samym na szczycie. Czy na to zasłużył?
Na pokazywane w jednym bloku „Bitwę o Berlin” oraz „Ostatni szturm” wybrało się do kin radzieckich przez ostatnie dwa miesiące 1971 i cały 1972 rok 28 milionów widzów. W porównaniu z poprzednimi odsłonami pentalogii nie był to wynik przyprawiający o szybsze bicie serca, ale chyba nikt nie zakładał, że uda się przez kolejne lata utrzymać popularność serii na tym samym poziomie. Swoją drogą szkoda, ponieważ „Ostatni szturm” to – obok opowiadającego o wyzwalaniu Ukrainy – „Przełomu” najlepsza i zarazem najbardziej widowiskowa część całego cyklu. Tutaj Ozierow mógł pójść na całość, w niczym nie musiał się ograniczać. Spotkało go bowiem – jako reżysera obrazu wojennego – szczęście wprost niewyobrażalne. „Ostatni szturm” kręcono bowiem, w przeciwieństwie do wcześniejszych odsłon epopei, w naturalnych plenerach Berlina (wschodniego). Tyle że plenerach, które dziś już nie istnieją.
Pod koniec lat 60. ubiegłego wieku władze Niemieckiej Republiki Demokratycznej podjęły decyzję o gruntownej przebudowie miasta. Miała powstać nowoczesna dzielnica mieszkaniowa, pod którą postanowiono wyburzyć stare domy. Połączono więc przyjemne z pożytecznym – i to, co zostało przeznaczone do zniszczenia, oddano w ręce filmowców radzieckich. Stare kamienice pirotechnicy Ozierowa mogli więc wysadzać i ostrzeliwać do woli. Sekwencje walk o Reichstag kręcono w trzech miejscach – w berlińskim Domu Techniki, przed frontonem kościoła, który do złudzenia przypominał niemiecki parlament, oraz w pawilonach wytwórni „Mosfilm”. Z kolei scenę zatopienia metra zrealizowano kilkanaście kilometrów od Kremla, w jednej ze śluz rzeki Moskwy. By wszystko wypadło wiarygodnie, wykorzystano w niej oryginalne niemieckie wagoniki, które po zdobyciu Berlina wywieziono jako łup wojenny do Związku Radzieckiego.
Akcja „Ostatniego szturmu” rozgrywa się w ciągu kilku dni na przełomie kwietnia i maja 1945 roku. Armia Czerwona wdarła się już do okrążonego ze wszystkich stron miasta i pewnie zmierza ku ścisłemu centrum – Reichstagowi i Bramie Brandenburskiej oraz Kancelarii III Rzeszy, pod którą – w bunkrze – ukrył się Adolf Hitler i jego najważniejsi współpracownicy. Führer wciąż jeszcze ma nadzieję na odwrócenie niekorzystnej sytuacji; jest przekonany, że jego obecność w mieście wpłynie na motywację obrońców, wierzy też w odsiecz ze strony armii pancernej generała Walthera Wencka. Dopiero kiedy otrzymuje informację, że krasnoarmiejcy znajdują się zaledwie kilkaset metrów od jego schronienia, zdaje sobie sprawę z tego, że tu już nie pomoże nawet Wunderwaffe. Dodatkowo przybija go telegram informujący o tym, co stało się z ujętym przez włoskich komunistycznych partyzantów Benitem Mussolinim i jego kochanką. To moment, w którym Hitler traci resztę złudzeń.
W tym samym czasie – równolegle – Ozierow pokazuje walkę żołnierzy radzieckich o Berlin. Obserwujemy ją przez pryzmat oddziału majora (wreszcie awansował!) Siergeja Cwietajewa i współpracującej z nim załogi czołgu porucznika Wasiljewa (w którym radiowcem jest odważny sierżant Dorożkin). Z drugiej strony na plan pierwszy wybijają się, obok już wcześniej znanych, także nowi bohaterowie – to kapitan Stiepan Nieustrojew, dowódca batalionu strzeleckiego, który otrzymuje rozkaz zajęcia Reichstagu. U jego boku walczą między innymi politruk Aleksiej Berest oraz zwiadowcy Michaił Jegorow i Meliton Kantarija (cała ta czwórka to postaci historyczne), którzy otrzymują od generała Wasilija Szatiłowa i pułkownika (również zaliczył awans!) Orłowa rozkaz zawieszenia sowieckiej flagi na dachu parlamentu. Zarówno sceny zatopienia tunelu metra (okraszone podniosłą muzyką organową), jak i zdobycia Reichstagu należą do najlepszych nie tylko w historii kinematografii radzieckiej, ale w ogóle światowej. To prawdziwy majstersztyk, mistrzostwo realizmu – i to bez wykorzystania efektów specjalnych.
„Ostatni szturm” robi wrażenie nie tylko z powodu wspaniałej batalistyki. Jak w żadnym innym jego filmie wojennym (również w tych, które dopiero nakręci), Ozierowowi udało się powiązać Wielką Historię (walki o Berlin) z losami pojedynczych ludzi. Krótkie scenki zostały idealnie wplecione w główny tok narracji. A ich ważność podkreślają znakomite kreacje aktorskie. Kilka fragmentów na długo zapada w pamięć. Jak chociażby scena w salonie berlińskiej kamienicy, kiedy po wielogodzinnej walce lejtnant Jarcew śpiewa wzruszającą balladę („Последний бой”) i nagle odzywa się telefon – słuchawkę podnosi gospodyni i słyszy głos… Josepha Goebbelsa. Niezwykłe wrażenie robi też, inspirowana niemieckim filmowym ekspresjonizmem z lat 20. XX wieku, inscenizacja śmierci Adolfa Hitlera i Evy Braun. Na innym biegunie lokuje się z kolei obraz, w którym widzimy radzieckiego łącznościowca, który za zgodą generała Hansa Krebsa (ostatniego szefa Sztabu Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych), podłącza w bunkrze pod kancelarią III Rzeszy bezpośrednią linię telefoniczną do dowództwa Armii Czerwonej.
A takich perełek jest w „Ostatnim szturmie” więcej. Włącznie z kilkunastominutową finałową batalią o Reichstag. Ta część epopei ma jeszcze jeden niezaprzeczalny plus – nie widzimy w niej nawet przez sekundę Józefa Stalina. W konsekwencji nie pojawiają się również ani Winston Churchill, ani Harry Truman – nowy prezydent Stanów Zjednoczonych, który przejął urząd po śmierci Roosevelta. O dziwo, nawet marszałek Gieorgij Żukow – czołowa postać wszystkich poprzednich części – tutaj schodzi na drugi plan. Jurij Nikołajewicz Ozierow jak najbardziej świadomie postanowił „Ostatnim szturmem” oddać hołd zwykłym żołnierzom – i jak artysta tylko na tym wygrał. Do dobrze już znanej ekipy aktorskiej dołącza w tej odsłonie pentalogii kilka nowych twarzy. To wcielający się w kapitana Nieustrojewa Władimir Korieniew („Diabeł morski”), grający politruka Beresta Eduard Izotow („Mimino”) oraz Leonid Kurawliow („Złote cielę”, „Iwan Wasiljewicz zmienia zawód”, „Panie proszą panów”) jako radziecki łącznościowiec w bunkrze Hitlera.
„Wyzwolenie” okazało się ogromnym sukcesem Ozierowa, ale też – w pewnym sensie (przynajmniej patrząc z perspektywy czasu) – jego przekleństwem. Skoro raz sprawdził się w wielkim eposie na temat Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, teraz powierzano mu już tylko takie produkcje. On jednak nie odmawiał; widać wyraźnie, że w tej tematyce czuł się jak ryba w wodzie. Kręcił więc kolejne superprodukcje sławiące męstwo Armii Czerwonej i, chcąc nie chcąc, gloryfikujące Józefa Stalina (a nawet Leonida Breżniewa). W 1977 roku miała miejsce premiera, składających się z czterech filmów, „Żołnierzy wolności” (zrealizowanych we współpracy z filmowcami wschodnioniemieckimi, czechosłowackimi, polskimi, węgierskimi, bułgarskimi i rumuńskimi); w 1985 roku do kin trafiła dwuczęściowa (trwająca ponad pięć godzin) „Bitwa o Moskwę” (tu finansowo dorzucili się producenci czechosłowaccy, enerdowscy i… wietnamscy), a po czterech kolejnych – zrealizowany częściowo za środki z Hollywoodu – trzygodzinny „Stalingrad”.
A potem upadł Związek Radziecki i gwiazda Ozierowa mocno przybladła. W Rosji nikt już nie miał pieniędzy na tak kosztowne produkcje. Jurij Nikołajewicz zaczął więc – z braku innych możliwości – przemontowywać na różne sposoby swoje stare filmy, łącząc je z archiwalnymi kronikami. Zdobył na to kasę z „Mosfilmu” i… syryjskiej wytwórni „Ganem-Film”. Tym sposobem powstały trzy ostatnie produkcje reżysera: „Anioły śmierci” (1993), będące przyciętą do półtorej godziny nową wersją „Stalingradu”, dwudziestoczteroodcinkowy serial dokumentalno-fabularny „Tragedia stulecia” (1993-1994) oraz „Wielki dowódca Gieorgij Żukow” (1995). Mało kto jednak chciał je oglądać. Czasy Ozierowa minęły bezpowrotnie, ale on nie chciał przyjąć tego do wiadomości. Tracił wpływy i autorytet; przestał odgrywać jakąkolwiek rolę w Związku Filmowców ZSRR, w którym jeszcze w 1986 roku – na fali pierestrojki – pozbyto się z władz całej starej gwardii (z Siergiejem Bondarczukiem na czele). Gorzkniał! Zmarł 15 października 2001 roku; pochowano go – obok brata Nikołaja, popularnego komentatora sportowego – na moskiewskim Cmentarzu Wwiedieńskim.
koniec
24 czerwca 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Do sedna: Kevin Smith. Szczury z supermarketu.
Marcin Knyszyński

4 VII 2020

Jest rok 1995. Masz dwadzieścia lat, mieszkasz w New Jersey, nie masz stałej pracy i nawet się o nią nie starasz. Jesteś dużym dzieciakiem bez pomysłu na życie i właśnie rzuciła cię dziewczyna. Co robisz? Idziesz włóczyć się po galerii handlowej. Oto realia, z którymi być może trudno się nam utożsamić – w końcu dwadzieścia pięć lat temu takich przybytków w Polsce jeszcze nie było. Ale wszystkie problemy wczesnej dorosłości jak najbardziej. Zapraszam na drugi film Kevina Smitha.

więcej »

Skruszony
Konrad Wągrowski

3 VII 2020

Marco Bellocchio, twórca głośnego „Witaj, nocy”, opowiadającego o porwaniu i zabójstwie premiera Aldo Moro, znów powraca do historii swego kraju, tym razem w rozciągniętej na trzydzieści lat opowieści o mafii i polityce. Film, recenzowany przez nas przy okazji festiwalu Cinergia, dziś wchodzi na ekrany kin.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Komuniści kontra fundamentaliści
Sebastian Chosiński

1 VII 2020

„Gorące lato w Kabulu” Alego Chamrajewa to prawdopodobnie pierwszy film fabularny, w którym pokazano wojnę domową w Afganistanie i odniesiono się do radzieckiej interwencji zbrojnej w tym państwie. Jego premiera miała miejsce w 1983 roku, więc trudno oczekiwać od niego prawdy historycznej. Miał być bowiem przede wszystkim orężem propagandowym, mającym przekonać mieszkańców Afganistanu, że Sowieci to przyjaciele.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Szczury z supermarketu.

Do sedna:

Kevin Smith. Szczury z supermarketu.
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Birdman.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Biutiful.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Babel.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. 21 gramów.
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.