Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Ron Howard
‹Kod Da Vinci›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKod Da Vinci
Tytuł oryginalnyThe Da Vinci Code
Dystrybutor UIP
Data premiery19 maja 2006
ReżyseriaRon Howard
ZdjęciaSalvatore Totino
Scenariusz
ObsadaTom Hanks, Audrey Tautou, Ian McKellen, Alfred Molina, Jürgen Prochnow, Paul Bettany, Jean Reno
MuzykaHans Zimmer
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiUSA
WWW
Gatunekthriller
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Ponad grobem bogini
[Ron Howard „Kod Da Vinci” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Ponieważ nie mam ochoty na ogólne pisanie o niczym, niniejszy tekst jest „spoilerem". Jeśli ktoś nie zapoznał się jeszcze z „Kodem Leonarda da Vinci", względnie wolałby nie wiedzieć, jakie zmiany w stosunku do jego treści poczyniono w filmie, proszę moją recenzję ominąć szerokim łukiem.

Marcin T.P. Łuczyński

Ponad grobem bogini
[Ron Howard „Kod Da Vinci” - recenzja]

Ponieważ nie mam ochoty na ogólne pisanie o niczym, niniejszy tekst jest „spoilerem". Jeśli ktoś nie zapoznał się jeszcze z „Kodem Leonarda da Vinci", względnie wolałby nie wiedzieć, jakie zmiany w stosunku do jego treści poczyniono w filmie, proszę moją recenzję ominąć szerokim łukiem.

Ron Howard
‹Kod Da Vinci›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKod Da Vinci
Tytuł oryginalnyThe Da Vinci Code
Dystrybutor UIP
Data premiery19 maja 2006
ReżyseriaRon Howard
ZdjęciaSalvatore Totino
Scenariusz
ObsadaTom Hanks, Audrey Tautou, Ian McKellen, Alfred Molina, Jürgen Prochnow, Paul Bettany, Jean Reno
MuzykaHans Zimmer
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiUSA
WWW
Gatunekthriller
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
[…] zazdrość, którą ludzie darzą swoich bliźnich z głodu pieniędzy, władzy, kobiet, domostw, rang i tytułów – jest błaha wobec zazdrości, jaką winno się darzyć ludzi mających ołtarze.
Waldemar Łysiak „Kielich”
Ekranizacja Wiadomej Książki zapewne przyciągnie tłumy, które pojawią się na seansach choćby po to, żeby przekonać się o co tyle krzyku – wszak od czasów „Pasji” Mela Gibsona żaden film nie poczynił tak wielkiego zamętu i nie wzbudził tak zagorzałego publicznego dyskursu. Nie jest on, rzecz jasna, wolny od tych treści „Kodu”, które wzbudziły największe emocje, nie brak w nim podobnych co tam uproszczeń, manipulacji i kłamstw – i trudno się było tego nie spodziewać. Tym niemniej okazał się dużo lepszy, niż oczekiwałem. W wielu miejscach widać, że twórcy filmu postanowili to i owo od siebie dodać, tu i ówdzie coś ująć czy przyretuszować, aby nieco złagodzić prostactwo zarzutów stawianych przez Dana Browna tudzież rażące błędy kompozycji jego fabuły. Sprzeciwów wobec opowiadanej przezeń historii zapewne to nie umniejszy, ale dzięki tym zmianom film w zestawieniu z książką zyskuje.
• • •
Zaczyna się niewielkim logicznym zgrzytem. Trzymany na muszce kustosz wyjawia ścigającemu go mnichowi Silasowi (fałszywe, jak się wkrótce okaże) miejsce ukrycia ‘klucza sklepienia’ w kościele Saint-Sulpice. Albinos strzela mu w brzuch i zaraz potem wychodzi, toteż nie pada z jego ust kluczowe: „To samo powiedzieli mi pozostali”. A przecież właśnie te słowa uświadomiły Sauniere’owi, że odtąd pozostaje jedyną osobą na ziemi, która zna Sekret, mobilizując go tym samym w ostatnich i pełnych cierpienia chwilach życia do pozostawienia w muzeum śladów dla swej wnuczki. To dlatego jego ciało zostaje znalezione w pozycji Człowieka Witruwiańskiego.
Potem akcja rusza z kopyta i rozwija się całkiem przyzwoicie. Nie ma dłużyzn, które w książce momentami wprost irytują. Zamiast dwóch, pojawia się tylko jeden krypteks skrywający w otoczce z octu manuskrypt ze wskazówką wiodącą do Świętego Graala. Kiedy zaś w szkatułce z drewna różanego, pod inkrustowanym wizerunkiem tego kwiatu bohaterowie odnajdują czterowiersz, od razu sięgają po lustro – w książce głowią się nad tym i kombinują, złoszcząc tylko czytelnika, który wpadł na rozwiązanie w momencie, gdy ujrzał pismo (choćby po tym, że kapitaliki znajdują się po prawej, a nie po lewej stronie). Dużo lepsze niż w książce są tutaj dialogi, swoje robi też brak łopatologicznej momentami narracji, która dominuje na kartach powieści.
Bardzo efektownie i plastycznie wprowadzane są wszelkie retrospekcje z życia bohaterów takoż reminiscencje przywołujące sięgającą często wieki wstecz historię. Przeszłość Sophie czy Silasa zostaje oszczędnie acz dostatecznie treściwe przedstawiona w momentach kluczowych dla zrozumienia fabuły. Opowieści snute przez Roberta Langdona czy sir Leigha Teabinga są wizualizowane, by suchość narracji wzbogacić niedoścignioną przecież wymownością wartego tysiąca słów obrazu – mamy ‘polowania na czarownice’, gdzie nieszczęsne kobiety są topione, bądź palone na stosach, widać oblężenie Jerozolimy, eksplorację wzgórza świątynnego przez Templariuszy, Sobór w Nicei, itd. Kiedy Langdon z Sophie udają się do Opactwa Westminsterskiego, by odszukać w nim grób sir Izaaka Newtona, możemy zobaczyć, jak wyglądał jego pogrzeb, bo kroczą oni w kierunku wejścia otoczeni tłumami rozmytych sylwetek ludzi uczestniczących ongiś w ostatniej drodze człowieka, który ‘odkrył’ dla nas grawitację. Podobne wizualne sztuczki towarzyszą nam podczas dokonywanej przez sir Leigha Teabinga interpretacji fresku „Ostatnia wieczerza” namalowanego przez Boskiego Leonarda.
„I tu kończą się wskazówki Leonarda. Gdzie może być ta cholerna katedra?”
„I tu kończą się wskazówki Leonarda. Gdzie może być ta cholerna katedra?”
Widać w tym filmie dobre rzemiosło (tego się zresztą spodziewano po reżyserze, Ronie Howardzie). Mamy wartką akcję, wydarzenia są dawkowane w odpowiednim tempie, wątków jest niewiele, a przeskoki między nimi nie rozpraszają uwagi widza. Sporo tu efektownych i pomysłowych ujęć, choć niezbyt dynamicznych. Kamera nie szaleje, nie robi fikołków, tym niemniej od czasu do czasu wspina się po wysokich sklepieniach gotyckich świątyń, patrzy z wnętrza skrytki, do której w poszukiwaniu ‘klucza sklepienia’ sięga ramię Silasa, czy choćby spod powierzchni święconej wody, w której albinos zanurza dłoń. Nie brak również nieodzownych panoramicznych obrazów z lotu ptaka, prezentujących szacowne, majestatyczne budowle odwiedzane przez bohaterów: Luwr, Chateau Villette, Castel Gandolfo, Mekka symbolistów, jaką niezmiennie pozostaje kaplica Rosslyn pod Edynburgiem, wreszcie Opactwo Westminsterskie. Notabene tutaj pomieszano rzeczywiste zdjęcia budowli ze scenami kręconymi we wnętrzu Lincoln Cathedral we wschodniej Anglii, ponieważ twórcy filmu nie otrzymali zgody na filmowanie w Opactwie.
Aktorstwo jest na poziomie, którego można się było spodziewać po doborowej obsadzie, choć bez fajerwerków. Kreację szczególnie sympatyczną (pomimo bycia czarnym charakterem), tryskającą dowcipem stworzył sir Ian MacKellen, niezapomniany Gandalf Szary z „Władcy Pierścieni”, tutaj w roli sir Leigha Teabinga.
• • •
Jeśli idzie o wspomniane we wstępie złagodzenia, to przede wszystkim widać je w osobie Roberta Langdona. Cały ciężar swobodnej (aż za bardzo) interpretacji wydarzeń z historii chrześcijaństwa zepchnięty zostaje na sir Leigha Teabinga, który poczyna sobie na tym polu z rozbrajającą dezynwolturą. Langdon tymczasem – w odróżnieniu od postaci z książki – próbuje go nieco temperować. Dobrym przykładem jest moment, kiedy z ust arystokraty pada najcięższe oskarżenie o to, że boskość Chrystusa jest owocem manipulacji, że przegłosowano ją na Soborze w Nicei wskutek nacisku cesarza Konstantyna, który próbował wykorzystać chrześcijaństwo do celów politycznych. W usta Langdona włożono argumenty podnoszone przez krytyków „Kodu”, biblistów i znawców historii chrześcijaństwa, iż na wspomnianym soborze tylko i wyłącznie zatwierdzono formalnie pogląd powszechnie przyjęty przez wiernych w setkach chrześcijańskich wspólnot. Symbolista dopuszcza się krytyki, której trudno szukać na kartach książki: „Jego już powszechnie uważano za Syna Bożego. Interpretujesz fakty tak, jak ci jest wygodnie!”. O tym, że Jezus miał żonę Teabing mówi jak o niepodważalnej prawdzie, podobnie jak o tym, że to właśnie ona miała objąć przywództwo w stworzonej przez Jezusa wspólnocie. Langdon z naciskiem zwraca Sophie uwagę, że są to tylko teorie, na które nie ma żadnych dowodów. Gdy mowa o Przeoracie Syjonu, to właśnie on zwraca uwagę, że Philippe de Cherisey, bliski współpracownik Pierre’a Plantarda przyznał się do fałszerstwa dokumentów, które miałyby świadczyć o średniowiecznych korzeniach tej organizacji. Ewidentnie widać, że twórcy filmu próbowali wnieść do niego elementarny chociaż sceptycyzm, zadbać o bodaj symboliczną przeciwwagę dla serwowanych tam rewelacji.
Langdon przeżył szok, gdy odnalazł miejsce, w którym na obrazie pierwotnie znajdował się kangur, zamalowany później na życzenie papieża.
Langdon przeżył szok, gdy odnalazł miejsce, w którym na obrazie pierwotnie znajdował się kangur, zamalowany później na życzenie papieża.
Inny jest tu również obraz Opus Dei. Przeciwnicy „Kodu” w obronie przedstawionego w nim kłamliwego obrazu tej organizacji, co przykro stwierdzić, sami dopuszczają się kłamstwa. Ostatnio chociażby, w TVP1, w programie „Po godzinach” zrobił to Tomasz Terlikowski, znany katolicki publicysta, zastępca redaktora naczelnego „Ozonu”, twierdząc, że w książce jest to organizacja posługująca się płatnymi mordercami. „Kod” absolutnie niczego takiego nie sugeruje. Silas jest postacią szczególną, blisko związaną z Manuelem Aringarosą na długo przed tym, nim ten został prałatem Opus Dei, takim jego prywatnym zbrojnym ramieniem. W żadnym razie nie jest to osoba w jakiś instytucjonalny sposób przewidziana do ‘mokrej roboty’ (jak np. było w filmie „I stanie się koniec”, gdzie Watykan dysponuje całym komandem księży gotowych zamordować dziewczynę, którą wedle stosownej przepowiedni uważają za antychrysta). Można Silasa z czystym sumieniem nazwać fanatykiem, który bez szemrania wykonuje wolę ‘Nauczyciela’, do czego został przez prałata oddelegowany, ale w żadnym wypadku nie robi tego dla pieniędzy. A prawdę powiedziawszy, najchętniej powróciłby do swojej celi, zostawiając za sobą ten etap życia, który wymagał od niego brutalności.
Tak czy siak, rola Opus Dei w filmie jest biegunowo odmienna od tej ukazanej w książce, co nie zmienia faktu, że pozostaje niecną. W książce prałat Aringarosa przystał na zaproponowany mu przez ‘Nauczyciela’ plan odnalezienia Graala, by, będąc w jego posiadaniu, móc szantażować watykańskich hierarchów i samego papieża (anonimowego następcę Jana Pawła II). Chciał w ten sposób obronić kierowane przez siebie Opus Dei przed zapowiedzianą mu kilka miesięcy wcześniej decyzją o odebraniu jej statusu prałatury personalnej i odcięciu się od niej przez Watykan. Słowem, był to człowiek zdolny sięgnąć po kontrowersyjną wiedzę na temat chrześcijaństwa, by strzec interesu kierowanej przez siebie organizacji nawet za cenę buntu w łonie Kościoła, szantażowania jego głowy, wreszcie groźby wprowadzenia w wyznawanej przez siebie religii sporego zamętu.
Tymczasem w filmie Aringarosa wchodzi w sojusz z Cieniami, tajną grupką dostojników Kościoła, i wspólnie z nimi stara się zdobyć Graala wyłącznie po to, by go zniszczyć. Ma to uniemożliwić komukolwiek próby dowiedzenia rzekomej przynależności do rodu Jezusa, a tym samym solidnego zachwiania religią chrześcijańską. Słowa psalmu (Ps 69, 10): „Gorliwość o dom Twój pożera mnie” w jakimś sensie oddają naturę ukazanej tu działalności Dzieła Bożego, nawet jeśli w tym celu trzeba je przewrotnie interpretować.
Widać to także w drobnych detalach. Ot, choćby siostra Sandrine czuwająca w kościele Saint-Sulpice wprawdzie rzuca Silasowi w twarz: „Jezus zostawił nam jedno prawdziwe przesłanie”, jednak zdanie: „A tego przesłania nie widzę w Opus Dei” już z jej ust nie pada. Zaś całości obrazu dopełnia Teabing, stwierdzając wprost, że to nie Watykan i nie Opus Dei chcą zniszczyć Świętego Graala, lecz kilku zaledwie despotów, którym udało się objąć w nich wysokie stanowiska.
Opus Dei było tak wyrafinowane, że do sekretnych misji delegowało człowieka do tego stopnia nie rzucającego się w oczy i potrafiącego wmieszać się w tłum, jak mnich Silas.
Opus Dei było tak wyrafinowane, że do sekretnych misji delegowało człowieka do tego stopnia nie rzucającego się w oczy i potrafiącego wmieszać się w tłum, jak mnich Silas.
Przy okazji przerabiania „Kodu” nie uniknięto oczywiście kiksów czy pomysłów dość pociesznych. Najmocniej przesadzono w wyjaśnianiu tożsamości Sophie (książka, paradoksalnie, czyni to dużo subtelniej). Tymczasem tutaj okazuje się, że w dłoniach Sophie drzemie moc likwidowania zawrotów głowy i duszności, co ma w jakiś sposób potwierdzać, iż płynie w niej krew Chrystusa (legenda mówiąca o potomkach królewskiego rodu Merowingów, do którego miała wejść Sara, córka Jezusa i Marii Magdaleny, przypisuje im dar uzdrawiania i zdolność do czynienia cudów). Śmiech na sali budzą nie tylko dowcipy sir Leigha Teabinga, ale wygłoszone ze śmiertelną powagą przez Langdona zdanie: „Jesteś ostatnią z rodu, jesteś potomkinią Jezusa Chrystusa”.
• • •
Muszę uczciwie przyznać, że scena kończąca, odpowiednio zaakcentowana świetną muzyką, jako jedyna w całym filmie zdradza potencjał, by przyprawić widza o ciarki głębszej emocji. Robert Langdon, skaleczywszy się podczas golenia, doznaje olśnienia i odnajduje na ulicach Paryża sens słów: „Pod starą Roslin Święty Graal czeka”. Widzimy nagle jak cierpiący na klaustrofobię znawca symboliki przeistacza się na kilka chwil w poszukiwacza-pielgrzyma podążającego „starą linią róży”, by dotrzeć do miejsca aktualnego spoczynku z takim trudem szukanego skarbu. „Zdobny największych mistrzów dziełami” spoczywa w miejscu, gdzie „ostrze i kielich pilnują wieka”, a „nad nim niebo usiane gwiazdami”. Warto zrozumieć, że dla tego człowieka możliwość uklęknięcia na dnie odwróconej szklanej piramidy, ponad grobem domniemanej bogini znaczyło tyle, ile dla Jana Pawła II możliwość odmówienia modlitwy w Bazylice Grobu Pańskiego. Poza wszelkim bowiem sporem jest ludzkie pragnienie posiadania ołtarzy i padania przed nimi na twarz, ponadczasowe zaś szukanie śladów Boga, by móc nimi podążyć. Tego Boga, w którego siłę, moc i prawdziwość gorąco się wierzy.
W „Ostatniej krucjacie” profesor Henry Jones, ojciec znanego archeologa o odziedziczonym po psie imieniu Indiana, tłumaczy synowi: „Poszukiwanie Graala to nie archeologia. To wyścig ze złem”. Kiedy obaj uciekają z walącej się świątyni w Kanionie Półksiężyca, grzebiącej na wieki pod swymi gruzami drewniany kubek najsłynniejszego na świecie cieśli, zapytany przez syna, co dało mu odnalezienie Świętego Graala, profesor literatury średniowiecznej odpowiada krótko: „Iluminację”. I może o to właśnie w ostatecznym rozrachunku w tym wszystkim chodzi. O korne zgięcie kolan ponad grobem bogini i doznanie oświecenia. Czy będzie nią domniemana małżonka boga ponad dwóch i pół miliarda chrześcijan, czy czara zdolna zapewnić pijącemu z niej życie wieczne, czy raczej symbol największej tajemnicy rozpalającej serca i umysły często aż do aberracji, czy w końcu alegoria wiecznego poszukiwania, którego cel jest nieuchwytny niczym horyzont – o tym nie zdecyduje za nas nikt. Historia jest zbyt zagmatwana, jej interpretatorzy podzieleni i często wyjątkowo płodni w najróżniejsze fantazje, spiskowe teorie niezmiennie uwodzicielskie, mity nieśmiertelne, zabiegi o własne interesy – czy to się komuś podoba, czy nie – obecne także w tak szacownej instytucji, jaką jest Kościół, a owa jedyna Prawda przysypana stosami różnych racji, pretensji, uprzedzeń i trudnej przeszłości, która nie rozpieszcza nikogo.
Nie potrafię uczciwie odpowiedzieć, czy warto ten film obejrzeć z powodów innych niż rozrywkowe. Ale ponad wszelką wątpliwość winno się tę decyzję podjąć samemu. Bo jeśli wsłuchać się w apele Kościoła o zbojkotowanie „Kodu da Vinci”, rozważyć słuszne pretensje, że nosi on znamiona ataku na chrześcijaństwo, że obraża uczucia religijne, że w jakimś diabolicznym i przewrotnym sensie stał się on współczesnym i niezbyt wielkich lotów „znakiem, któremu sprzeciwiać się będą”, mimo wszystko gdzieś ponad tym zgiełkiem krąży niepokojące pytanie: cóż warta jest twoja wiara, widzu, jeśli może ją pogrzebać hollywoodzki obraz?
koniec
22 maja 2006

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Współczesna baśń w blasku zorzy polarnej
Sebastian Chosiński

24 X 2021

Ten niepozornie rozpoczynający się film okazuje się być jedną z bardziej interesujących produkcji rosyjskich tego roku. Pod ironicznym płaszczykiem „Mleko” Karena Oganesiana skrywa bowiem nadzwyczaj ważne tematy: dla kobiet i mężczyzn, dla dorosłych i nastolatków. Od reżysera i aktorów udział w nim wymagał też niemałej odwagi, ponieważ jego obyczajowa śmiałość niektórych może szokować.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Nie nadeptuj (przyszłemu) teściowi na odcisk!
Sebastian Chosiński

20 X 2021

Reżyserski dorobek Siergieja Sidieliowa jest nadzwyczaj mizerny: zaledwie cztery filmy pełnometrażowe, w tym tylko trzy zrealizowane samodzielnie. Z tych trzech jeden to inscenizacja opery. A mimo to z dwóch pozostałych autor mógł być dumny. Zwłaszcza z komedii „Ulica pełna niespodzianek”, która w drugiej połowie lat 50. i kolejnych dekadach aż do upadku Związku Radzieckiego cieszyła się statusem kultowej.

więcej »

East Side Story: Miłość i rewolucja na lodzie
Sebastian Chosiński

17 X 2021

Polski dystrybutor nie byłby sobą, gdyby wprowadzając ten film do oferty Netflixa, nie zmienił jego tytułu. Zamiast oryginalnych (w podwójnym tego słowa znaczeniu) „Srebrnych łyżew” mamy komercyjnie brzmiący „Zimowy romans”. I chociaż wszystko – w teorii – się zgadza, to jednak film Michaiła Łokszyna nie zasługuje na to, by postrzegać go jedynie w kategoriach obrazu miłosnego.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (5)
— Jakub Gałka

Tegoż twórcy

Suplement filmowy 2019
— Adam Lewandowski, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Krótko o filmach: Han Solo
— Marcin Osuch

Krótko o filmach: Han Solo
— Sebastian Chosiński

Pozwól Wookieemu wygrać
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Solo, ale w drużynie
— Konrad Wągrowski

Scenarzysta bez Wergiliusza
— Marcin T.P. Łuczyński

Im bliżej jesteś śmierci, tym bardziej czujesz, że żyjesz
— Konrad Wągrowski

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (8)
— Jakub Gałka

Dżinn w akceleratorze
— Marcin T. P. Łuczyński

O aniołach i rozrywce
— Przemysław Romański

Tegoż autora

Piosenki Wojciecha Młynarskiego
— Przemysław Ciura, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Marcin T.P. Łuczyński, Konrad Wągrowski

Wracaj, gdy masz do czego
— Marcin T.P. Łuczyński

Scenarzysta bez Wergiliusza
— Marcin T.P. Łuczyński

Psia tęsknota
— Marcin T.P. Łuczyński

Dym/nie-dym i polarne niedźwiedzie na tropikalnej wyspie
— Konrad Wągrowski, Jędrzej Burszta, Marcin T.P. Łuczyński, Karol Kućmierz

Zagraj to jeszcze raz, odtwarzaczu…
— Marcin T.P. Łuczyński

Panie Stanisławie, Mrogi Drożku!
— Marcin T.P. Łuczyński

Towarzyszka nudziarka
— Marcin T.P. Łuczyński

Tom Niedosięgacz
— Marcin T.P. Łuczyński

Filiżanki w zlewie
— Marcin T.P. Łuczyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.