Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Brett Ratner
‹X-Men: Ostatni bastion›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułX-Men: Ostatni bastion
Tytuł oryginalnyX-Men: The Last Stand
Dystrybutor CinePix
Data premiery26 maja 2006
ReżyseriaBrett Ratner
ZdjęciaJames Muro, Philippe Rousselot
Scenariusz
ObsadaHugh Jackman, Patrick Stewart, Ian McKellen, Halle Berry, Famke Janssen, Anna Paquin, Kelsey Grammer, Rebecca Romijn, Shawn Ashmore, Ellen Page, Ben Foster, Ken Leung, Aaron Stanford, James Marsden, Olivia Williams, Daniel Cudmore, Vinnie Jones, Dania Ramirez, Shohreh Aghdashloo, Cameron Bright, Michael Murphy, Eric Dane, Bill Duke, Anthony Heald, Josef Sommer
MuzykaJohn Powell
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiUSA
CyklX-Men
WWW
Gatunekakcja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Lekcja pokory
[Brett Ratner „X-Men: Ostatni bastion” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Znalezienie równowagi między monumentalnymi scenami akcji a treścią bogatą w aluzje do rzeczywistości to niełatwe zadanie przy realizacji triquela znanej serii filmowego komiksu. Brett Ratner zastąpił Bryana Singera na fotelu reżyserskim nowej odsłony „X-men” opatrzonej podtytułem „Ostatni bastion”, i – mimo sceptycyzmu fanów – podołał misji efektownego domknięcia trylogii o mutantach.

Ewa Drab

Lekcja pokory
[Brett Ratner „X-Men: Ostatni bastion” - recenzja]

Znalezienie równowagi między monumentalnymi scenami akcji a treścią bogatą w aluzje do rzeczywistości to niełatwe zadanie przy realizacji triquela znanej serii filmowego komiksu. Brett Ratner zastąpił Bryana Singera na fotelu reżyserskim nowej odsłony „X-men” opatrzonej podtytułem „Ostatni bastion”, i – mimo sceptycyzmu fanów – podołał misji efektownego domknięcia trylogii o mutantach.

Brett Ratner
‹X-Men: Ostatni bastion›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułX-Men: Ostatni bastion
Tytuł oryginalnyX-Men: The Last Stand
Dystrybutor CinePix
Data premiery26 maja 2006
ReżyseriaBrett Ratner
ZdjęciaJames Muro, Philippe Rousselot
Scenariusz
ObsadaHugh Jackman, Patrick Stewart, Ian McKellen, Halle Berry, Famke Janssen, Anna Paquin, Kelsey Grammer, Rebecca Romijn, Shawn Ashmore, Ellen Page, Ben Foster, Ken Leung, Aaron Stanford, James Marsden, Olivia Williams, Daniel Cudmore, Vinnie Jones, Dania Ramirez, Shohreh Aghdashloo, Cameron Bright, Michael Murphy, Eric Dane, Bill Duke, Anthony Heald, Josef Sommer
MuzykaJohn Powell
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiUSA
CyklX-Men
WWW
Gatunekakcja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Inny reżyser to inna wizja przedstawienia popularnej, komiksowej historii. Ogromny, spożytkowany przede wszystkim na efekty specjalne budżet i nastawienie producentów na masy widzów w kinach groziły utratą specyficznego klimatu serii wraz z interesującymi odniesieniami do rzeczywistych konfliktów między większością a mniejszością, konformizmem a nonkonformizmem, społeczeństwem a subkulturami będącymi jego częścią. Jednak okazuje się, że hollywoodzcy decydenci uczą się, najwyraźniej zmuszeni do szybkiego wyciągania wniosków po drastycznym spadku kinowej widowni na potencjalnie kasowych blockbusterach. Fani komiksu i dobrego kina oczekują już po ekranizacjach obrazkowych historii charakteru, wciągającej fabuły i błyskotliwego sportretowania nietypowych postaci znanych z kart zeszytów Marvela – nie tylko upowszechnionego we wszystkich szanujących się studiach filmowych wizualnego przepychu blue tudzież green boxa. I Ratner to wszystko im daje, kontynuując chwalebną tradycję zapoczątkowaną przez swojego poprzednika, Singera, jednocześnie okraszając fabułę wieloma mistrzowsko zrealizowanymi sekwencjami akcji opartymi o cudowne umiejętności X-ludzi.
Nie oznacza to jednak, że „Ostatni bastion” to powtórka z rozrywki. Raczej kontynuacja, która powiela dobre rozwiązania poprzedników i niebanalnie rozwija zawiązane wcześniej wątki. W całym cyklu zostały wymieszane fabuły komiksów. Pierwsza część była połączeniem „Uncanny” z „Ultimate”, druga to już sam „Ultimate”, a w trójce następuje przejście z tego ostatniego do „New X-men”. „Ostatni bastion” rozpoczynają sugestywne retrospekcje, zarysowujące sens dalszych wydarzeń. Dotykają zarówno wątków dotyczących bezpośrednio ekipy profesora Xaviera, jak i całej społeczności mutantów. Te dwie linie fabularne jak w żadnym innym odcinku serii zazębiają się w historię co prawda niepozbawioną luk i patetycznych fragmentów, ale w satysfakcjonujący sposób rozwiązującą większość wątków. Ważny jest charakterystyczny klimat „X3”: humorystyczne one-linery Logana, Juggernauta czy dr McCoya nie rozświetlają gęstej, dużo mroczniejszej, a na pewno smutniejszej, niż poprzednio, atmosfery filmu. Bezkompromisowość w konstruowaniu fabuły liczy się na plus dla twórców obrazu. Tragiczne wydarzenia, toksyczna nienawiść stron konfliktu i trudne wybory stały się częścią niewesołej rzeczywistości X-men, której muszą stawić czoła. Chociaż oczywiście nie można zbytnio demonizować ani na siłę pogłębiać wymowy opowieści o mutantach. Film Ratnera to przede wszystkim widowiskowa rozrywka, ale też rozrywka będąca niegłupią pożywką dla szarych komórek. A to warte jest odnotowania.
Nie przejdziesz – przecież ci już to mówiłem, Balrogu!
Nie przejdziesz – przecież ci już to mówiłem, Balrogu!
Rozbicie intrygi na części, z których każda dotyczy innej postaci, mocno temperuje wymowę filmu. Główny temat zostaje rozdrobniony, co nie do końca służy spójności historii, ale z drugiej strony pozwala przedstawić ją z różnych punktów widzenia. Trzy strony konfliktu – mutanty Magneto, zespół Xaviera i ludzie – są równorzędne i mają swoje słuszne racje. Brak czarno-białej budowy fabuły pozwala przymknąć oko na pełno niedorzeczności, które przecież stanowią integralny element konwencji. Pomysł, aby ludzie stworzyli remedium na gen X odpowiadający za mutacje, chcąc w ten sposób „wyleczyć” X-ludzi, stwarza mnóstwo nowych możliwości. To okazja do skonfrontowania – po raz kolejny – przystającej do uznawanych w społeczeństwie szablonów większości z mniejszościową innością. To także droga wyeksponowania wśród mutantów różnych postaw: dumy z bycia indywidualnym czy tęsknoty za akceptacją i normalnością, co najlepiej widać w wątku Rogue. Właśnie owo tajemnicze lekarstwo staje się czynnikiem napędowym dla fabuły oraz pretekstowym punktem zapalnym sporu. I nie przeszkadza w tym nawet wytłumaczenie, jak cudowne remedium powstało, które przywodzi na myśl jedynie bełkot szalonego genetyka na amfetaminie. Należy jednak pamiętać o poetyce komiksu, pozostawiającej ogromne pole dla wyobraźni. Lubię dać się ponieść – niczym jeden z X-men, Angel – na skrzydłach imaginacji, dlatego „Ostatni bastion” zadowolił mnie, dzięki konsekwencji twórczej autorów filmu.
Trinity z wściekłości zrobiła się sina.
Trinity z wściekłości zrobiła się sina.
Lekko, ale znacząco zarysowane wątki prywatnych relacji między głównymi, jak również drugoplanowymi, bohaterami podtrzymują nawiązania do niekomiksowej rzeczywistości. Wrażenie robi galeria postaci epizodycznych, które zapadają w pamięć dzięki swoim zaskakującym umiejętnościom. Nieporozumieniem wydaje się jednak rola Famke Janssen jako Jean Grey / Dark Phoenix. Aktorka wypełnia jedynie zadanie figuranta – reszta roboty spada na wszędobylskie efekty specjalne. Halle Berry nie pomagają nawet efekty: piękna gwiazda próbuje pełnić rolę nowego przywódcy, ale wysiada w konfrontacji z charyzmą Hugh Jackmana czy lekkością kreacji doskonałego jak zwykle Iana McKellena, który w niedawnym „Kodzie da Vinci” udowodnił, że potrafi przyćmić na ekranie cały tłum celebrities.
Niebagatelne znaczenie dla „X-men: Ostatni bastion” mają oczywiście wspomniane efekty specjalne. Starania specjalistów od wizualnych widowisk i kaskaderki nie poszły na marne. Duża ilość scen akcji nie nuży, a powoduje lekki opad szczęki, co w dzisiejszych czasach, wypełnionych jednym wielkim komputerem, stanowi pewien wyczyn. Najważniejsze chyba jest jednak to, że demolka nie przysłania bohaterów, będących kluczowym elementem obrazkowej opowieści. Za jeden z bardziej oszałamiających fragmentów akcji należy uznać przeniesienie Golden Bridge i rozdmuchanie na wszystkie strony zabudowań laboratoriów na Alcatraz. Na szczęście, dzięki Ratnerowi, podobna ruina nie spotkała filmowego finału słynnej serii komiksu o mutantach, za co fani powinni mu być wdzięczni.
koniec
9 czerwca 2006

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Ludzie na kutrze, a kuter w wodzie
Sebastian Chosiński

19 II 2020

W tym samym 1972 roku w Związku Radzieckim przeniesiono na ekran dwa dzieła prozatorskie Borisa Wasiljewa – debiutancką nowelę „Kuter Iwana” oraz późniejszą o dwanaście lat powieść „Tak tu cicho o zmierzchu”. Drugi film zyskał wielką sławę na całym świecie, pierwszy natomiast – na długi czas powędrował na półkę. Był po prostu zbyt pesymistyczny i obyczajowo odważny.

więcej »

Mmm? Eee… Ach!
Agnieszka ‘Achika’ Szady

17 II 2020

Post-apo w wersji psio-kociej? Z miasta zniknęli wszyscy ludzie i domowe pupilki muszą sobie radzić same. Zdobycie pożywienia nie nastręcza wielkich problemów (kiedy już przedostaną się do wnętrza centrum handlowego), gorzej, że pościg – i to z kilku różnych stron – ciągle następuje im na pięty.

więcej »

East Side Story: Nie dzieje się nic, a wydarza tak wiele
Sebastian Chosiński

16 II 2020

„Pewnego razu w Trubczewsku” Łarisy Sadiłowej to dzieło z gatunku tych, w których dzieje się niewiele, ale wydarza tak dużo. Nostalgiczny melodramat opowiada o spóźnionej i nie do końca spełnionej miłości dwojga ludzi, którzy znają się od lat, ponieważ mieszkają po sąsiedzku. Problem w tym, że oboje mają rodziny – współmałżonków i dzieci.

więcej »

Polecamy

Alejandro González Iñárritu. Babel.

Do sedna:

Alejandro González Iñárritu. Babel.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. 21 gramów.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Kwiecień 2015 (1)
— Piotr Dobry, Alicja Kuciel, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

PR rządzi światem
— Ewa Drab

Co nam w kinie gra: Człowiek, który gapił się na kozy, Zakochany Nowy Jork, Toy Story 2
— Jakub Gałka, Michał Oleszczyk

Zaledwie zauroczenie
— Ewa Drab

Bez niestrawności
— Michał Chaciński

Tegoż autora

Szybciej. Głośniej. Więcej zębów
— Ewa Drab

Samochody (nie) latają
— Ewa Drab

Kreacja automatyczna
— Ewa Drab

PR rządzi światem
— Ewa Drab

(I)grać i (wy)grać z czasem
— Ewa Drab

Llewyn Davis jest palantem
— Piotr Dobry, Ewa Drab, Grzegorz Fortuna

Wszyscy jesteśmy oszustami
— Ewa Drab

Rzut kośćmi i sekrety Freuda
— Ewa Drab

Kto się boi Vina Diesla?
— Ewa Drab

Duch z piwnicy
— Ewa Drab

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.