Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Paul Greengrass
‹Ultimatum Bourne’a›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułUltimatum Bourne’a
Tytuł oryginalnyThe Bourne Ultimatum
Dystrybutor UIP
Data premiery7 września 2007
ReżyseriaPaul Greengrass
ZdjęciaOliver Wood
Scenariusz
ObsadaMatt Damon, Joan Allen, Julia Stiles, David Strathairn, Scott Glenn, Paddy Considine, Edgar Ramirez, Albert Finney, Corey Johnson, Daniel Brühl, Chris Cooper, Brian Cox
MuzykaJohn Powell
Rok produkcji2007
Kraj produkcjiUSA
CyklBourne
Czas trwania111 min
WWW
Gatuneksensacja
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Bourne ‘em all
[Paul Greengrass „Ultimatum Bourne’a” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Opowieść o Jasonie Bournie, agencie CIA, który utracił pamięć, wskutek nieporozumienia został uznany za zagrożenie dla „Firmy” i stał się ściganą zwierzyną, posłużyła do tego, by pokazać pracę służb wywiadowczych we współczesnym świecie. I choć „Ultimatum Bourne’a” to – podobnie jak poprzednie części – kawał znakomicie wykonanego sensacyjnego kina, jednak w warstwie „problemowej” trochę rozczarowuje, opierając fabułę na kwestiach przerabianych już i analizowanych na wszystkie możliwe strony.

Marcin T.P. Łuczyński

Bourne ‘em all
[Paul Greengrass „Ultimatum Bourne’a” - recenzja]

Opowieść o Jasonie Bournie, agencie CIA, który utracił pamięć, wskutek nieporozumienia został uznany za zagrożenie dla „Firmy” i stał się ściganą zwierzyną, posłużyła do tego, by pokazać pracę służb wywiadowczych we współczesnym świecie. I choć „Ultimatum Bourne’a” to – podobnie jak poprzednie części – kawał znakomicie wykonanego sensacyjnego kina, jednak w warstwie „problemowej” trochę rozczarowuje, opierając fabułę na kwestiach przerabianych już i analizowanych na wszystkie możliwe strony.

Paul Greengrass
‹Ultimatum Bourne’a›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułUltimatum Bourne’a
Tytuł oryginalnyThe Bourne Ultimatum
Dystrybutor UIP
Data premiery7 września 2007
ReżyseriaPaul Greengrass
ZdjęciaOliver Wood
Scenariusz
ObsadaMatt Damon, Joan Allen, Julia Stiles, David Strathairn, Scott Glenn, Paddy Considine, Edgar Ramirez, Albert Finney, Corey Johnson, Daniel Brühl, Chris Cooper, Brian Cox
MuzykaJohn Powell
Rok produkcji2007
Kraj produkcjiUSA
CyklBourne
Czas trwania111 min
WWW
Gatuneksensacja
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Nie byłem do filmów o Bournie przekonany. Koncepcja przejęcia kierownictwa nad amerykańską Centralną Agencją Wywiadowczą przez niegodziwych, amoralnych i niemających skrupułów ludzi, którzy wyposażają tę instytucję w gromadę specjalnie szkolonych cyngli, wydała mi się sztampowa i wtórna do bólu. Pomysł nieżyjącego już Roberta Ludluma, rozwinięty przezeń w trzech książkach, uważałem za znacznie ciekawszy i nawet jeśli nie sposób było tak po prostu przełożyć ani opowieści o polowaniu na Szakala, ani realiów zimnowojennych na rozgrywającą się współcześnie fabułę, miałem nadzieję na nieco oryginalniejsze jej zręby niż wyświechtany już do bólu spisek na szczytach władzy. Przypomnę tylko, że w książkach Ludluma agencja podejmuje się karkołomnej operacji, ale jednak pewnych granic nie przekracza. Bourne jest tam płatnym mordercą, w dodatku tym z najwyższej półki, tylko i wyłącznie dzięki zręcznej, propagandowej pracy odpowiednich komórek wywiadowczych, które każdy głośniejszy mord, jaki się zdarza na świecie, umiejętnie przypisują właśnie jemu. Tworzą w ten sposób legendę i renomę, która ma rozwścieczyć Szakala (Ilicha Ramíreza Sáncheza, znanego powszechnie jako Carlos) i zmusić go do nieostrożnych działań wobec odbierającego mu klientów konkurenta. I chociaż w historii zmagań wywiadowczych przeróżne rzeczy się zdarzały, nikt tam nie zamierza rzeczywiście poświęcać ludzi i kazać ich mordować, by osiągnąć cel ważniejszy.
Tyle że Ludlumowi nie wyszło. Pierwszy tom jego trylogii był doskonały (mimo niedostatków w konstrukcji dialogów, co zresztą typowe dla tego pisarza), na dobrą sprawę stając się pozycją kanoniczną tego gatunku. Niestety, im dalej posuwała się fabuła kolejnych części, tym bardziej wszystko robiło się naciągane, nudne, a momentami wręcz kuriozalne. Może dlatego, że rozwikłanie zagadki tożsamości bohatera nastąpiło już w części pierwszej, a dwie następne koncentrowały się na tym, w jaki sposób prześladuje go przeszłość i nierozwiązane sprawy (czyli niezabity Carlos).
Filmy Paula Greengrassa poradziły sobie znacznie lepiej, rozciągając rzecz w czasie i finalizując dopiero w części trzeciej proces dociekania Jasona Bourne’a, kim naprawdę jest. Ale nie tylko o woal spadający z jego tożsamości chodzi. Przedłużyło się także to, co wyjątkowo dobrze się ogląda i co sprawia widzowi wielką, nawet jeśli trochę irracjonalną frajdę: wspaniałe przedstawienie odstawione przez wściekłego, zdeterminowanego, zabójczo sprawnego i pomysłowego agenta, raz po raz robiącego w konia potężny, ścigający go aparat. Frajdę, bo to w końcu dość lubiany motyw „samego przeciw wszystkim” – aż się człowiekowi gęba uśmiecha, gdy widzi wszystkie stosowane przez bohatera sztuczki i wybiegi. Irracjonalną, bo jednak płynie z tego dość ponura konkluzja: instytucje, które mają nas strzec i zapewniać nam bezpieczeństwo, mogą być ze swoimi zasobami finansowymi, sprzętem inwigilacyjnym, super uprawnieniami i armią ludzi kompletnie bezradne wobec odpowiednio łebskiego i zdeterminowanego człowieka.
W rywalizacji mężczyzn chodzi zwykle o to, kto ma dłuższy ...pistolet.
W rywalizacji mężczyzn chodzi zwykle o to, kto ma dłuższy ...pistolet.
Skoro już o tym mowa, drugą przyczyną mojej początkowej niechęci do serii o Bournie była osoba Matta Damona. Uważałem, że aktor o tak chłopięcej urodzie najzwyczajniej w świecie do tej roli się nie nadaje i koncertowo ją położy. Bardzo się pomyliłem i cudownie rozczarowałem. Damon stworzył kapitalną kreację, zresztą głównie dzięki swojemu spojrzeniu (jeśli ktoś rzuci okiem na plakat reklamujący „Ultimatum”, będzie wiedział, o co mi chodzi) i bardzo oszczędnej grze twarzą tudzież udanie sprawianym wrażeniem, że często po prostu go nie ma, że gdzieś się w sobie głęboko chowa (scena na lotnisku w Neapolu w drugiej części to oczywiście najbardziej jaskrawy tego przykład – nie brakowało innych). Chyba nie sposób lepiej oddać tego desperackiego zanurzenia we własnej psychice i rozpaczliwego grzebania we wciąż kruchych, fragmentarycznych wspomnieniach, których na kartach Ludlumowskiej „Tożsamości Bourne’a” jest pełno. Spośród wszystkich możliwych technik pokazania osobowości twardego, trudnego do pokonania czy przechytrzenia mordercy, którego dopadają skrupuły, a przeszłość zaczyna bardzo uwierać i dręczyć, oszczędna gra Damona, połączona z zupełnie nieprzypominającą twardziela postacią, wydaje się być idealna. Czasem ma się wrażenie, że to wyrośnięty dzieciak, który się po prostu paskudnie władował, gdzie nie powinien, i przez resztę życia będzie się z tego wyplątywał.
Oczywiście efektowna sensacja miewa wpadki – trudno się przed nimi ustrzec, zwłaszcza w tak długiej fabule. Dla mnie perełką jest scena, gdy Bourne nagrywa na dyktafon jak na zawołanie przedstawiającego się imieniem i nazwiskiem Noaha Vosena, szefa CIA w Nowym Jorku, by móc potem otworzyć jego sejf (wymagało to odtworzenia do mikrofonu próbki głosu). Oczywiście szef ma zwyczaj w ten sposób zgłaszać się do słuchawki, co w filmie widać, ale skąd niby Bourne ma o tym wiedzieć? A jakby tak tym razem powiedział stare swojskie „Hello? Who is this?”, to co wtedy? „– Ktoś ty? – A ktoś ty?”. Grube nici.
Ale to oczywiście drobiazg. W dodatku wpadek nie ma zbyt wielu, a już z całą pewnością nie psują one oglądania filmu, który aż po brzegi wypełnia solidna dawka doskonałej sensacyjnej pożywki: pościgi, rozwalane samochody (ucieczka ulicami Moskwy przed agentem FSB jest niesamowita!), mało wybuchów (co zapisuję na mocny plus), rewelacyjne walki wręcz (nawiasem mówiąc, znakomicie zaaranżowane, bez taniego efekciarstwa, bez tych wszystkich dowcipnych docinków, które – choć stanowią znak rozpoznawczy wielu filmów sensacyjnych – robią się coraz bardziej nieznośne i tandetne; dobrze pokazano, jak wyszkoleni zabójcy potrafią uczynić broń ze wszystkiego: długopisu, zwiniętej gazety czy telefonicznego kabla), efektowne sztuczki pozwalające ujść nasłanym zbirom, oku kamery, podsłuchowi i czemu tam tylko.
Niektórzy korzystają z internetowych ofert wydłużających...
Niektórzy korzystają z internetowych ofert wydłużających...
Kolejna rzecz warta odnotowania: okazało się, że film sensacyjny można całkiem ładnie, gustownie skomponować. Scena z ciałem wpadającym do wody, która otwiera „Tożsamość Bourne’a”, kończy także część trzecią, spinając całość bardzo ładną klamrą. Z kolei scena, która wieńczy „Krucjatę Bourne’a”, w części trzeciej zyskuje zupełnie inne znaczenie, kompletnie nicując jej poprzednią, dość mocno narzucającą się interpretację, przy okazji pokazując, jak starannie zaplanowano cały cykl. Pewna subtelna nić łączy dwie kobiety związane z Bourne’em: Marie, poznaną w ambasadzie w Berlinie Niemkę, i Nicky, dziewczynę pracującą dla CIA, pełniącą w projekcie „Treadstone” dość ważną funkcję koordynatora. Obu im przyszło w końcu uciekać ramię w ramię z Bourne’em. Obu przyszło zmienić wizerunek, w identyczny sposób farbując i podcinając włosy. Marie właśnie w scenie w łazience zbliża się fizycznie do uciekającego, zdezorientowanego agenta. Gdy przychodzi kolej Nicky, wtórność sytuacji, dość czytelne déjà vu i bolesne wspomnienia sprawiają, że tym razem Jason robi to, co powinien był uczynić już za pierwszym razem – odtrąca. Koniec końców dostajemy niezwykle emocjonalną scenę, chociaż absolutnie nic nie przebije pożegnania Bourne’a z zastrzeloną przez rosyjskiego najemnika ukochaną, które musiało się odbyć w mętnej głębi indyjskiej rzeki, delikatnie, niemalże z czułością unoszącej martwe ciało Marie w ciemność.
Karygodnym zaniedbaniem byłoby nie wspomnieć o muzycznej stronie trylogii. John Powell wykonał kawał dobrej roboty, owocującej świetnym motywem przewodnim, którego wariacjami zilustrował wszystkie trzy części, tudzież pięknymi, lirycznymi omalże wstawkami tam, gdzie trzeba uspokoić nastrój i wziąć oddech. Całości dopełnił doskonały utwór „Extreme ways” Moby’ego, w trzeciej części odrobinę inaczej zaaranżowany, co mu zresztą tylko wyszło na dobre.
• • •
Był miód uzasadniający wysoki ekstrakt. Pora teraz na trochę dziegciu, którego jakoś nie potrafię oszczędzić twórcom tej udanej serii. Być może niesłusznie, ale trylogię o Bournie odbieram jako obraz wyjątkowo jednostronny, gdy idzie o przedstawioną w nim wizję Centralnej Agencji Wywiadowczej (dodam, że nie do tego jednego filmu mam o to pretensję). To oczywiście pewna konwencja, mająca godnych przedstawicieli: „Wróg publiczny” („Enemy of the State”), „System”, „Sztuka wojny” („The Art of War”), „Stan zagrożenia” („Clear and Present Danger”), „Władza absolutna” („Absolute Power”) czy ostatnio „Strzelec” („Shooter”). Filmy te opowiadają o tym samym: problemie nadużycia władzy i łatwości, z jaką takie nadużycia uznaje się za normę, zwykle uzasadniając to czyimś dobrem czy zwodniczą filozofią mniejszego zła.
...ale czasem przesadzają....
...ale czasem przesadzają....
Poza Pamelą Landy, „ostatnią sprawiedliwą w Sodomie”, właściwie cała wierchuszka CIA (Conklin, Abott, Vosen, szef agencji Kramer) to przestępcy, którzy wykorzystali podległe sobie służby do zwalczania własnych obywateli i nielegalnego zdobywania pieniędzy, do przeprowadzania egzekucji – także po to, by ukryć prawdę o egzekucjach wcześniejszych. Wszystko oczywiście w imię patriotyzmu, chęci budowania potęgi CIA i obrony państwa przed wrogiem, w myśl znanej roty: „that I will support and defend the Constitution of the United States against all enemies, foreign and domestic”. Tłumaczenia znane i wyświechtane do bólu, zwykle uzasadniające bardzo niskie pobudki.
Wszystko się zgadza. A jednak zabrakło mi w tym filmie kogoś, kto potrafiłby dostrzec szare odcienie. Zabrakło postaci, która rzeczywiście myślałaby kategoriami nowej wojny, jaką prowadzi wywiad amerykański. Kogoś, kto powiedziałby może coś takiego: „Nie akceptuję rzeczy, które ci ludzie zrobili, ale mimo wszystko jakoś tak po ludzku ich rozumiem. Siedzę w tej branży nie od dziś, niejedno widziałem. Walczymy z wrogiem, który nie przestrzega żadnych reguł, nie podlega ograniczeniom demokracji, nie słucha moralności, na gruncie której próbujemy żyć. Ma motywację, dzięki której śmierć jest nagrodą, a nie zagrożeniem. Potrafi uderzać prostymi środkami, potrafi wejść między nas i czekać na dogodny moment dowolnie długo. A my musimy być gotowi i czujni non stop. Naszych sukcesów nikt nie dostrzega, bo ogrom ich skrywa tajemnica państwowa. O naszych wpadkach trąbi cały świat i wszyscy mają pretensje, że się zdarzyły. Walczymy na froncie, na którym nie można wygrać, bo wróg jest wszędzie i nigdzie. W dodatku wielu państwom na świecie pasuje, że jesteśmy atakowani, więc w najlepszym przypadku niczego naszym przeciwnikom nie utrudniają. Za Guantanamo i nasze samoloty większość mediów i zawsze chętnych do krytyki polityków gotowa nas rozszarpać, pałając do nas niechęcią większą niż do terrorystów. Tą samą niechęcią raz po raz darzą nas nasi właśni obywatele. Kongres nie stanowi wyjątku – co i rusz ktoś zarzuca nam nieudolność, marnotrawstwo środków, złą wolę. Czasem pokusa, by być naprawdę skutecznym, by uderzać boleśnie i mocno, jest mocniejsza od nas. Ale nie tylko dlatego, że tak bardzo chcemy jej ulec. Czasem to wy nas popychacie, odwracając jednocześnie wzrok, nie chcąc znać brudnych szczegółów. Nie chcąc znać ceny”.
Mogłoby to brzmieć tak lub jakoś inaczej – bardziej lub mniej patetycznie, łzawo, buńczucznie, desperacko. To w gruncie rzeczy nie jest istotne. Ale od filmów, których akcja jest osadzona na tym niezwykłym froncie, oczekiwałbym bodaj śladów zrozumienia również tej drugiej strony. Tymczasem jeśli spróbować podnieść warstwę znakomitego rzemiosła, którego podkreślenia w serii Bourne’a nigdy dość, co znajdziemy pod spodem?
Nadużycia władzy są be. Ja pierpapier, ale głębokie…
koniec
19 września 2007

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wychowane przez wilki: Sez. 2, Odc. 7. Sojusze ponad podziałami
Marcin Mroziuk

24 VI 2022

Początkowo Marcus i Paul sądzą, że pojawienie się ogromnego drzewa stanie się początkiem odrodzenia mitraistów, ale wkrótce ich wiara zostaje poddana ciężkiej próbie. Przekonamy się, że zdecydowanie trafniej sytuację ocenia Matka, ale nawet ona nie jest w stanie powstrzymać niekorzystnego rozwoju wydarzeń.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Tęsknota starego Kirgiza
Sebastian Chosiński

22 VI 2022

Oparty na opowiadaniu Czingiza Ajtmatowa „Spotkanie z synem” godzinny telewizyjny film Dooronbeka Sadyrbajewa zapewne nigdy nie był w Polsce prezentowany. I z dużym prawdopodobieństwem nie pokaże go żadna stacja nad Wisłą. Nie jest w końcu arcydziełem, jakie należy znać. Ale wielbiciele twórczości autora „Dżamili” zapewne z przyjemnością oglądnęliby jeszcze jedną ekranizację jego niezwykłej prozy…

więcej »

Reacher: Odc. 4. Trup ściele się gęsto
Marcin Mroziuk

21 VI 2022

W poprzednim odcinku widzieliśmy, że sposób, w jaki główny bohater rozprawił się z dwoma podążającymi jego śladem mężczyznami, nie miał zbyt wiele z postawą praworządnego obywatela. Dalszy rozwój wydarzeń przemawia jednak za tym, że taktyka przyjęta przez Jacka Reachera była słuszna.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Nie ma już dobrych facetów
— Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Bourne przechodzony
— Jarosław Robak

Esensja ogląda: Luty 2014
— Sebastian Chosiński, Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Loretz

Piraci XXI wieku
— Konrad Wągrowski

Flaga na maszt, Irak jest nasz!
— Konrad Wągrowski

W imię Boga?
— Ewa Drab

Noc w Berlinie
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Piosenki Wojciecha Młynarskiego
— Przemysław Ciura, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Marcin T.P. Łuczyński, Konrad Wągrowski

Wracaj, gdy masz do czego
— Marcin T.P. Łuczyński

Scenarzysta bez Wergiliusza
— Marcin T.P. Łuczyński

Psia tęsknota
— Marcin T.P. Łuczyński

Dym/nie-dym i polarne niedźwiedzie na tropikalnej wyspie
— Konrad Wągrowski, Jędrzej Burszta, Marcin T.P. Łuczyński, Karol Kućmierz

Zagraj to jeszcze raz, odtwarzaczu…
— Marcin T.P. Łuczyński

Panie Stanisławie, Mrogi Drożku!
— Marcin T.P. Łuczyński

Towarzyszka nudziarka
— Marcin T.P. Łuczyński

Tom Niedosięgacz
— Marcin T.P. Łuczyński

Filiżanki w zlewie
— Marcin T.P. Łuczyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.