Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Andrzej Wajda
‹Katyń›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKatyń
Dystrybutor Vue Movie Distribution
Data premiery21 września 2007
ReżyseriaAndrzej Wajda
ZdjęciaPaweł Edelman
Scenariusz
ObsadaMaja Ostaszewska, Artur Żmijewski, Maja Komorowska, Władysław Kowalski, Wiktoria Gąsiewska, Anna Radwan-Gancarczyk, Andrzej Chyra, Danuta Stenka, Magdalena Cielecka, Paweł Małaszyński, Antoni Pawlicki, Agnieszka Kawiorska, Stanisława Celińska, Alicja Dąbrowska, Jan Englert, Krzysztof Globisz, Krzysztof Kolberger, Jacek Braciak, Krystyna Zachwatowicz, Siergiej Garmasz
MuzykaKrzysztof Penderecki
Rok produkcji2007
Kraj produkcjiFrancja, Polska
Czas trwania115 min
WWW
Gatunekdramat, historyczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Grobowiec z kliszy

Esensja.pl
Esensja.pl
Długo oczekiwany „Katyń” Andrzeja Wajdy zgodnie z prognozami okazał się wybitnym filmem oświatowym, do tego zrealizowanym na światowym poziomie. Szkoda tylko, że po linii najmniejszego oporu, przez co w wymiarze artystycznym nowe dzieło mistrza polskiej szkoły filmowej jednak rozczarowuje.

Piotr Dobry

Grobowiec z kliszy

Długo oczekiwany „Katyń” Andrzeja Wajdy zgodnie z prognozami okazał się wybitnym filmem oświatowym, do tego zrealizowanym na światowym poziomie. Szkoda tylko, że po linii najmniejszego oporu, przez co w wymiarze artystycznym nowe dzieło mistrza polskiej szkoły filmowej jednak rozczarowuje.

Andrzej Wajda
‹Katyń›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKatyń
Dystrybutor Vue Movie Distribution
Data premiery21 września 2007
ReżyseriaAndrzej Wajda
ZdjęciaPaweł Edelman
Scenariusz
ObsadaMaja Ostaszewska, Artur Żmijewski, Maja Komorowska, Władysław Kowalski, Wiktoria Gąsiewska, Anna Radwan-Gancarczyk, Andrzej Chyra, Danuta Stenka, Magdalena Cielecka, Paweł Małaszyński, Antoni Pawlicki, Agnieszka Kawiorska, Stanisława Celińska, Alicja Dąbrowska, Jan Englert, Krzysztof Globisz, Krzysztof Kolberger, Jacek Braciak, Krystyna Zachwatowicz, Siergiej Garmasz
MuzykaKrzysztof Penderecki
Rok produkcji2007
Kraj produkcjiFrancja, Polska
Czas trwania115 min
WWW
Gatunekdramat, historyczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Siedząca obok starsza pani co jakiś czas pochlipywała cicho, by w trakcie wieńczącej film sceny rozstrzeliwania polskich oficerów przez enkawudzistów zanieść się niemal histerycznym szlochem. Też miałem wówczas ściśnięte gardło, lecz chyba bardziej niż rekonstruowana na ekranie zbrodnia wzruszyła mnie reakcja staruszki. Szczera, spontaniczna, niehamowana. Rzadkość na pokazach prasowych.
Bo i pokaz był nietuzinkowy. Oprócz dziennikarzy wzięli w nim udział twórcy filmu i członkowie rodzin pomordowanych w katyńskim lesie żołnierzy. To właśnie krewni ofiar, co nie dziwi, najbardziej przeżywali akcję filmu i najdonioślej bili brawa po projekcji. I również oni zdają się być podstawowym, obok młodzieży szkolnej, która wszak pójdzie pod przymusem, adresatem dzieła Wajdy.
Bynajmniej nie oznacza to, że wszyscy pozostali powinni sobie „Katyń” odpuścić. Wręcz przeciwnie – zobaczyć film na pewno warto, choćby po to, by wyrobić sobie własny pogląd. Wypada mi tylko uprzedzić, iż nie zostaniemy tutaj niczym zaskoczeni. Wajda znów nas uczy historii, ale tym razem nie wychodzi niestety poza ramy reportażowej inscenizacji patriotycznej. Nawet na centymetr. I mimo iż sam mówi o „Katyniu” jako swym najbardziej osobistym projekcie (na liście katyńskiej było nazwisko ojca reżysera, Jakuba), paradoksalnie brak tu odautorskiego komentarza, brak Wajdowskiego charakteru pisma.
A przecież nikt nie wymagał, by teraz, w wolnej Polsce, odrodził nam się Wajda kontestujący jak na przykład w „Popiołach”, po których część krytyki obwołała go antynarodowcem. Czy też politycznie niepoprawny jak w „Ziemi obiecanej”, po której naraził się na zarzuty antysemityzmu ze strony środowisk żydowskich. Albo tak bezkompromisowy jak w „Człowieku z marmuru”, o którego batalia z cenzurą doprowadziła między innymi do dymisji ówczesnego ministra kultury, Józefa Tejchmy.
Ale też raczej mało kto się spodziewał, że twórca „Kanału” wystawi nam historyczne świadectwo równie powierzchowne i nieskomplikowane, co wydana niedawno pod mecenatem Muzeum Powstania Warszawskiego antologia komiksu „‘44”. Film, który jeszcze przed premierą chciałoby się zaliczyć w poczet Wajdowskich arcydzieł, a który poprzez swą bezrefleksyjnie konformistyczną treść wpasowuje się prędzej między przykładne, acz z natury rzeczy wtórne ekranizacje lektur w rodzaju „Pana Tadeusza” czy „Zemsty”.
Co trzeba jednak Wajdzie bezspornie oddać, to fakt, iż osobiście ma świadomość popełnienia dzieła skrótowego, w żadnym wypadku nieaspirującego do totalnej wielkości. Na konferencji prasowej, odbywającej się zaraz po wspomnianym pokazie, reżyser podkreślał, że „to pierwszy film o Katyniu”, toteż „sytuacja musiała być przedstawiona bardzo klarownie”, a na pewno „powstaną następne filmy, które pogłębią temat”. Oczywiście, można z tym trochę samousprawiedliwiającym założeniem polemizować, ale przy odrobinie dobrej woli da się je nawet przyjąć. Nie sposób jednak przejść obojętnie obok bezpośredniego wpływu tejże hipotezy na emocjonalny wydźwięk filmu. Bowiem – i to jest mój największy zarzut – „Katyń” generuje emocje niewiele większe niż uczestnictwo w obchodach listopadowych przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Dlaczego? Ano dlatego, że „Katyń” utkany jest wyłącznie z takich właśnie symboli, co ów Grób. Od postaci poprzez dialogi do całych sekwencji wszystko ma wymiar symboliczny, składa się z elementów mocno już w kinie – i nie tylko w nim – ogranych. Również przez samego reżysera, który co prawda od zawsze lubił epatować symboliką, ale raz, że czynił to zgrabnie i inteligentnie, a dwa – nigdy przy tym nie sprawiał wrażenia, iż korzysta li tylko z zapożyczeń i autocytatów.
Tym razem jest zgoła inaczej. Można się wręcz pokusić o stwierdzenie, że sam „Katyń” jest grobowcem. Grobowcem zbudowanym z kliszy. I to rozumianym w dwójnasób. Z jednej strony, co chwalebne, Wajda wskrzesza na taśmie filmowej pomordowanych inteligentów, po czym w najlepszej, najbardziej sugestywnej scenie filmu ponownie ich grzebie, by przywrócić o nich pamięć bądź w ogóle zaznajomić z ich tragedią najmłodsze pokolenia. Jednak z drugiej strony nasz oscarowy twórca grzebie też, niestety, samego siebie w mogile wyeksploatowanych już do cna filmowych schematów.
Jak tu zatem tak prawdziwie przejąć się losem bohaterów, skoro reżyser nie daje nam szansy ujrzenia w nich ludzi z krwi i kości, a tylko mało zindywidualizowane chodzące pomniki – w większości przypadków Matki Polki i ultrapatriotyczni herosi umierający za Ojczyznę z modlitwą na ustach bądź różańcem w dłoni.
I kiedy już od pierwszych minut filmu patrzy się na te ikony, na znajome sytuacje, w jakich zostają postawione, na ich znane skądinąd dramatyczne gesty, trudno oprzeć się cokolwiek niemiłemu przeczuciu, że do samych napisów końcowych potoczy się to wszystko po wyżłobionych koleinach. Przez ekran przeparadują kolejne lejtmotywy i nic już nas tu nie zaskoczy.
I tak to w istocie wygląda. Skoro wszyscy Sowieci to diabły wcielone, oczywiste jest, że zaraz pojawi się dobry Rosjanin, odpowiednik Hosenfelda, porządnego Niemca ratującego życie Szpilmanowi w „Pianiście” Romana Polańskiego. Skoro reżyser dzieli bohaterów na buntowników niezdolnych pogodzić się z kłamstwem katyńskim i obywateli posłusznych komunistycznej władzy, możemy się spodziewać, że za chwilę przedstawi nam jednostkę łączącą te sprzeczności. I przedstawia – w osobie granego przez Andrzeja Chyrę porucznika/majora.
Jednak jeden wątek mógł sobie Wajda doprawdy darować. Mianowicie scenę aresztowania przez gestapo wykładowców Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nie tak dawno pokazywał nam ją przecież Giacomo Battatio w filmie „Karol. Człowiek, który został papieżem”, cóż więc z tego, że lepiej prezentuje się w obiektywie Pawła Edelmana (nawiasem mówiąc, zdjęcia są bodaj najjaśniejszym punktem „Katynia”) niż Gianniego Mammolottiego, skoro służy nie dramaturgii, tylko niemieckiemu aktorowi o szczęce Schwarzeneggera, który jako bezwzględny Sturmbannführer daje tu wątpliwej jakości oratorski popis.
Błędem wydaje się też powierzenie napisania dialogów do filmu Władysławowi Pasikowskiemu. Nie dość bowiem, że postacie funkcjonują tylko na zasadzie ucieleśnionych symboli, to jeszcze mówią – czy raczej: przemawiają – do siebie głównie sloganami. Kiedy Anna (Maja Ostaszewska) ze łzami w oczach prosi zniewolonego już męża, rotmistrza 8. Pułku Ułanów (Artur Żmijewski), by skorzystał z nadarzającej się jeszcze możliwości ucieczki, wykorzystuje nieśmiertelny argument o przysięganiu sobie wierności przed Bogiem. „Tak, ale składałem również przysięgę wojskową” – dumnie ripostuje rotmistrz. Zupełnie zbędne jest to pompatyczne zadęcie w tekstach, gdyż nie o to przecież chodzi, by weszły one, jak te z „Psów”, do mowy potocznej, lecz by pomogły nam zidentyfikować się z bohaterami. A tak – trudno utożsamić się ze spersonifikowanym pomnikiem głoszącym górnolotne hasła.
Nie pomaga również fakt, że wszyscy aktorzy bez wyjątku zostali obsadzeni – po linii najmniejszego oporu – zgodnie ze swymi dotychczasowymi emploi. I tak Maja Ostaszewska obnosi równie cierpiętniczą minę, co jej bohaterka z popularnej telenoweli „Na dobre i na złe”, natomiast partner Ostaszewskiej z tegoż serialu, czyli Artur Żmijewski, jak zwykle pod pochmurnym obliczem skrywa męstwo i dobro. Nie dziwi więc, że po rolach u Koterskiego we „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” i u Niewolskiego w „Palimpseście” nikt inny, tylko Andrzej Chyra musi być rozdartym wewnętrznie majorem. Magdalena Cielecka jest zimna, Danuta Stenka – dystyngowana. I tak dalej, i tym podobnie.
Jest więc „Katyń” poprawny do bólu z każdej możliwej strony. Jednak mimo wszystko – dobrze, że w ogóle jest. Można sarkać na wartość artystyczną filmu, można żałować, że Wajda poszedł tu niejako na łatwiznę. Niemniej należy docenić rolę edukacyjną, jaką „Katyń” niewątpliwie ma szansę odegrać. Młodzi ludzie otrzymują wizualny podręcznik w atrakcyjnej, przystępnej formie, ze znanymi i lubianymi aktorami, z jasnym i klarownym przesłaniem. Wypada więc tylko mieć nadzieję, że wyniosą z niego jakiś pożytek.
koniec
21 września 2007
Tekst, w nieco skróconej wersji i pod innym tytułem, ukazał się również w londyńskim „Dzienniku Polskim” („Polish Daily”) z dnia 21.09.2007 r.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Na duchy zawsze można liczyć
Sebastian Chosiński

13 I 2019

To zaskakujące, jak dobrze w ostatnich dwóch latach kinematografia rosyjska radzi sobie z horrorami. „Przewodnik” (choć może trafniej byłoby nadać temu dziełu tytuł „Przewodniczka”) Ilji Maksimowa to kolejny obraz grozy, który prezentuje się co najmniej przyzwoicie, trzyma w napięciu i robi to – jeśli wierzyć producentom – bez przesadnego wykorzystywania efektów specjalnych.

więcej »

Krótko o filmach: Ludzie w hotelu
Marcin Mroziuk

12 I 2019

Precyzyjna konstrukcja fabuły, umiejętnie budowane napięcie i znakomita gra aktorska sprawiają, że „Źle się dzieje w El Royale” oglądamy naprawdę z zapartym tchem.

więcej »

Spider-Manowie wszystkich wymiarów, łączcie się!
Agnieszka ‘Achika’ Szady

8 I 2019

„Spider-Man. Uniwersum” beztrosko whopsał do kin pod koniec roku, aby zachwiać rankingami, box-office’ami oraz układem błędnikowym widzów. Graficznie jest to zupełnie nowy poziom, a na widok sceny kulminacyjnej Andy Warhol zapewne omdlałby z radości.

więcej »

Polecamy

Karnawał osobliwości

Z filmu wyjęte:

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Jeszcze à propos jedzenia
— Jarosław Loretz

Smacznego z Ameryki
— Jarosław Loretz

Telewizja cię zje!
— Jarosław Loretz

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Robot a kobieta
— Jarosław Loretz

Gardło Innym Podrzynam Dibbler
— Jarosław Loretz

Zacząć dzień z przytupem
— Jarosław Loretz

Łabędziot
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

By nie pozostał po nim nawet powidok…
— Sebastian Chosiński

CamerImage 2016: Ostatnie dzieło mistrza
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Czerwiec 2014 (3)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Piotr Dobry

Co nam w kinie gra: Wałęsa. Człowiek z nadziei
— Marta Bałaga

Wenecja 2013: Przypadkowy bohater
— Marta Bałaga

Nie mam już pomysłów, ale wciąż chce mi się kręcić
— Eryk Remiezowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.