Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 10 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Karen Szachnazarow
‹Utracone Imperium›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułUtracone Imperium
Tytuł oryginalnyИсчезнувшая империя
ReżyseriaKaren Szachnazarow
Scenariusz
ObsadaIgor Baranowski, Aleksander Liapin, Jekatierina Kasparowa
Rok produkcji2008
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania105 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

East Side Story: Imperium nigdy nie upadnie
[Karen Szachnazarow „Utracone Imperium” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Karen Szachnazarow to obecnie w rosyjskiej kinematografii człowiek-instytucja. Praktycznie każdy z jego filmów staje się ważny, zdobywa nagrody na festiwalach, cieszy się sporą popularnością widzów. Tym dziwniejszy może wydawać się fakt, że na jego nowy obraz musieliśmy czekać aż cztery lata. „Iszczeznuwszaja Impierija” („Utracone imperium”) to powrót do czasów Związku Radzieckiego. Z jednej strony bez nostalgii i idealizowania, z drugiej – bez rozdrapywania ran i epatowania przemocą.

Sebastian Chosiński

East Side Story: Imperium nigdy nie upadnie
[Karen Szachnazarow „Utracone Imperium” - recenzja]

Karen Szachnazarow to obecnie w rosyjskiej kinematografii człowiek-instytucja. Praktycznie każdy z jego filmów staje się ważny, zdobywa nagrody na festiwalach, cieszy się sporą popularnością widzów. Tym dziwniejszy może wydawać się fakt, że na jego nowy obraz musieliśmy czekać aż cztery lata. „Iszczeznuwszaja Impierija” („Utracone imperium”) to powrót do czasów Związku Radzieckiego. Z jednej strony bez nostalgii i idealizowania, z drugiej – bez rozdrapywania ran i epatowania przemocą.

Karen Szachnazarow
‹Utracone Imperium›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułUtracone Imperium
Tytuł oryginalnyИсчезнувшая империя
ReżyseriaKaren Szachnazarow
Scenariusz
ObsadaIgor Baranowski, Aleksander Liapin, Jekatierina Kasparowa
Rok produkcji2008
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania105 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Karen Szachnazarow miał ułatwiony start w dorosłość. Był bowiem synem Gieorgija Szachnazarowa, komunistycznego aparatczyka i pisarza, który swoją karierę polityczną rozpoczynał w rodzinnej Armenii, by w połowie lat 60. XX wieku znaleźć się – jako specjalista od spraw międzynarodowych – w Komitecie Centralnym Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Jako Gieorgij Szach zdarzyło mu się nawet publikować opowiadania i powieści fantastycznonaukowe. Syn odziedziczył zdolności po ojcu. W 1975 roku ukończył wydział reżyserski Wszechrosyjskiego Państwowego Instytutu Kinematografii, po czym na dobre i na złe związał się z Mosfilmem. Tam przez kilka lat pracował jako asystent reżysera, tam zadebiutował i nakręcił swoje najważniejsze filmy, wreszcie w 1998 roku został jego szefem. Już drugi film Karena Szachnazarowa – „My iz dżazza” (1983), lekka zabawna komedyjka o odeskich jazzmanach w latach 20. ubiegłego stulecia – przyniósł mu sławę. Zdobył nagrody na festiwalach i przeglądach w Grenoble, Łodzi, Londynie, Chicago i Belgradzie, a w samym ZSRR obejrzało go w kinach ponad 17 milionów osób. Jeszcze większą popularności cieszył się „Goniec” („Kurier”) z 1986 roku, który przed duże ekrany przyciągnął prawie 32 miliony widzów. Dla sporej części Rosjan w wieku średnim to dzisiaj film niemalże kultowy – po raz pierwszy bowiem pokazano w nim tak realistycznie dylematy radzieckiej młodzieży epoki Gorbaczowowskiej pierestrojki. Po lutowej premierze „Isczeznuwszej Impierii” wielu krytyków uznało nawet najnowszy obraz reżysera za swoistą kontynuację „Gońca”. I przyznać trzeba, że mieli sporo racji.
W ciągu ostatnich dziesięciu lat – a więc w czasie dyrektorowania Mosfilmowi – Szachnazarow nakręcił zaledwie cztery filmy (w tym m.in. recenzowany już w Esensji znakomity dramat historyczny „Wsadnik po imieni Smiert’”). „Isczeznuwszaja Impierija” powstała po czterech latach milczenia i, co mogło być pewnym zaskoczeniem, okazała się być filmem o młodzieży. Nie młodzieżowym, ale właśnie – o młodzieży. Po ponad dwudziestu latach reżyser zdecydował się jeszcze raz podjąć ten temat. O ile jednak akcja „Gońca” rozgrywała się w latach 80., o tyle fabuła najnowszego dzieła Szachnazarowa została przeniesiona do pierwszej połowy jeszcze wcześniejszej dekady. Były to czasy dla Związku Radzieckiego w miarę spokojne. Na kremlowskim „tronie” umocnił się już Leonid Breżniew, stopniowo odżywał kult silnej władzy, po epoce Chruszczowowskiej „odwilży” podjęto nawet próbę umiarkowanej rehabilitacji Stalina. Wszystko, co złe, działo się za granicami – przejęcie władzy w Chile przez Augusto Pinocheta (o czym bohaterowie dowiadują się z kroniki filmowej) czy też dogorywająca wojna w Wietnamie (na ekranie został nawet w epizodzie pokazany młody Rosjanin, który wrócił z misji wojskowej w Azji). Związek Radziecki anno Domini 1973-1974 mógł wydawać się nienaruszalnym imperium. Inna sprawa, że – jak okazało się już niebawem – był to jedynie kolos na glinianych nogach. O tym jednak bohaterowie filmu Szachnazarowa wiedzieć oczywiście nie mogli. Ustrój, w którym się urodzili i żyli, zdawał się być dla nich wiecznym – nie mogąc więc go zmienić, należało się jakoś do niego przystosować. Walczyć o swoje prawa, buntować się, ale jednocześnie nie zapominać, że wszystko to może odbywać się tylko w ściśle wyznaczonych ramach.
Bohaterem filmu jest pochodzący z inteligenckiej rodziny Sierioża Narbiekow (w tej roli debiutujący na dużym ekranie, jak zresztą większość młodych aktorów w tym filmie, Aleksandr Liapin). Mieszka w Moskwie w typowej sowieckiej komunałce z dziadkiem (przed laty znanym archeologiem, którego gra niezwykle popularny w Rosji, mający na koncie około dwustu ról filmowych Ormianin Armen Dżigarchanian), matką (Olga Tumajkina) i młodszym bratem Miszą (Wasilij Szachnazarow, prywatnie syn reżysera). Ojciec – również archeolog – przed laty opuścił ich i wyjechał do środkowej Azji, aby prowadzić badania nad historią Chorezmu. Pozbawiony męskiej ręki Sierioża, student pierwszego roku instytutu pedagogicznego, sprawia problemy wychowawcze. Nie interesują go w ogóle wykłady z historii partii, słucha zachodniej muzyki rockowej, popija z kolegami piwo i wódkę, zdarza mu się nawet zapalić skręta marihuany. Chcąc zaś zaimponować nowo poznanej dziewczynie, koleżance ze studiów, Liudzie Bieleckiej (którą gra Lidia Miliuzina), sprzedaje do antykwariatu książki dziadka, by zdobyć pieniądze na nowe wranglery. Najbliższymi przyjaciółmi Narbiekowa są studiujący razem z nim subtelny i nieśmiały Stiepan Mołodcow (Jegor Baranowski) oraz grający w amatorskiej kapeli rockowej na gitarze Kostia Denisow (Iwan Kupriejenko). Żyją beztrosko, jakby za punkt honoru postawili sobie praktyczną realizację Horacjańskiego zawołania „carpe diem!”. Dopiero znajomość Sierioży z Liudą i miłość do niej odmienią chłopaka. Jak się jednak okaże, nie na długo. Nie potrafiąc zerwać ze swoimi dotychczasowymi przyzwyczajeniami, będzie – nie zawsze nawet mając tego świadomość – krzywdził dziewczynę, co doprowadzi do kolejnych rozstań i powrotów.
Kręcąc swój najnowszy obraz, Szachnazarow starał się wyważyć proporcje. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że z jednej strony nie uniknie nostalgicznego spojrzenia na Związek Radziecki, z drugiej jednak nie chciał, aby jego dzieło posłużyło za jakiekolwiek usprawiedliwienie tego, co działo się niegdyś w ojczyźnie światowego proletariatu. W filmie nie ma więc prawie wcale polityki; o ustroju powszechnej szczęśliwości przypominają jedynie zawierające propagandowe hasła transparenty i plakaty, którymi upstrzone były ulice każdego sowieckiego miasta i miasteczka, oraz niektóre z perypetii, jakie przytrafiają się bohaterom (gdy Sierioża chce ofiarować Liudzie w prezencie urodzinowym nową płytę Rolling Stonesów, musi kupić ją nielegalnie, z przemytu, dlatego też, gdy w pobliżu miejsca transakcji pojawiają się milicjanci, wszyscy salwują się ucieczką). Polskim widzom „Isczeznuwszaja Impierija” może przywieść na myśl „Yesterday” Radosława Piwowarskiego (1984) bądź – w znacznie większym stopniu – znakomity film Andrzeja Barańskiego „Nad rzeką, której nie ma” (1991). To, co przede wszystkim łączy bohaterów Szachnazarowa z postaciami wykreowanymi przez Stanisława Czycza, to ich emocjonalna niedojrzałość. Chcąc zachować pewną autonomię, gotowi są nawet ranić siebie nawzajem – tak postępowali w obrazie Barańskiego Marta i „Admirał”, tak samo czyni Sierioża wobec Liudy. Trudno jednak stwierdzić, czy rosyjski reżyser wzorował się na polskim obrazie, czy też – co bardziej prawdopodobne – chciał opowiedzieć jeszcze raz, choć w innym momencie dziejowym, historię miłości bohaterów swojego „Gońca”. W tym kontekście Sieriożę można potraktować jako alter ego Iwana Mirosznikowa, a Liudę jako kolejne wcielenie Katii.
Niedojrzała miłość zawsze kończy się źle. Nie inaczej jest także w filmie Szachnazarowa, choć – za co należy być mu wdzięcznym – uniknął on tandetnego melodramatyzowania. Inna sprawa, że w zakończeniu starał się nieco zmienić charakter obrazu. Wysyłając Sieriożę do środkowej Azji w poszukiwaniu nieznanego ojca, reżyser starał się nadać tej wyprawie znaczenie symboliczne. Zupełnie niepotrzebnie, wypadło to bowiem wyjątkowo nieprzekonująco. Rosjanie pewnie rozgryzą tę zagwozdkę, ale widzowie poza granicami Rosji mogą zachodzić w głowę i powtarzać jak mantrę denerwujące pytanie: „Co autor miał na myśli?”… Niezaprzeczalnym plusem filmu są odtwórcy głównych ról. Nieźle poradzili sobie zwłaszcza Liapin (Sierioża) i Kupriejenko (Kostia), kapitalnie wypadł – i można żałować, że na ekranie pojawił się jedynie w epizodycznej roli – doświadczony Dżigarchanian (dziadek). W pamięci pozostaje także rola Tumajkiny, która idealnie wpasowała się w postać matki Sierioży, wciąż szukającej swego miejsca w życiu po odejściu męża. Nieco słabsze wrażenie pozostawili po sobie Miliuzina (Liuda) i Baranowski (Stiepan). Ale też, by oddać im sprawiedliwość, niewiele mieli do zagrania. Dobro i szlachetność na ekranie wypadają zazwyczaj znacznie bardziej blado od zła i niegodziwości. Zwłaszcza niegodziwości nawróconej.
koniec
13 lipca 2008

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Uciekając przed duszmenami…
Sebastian Chosiński

8 VII 2020

Po „Gorącym lecie w Kabulu” filmowcy z Kraju Rad przez kilka lat omijali temat wojny w Afganistanie szerokim łukiem. Dopiero po dojściu do władzy Michaiła Gorbaczowa powrócił on na wokandę ze zdwojoną siłą. tym reżyserem, który przerwał milczenie, był Siergiej Niłow, autor skromnego dramatu „Szurawi”, co na język polski przetłumaczyć można jako… „Radzieccy”.

więcej »

Zajęcia pozalekcyjne: Odc. 2. Trafiła kosa na kamień
Marcin Mroziuk

6 VII 2020

Prowadzenie przestępczej działalności wiąże się oczywiście ze sporym ryzykiem, ale na Oh Ji-soo cios spada z zupełnie niespodziewanej strony. Kiedy znika jego telefon, przez który może kontaktować się z panem Lee i namierzać miejsce pobytu pracujących dla niego kobiet, główny bohater wie, że w każdej chwili może zostać zdemaskowany. I wkrótce jego najgorsze obawy nabierają całkiem realnych kształtów.

więcej »

East Side Story: Niewiara, Beznadzieja i Nienawiść
Sebastian Chosiński

5 VII 2020

„Kochaj ich wszystkich” można odbierać jako portret współczesnej kobiety. Walczącej i zdeterminowanej. Wyzwolonej i dominującej nad mężczyznami. Gdyby nie fakt, że film ten jest dziełem reżyserki Marii Agranowicz, mogłyby go spotkać wręcz oskarżenia o męski szowinizm i chęć zdyskredytowania Wiary, Nadziei i Miłości (wyjaśnienie w tekście!).

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Szczury z supermarketu.

Do sedna:

Kevin Smith. Szczury z supermarketu.
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Birdman.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Biutiful.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Babel.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. 21 gramów.
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Niewiara, Beznadzieja i Nienawiść
— Sebastian Chosiński

Czy grzesznik może się nawrócić?
— Sebastian Chosiński

Starcie cywilizacji na Zakarpaciu
— Sebastian Chosiński

Jak wyleczyć się z miłości do komunizmu
— Sebastian Chosiński

Ambitna forma, miałka treść
— Sebastian Chosiński

Rozpruwacz w Petersburgu
— Sebastian Chosiński

Z góry czasami widać lepiej
— Sebastian Chosiński

Kopciuszek z „kałachem” w ręku
— Sebastian Chosiński

„Operacja Mars” na ekranie
— Sebastian Chosiński

Na kurzej stopie
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.