Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Sam Raimi
‹Wrota do piekieł›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWrota do piekieł
Tytuł oryginalnyDrag Me to Hell
Dystrybutor Best Film
Data premiery1 stycznia 2010
ReżyseriaSam Raimi
ZdjęciaPeter Deming
Scenariusz
ObsadaJustin Long, Alison Lohman, Lorna Raver, David Paymer, Adriana Barraza
MuzykaChristopher Young
Rok produkcji2009
Kraj produkcjiUSA
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Wkurzona babcia i urwany guziczek
[Sam Raimi „Wrota do piekieł” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Sam Raimi to twórca bardzo zasłużony na polu kina grozy, nie znaczy to jednak, że każdy film spod jego ręki jest od razu arcydziełem. Wchodzące właśnie do kin „Wrota do piekieł”, spóźnione w stosunku do światowej premiery o ponad pół roku, trudno uznać za obraz udany.

Jarosław Loretz

Wkurzona babcia i urwany guziczek
[Sam Raimi „Wrota do piekieł” - recenzja]

Sam Raimi to twórca bardzo zasłużony na polu kina grozy, nie znaczy to jednak, że każdy film spod jego ręki jest od razu arcydziełem. Wchodzące właśnie do kin „Wrota do piekieł”, spóźnione w stosunku do światowej premiery o ponad pół roku, trudno uznać za obraz udany.

Sam Raimi
‹Wrota do piekieł›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWrota do piekieł
Tytuł oryginalnyDrag Me to Hell
Dystrybutor Best Film
Data premiery1 stycznia 2010
ReżyseriaSam Raimi
ZdjęciaPeter Deming
Scenariusz
ObsadaJustin Long, Alison Lohman, Lorna Raver, David Paymer, Adriana Barraza
MuzykaChristopher Young
Rok produkcji2009
Kraj produkcjiUSA
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Który to już film z piekielnymi wrotami w tytule? Mieliśmy dotąd japońskie „Wrota piekieł”, kanadyjskie „Wrota piekieł”, amerykańskie „Wrota piekieł” (aczkolwiek tylko w podtytule), a teraz dostajemy „Wrota do piekieł”. Znów amerykańskie. A jak te tytuły wyglądały w oryginale? Japoński film, będący dramatem kostiumowym, nosił tytuł „Jigokumon”, co na polski przekłada się jako „Wrota piekieł”. Czyli wszystko w porządku. Kanadyjski lichy thriller to „The Entrance”, czyli „Wejście”. Piąty „Hellraiser” ma podtytuł „Inferno”, czyli „Piekło”. A najświeższy obraz Sama Raimiego – „Drag Me to Hell” – powinien się w sumie nazywać „Zawlecz mnie do Piekła”. Z tej wyliczanki widać, że jak dotąd tylko jeden film zasłużył na tytuł „Wrota piekieł”. Ale co to dla dystrybutora, który dba wyłącznie o własny produkt i ma gdzieś, czy nowo wprowadzony film będzie się żarł ze starszymi obrazami, czy nie. Dystrybutor nazywa to pewnie chwytem marketingowym, ja zaś – arogancją.
Z drugiej jednak strony – pewnie nie warto w tym akurat przypadku kruszyć kopii, bowiem „Wrota do piekieł” najprawdopodobniej polegną u nas z kretesem i za rok-dwa lata nikt już o nich nie będzie pamiętał. Taką przyszłość można wywróżyć na podstawie kilku przesłanek. Przede wszystkim nie wiadomo, do kogo film jest kierowany. Miłośnicy horroru mogą się na nim srodze zawieść, bowiem akcja co i rusz grzęźnie, fabułą przeważnie rządzi schemat, a do tego wiele scen jest jawnie komediowych. Fanów twórczości Raimiego raczej nie zadowoli sam fakt, że historię nakręcił ich ulubiony reżyser, bo we „Wrotach do piekieł” trudno doszukać się buntowniczego rysu, który zadecydował o popularności serii „Martwe zło”, zaś dawka czarnego humoru jest zastanawiająco skromna, przy czym częstokroć niezupełnie wiadomo, czy dana scena już w zamierzeniu miała budzić śmiech, czy też wyszło tak tylko „przy okazji”. Natomiast zwykły, nie związany z żadną fanowską frakcją widz też może mieć problemy z odbiorem filmu, bowiem dramatis personae są niezbyt wiarygodne psychologicznie, a przez większość seansu nie sposób jednoznacznie stwierdzić, czy film jest robiony na serio, czy może jednak nie. Ta huśtawka przerzucająca widza od myśli o rasowym horrorze po przekonanie, że ogląda czarną komedię, potrafi solidnie wymęczyć, bo jak na komedię – zbyt wiele rzeczy jest tutaj podawanych ze śmiertelną wręcz powagą, zaś temu, że jest to solidny, klimatyczny horror, przeczą rozsiane po fabule sceny, w których niepodzielnie króluje czysty absurd. W tej sytuacji znaczne opóźnienie polskiej premiery można uznać jako coup de grâce ze strony dystrybutora (lub strzał we własną stopę), bo kto koniecznie chciał obejrzeć film, dawno już to zrobił za pośrednictwem sieci i do kina raczej już się nie wybierze.
Trzeba jednak przyznać, że „Wrota do piekieł” coś w sobie mają. Film zdecydowanie wymyka się jednoznacznej ocenie i z pewnością nie należy go traktować jako tuzinkowego hollywoodzkiego horroru, płytkiego i obliczonego na garść podskoków. Owszem, początkowo fabuła aż mierzi schematycznymi zagrywkami, bo ciężko uznać za coś nowego i ciekawego straszliwą klątwę nałożoną na bankową urzędniczkę, która w obawie o swój awans odmówiła wiekowej Cygance prolongaty spłaty kredytu. Również ogólny zarys historii biegnie utartą ścieżką – wizyta u medium (ileż razy to już było, i to z dokładnie takim samym efektem), próba odkręcenia sprawy u babci (szczęśliwie nieco odbiegająca od normy), szukanie pomocy u znajomego, w końcu seans spirytystyczny. Co gorsza, przez dłuższy czas nie można się opędzić od wrażenia, że ogólny zamysł i garść elementów intrygi Raimi bezczelnie zerżnął ze starszego o dekadę „Przeklętego”, całkiem sympatycznego horroru nakręconego według prozy Stephena Kinga. Tyle że w „Przeklętym” chodziło o kierowcę, który śmiertelnie potrącił starą Cygankę i – będąc wziętym adwokatem – uniknął odpowiedzialności za spowodowanie wypadku.
Zabawa zaczyna się jednak z chwilą wściekłego ataku starowinki w podziemnym garażu. Ze świecą szukać tak dynamicznej, agresywnie zmontowanej sceny walki w niewielkim przecież wnętrzu auta, gdzie przeciw pazurom i zaostrzonym zębom Cyganki bohaterka może przeciwstawić jedynie garść przedmiotów, jakie na co dzień leżą na jej biurku. Ta scena to urokliwa, godna wpisania do annałów perełka kina grozy, w mistrzowski sposób balansująca pomiędzy strachem a śmiechem. Podobnie jest z pozostałymi starciami z babcią. Każde z nich jest malutkim majstersztykiem, mile osładzającym nudny, bezsensownie rozwleczony wątek przepychanki o stołek wicedyrektora bankowej placówki i niezbyt porywające sceny, gdy w kadrze pojawia się Justin Long, który przecież tak świetnie radził sobie w czwartej „Szklanej pułapce”. Po seansie nachodzi jednak przykra konstatacja, że przerywniki z babcią są wstawione do fabuły na takiej samej zasadzie, jak skecze z wiewiórem do „Epoki lodowcowej”. Z tym, że wiewiór ma uciechę z orzeszka, a babcia – z garści włosów bohaterki. W „Epoce…” komiczny przerywnik miał odwrócić uwagę widza od przeciętnego scenariusza i podkręcić opadające tempo rozgrywki. Przykro mi to pisać, ale tę samą funkcję pełni babcia we „Wrotach do piekła”. Ostrzegam przy tym, że o ile z poczynań wiewióra śmiać się może każdy, o tyle babcia rozbawi głównie tych, którym nieobce są konwencje kina grozy.
Ile by jednak nie psioczyć na miałką, niezbyt oryginalną fabułę, przeciętną grę aktorską, która nie pozwala przejąć się losami bohaterów (niezniszczalna dziewczyna traci garściami włosy, jest ciskana w poprzek pomieszczeń, rzyga krwią – a mimo to wciąż wygląda świeżutko i w sumie beztrosko) i wstawione trochę na siłę sceny komediowe, pływające w fabule niczym wypchane kawiorem pierożki w średnio smacznej zupie szczawiowej, nie da się ukryć, że „Wrota do piekieł” zostały świetnie zrealizowane od strony technicznej. Zdjęcia i montaż są bardzo dobre, efekty specjalne momentami po prostu wciskają w fotel, a muzyka dyskretnie punktuje odpowiednie zdarzenia i zagęszcza klimat. Na odrębną pochwałę zasługuje Lorna Raver, która wcieliła się w Sylvię Ganush, złowieszczą Cyganichę, i zagrała ją po prostu rewelacyjnie. Co ciekawsze, Raver rozpoczęła przygodę z kinem dopiero w wieku lat pięćdziesięciu, grywając przeważnie drobne epizody w serialach. Wkrótce ponownie zagości w naszych kinach – naturalnie znów w epizodycznej roli – w „Armored”, gdzie do towarzystwa mieć będzie Mata Dillona, Jeana Reno i Laurence’a Fishburne’a. Chyba trzeba będzie rzucić na to okiem.
Natomiast co do „Wrót do piekieł” – film zostawia po seansie mętlik w głowie i bardzo mieszane uczucia. A przecież nie do tego nas przyzwyczaił Sam Raimi…
koniec
28 grudnia 2009

Komentarze

28 XII 2009   10:42:53

Obrazek bez śmiesznego podpisu? Może mini-konkurs tu w komentarzach na najśmieszniejszy podpis? :)
A tak w ogóle to zaskoczyłem się - wszędzie raczej chwalili ten film...
No i o co chodzi z walką wewnątrz SAMOCHODU przy użyciu przedmiotów z BIURKA ?

28 XII 2009   20:02:39

A ja uważam, że to świetny horror komediowy, kto kocha Armię Ciemności nie powinien być zawiedziony.
@JG
Po prostu, w walce biorą udział przyrządy biurowe, najlepszy występ notuje linijka.

31 XII 2009   12:48:39

eee. Dobry film byl

03 I 2010   11:23:44

eeee tam ja też uważam, że raczej nie ma na co narzekać i wszyscy co lubią evil dead\'a powinni sie dobrze bawić. Pewnie fajniej byłoby, gdyby efekty nie były generowane na kompie, a jakimiś analogowymi metodami,ale cóż... takie czasy.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Gwiaździsty sztandar ponad wody Newy
Sebastian Chosiński

16 I 2022

To nie proste: z dnia na dzień porzucić dotychczasowe życie (niekoniecznie nawet najszczęśliwsze i najbardziej ustabilizowane) i zacząć nowe w zupełnie innym kraju, tysiące kilometrów od rodzinnych stron. A na to właśnie decyduje się bohaterka dramatu obyczajowego Aleksandra Mołocznikowa „Powiedz jej”, która na dodatek chce zostawić w Rosji męża i zabrać ze sobą ich jedynego syna.

więcej »

Rozwalanie ścian tyłkiem i inne rozterki czterdziestolatków
Agnieszka ‘Achika’ Szady

15 I 2022

Niech nikogo nie zwiedzie kpiarski tytuł recenzji. „Matrix: Zmartwychwstania” jest filmem głęboko symbolicznym i stuprocentowo poważnym.

więcej »

Devs: Odc. 3. W tym szaleństwie jest metoda
Marcin Mroziuk

14 I 2022

Wprawdzie Lily odrzuciła propozycję rosyjskiego szpiega, ale to wcale nie oznacza, że zrezygnuje z prowadzenia prywatnego śledztwa w sprawie śmieci Sergeia. Inną sprawą jest to, że jej zachowanie w tym odcinku początkowo wprawia nas w zdumienie.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Grudzień 2013 (4)
— Sebastian Chosiński, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Kwiecień 2013 (2)
— Ewa Drab, Gabriel Krawczyk

Esensja ogląda: Marzec 2013 (2)
— Grzegorz Fortuna, Alicja Kuciel, Małgorzata Steciak, Agnieszka Szady

Bańki, bajki i porcelanki
— Ewa Drab

W sieci nudy
— Dawid Klimczak

Trudno jest być Spider-Manem
— Tomasz Kujawski

Krótko o filmach: Sierpień-wrzesień 2002
— Artur Długosz, Eryk Remiezowicz

Pająk z duszą
— Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Jak dobrze nam mutantem być
— Jarosław Loretz

Danie w średnim stanie
— Jarosław Loretz

Podboje i wyboje
— Jarosław Loretz

Wątpliwa reklamówka
— Jarosław Loretz

Krok w dobrą złą stronę
— Jarosław Loretz

Zabiedzona flota: Nielotny
— Jarosław Loretz

Kryminalna grabież czasu
— Jarosław Loretz

Anioł w zielonych kaloszach
— Jarosław Loretz

Nazwobójca
— Jarosław Loretz

Siódma dusza po kisielu
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.