Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Guy Ritchie
‹Sherlock Holmes›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSherlock Holmes
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery15 stycznia 2010
ReżyseriaGuy Ritchie
ZdjęciaPhilippe Rousselot
Scenariusz
ObsadaRobert Downey Jr., Rachel McAdams, Jude Law, Mark Strong, Kelly Reilly, Eddie Marsan, James Fox, William Hope
MuzykaHans Zimmer
Rok produkcji2009
Kraj produkcjiAustralia, USA, Wielka Brytania
CyklSherlock Holmes
Czas trwania128 min
WWW
Gatunekakcja, kryminał
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Rozpieprzmy pół Londynu, drogi Watsonie…
[Guy Ritchie „Sherlock Holmes” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Klimat opowieści, that heartless bitch. Trudno racjonalnie uzasadnić, dlaczego się go czuje, a dlaczego nie. „Sherlocka Holmesa” Guya Ritchiego obejrzałem z ogromną, niekłamaną przyjemnością, chociaż nie ma w nim tego, czego zwykle szukam w opowieściach o tym najsłynniejszym z detektywów – specyficznego klimatu właśnie.

Marcin T.P. Łuczyński

Rozpieprzmy pół Londynu, drogi Watsonie…
[Guy Ritchie „Sherlock Holmes” - recenzja]

Klimat opowieści, that heartless bitch. Trudno racjonalnie uzasadnić, dlaczego się go czuje, a dlaczego nie. „Sherlocka Holmesa” Guya Ritchiego obejrzałem z ogromną, niekłamaną przyjemnością, chociaż nie ma w nim tego, czego zwykle szukam w opowieściach o tym najsłynniejszym z detektywów – specyficznego klimatu właśnie.

Guy Ritchie
‹Sherlock Holmes›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSherlock Holmes
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery15 stycznia 2010
ReżyseriaGuy Ritchie
ZdjęciaPhilippe Rousselot
Scenariusz
ObsadaRobert Downey Jr., Rachel McAdams, Jude Law, Mark Strong, Kelly Reilly, Eddie Marsan, James Fox, William Hope
MuzykaHans Zimmer
Rok produkcji2009
Kraj produkcjiAustralia, USA, Wielka Brytania
CyklSherlock Holmes
Czas trwania128 min
WWW
Gatunekakcja, kryminał
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Swego czasu w pewnej książce, której tytułu ni autora już nie pomnę, zetknąłem się z tezą, że miasteczko Nazaret nie istniało za czasów Jezusa i że badania archeologiczne potrafią rzetelnie datować początki tej osady dopiero na okolice drugiego, trzeciego wieku po jego śmierci. Twierdzenie to szło w parze z sugestią, że cała konfuzja związana z brakiem pomienionego miasta na mapach miała swe źródło w mylnej interpretacji określenia Jezus Nazarejczyk, rzekomo odnoszącego się wcale nie do miejsca pochodzenia niechcianego mesjasza, ale do Nazarejczyków, jednego z wielu działających na terenie ówczesnej Palestyny ugrupowań politycznych, do którego miał należeć, i że miasto to na gwałt wybudowano na potrzeby nasilającego się ruchu pielgrzymkowego. Ile prawdy w tych dzikich spekulacjach, trudno mi jednoznacznie orzec, ale niewątpliwie nie byłby to jedyny taki przypadek w historii. Inny wieńczyła 27 marca 1990 roku uroczystość, w trakcie której Przewodniczący Rady Miasta Westminster odsłonił błękitną tabliczkę oznajmiającą każdemu zainteresowanemu, że pod dotąd nieistniejącym numerem 221B przy ulicy Baker Street zaczyna funkcjonować Muzeum Sherlocka Holmesa.
Wielka jest siła literatury.
• • •
Autorem opowieści o znanym detektywie i o wiernym towarzyszu jego błyskotliwych przedsięwzięć, doktorze Watsonie, był urodzony 22 maja 1859 roku w Edynburgu szkocki arystokrata, pisarz i mason na dobitkę, sir Arthur Ignatius Conan Doyle. Szczególnego koloru temu autorstwu dodawał fakt, iż wcale nie uważał on publikowanych w miesięczniku „The Strand Magazine” opowieści za swoje główne osiągnięcie, za podstawowy literacki produkt, który chciał firmować nazwiskiem. Nie ominął go apetyt na bycie pisarzem „poważnym”, na zbudowanie twórczego dorobku z dzieł, które uważał za wartościowe, detektywistyczne opowiadanka traktując jako coś, przy pisaniu czego można od czasu do czasu odpocząć, no i zarobić.
Czytelnicy byli innego zdania, i to bardzo, czego dobrze dowodzi zamieszanie związane z opublikowaniem przez „The Strand” w grudniu 1893 roku opowiadania „The Final Problem”. W jego nomen omen finale Sherlock Holmes i profesor Moriarty zmagają się ze sobą na skarpie nad Wodospadem Reichenbach, by w końcu do spółki spaść w jego czeluści. Doktor Watson, przekonany o śmierci przyjaciela i zdruzgotany tym faktem zarazem, wraca do Londynu. A Doyle ma nadzieję, że – jak pisze w liście do matki – będzie się mógł wreszcie skupić na rzeczach ważnych, a notatnik ze szkicami opowiadań o Sherlocku Holmesie wreszcie gdzieś zakopie.
Wśród wiernych czytelników magazynu (nakład tego literackiego periodyku za jego najlepszych lat wynosił ponad 500 tysięcy egzemplarzy) wybuchła histeria jeszcze większa niż wśród tych, którzy z zapartym tchem śledzili zmagania Jana Skrzetuskiego i dzikiego Bohuna o piękną, czarnobrewą Helenę Kurcewiczównę, gdy nasz wielki pisarz na koniec rozdziału wieńczącego pierwszy tom obecnych książkowych wydań „Ogniem i mieczem” (wtedy powieść ukazywała się w odcinkach w warszawskim dzienniku „Słowo”) zafundował im zdanie: „Bar wzięty!” i tydzień oczekiwania na ciąg dalszy. Do redakcji i do samego autora „sherlocków” napłynęła prawdziwa rzeka listów z prośbami o kontynuowanie opowiadań, rozpaczliwych błagań, kategorycznych żądań i niedowierzań, że to przecież niemożliwe, żeby ON zginął, że jak tak przecież można, że co wy sobie w tej redakcji wyobrażacie, żeby uczciwych Anglików w ten sposób… itd. Nie brakowało tam gróźb kierowanych do Doyle’a i do członków jego rodziny, których miały spotkać takie czy inne nieprzyjemności, jeśli pisarz nie będzie dalej pisał o perypetiach i przewagach ulubionego bohatera czytelników. Doyle uległ, wracając na łamy z „Psem Baskervillów” i idącym w ślad za nim zbiorem opowiadań pod wspólnym tytułem „Powrót Sherlocka Holmesa”.
Wielka jest siła wielbicieli literatury.
• • •
Postać Sherlocka Holmesa miała swój pierwowzór w osobie doktora medycyny, Josepha Bella, wykładowcy na Uniwersytecie Edynburskim, nauczyciela i mentora studiującego pod jego kierunkiem Doyle’a. O ich perypetiach i pierwszych krokach Doyle’a w poznawaniu medycyny sądowej i metody śledczej Bella, która później tak mocno zachwyciła czytelników, opowiada film z roku 2000 pt. „Doktor Bell i pan Doyle”, tudzież o wspólnie przez nich prowadzonym śledztwie w sprawie grasującego po Londynie mordercy, który obok ciał ofiar pozostawiał niewielkie stosy monet i który w końcu dosięgnął także narzeczoną Doyle’a. Nigdy go nie złapano. W epilogu filmu przywołany zostaje cytat ze wspomnień pisarza, który wyznaje, że opowieści o Holmesie były dlań czymś w rodzaju terapii, że pisząc je, chciał odreagować porażkę, jaką obaj z Bellem ponieśli. Powołał do życia detektywa omalże doskonałego, kogoś, komu ów zbrodniarz bez wątpienia by nie uszedł.
Wielka jest siła marzeń.
• • •
Sherlock Holmes to w kulturze popularnej bardzo wysoka półka, bohater formatu Robina Hooda czy Winnetou. Ktoś, kogo znają, a przynajmniej kojarzą niemal wszyscy, nawet jeśli nie obcują z literaturą i nie oglądają filmów. Kino sięgało po ten temat wiele razy i na różne sposoby, co dobrze pokazał niedawno opublikowany na tych łamach artykuł Ranking na premierę: 15 najdziwaczniejszych filmowych wcieleń Sherlocka Holmesa. Dla mnie absolutnie niedoścignionym wzorem, sherlockowskim „metrem z Sevres” był nakręcony w roku 1980 serial „Sherlock Holmes i Doktor Watson”, z Geoffreyem Whiteheadem i Donaldem Pickeringiem w rolach tytułowych. Była to jedyna produkcja, w której znalazłem wzmiankowany we wstępie klimat, bez wątpienia ogromna w tym zasługa muzyki, ale i Londynu, którego w filmie Guya Ritchiego nie znalazłem: Londynu zamglonego, skąpanego w deszczu, oświetlanego gazowymi latarniami, pełnego pustych, mrocznych zaułków. Cichego i w swej cichości groźnego miasta zbrodni ustrojonej w melonik. W tym sensie ta stara produkcja pozostaje nadal na szczycie dokonań kinematografii, gdy idzie o temat Sherlocka Holmesa.
A jednak Guy Ritchie osiągnął coś niezwykłego, coś, co się udawało średnio w poprzednich produkcjach. Złamał stereotyp. Wiadomo, że Holmes uwielbiał się popisywać swoim talentem do dedukcji, nosił specyficzną czapeczkę, pykał fajkę z fantazyjnie pogiętym cybuchem, przeprowadzał rozmaite eksperymenty w swoim domowym laboratorium, a na dobitkę grał na skrzypcach. Ale zapomina się o takich detalach, jak to, że się narkotyzował i że w gruncie rzeczy był socjopatą niezdolnym do utrzymania normalnych stosunków z ludźmi (w tym także związków intymnych z kobietami), człowiekiem niezwykle mocno potrzebującym kotwicy i pośrednika zarazem, które odnalazł w osobie doktora Watsona właśnie, będącego dlań stosowną przeciwwagą. Kimś, kto zapewniał mu elementarną psychiczną stabilność dzięki samej obecności i rozmowom, stanowiąc za jednym zamachem bezcenną podporę w trakcie pogoni za przestępcami; kogoś, kto w razie potrzeby potrafił opatrzyć ranę, a w razie innej potrzeby, jak na uczestnika II wojny afgańskiej przystało, samemu ją zadać.
Ale nie tylko w tym rzecz. Widać w filmie, że postarano się pokazać bohaterów kompleksowo, kreując postacie narzędziem, po które one same sięgały tak często i tak chętnie: żelazną logiką, konsekwentnie ekstrapolując ich tylko wzmiankowane w opowiadaniach cechy na całe sceny. Dało to wielce ciekawe efekty. Skoro – rozumowano całkiem słusznie – w trakcie wykonywania pracy śledczej umysł tego człowieka pracuje jak precyzyjna, niezmordowana maszyna łącząca fakty w łańcuchy logicznych następstw, błyskawicznie formująca konkluzje, dostrzegająca asocjacje niewidoczne dla normalnego człowieka, to jak tenże sam umysł będzie działał, gdy Holmes zrobi tak prozaiczną rzecz, jak pójście do restauracji? Czy będzie umiał zwyczajnie i po prostu czytać menu, od czasu do czasu rzucając okiem po sąsiednich stolikach? Przecież tego niezwykłego zmysłu, tej śledczej i badawczej wyobraźni, tego chłonnego na wszelkie informacje i detale instrumentarium nie da się tak po prostu wyłączyć pstryczkiem. Więc co to będzie? Skoro Holmes tak świetnie odtwarza sekwencje wydarzeń i działań przestępców, skoro tak znakomicie rekonstruuje ich sposób myślenia i czynione przez nich plany, w jaki sposób planuje sam? Co robi, gdy staje w obliczu konieczności podjęcia walki? Zdaje się na instynkt? Na szczęśliwy traf? Czy może raczej wszystko sobie precyzyjnie „rozrysowuje"? Odpowiedzi są w filmie, każdy może ocenić, czy sensowne. Ja uważam je za jego najmocniejszą stronę. Okazuje się, że na poletku przeoranym w tę i we w tę można coś ciekawego wyhodować.
Oczywiście obraz ten jest dzieckiem dzieckiem naszych czasów, płodem współczesnych technik pozostających na usługach kinematografii. Toteż kamery robią efektowne najazdy, a nawet przewrotki, a dzięki „efektom” możemy obejrzeć Most Tower będący jeszcze w fazie budowy, choć już monumentalny i wspaniały, czy niezwykle efektowną rozpierduchę w małej przyrzecznej stoczni. Londyn jest ludny, głośny, zatłoczony, pałace wielmożów piękne i gustowne, femme fatale uwodzicielska, piękna, zmysłowa i szykowna. A w tym wszystkim niemagiczna magia, narodziny epoki praktycznego wykorzystania elektromagnetyzmu, i nasi bohaterowie, którym daleko do flegmatycznych nosicieli meloników i lasek ze srebrną gałką. Twórcy nie przesadzili jednakowoż, toteż mimo scen takich jak ta z Holmesem uczestniczącym w nielegalnej walce niczym Rambo żywcem wyjęty z trzeciej części i wrzucony w XIX wiek, ciągle jest to jednak pokaz nade wszystko siły nie byle jakiego rozumu.
I dobrze.
• • •
Warto na koniec wspomnieć o pewnym smaczku. Jest w filmie Ritchiego krótka scena nawiązująca do biograficznego filmu o Doyle’u i doktorze Bellu. Holmes i Watson szukają informacji o trupie znalezionym w trumnie zmartwychwstałego – jak chcą wszyscy wokół – Lorda Blackwooda, schwytanego uprzednio na próbie złożenia kobiety w ofierze – krwawej, dodajmy dla czystej formalności. Podstawą dociekań, którym obaj przyjaciele się oddają, jest zegarek denata: okolice otworu do nakręcania sprężyny są porysowane, co sugeruje, że właścielowi często trzęsły się ręce; koperta jest mocno sfatygowana, co wskazuje na to, że właściciel nie dbał o czasomierz, nosząc go w kieszeni spodni razem z monetami i kluczami; wydrapana jakimś szpikulcem sygnatura lombardu wskazuje, że zastawiał go, by zdobyć pieniądze. Toczka w toczkę dokładnie takie rozumowanie zaprezentował doktor Bell, wyjaśniając wzburzonemu do żywego Doyle’owi, w jaki sposób wywnioskował, kim był właściciel zegarka, który przyszły pisarz mu wręczył, by sprawdzić jego metodę dedukcji, a który – jak się okazało – odziedziczył po ojcu, znęcającym się nad całą rodziną alkoholiku.
Sympatyczne dialogowe cameo.
• • •
I jeszcze jedno: o ile mnie słuch nie mylił, nie padło w filmie ani razu zdanie: „Elementary, dear Watson”, owa nieśmiertelna fraza, na którą można się było natknąć w innych ekranizacjach, która weszła już chyba na trwałe do języka – potocznego, to pewnie za dużo powiedziane, ale publicystycznego na pewno – a której próżno szukać pośród dzieł Doyle’a.
I sam nie wiem: dobrze to czy źle?
koniec
25 stycznia 2010

Komentarze

25 I 2010   08:19:46

Ciekawie, dobrze napisana recenzja. Właściwe podejście oraz ekspolaracja tematu. Gratuluję.
Sam film - podobnie jak autor - polecam. Przyjemność w najczystszej postaci. Zarówno dla znawców tematu (jak choćby Pan Marcin) jak i "niezaangażowanych" miłośników dobrego filmu (jak ja).

25 I 2010   12:12:23

Witam

Niemal identyczny epizod z zegarkiem występuję także w drugim opowiadaniu sir Artura Conan Doyle'a którego bohaterem jest Sherlock Holmes - "The sign of four" (Znak czterech). Wnioski i podstwy do ich wyciągnięcia są prawie takie same, tylko że zegarek z tego opowiadania należał niegdyś do brata doktora Watsona. Zdumienie Watsona, bezcenne ;)

Pozdrawiam

25 I 2010   13:35:48

Z tego epizodu Nick Rennison w wydanej u nas niedawno "biografii" Sherlocka Holmesa wysnuł całą alkoholową historię brata Watsona. :)

25 I 2010   18:39:24

Widać Doyle nie mógł się uwolnić od tego zegarka.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Moja wielka, grecka tragedia
Agnieszka ‘Achika’ Szady

22 XI 2021

Czy „Eternals” to komiksowa głupotka z wydumanymi na siłę problemami, czy może tragedia na miarę antyczną, w której wybory jednostek mają wpływ na losy milionów? Jedno i drugie? Albo żadne z powyższych?

więcej »

East Side Story: Jak wystarać się o państwowe dotacje?
Sebastian Chosiński

21 XI 2021

Z dużym prawdopodobieństwem, jeśli jakiś chłopiec nie marzył w dzieciństwie o tym, aby w dorosłym życiu zostać strażakiem bądź futbolistą, mogła mu przyjść do głowy… kariera w show-biznesie. O takiej właśnie marzy bohater kinowego debiutu Andrieja Nazimowa „Zagraj ze mną”, który wbrew własnemu nazwisku – Biessławny – chce zostać sławnym aktorem.

więcej »

Squid Game: Odc. 9. Pieniądze szczęścia nie dają
Marcin Mroziuk

19 XI 2021

Dobrze, że finałowa rozgrywka zajmuje zaledwie część ostatniego odcinka, bo w sumie dość łatwo przewidzieć, kto zostanie jej zwycięzcą. A chociaż z zainteresowaniem obserwujemy przebieg późniejszych wydarzeń, to zakończenie stwarzające możliwość kontynuacji tej historii (z której Netflix z pewnością skorzysta) budzi obawy, czy drugi sezon nie będzie dla twórców jedynie odcinaniem kuponów od niebywałej popularności serialu.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (12)
— Jakub Gałka

Genialny socjopata w Londynie
— Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Co cechuje dżentelmena?
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Czerwiec 2017 (3)
— Kamil Witek

Szpiedzy, szpiedzy wszędzie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

W poślubną podróż z Sherlockiem
— Agata Malinowska

Gra, której reguły pojmiesz. Jeśli zechcesz.
— Urszula Lipińska

Łajdacy mniejsi i więksi
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Piosenki Wojciecha Młynarskiego
— Przemysław Ciura, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Marcin T.P. Łuczyński, Konrad Wągrowski

Wracaj, gdy masz do czego
— Marcin T.P. Łuczyński

Scenarzysta bez Wergiliusza
— Marcin T.P. Łuczyński

Psia tęsknota
— Marcin T.P. Łuczyński

Dym/nie-dym i polarne niedźwiedzie na tropikalnej wyspie
— Konrad Wągrowski, Jędrzej Burszta, Marcin T.P. Łuczyński, Karol Kućmierz

Zagraj to jeszcze raz, odtwarzaczu…
— Marcin T.P. Łuczyński

Panie Stanisławie, Mrogi Drożku!
— Marcin T.P. Łuczyński

Towarzyszka nudziarka
— Marcin T.P. Łuczyński

Tom Niedosięgacz
— Marcin T.P. Łuczyński

Filiżanki w zlewie
— Marcin T.P. Łuczyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.