Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Alejandro Amenábar
‹Agora›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAgora
Dystrybutor Forum Film
Data premiery12 marca 2010
ReżyseriaAlejandro Amenábar
ZdjęciaXavi Giménez
Scenariusz
ObsadaRachel Weisz, Max Minghella, Ashraf Barhom, Michael Lonsdale, Rupert Evans
MuzykaDario Marianelli
Rok produkcji2009
Kraj produkcjiHiszpania
Czas trwania127 min
WWW
Gatunekdramat, historyczny, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Młotek na chrześcijan
[Alejandro Amenábar „Agora” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Agora” to film, który miał być miłą odmianą od hollywoodzkiej szkoły reinterpretacji historii. Posiada on jednak większość wad, jakie historyczne superprodukcje zwykły posiadać. Alejandro Amenábar zubaża historię, zubaża ludzi, zubaża wszystko.

Łukasz Twaróg

Młotek na chrześcijan
[Alejandro Amenábar „Agora” - recenzja]

„Agora” to film, który miał być miłą odmianą od hollywoodzkiej szkoły reinterpretacji historii. Posiada on jednak większość wad, jakie historyczne superprodukcje zwykły posiadać. Alejandro Amenábar zubaża historię, zubaża ludzi, zubaża wszystko.

Alejandro Amenábar
‹Agora›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAgora
Dystrybutor Forum Film
Data premiery12 marca 2010
ReżyseriaAlejandro Amenábar
ZdjęciaXavi Giménez
Scenariusz
ObsadaRachel Weisz, Max Minghella, Ashraf Barhom, Michael Lonsdale, Rupert Evans
MuzykaDario Marianelli
Rok produkcji2009
Kraj produkcjiHiszpania
Czas trwania127 min
WWW
Gatunekdramat, historyczny, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Pierwsza scena „Agory”, w której Rachel Weisz w roli antycznej feministki-filozofki Hypatii prowadzi po angielsku wykład dla rozbawionych studentów, perfekcyjnie wprowadza w sztuczny nastrój, z którego nie sposób się otrząsnąć ani na chwilę w trakcie całego seansu. Scenka, która przypomina jakieś współczesne kostiumowe konwersatorium w parku, zabija historyczny klimat na dobre już na samym początku.
Akcja filmu dzieje się na przełomie IV i V wieku w Aleksandrii, która w owym czasie jest stolicą prowincji egipskiej pod panowaniem Teodozjusza I, prochrześcijańskiego cesarza rzymskiego. W tych czasach miasto, słynące przez wieki z największego potencjału intelektualnego, staje się areną krwawych walk między trzema wyznaniami: chrześcijaństwem, judaizmem i pogaństwem. Chrześcijanie obrastają w siłę, gdyż w gronie swych zwolenników posiadają potężnego sojusznika, cesarza. W tych okolicznościach dziejowych splatają się losy kilkorga bohaterów. Ich wzajemna odmienność mogła dawać nadzieję na głębszą analizę fenomenu niepowtarzalnego antycznego konglomeratu.
Wydaje się jednak, że Amenábar rzucił się na zbyt głęboką wodę i nie poradził sobie z ogromem swego przedsięwzięcia. Warstwa wizualna nie powala na kolana, a we fresku historycznym powinna, choćby momentami. Mimo że miał tyle pieniędzy, aby stworzyć antyczne miasto od podstaw, wypada ono dosyć blado. Być może to wina zdjęć, które pokazują filmową Aleksandrię w płaski, nieprzekonujący sposób, a może wina aktorów, którzy nie potrafili wpasować się w antyczny sztafaż. Jednak jeszcze gorzej wygląda sprawa relacji bohaterów, a także ich światopoglądowa ewolucja na przestrzeni lat.
Hypatia jest postacią historyczną. Ta antyczna feministka i kobieta filozof, w realiach niesprzyjających intelektualnej samodzielności kobiet, siłą charakteru i uporem wywalczyła sobie należne jej miejsce w naukowym świecie. Stojąc na uboczu religijnych sporów, z zapałem oddawała się astronomicznym badaniom, gdyż obowiązujący wówczas system Ptolemeusza wydawał się nie wyjaśniać rzeczywistości w zadowalający sposób. Nie chcąc pozostać jedynie kwiatuszkiem do kożucha bardzo obiecującego młodzieńca, Orestesa (Oscar Isaac), odrzuciła jego miłosne awanse niezwykle stanowczo.
Orestes, jej nieodrodny uczeń i przyjaciel, a później namiestnik, jest przykładem świeckiego władcy, który dla dobra ogółu przyjmuje nowe wyznanie. Jednak nie wiemy tak naprawdę, w którym momencie ten wcześniejszy zagorzały przeciwnik chrześcijan przechodzi ową przemianę. Zresztą problem ten w równym stopniu dotyczy pozostałych bohaterów. Synesius (Rupert Evans), kolejny z uczniów Hypatii, na podobnej zasadzie po latach zostaje fanatycznym biskupem. Hypatia z kolei, która na początku dawała jako takie oznaki samodzielności intelektualnej, w drugiej partii filmu jest jedynie zagubioną dziewczynką. Wszyscy bez wyjątku są bardzo mało wiarygodni. Nawet Davus (Max Minghella), niewolnik, który w założeniu miał być chyba najbardziej dynamiczną postacią filmu, ewoluuje dosyć sztucznie, dopasowując się jedynie do zmiennych okoliczności.
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze ideologiczny aspekt filmu. Widać, że reżyserowi bardzo zależy na tym, aby wczesnych chrześcijan pokazać jako pazernych, agresywnych hipokrytów, wręcz barbarzyńców, do grona których lgną najwięksi rozgoryczeni dotychczasowym życiem zupełnie bezrefleksyjni opryszkowie, pałający żądzą zemsty za lata krzywdy i upokorzeń. Natomiast chrześcijańscy hierarchowie to przede wszystkim mizoginistyczni, okrutni karierowicze. Temu dominującemu w filmie wątkowi towarzyszy uczucie największego niedosytu. Bardzo łatwo wyobrazić sobie podobny klimatem film, który porusza sprawę o wiele głębiej i wcale nie mniej ciekawie. Jeżeli reżyser chciał dać upust swym antychrześcijańskim poglądom, mógł równie dobrze, z większą korzyścią dla obiektywności filmu, pokazać proces tworzenia się teologicznego kanonu, podczas którego ojcowie Kościoła akceptowali jedne, a odrzucali inne nauki. Pokłosiem czego stało się wyrzucenie poza nawias wielu odłamów chrześcijaństwa uznawanych za sekty, np. gnostyków. Prawdą jest, że reżyser w niekorzystnym świetle pokazuje i inne wyznania, bo i żydzi, i poganie również uciekają się do przemocy, ale to jednak ideologicznej i politycznej ekspansji chrześcijan poświęca najwięcej czasu. Skądinąd słusznie, bo to właśnie ich czas. Ale przecież ta ekspansja odbywała się na wielu, znacznie ważniejszych polach, o których tutaj nie dowiadujemy się niczego.
Zamiast rozmachu, który powinien pokazać choć w częściowej okazałości, było nie było, największe miasto starożytnego Zachodu, otrzymujemy konformistyczne w formie, najbardziej jak to tylko możliwe łatwostrawne dla anglojęzycznego (czytaj: amerykańskiego) widza filmidło. Skoro jednak, jak można wyczytać w materiałach prasowych, za formalny wzór Amenábar postawił sobie reportaż CNN, trudno się dziwić. W efekcie zamiast miasta, które powinno tętnić życiem kulturalnym, zostaje nam w pamięci obraz infantylnego sporu, w którym przedstawiciele trzech światopoglądów obrzucają się kamieniami jak zgraja – często bardzo okrutnych – idiotów.
koniec
12 marca 2010

Komentarze

12 III 2010   12:56:51

poczekam na oceny tetryków ;]

14 III 2010   01:10:09

A ja się nie zgadzam. Zwłaszcza, że spory toczone w tym czasie o w tym miejscu, jakkolwiek by nie były infantylne, kończyły się właśnie tak. Przesadą zdecydowaną jest oskarżać Amenabara o skłonności antychrześcijańskie, zważywszy, kto w tym filmie pierwszy sięgnął po miecze.

16 III 2010   15:38:12

Ja również się nie zgadzam z krytykiem. Uważam, że film w końcu pokazuje, że wcale nie byliśmy tacy święci i to, że nie tylko inne religie są bardzo brutalne, a my mieliśmy tylko biednych męczenników. Uświadamia, również fakt, że od zawsze tępy, niewykształcony lud był manipulowany od początku świata, a osoby uczone, były przepędzane, mordowane lub tak jak w filmie nazywane czarownicami... Cała prawda.

21 III 2010   21:16:09

Pisać każdy może, nawet recenzje...

21 III 2010   21:53:28

a mnie zastanawia czemu tu tak mało wypowiedzi antyreligijnych, przecież w internecie zwykle widać ogromną i bardzo aktywną nadreprezentację przeciwników Kościoła, zwolenników teorii NWO i kronikarzy porwań przez kosmitów

10 IV 2010   22:23:27

Całkowicie się zgadzam z autorem recenzji !!! Od siebie dodam jeszcze parę spostrzeżeń które nie zostały zawarte w recenzji. Pierwsze to takie, że miasto wygląda w filmie jakby pozbawione było wszelakich rządów. Wszyscy się biją, mordują, obrzucają kamieniami tak jakby nie było władzy prefekta. Pamiętajmy, że władza nie znosi pustki, więc albo rządzi prefekt albo biskup. W ramach powstania czy rewolucji władzę przejmuje druga strona, ale dwuwładzy w jednym miejscu nie ma. Problem koegzystencji dwóch wojujących ze sobą religii na jednym terenie. Jeśli się mordują między sobą to raczej dla bezpieczeństwa izolują się od siebie w swoich rewirach czy gettach a nie przechadzają wspólnie po ulicy. I ostatni denerwujący problem to mało wiarygodne sceny. Scena zwabienia chrześcijan do świątyni, zamknięcia ich tam i obrzucenia kamieniami to jakaś lipa do kwadratu. Tak to można wyłącznie kury do kurnika zagonić. Scena mordów w mieście gdzie wszyscy biegają w kółko graniaste to następny kwiatek. Scena szukania kamieni aby ukamieniować Hepatię to jakieś błazeństwo dla półinteligentów. Film absolutnie nieprzekonywujący. Dodam jeszcze, że zanim trafiłem na powyższą recenzję, przeczytałem kilka innych, katastrofalnie głupich i niedorzecznych. Autora tej recenzji nie znam ale życzę mu aby dalej używał swojego rozumu i nie kierował się porykiwaniem baranów nazywających się recenzentami filmowymi. Może kiedyś będzie tak dobry jak Kałużyński...

11 IV 2010   12:41:24

Nie jestem członkiem żadnej sekty czy też religii, ale dostrzegam nasilającą się w ostatnim czasie antykatolicką, lewacką krucjatę przeciw chrześcijaństwu (BTW jak już wygrają, na miejsce chrześcijaństwa przyjdzie islam i szariat, bo natura nie zna próżni, zobaczymy wtedy antyreligijną "odwagę" tych laickich "inteligentów"), w którą ta szmira doskonale się wpisuje. Ubawiła mnie szczególnie starożytna feministka, no może zabrakło fetyszyzującej obsesji krzyża w stylu Joanny Senyszyn...

18 VII 2010   11:11:48

Filmu jeszcze nie oglądałem ale widzę, że nie jest dobrze. Zamiast oceniać film ludzie zaniżają ocenę ze względu na jego temat.
Recenzent to typowa maruda, przypomina mi gościa który zjechał kiedyś świetną płytę Łony dlatego, że nie zgadzał się z jego poglądami

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zaraza, odc. 5: Boże, czemu nas opuściłeś?
Marcin Mroziuk

7 IV 2020

W piątym odcinku „Zarazy” na pierwszy plan wybija się wreszcie Valerio Huertas, którego czekają teraz wyjątkowo trudne chwile, ale na znaczeniu zyskuje też Luis de Zúñiga, a ponadto sporo emocji dostarcza nam dochodzenie prowadzone przez Mateo. Widzowie z pewnością więc nie będą narzekać na nudę.

więcej »

Spiesz się powoli!
Sebastian Chosiński

6 IV 2020

Brian De Palma nikomu już nic nie musi udowadniać. Ma już niemal osiemdziesiąt lat na karku i nakręcił wystarczająco dużo arcydzieł, aby zajmować poczesne miejsce w panteonie najwybitniejszych reżyserów XX wieku. Właśnie, XX, bo w XXI radzi już sobie znacznie gorzej. Oparty na scenariuszu Norwega Pettera Skavlana thriller „Domino” nie pozwala, niestety, zmienić tego zdania.

więcej »

East Side Story: A mógł do końca życia grać w szachy
Sebastian Chosiński

5 IV 2020

Nie ukrywam, że po słabych produkcjach fantastycznonaukowych i sensacyjnych, jakie były przeze mnie omawiane w poprzednich odsłonach „East Side Story”, sięgnięcie po film stricte historyczny miało być odwróceniem tych negatywnych tendencji. Niestety, „Lenin. Nieuchronność” Władimira Chotinienki okazał się przydługim szkolnym brykiem, na dodatek całkowicie pozbawionym napięcia.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Skandal i szczypta szaleństwa
— Łukasz Kustrzyński

Tacy sami
— Michał Chaciński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.