Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Stephen Sommers
‹Van Helsing›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułVan Helsing
Dystrybutor UIP
Data premiery7 maja 2004
ReżyseriaStephen Sommers
ZdjęciaAllen Daviau
Scenariusz
ObsadaRobbie Coltrane, Kate Beckinsale, Hugh Jackman, David Wenham, Richard Roxburgh, Josie Maran, Samuel West, Silvia Colloca, Elena Anaya, Will Kemp
MuzykaAlan Silvestri
Rok produkcji2004
Kraj produkcjiUSA
WWW
Gatunekfantasy, groza / horror, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Pójdź, przyjacielu, wąpierza będziem łowić...
[Stephen Sommers „Van Helsing” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Film przezornie pozbawiono jakiejkolwiek głębi filozoficznej, próżno tu szukać większych rozterek duchowych, słowem - całkiem niezła, choć momentami przejaskrawiona, przygodówa o najsłynniejszym z wampirów i o jego pogromcy w kapeluszu, który to element odzienia już od czasów Indiany Jonesa znamionuje w kinie rogatą duszę.

Marcin T.P. Łuczyński

Pójdź, przyjacielu, wąpierza będziem łowić...
[Stephen Sommers „Van Helsing” - recenzja]

Film przezornie pozbawiono jakiejkolwiek głębi filozoficznej, próżno tu szukać większych rozterek duchowych, słowem - całkiem niezła, choć momentami przejaskrawiona, przygodówa o najsłynniejszym z wampirów i o jego pogromcy w kapeluszu, który to element odzienia już od czasów Indiany Jonesa znamionuje w kinie rogatą duszę.

Stephen Sommers
‹Van Helsing›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułVan Helsing
Dystrybutor UIP
Data premiery7 maja 2004
ReżyseriaStephen Sommers
ZdjęciaAllen Daviau
Scenariusz
ObsadaRobbie Coltrane, Kate Beckinsale, Hugh Jackman, David Wenham, Richard Roxburgh, Josie Maran, Samuel West, Silvia Colloca, Elena Anaya, Will Kemp
MuzykaAlan Silvestri
Rok produkcji2004
Kraj produkcjiUSA
WWW
Gatunekfantasy, groza / horror, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Zaraz po wejściu do kina i cierpliwym przeczekaniu kolejnych błyskotliwych reklam: a to kawy Nescafe, a to jakiegoś antyperspirantu dla skrzypaczek, przyszła mi do głowy myśl płocha: czy też czasem kompletnie mnie nie powaliło, że zapłaciłem za film o wampirach i teraz przyjdzie jeszcze kawał czasu i sporo uwagi im poświęcić. Nie będę ukrywał - tego gatunku obrazy mijam BARDZO szerokim łukiem, a powód jest prozaiczny i bardzo, ale to bardzo banalny: ja po prostu nie cierpię tego szajsu i tyle. Guzik mnie przy tym obchodzi, czy film takowy popełnił wielki Samochód Coppola czy ktoś inny, czy bryluje w nim Tom Cruise czy Wesley Snipes - wsio rawno.
Tym większym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że zwiastun filmu jednak mnie do premierowego seansu zachęcił, a już "siurprajz" największy przeżyłem oglądając go wreszcie w pełnej krasie. Okazało się, że to naprawdę przyzwoite widowisko, z wieloma mocnymi punktami, choć oczywiście nie brak im stosownej przeciwwagi.
Film troszkę trąci "Ligą Niezwykłych Dżentelmenów", bo zastosowano ten sam myk, polegający na umiejętnym spleceniu kilku znanych historii i motywów w jedną opowieść. Pojawia się tu i osławiony monarcha wampirów, hrabia Dracula, i panowie Jekyll i Hyde w jednej pokracznej, obleśnej osobie, i doktor Frankenstein ze swoim humanoidem, co tworzy w filmie osobliwy melanż. Oczywiście na każdego z wymienionych poluje nasz bohaterski łowca, Abraham Van Helsing, odgrywany przez Hugh Jackmana.
Obsada zresztą jest naprawdę jak należy. Bohater główny to urodziwy facet, z długimi piórami, szczupłą, porośniętą kilkudniowym zarostem szczeną, zawadiackim kapeluszem skrywającym twarde spojrzenie, w długim skórzanym płaszczu i rękawicach, z podejściem do wykonywanego zawodu troszkę ironicznym i luzackim, acz szalenie skutecznym zarazem. Oczywiście, jak na tego typu bohatera przystało, ma swoją życiową tajemnicę, którą stara się rozwikłać i robi to w jedyny sposób, jaki zna – zajmując się sumiennie wybranym rzemiosłem, które - a jakżeby inaczej? - powierzyło mu tajne bractwo, działające w strukturach hierarchii watykańskiej i z iście ludlumowskimi aspiracjami czuwające nad losem świata.
Cóż, tak znakomity "hero" nijak się obejść nie może bez stosownej kobiety. Niewiasta owa to drugi BARDZO mocny - przynajmniej dla mnie - element filmowego obrazu, skupiający sporo standardów w jedną, niezwykle atrakcyjną osóbkę. Odgrywana przez znaną z głównej roli kobiecej w "Pearl Harbor" Kate Beckinsale postać Anny jest w tym filmie absolutnym klejnotem, o znakomitej figurze, umiejętnie podkreślonej przez stosownie obcisłe tu i ówdzie wdzianko, z burzą bajecznych brązowych loków, nienagannym makijażem (czasem kapinkę nazbyt nienagannym, ale o tym nieco niżej), oczywiście z charakterem skocznej amazonki, świetnie władającej wielorakim orężem. Rzec by się chciało: prawdziwy brylant w spódnicy, gdyby nie to, że nasza niezwykła i szlachetnie urodzona bohaterka nosi zamiast kiecek bardzo twarzowe spodnie i wysokie buty, kojarzące się panom z... Już wy tam dobrze wiecie z czym...
Wreszcie trzecia postać, wspaniale wpasowana między tych dwoje, to znany z "Władcy Pierścieni" David Wenham czyli nieszczęsny Faramir we własnej osobie, tutaj kreujący Carla, bardzo sympatycznego i nieco safandułowatego braciszka zakonnego - kreacja "habicia" to dla Davida nie pierwszyzna, bo ma już na koncie główną rolę w filmie "Molokai - historia ojca Damiana". Carl towarzyszy Van Helsingowi w jego podróży do znanej i lubianej krainy Transylwanii, aby wspomóc go swą wiedzą i podrzucaną co raz to inną bronią. No i oczywiście - jak się można było zresztą spodziewać - by być czujnym okiem bractwa siedzącego w Watykanie i mieć pieczę nad całym interesem.
Kolejny mocny punkt filmu, który chyba miał najmocniejszy wpływ na to, że w ogóle nań do kina polazłem, to "miodność" - ten termin znam z recenzji gier komputerowych i zdaje mi się tu akuratny - i staranność wykonania, którą zresztą można było docenić już w poprzednich produkcjach reżysera, Stephena Sommersa - chodzi oczywiście o remake’i filmu poruszającego inny sztandarowy temat: "Mumię" i "Powrót Mumii".
Efekty specjalne naprawdę już dobrze się zakorzeniły w filmach, ale takie twierdzenie to dziś truizm, więc dość o tem. "Van Helsing" jest po prostu kolejnym spektaklem, któremu pięknie posłużyły, bo film naszpikowano a to efektownymi i groteskowymi należycie potworami, a to szybkimi i dynamicznymi, często wręcz karkołomnymi przejściami obrazu, przeróżnymi huśtawkami i wygibasami kamery, a to znowu monumentalnymi pejzażami, ogromniastymi zamczyskami, wreszcie numerami takimi jak chodzenie do góry nogami w wykonaniu Draculi, czy latanie naszych bohaterów na linach, na przepastnych wysokościach stylem iście tarzanowskim.
Dźwiękowcy również zrobili, co do nich należało, bo łomot i zgiełk króluje w filmie, towarzysząc bardzo dynamicznym sekwencjom walki z potworami. Muzyka jest stosownie pompatyczna i głośna, z chórami i sekcjami dętymi jak się patrzy (czy raczej słucha :)).
Jest tu trochę znanych motywów, wplecionych umiejętnie w fabułę, zaczerpniętych już to z innych obrazów filmowych, już to z literatury. Przykładem tego jest scena, która mnie ubawiła chyba najmocniej, a mianowicie osobliwa "odprawa" w podziemiach Watykanu, gdzie Van Helsing, toczka w toczkę tak jak znany wszystkim agent "nazywam się Bond, James Bond", otrzymuje przeróżne gadżety, cudowne bronie, wytwór pracujących tam cierpliwie zakonników-wynalazców.
Film łączy - jako się rzekło - sporo klasycznych motywów. Przede wszystkim chodzi oczywiście o osobę wołoskiego hospodara, władającego w XV wieku (konkretnie w latach 1430-1477) Wołoszczyzną, Mołdawią i Transylwanią (to ta kraina naturalnie najmocniej się dziś kojarzy), Vlada IV, zwanego Tepesem (′Wbijacz na pal′), który bardziej był znany pod imieniem "Syn smoka" czyli Dracula (draco po łacinie oznacza smoka, zaś tatuś naszego udzielnego władcy owego gada miał w swoim herbie), okrutnika, który był klasą sam dla siebie - zgładził psubrat co najmniej sto tysięcy ludzi, najczęściej każąc ich wbijać na pale, choć nie stroniąc bynajmniej od ścinania, ćwiartowania, wieszania i palenia żywcem na stosie
Znana jest anegdota o tym, że razu pewnego jechał Vlado z biskupem pomiędzy trupami jakiś czas temu ponadziewanych ludzi i hierarcha zaczął narzekać, że straszny smród atakuje mu nozdrza. Okrutny władca natychmiast nakazał zastrugać dla niego palik, tym razem nieco wyższy niż pozostałe, i nadziać szanownego biskupa na tyle wysoko, by mógł się cieszyć świeżym powietrzem. Cóż, makabra w najbardziej klasycznym wydaniu, która długo jeszcze po śmierci Vlada panowała w Europie i na dobrą sprawę nie przeminęła po dziś dzień.
Oczywiście osoba hrabiego w filmie jest kolejną, rozbudowaną i zmienioną co prawda, kalką postaci stworzonej w XIX w. przez irlandzkiego pisarza Brama Stokera, który wykreował żądnego krwi wampira na bazie owej piętnastowiecznej opowieści o arcysadystycznym władcy. Po śmierci hrabia rzekomo wstawał sobie z grobu i ożywał, oczywiście mogąc to uczynić dzięki makabrycznym praktykom wysysania krwi z ofiar - co z kolei śmiało można uznać za echo powszechnej świadomości i przekonania ludzi, jak życiodajnym, cennym i niezwykłym płynem jest krew człowieka.
Pojawia się w filmie również osoba frankensteinowskiego potwora, którego losy - inaczej oczywiście niż historii pióra Mary W. Shelley - splatają się z osobą Draculi, zaś kluczem do całej sprawy jest życiodajna moc tej stworzonej ręką człowieka istoty, moc pozwalająca ziścić marzenie Draculi o przedłużeniu jego specyficznego gatunku, o tchnięciu życia w nietrwałe potomstwo.
Oczywiście, żeby już był komplet, nie brak również wilkołaków, które efektownie porastają lub zrzucają sierść pod wpływem księżycowego światła, co oczywiście znakomicie odpowiada dość powszechnym wśród ludzi wierzeniom o istnieniu takich istot.
Ale dość o mitach, pora trochę ponarzekać, bo oczywiście nie brak tu skaz i kiksów. "Van Helsing" to w końcu film akcji - odpowiednią dawkę charakteryzujących ten gatunek środków musiał mieć zaaplikowaną i już - nawet jeśli są momentami przesadzone naprawdę srodze. Nasi bohaterowie są rzucani o ściany, spadają z drzew odbijając się od konarów i lądując bez większych szkód na nogach, wypadają z okien, lądują z hukiem to tu, to znów tam, głownie pośród jakichś twardych i ostrych sprzętów, absorbują podczas zmagań dość pokaźne ilości solidnych kopnięć i walnięć - i właściwie nic z tego nie wynika, uszczerbek ponoszą niewspółmiernie mały w stosunku do przeżywanych trudności.
Na szczególną uwagę w tym względzie zasługuje nasza piękna Anna, która po solidnych burdach z udziałem narzeczonych Draculi (wampirzyc oczywiście, nie muszę chyba wspominać) ma bez przerwy nienaganny makijaż, a także idealną fryzurę, zaś dekolt wciąż opina to, co powinien i jak powinien. Sporo jest w filmie takich "przegięć", a już szczytem przesady jest moment, w którym konie, w liczbie sześciu sztuk zaprzęgniętych parami, ciągnące dość pokaźnych rozmiarów i wagi karetę, przeskakują w biegu solidną dziurę w moście (a właściwie nie dziurę, lecz formalny brak mostu na kluczowym odcinku), wiszącym nad odpowiednio głęboką przepaścią, czyniąc to jeszcze z wirującym gdzieś w powietrzu Van Helsingiem. Są to tylko przykłady różnych takich ozdobników, które koniecznie miały być efektowne, nawet kosztem elementarnego wręcz realizmu.
Niemniej da się braki przeżyć, nie powinny popsuć dość przyzwoitej zabawy, ot w sam raz na piątkowy wieczór. Film przezornie pozbawiono jakiejkolwiek głębi filozoficznej, próżno tu szukać większych rozterek duchowych, słowem - całkiem niezła, choć momentami przejaskrawiona, przygodówa o najsłynniejszym z wampirów i o jego pogromcy w kapeluszu, który to element odzienia już od czasów Indiany Jonesa znamionuje w kinie rogatą duszę.
Można obejrzeć.
koniec
9 maja 2004

Komentarze

31 X 2010   22:59:13

"Wbijacz na pal"?! Po polsku to się "Palownik" nazywa.
A film jest zły w najgorszy możliwy sposób - jest nudny, aktorzy grają z zażenowanymi minami, a głupszych dialogów dawno nie słyszałam.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: A mógł do końca życia grać w szachy
Sebastian Chosiński

5 IV 2020

Nie ukrywam, że po słabych produkcjach fantastycznonaukowych i sensacyjnych, jakie były przeze mnie omawiane w poprzednich odsłonach „East Side Story”, sięgnięcie po film stricte historyczny miało być odwróceniem tych negatywnych tendencji. Niestety, „Lenin. Nieuchronność” Władimira Chotinienki okazał się przydługim szkolnym brykiem, na dodatek całkowicie pozbawionym napięcia.

więcej »

Zaraza, odc. 4: Niezbadane są ścieżki Pana
Marcin Mroziuk

3 IV 2020

Zbiorowe groby po brzegi wypełnione ciałami zmarłych na dżumę i szpitale niemogące pomieścić chorych (którym zresztą niewiele można pomóc) – takich widoków nie brakuje w czwartym odcinku, ale należało się ich spodziewać w zasadzie już od początku serialu. Rozszerzająca się epidemia to jednak zaledwie jeden z czynników, które sprawiają, że z coraz większym napięciem obserwujemy rozwój wydarzeń na ekranie.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Cios w jądro ciemności
Sebastian Chosiński

1 IV 2020

Przyznam, że długo się wahałem, czy omawiać w tej rubryce filmy powstałe w czasach stalinowskich, będące apologią dyktatora. Z drugiej strony jednak, skoro one także są „klasyką kina radzieckiego” (choć niekiedy niechcianą), to dlaczego się od nich odżegnywać. Poza tym dzisiaj jest ważny dzień. Prima aprilis! I choćby z tego powodu mogę sobie pozwolić na monumentalną „Bitwę stalingradzką” Władimira Pietrowa z końca lat 40. XX wieku.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Inne recenzje

Film przywracający wiarę
— Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Plastikowe żołnierzyki
— Ewa Drab

Mumia powraca… z niczym
— Michał Chaciński

Tegoż autora

Piosenki Wojciecha Młynarskiego
— Przemysław Ciura, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Marcin T.P. Łuczyński, Konrad Wągrowski

Wracaj, gdy masz do czego
— Marcin T.P. Łuczyński

Scenarzysta bez Wergiliusza
— Marcin T.P. Łuczyński

Psia tęsknota
— Marcin T.P. Łuczyński

Dym/nie-dym i polarne niedźwiedzie na tropikalnej wyspie
— Konrad Wągrowski, Jędrzej Burszta, Marcin T.P. Łuczyński, Karol Kućmierz

Zagraj to jeszcze raz, odtwarzaczu…
— Marcin T.P. Łuczyński

Panie Stanisławie, Mrogi Drożku!
— Marcin T.P. Łuczyński

Towarzyszka nudziarka
— Marcin T.P. Łuczyński

Tom Niedosięgacz
— Marcin T.P. Łuczyński

Filiżanki w zlewie
— Marcin T.P. Łuczyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.