Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Jonathan Glazer
‹Sexy Beast›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSexy Beast
Dystrybutor Solopan
Data premiery22 czerwca 2001
ReżyseriaJonathan Glazer
ZdjęciaIvan Bird
Scenariusz
ObsadaRay Winstone, Ben Kingsley, Ian McShane
MuzykaRoque Bańos
Rok produkcji2000
Kraj produkcjiHiszpania, Wielka Brytania
Czas trwania88 min
WWW
Gatunekkomedia, kryminał
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Bestia dopadnie każdego
[Jonathan Glazer „Sexy Beast” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Brytyjski film gangsterski. Te trzy słowa miały jeszcze niedawno zupełnie inny wydźwięk niż dziś.

Michał Chaciński

Bestia dopadnie każdego
[Jonathan Glazer „Sexy Beast” - recenzja]

Brytyjski film gangsterski. Te trzy słowa miały jeszcze niedawno zupełnie inny wydźwięk niż dziś.

Jonathan Glazer
‹Sexy Beast›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSexy Beast
Dystrybutor Solopan
Data premiery22 czerwca 2001
ReżyseriaJonathan Glazer
ZdjęciaIvan Bird
Scenariusz
ObsadaRay Winstone, Ben Kingsley, Ian McShane
MuzykaRoque Bańos
Rok produkcji2000
Kraj produkcjiHiszpania, Wielka Brytania
Czas trwania88 min
WWW
Gatunekkomedia, kryminał
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Widzom, którzy w ostatnich latach raczej omijali brytyjskie kino, zapewne nadal kojarzą się z serią znakomitych, „twardych” brytyjskich filmów z ostatniego ćwierćwiecza – „Get Carter” Mike’a Hodgesa, „The Italian Job” Petera Collisona, „Villain” Michaela Tuchnera, „The Krays” Petera Medaka, „The Long Good Friday” Johna Mackenzie. Tymczasem wystarczyły 2 krótkie lata, by określenie „brytyjski film gangsterski” zdewaluowało się niemal całkowicie. Wszystkiemu winien Guy Ritchie.
Niespodziewany sukces „Porachunków” („Lock, Stock and Two Smoking Barrels”), świetnego debiutu Guya Ritchie sprzed 3 lat, pociągnął za sobą dosłownie zalew podobnych produkcji. Reakcję brytyjskich twórców na „Porachunki” można porównać do reakcji naszej rodzimej branży filmowej w latach 90. na niespodziewany sukces pierwszych filmów Pasikowskiego (analogia jest zresztą tym wyraźniejsza, że filmy Pasikowskiego wydają się równie pokrewne wrażliwości Tarantino z pierwszej połowy lat 90., co oba filmy Guya Ritchie – obaj panowie doczekali się zresztą zarzutów o kopiowanie Tarantino). Nagle cała grupa młodych reżyserów zapragnęła upiec podobne ciasto z podobnych składników. Problem w tym, że większość z nich nie tylko nie miała do opowiedzenia równie interesujących historii, ale pozbawiona była też reżyserskiego i wizualnego wyczucia Guy’a Ritchie (Ritchie spotykał się z różnymi zarzutami pod swoim adresem – a to, że nie proponuje nic poza czystą rozrywką, a to że nie wprowadza wiele nowego do utartych gangsterskich formuł – jednak niewielu odmawiało mu wyczucia tempa narracji, stylu prezentacji i talentu do tworzenia ciekawych postaci). W rezultacie brytyjskie kina w krótkim czasie zalała seria gangsterskich produkcji Made in Britain, z nielicznymi wyjątkami fatalnie przyjętych przez krytyków i zignorowanych przez widzów: „Love, Honour and Obey”, „Circus”, „Essex Boys”, „24 Hours in London”, „Going Off, Big Time”, „It Was an Accident”, „Gangster No. 1” itp. Brytyjczycy „doczekali się” nawet telewizyjnego serialu, opartego na „Porachunkach” – „Lock, Stock and …”). Gdy zapowiadało się, że brytyjskie kino gangsterskie (przynajmniej to kręcone bez udziału Ritchiego) zeszło na psy, pojawił się wreszcie film, na który warto było w tym nurcie czekać. „Sexy Beast” należy niezwłocznie dopisać do listy kluczowych, oryginalnych brytyjskich osiągnięć kina gangsterskiego, wspomnianych w pierwszym akapicie.
Jonathan Glazer pochodzi z tej samej szkoły, z której wywodzi się Guy Ritchie – przez lata realizował telewizyjne reklamy i teledyski (m.in. dla Radiohead, Massive Attack, Jamoroquai, Blur). Stąd widoczne u obu reżyserów doskonałe opanowanie warsztatu filmowego. Mam jednak wrażenie, że „Sexy Beast” tyle samo z Ritchiem łączy, co dzieli. Nie jest to film, który epatuje drastycznymi składnikami (tych kilka ujęć przemocy jest wykorzystanych raczej impresyjnie), nie kładzie też nacisku głównie na fabułę. „Sexy Beast” to przede wszystkim kilkurundowy pojedynek charakterów, w którym Glazer doskonale wykorzystuje przyzwyczajenia widza do wizerunku znanych postaci.
Trzy główne role w filmie zagrali dobrze znani na Wyspach Ben Kingsley, Ray Winstone i Ian MacShane. Wizerunek każdego z nich jest utarty, toteż Glazer sprytnie powierza każdemu rolę sprzeczną z oczekiwaniami widza. Ray Winstone to od kilku lat praktycznie jednoosobowa instytucja brytyjskiego kina. Kojarzony głównie z rolami twardych, groźnych, często niezrównoważonych emocjonalnie gburów, zaczyna tutaj swoją rolę od typowego monologu, jednak zaledwie kilka minut później orientujemy się, coś jest nie tak: tym razem Winstone jest ofiarą, nie prześladowcą. Ben Kingsley – dla wielu widzów model spokoju i godności – okazuje się tym razem twardym kryminalistą z cechami psychopaty. Dzięki skojarzeniom z poprzednimi postaciami w karierze aktora, jest w tej roli jednocześnie coś przerażającego i podskórnie śmiesznego. Ian MacShane, kojarzony głównie z rolą telewizyjnego mydłka (serial „Antykwariusz Lovejoy”) w typie ulubieńca starszych pań (powiedzmy młodszy o dwie dekady Roger Moore), znakomicie wciela się w uosobienie bezdusznego gangstera. Klasa tego typu filmów, kładących nacisk przede wszystkim na postaci i dialogi, jest zawsze uzależniona od umiejętności aktorów odtwarzających główne role. Kingsley, Winstone i MacShane wywiązali się ze swoich zadań doskonale. Największym zaskoczeniem jest tu chyba metamorfoza Bena Kingsleya – niezwykła do tego stopnia, że nie zdziwię się, jeśli pod koniec roku występ Kingsleya znajdzie się na liście najważniejszych ról po obu stronach oceanu.
Odmienna od podejścia Guy’a Ritchie wydała mi się też (być może paradoksalnie) realizacja. Podobnie jak produkcje Ritchiego, „Sexy Beast” to film znakomity technicznie, miałem jednak ciągle wrażenie, że Glazer nadaje swoim zabiegom realizacyjnym więcej „ciężaru”. W filmie mamy wprawdzie chwilami bardzo szybki montaż, jednak jest to zwykle montaż statycznych, dobrze skonstruowanych obrazów. Kamera rzadko jest rozbiegana, częściej spokojnie prezentuje obraz, wydobywając z niego ładną paletę barw, czy wysmakowaną kompozycję. Tam gdzie Ritchie zaskakuje przede wszystkim fabułą i technicznym fajerwerkiem, Glazer wywołuje wrażenie estetyczne i przez to zdaje się komunikować raczej odczucia postaci, niż tylko gratulować sobie opanowania filmowego warsztatu. Przykładem niech będzie scena napadu na firmę depozytową. Glazer ostentacyjnie pomija tutaj potencjalny ładunek sensacyjny wydarzeń i daruje sobie możliwość ekscytującej orkiestracji. Zamiast tego, jakby w duchu Polańskiego, koncentruje się na surrealizmie sytuacji. Mało ważne staje się logiczne uzasadnienie akcji (metoda włamania jest przecież absurdalna – nawet niewyszukany sygnał alarmowy musiałby zareagować na wibrację, zmianę nacisku na podłoże, czy nagły ruch w pomieszczeniu) – znacznie ważniejsze jest przekazanie odczuć bohatera przez przedstawienie dziwacznego podwodnego krajobrazu z banknotami pływającymi wokół włamywaczy niczym ryby.
Proponuję też przyjrzeć się temu jak subtelnie Glazer prezentuje widzowi kolejne postacie – Gal jest protagonistą, jednak reżyser nie pozwala nam całkowicie „wpasować się” w tę postać – taki drobiazg jak głośny monolog na ekranie stawia przecież malutki znak równości między Galem a psychopatycznym Donem. Z kolei Terry’ego poznajemy w opowieści Dona jako uosobienie zła, jednak fakt że opowieść snuje niezrównoważony psychopata pozwala wątpić w nieludzki obraz londyńskiego gangstera. Glazer bez przerwy każe nam na nowo oceniać postacie i sytuacje, nie pozwalając poczuć się pewnym znaczenia tego, co widzimy na ekranie. (Nawet grająca w tle muzyka ma tutaj duże znaczenie1)) W jakiś dziwny sposób stawia to widza w sytuacji podobnej do sytuacji Gala – w całkowitej niepewności co do własnej pozycji.
Jak wspomniałem, Glazer kładzie nacisk przede wszystkim na pojedynek charakterów. W tym sensie przedstawiona historia mogłaby być umiejscowiona w dowolnym czasie i dowolnym miejscu – sam pojedynek jest przecież uniwersalny. To kolejna cecha, odróżniająca Glazera od kina Ritchiego, niewolniczo przywiązanego do londyńskiego East Endu i uzależnionego przede wszystkim od pomysłowej prezentacji skomplikowanej fabuły. U Glazera akcja jest wyjątkowo prosta, za to nacisk na relację między postaciami przychodzi na myśl Davida Mameta, czy, za jego pośrednictwem, Harolda Pintera. Mniej ważne są tu wydarzenia, znacznie ważniejsze twarze – pełne półcieni i bruzd, fotografowane w charakterystyczny sposób, jakby były maskami, które oddzielają widza od twarzy prawdziwych osób. W niejasnych sytuacjach postaci ważne są też ciągłe słowne podchody – każde słowo, każde zdanie trzeba dokładnie ważyć.
W duchu Mameta i Pintera wydaje się również być sam tytuł – wieloznaczny, niewyjaśniony przez treść filmu. Seksowną bestią może być Gal (ten ironiczny sposób przedstawienia go w czołówce), może być Terry (wprowadzony do opowieści jako mityczna, nieomal boska postać londyńskiego półświatka – prezentacja w duchu Keysera Soze), może nią być Don (kierowany przecież pożądaniem), ale może również filmowy diabeł ze snów Gala, symbolizujący konsekwencje przestępczego życia, prześladujące głównego bohatera (w wyobraźni Gala diabeł zastępuje najpierw Dona, a następnie Terry’ego – oba ogniwa łączące Gala z brytyjskim światem przestępczym). W każdym razie w miarę rozwoju opowieści okazuje się, że każdy ma tutaj swoją seksualną agendę. Na życie każdej postaci zasadniczy wpływ ma czyjaś seksualna przeszłość.
Warto też zauważyć, że w „Sexy Beast” wszystkie wydarzenia dotyczące bohatera mają swoje źródło w seksie o wyraźnych podtekstach homoseksualnych. Dwuznaczne jest już samo imię i nazwisko bohatera – Gal Dove. Gal to w potocznym angielskim „dziewczyna” lub „kobieta”, Dove to „gołębica”. Don rzuca Galowi w czasie jednej z konwersacji, że go „kocha”. Jak wiemy też z jego wyznania, Don z powodu konsternujących przeżyć seksualnych nie może zapomnieć o Jackie (paradoksalnie – z heteroseksualnego związku z Jackie wspomina penetrację analną). To z jej powodu odwiedza w Hiszpanii Gala (kwestia zlecenia Terry’ego okazuje się wymówką). Już z opowieści Dona dowiadujemy się też, że faktyczną przyczyną wszystkich filmowych zdarzeń jest Terry, planujący napad na firmę depozytową, z której właścicielem łączy go niewyjaśniony, najwyraźniej seksualny związek. Okazuje się zatem, że oglądamy film o gangsterach, w którym motorem wydarzeń jest homoseksualne pożądanie.
Ponownie podobne skojarzenia dotyczące źródeł stylistyki – śladem Pintera i Mameta, Glazer prezentuje widzowi wszystkie kawałki układanki powoli, z różnych punktów widzenia, w cudzych opowieściach, po czym odmawia pomocy w złożeniu ich w jedną całość. Widz pozostaje sam z pytaniem o znaczenie wszystkich odniesień. Moja prywatna, robocza interpretacja (rezerwuję sobie prawo do jej zmiany po kolejnych seansach) jest taka, że dla Gala nie ma ucieczki od gangsterskiej przeszłości. Wprawdzie udało mu się pokonać Dona, ale to tylko pozorne zwycięstwo. Ostatecznie Gal tak czy inaczej wziął udział w napadzie w Anglii. Terry wykorzystał go zatem zgodnie z zamierzeniami, po czym dał na końcu do zrozumienia, że Gal nie ma żadnej kontroli na sytuacją. Jeśli Don i Terry symbolizują kryminalną przeszłość, która upomniała się o Gala, końcowa scena z diabłem roztrzaskującym trumnę, w której widzimy ciągle żywą postać Dona oznacza, że to bynajmniej nie koniec problemów Gala. Nie da się tak po prostu zerwać z tym typem ludzi i tym typem profesji. Nadejdzie pora na kolejną „prostą robotę”. Wbrew przeświadczeniu bohatera, wbrew prezentacji sielankowego obrazu nad hiszpańskim basenem, problemy Gala dopiero się rozpoczęły.
„Sexy Beast” jednocześnie śmieszy, straszy, zaskakuje i zachwyca dziesiątką niespodziewanych drobiazgów. W moich oczach film zrehabilitował nurt brytyjskiego kina gangsterskiego, wyrywając gatunek z rąk naśladowców kogokolwiek, kto przed nimi odniósł sukces. Wygląda na to, że Jonathan Glazer, podobnie jak postacie z jego filmów, to wreszcie czysty oryginał.
koniec
1 lipca 2001
1) Jak można oczekiwać od reżysera znakomitych teledysków, połączenie obrazu z muzyką jest w filmie jednocześnie zaskakujące i komplementarne w stosunku do fabuły. W opowieści o sile kryminalnej przeszłości Glazer znalazł prosty sposób na symboliczne oddanie rozwoju sytuacji za pomocą motywów muzycznych – w czołówce słyszymy radośnie rockendrolowe The Stranglers, wraz z monologiem bohatera jasno sygnalizujące chęć odcięcia się od Gala od całej brytyjskiej kryminalnej przeszłości. W trzecim akcie, w którym Gal musi zaakceptować przewagę gangsterskiego establishmentu i własną porażkę, nie ma już miejsca na buntownicze kawałki – przedstawicielom półświatka tradycyjnie towarzyszy ktoś z branży – Dean Martin.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Diablęta, których boją się anarchiści
Sebastian Chosiński

18 IX 2019

Chyba mało kto spodziewał się, włącznie z samym reżyserem, że największym sukcesem komercyjnym Ormianina Edmonda Keosajana będzie sequel niemego awanturniczo-przygodowego obrazu o „czerwonych diablętach” – grupie nastolatków walczących w czasie wojny domowej w Rosji z „czarnymi” i „białymi”. Nowa wersja tej opowieści, nakręcona w 1966 roku, otrzymała miano „Nieuchwytnych mścicieli” i okazała się początkiem trylogii.

więcej »

East Side Story: Gdzie Rzym, gdzie Krym… a gdzie Władywostok
Sebastian Chosiński

15 IX 2019

Po ośmiu latach przerwy na ekrany telewizorów powrócił w dwóch pełnometrażowych filmach pułkownik Siergiej Michajłowicz Diedow – weteran chyba wszystkich wojen, w jakie zaangażowany był Związek Radziecki i Rosja od czasów interwencji w Afganistanie. I ponownie odpowiedzialny za jego „przygody” został Andriej Szczerbinin. Szkoda jedynie, że „Jeden za wszystkich” – czwarta odsłona serii „W stanie spoczynku” – tak bardzo odstaje poziomem od trzech wcześniejszych.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Kilka gorzkich scen z życia nomenklatury
Sebastian Chosiński

11 IX 2019

To ostatni wielki film kultowego radzieckiego reżysera, który jak nikt inny – może oprócz Gruzina Gierogija Danieliji – potrafił jednocześnie rozśmieszać i wzruszać. Choć akurat w „Zapomnianej melodii na flet” znacznie więcej jest powodów do wzruszeń. Nie bez powodu, wszak w czasie pracy nad tym melodramatem Eldar Riazanow przeżywał poważne kłopoty zdrowotne i musiał leczyć się po udarze.

więcej »

Polecamy

Dom jak malowanie

Z filmu wyjęte:

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Uwaga na glizdoludzi!
— Jarosław Loretz

Rozbrykana rogacizna
— Jarosław Loretz

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Wenecja 2013: Obcy wśród nas
— Marta Bałaga

Suita z lekka nieprzyzwoita
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

„Ten film był dnem dna”, czyli historia ekranizacji prozy Stanisława Lema
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Krystian Fred, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Great Scott!
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Alicja Kuciel, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Strach siedzi w nas, czyli kino grozy pod lupą (2)
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Strach siedzi w nas, czyli kino grozy pod lupą (1)
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Dwóch samurajów
— Michał Chaciński

Quiz: Czy nadajesz się na producenta filmowego?
— Michał Chaciński

Kill Bill - czwórgłos
— Marta Bartnicka, Michał Chaciński, Anna Draniewicz, Konrad Wągrowski

Szara strefa moralności
— Michał Chaciński

Więcej czasu, mniej Apokalipsy
— Michał Chaciński

Dorastanie w drodze
— Michał Chaciński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.