Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Podsumowanie 2010 roku – gry wideo

Miniony rok był bez wątpienia dobry w grach wideo. Branża nadal błyskawicznie się rozwija, a w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy na sklepowe półki trafiło wiele interesujących tytułów. Zamiast standardowego wyliczenia najlepszych, prezentujemy ósemkę, bardzo subiektywnie dobranych, tytułów, podzieloną na dwie grupy: największe zaskoczenia i największe rozczarowania 2010 r

Kamil Bogusiewicz

Podsumowanie 2010 roku – gry wideo

Miniony rok był bez wątpienia dobry w grach wideo. Branża nadal błyskawicznie się rozwija, a w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy na sklepowe półki trafiło wiele interesujących tytułów. Zamiast standardowego wyliczenia najlepszych, prezentujemy ósemkę, bardzo subiektywnie dobranych, tytułów, podzieloną na dwie grupy: największe zaskoczenia i największe rozczarowania 2010 r
ZASKOCZYŁY:
FALLOUT: NEW VEGAS
Obsidian Entertainment – studio znane m.in. z „Neverwinter Nights 2” czy drugiego „KoTOR-a” – wzięło się za kolejnego „Fallouta”. Znakomita marka, która w rękach Bethesdy (twórców przecenianego „Obliviona”) podupadła, za sprawą małego kanadyjskiego dewelopera odzyskała blask. Choć na zdjęciach czy materiałach filmowych trudno odróżnić „Fallouta 3” od „New Vegas”, to z chwilą, gdy zagłębimy się w fabułę, od razu dostrzeżemy kunszt Obsidianu. Scenariusz jest obłędny – to bodaj najlepsza fabularnie gra ostatnich lat. Główna historia wciąga, zadania poboczne wypadły genialnie, dialogi dobrze napisane, a mnogość ścieżek, którymi możemy podążyć (tutaj KAŻDE zadanie można ukończyć na kilka sposobów) przyprawia o zawrót głowy. Wprawdzie odbiło się to na warstwie rozgrywki (niewiele nowego względem „F3”, średnia grafika), ale jakość opowieści wynagradza wszystko z nawiązką. Dzieła Obsidianu zawsze stawiały na fabułę, ale tym razem Kanadyjczycy przeskoczyli samych siebie. I całą konkurencję.
DEMON’S SOULS
Tokijskie From Software, które na PS3 i Xboksie 360 dało się poznać jako deweloper gier o niskim budżecie i takiej samej jakości, zaskoczył. Ich „Demon’s Souls” przyniosła ze sobą powiew poprzedniej epoki – w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu. Gra potrafi niesamowicie zirytować, ale też – jak żadna inna – doskonale wjeżdża na ambicję gracza. Poziom trudności jest wyśrubowany, na co wpływa zwłaszcza zasada jednego życia na poziom. Tym samym granie w „DS” wymaga sporego skupienia, bowiem gdy przez nieuwagę zostaniemy zabici pod koniec rozdziału, musimy przejść go od samego początku (co oznacza utratę godziny lub półtorej). Mimo to trudno nazwać dzieło Japończyków irytującym – zdecydowanie bardziej odpowiednim słowem będzie tu „mobilizujący”. Zawsze, gdy przegramy, wiemy, że stało się tak z naszej winy – nigdy przez oszustwo SI. Ta z pozoru banalna sieczka potrafi dać w kość (i przy tym, podkreślam, masę frajdy) nawet graczom z kilkunastoletnim stażem.
CASTLEVANIA: LORDS OF SHADOW
Nowa „Castlevania” trafiła do sklepów bez większego szumu – raz, że wampirza seria nie była dotąd zbyt popularna poza platformami Nintendo, dwa – „Lords of Shadow” miał silną konkurencję w postaci „God of War III” i to właśnie zwieńczenie krwawej trylogii skupiło na sobie uwagę branży. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy dzieło MercurySteam okazało się całkiem grywalną, solidnie zaprojektowaną i zróżnicowaną produkcją. W porównaniu do wspomnianego „GoW-a” wypada nieźle, zwłaszcza że odniosłem wrażenie, iż formuła zmagań Kratosa z bogami Olimpu przy trzecim podejściu już się nieco wyczerpała. A „LoS” przykuwa na kilkanaście godzin i stroni od bolączek nie najliczniejszej konkurencji.
MASS EFFECT 2
Druga część growej space opery zaskoczyła z dwóch powodów – raz, że „jedynka” mnie nie porwała, dwa – to chyba jedyny przypadek w historii RPG-ów, w którym przeniesienie akcentu z fabuły na akcję przyniosło dobry skutek. Dość mętny i nie najlepszy – przynajmniej w porównaniu do erpegów sprzed dekady – scenariusz pierwszej odsłony został wyparty przez energiczną i ciekawą intrygę, która przykuwa na długie godziny. Warto też wspomnieć o modyfikacjach w samej rozgrywce – nużącą, czasem wręcz irytującą, pseudotaktykę „jedynki” wyparła dynamika rodem z „GoW-a”. Taki eksperyment nie miał większych szans powodzenia. Ale się udało – otrzymaliśmy grę świetną fabularnie i gameplayowo, więc tym większe brawa dla BioWare’u.
ROZCZAROWAŁY:
FABLE III
Gra Petera Molyneux – jednego z najbardziej popularnych projektantów gier – okazała się dla mnie największym rozczarowaniem roku. Mimo rozszerzenia strefy wpływów naszego bohatera (teraz nie tylko jesteśmy bohaterem Albionu, lecz jego władcą), gra nie zyskała pod żadnym względem – ani jako RPG, ani strategia. Ogromne uproszczenia – w mediach branżowych naśmiewano się: „Aby wywołać rewolucję, naciśnij »A«”, co doskonale przedstawia poziom spłycenia „Fable III”. Banalny system RPG z „dwójki” został jeszcze bardziej ograniczony, a zabawa w króla krainy prędko zaczyna nużyć. Grę ratuje magiczny klimat (budowany m.in. przez stylistykę graficzną) oraz oprawa dźwiękowa (świetny John Cleese!), ale nie ma co ukrywać, że twórcy wykorzystali ledwie ułamek potencjału, który drzemał w tym projekcie.
MAFIA II
Mimo że „Mafia II” (podobnie jak pozostała trójka z tej części zestawienia) nie jest w żadnym razie grą złą, to okazała się sporym zawodem. Czesi z Illusion Softworks kazali nam na kontynuację wyśmienitej „Mafii” czekać aż 8 lat, przez co oczekiwania zdążyły już urosnąć do niebotycznych rozmiarów. Jak nietrudno się domyślić, efekt końcowy im nie podołał. To prawda, „Mafia II” wypada o niebo lepiej od bezpośredniej konkurencji, niemniej grze zabrakło ciekawych misji oraz mistrzowsko poprowadzonej fabuły, czyli tego, za co gracze pokochali pierwszą część. Na szczęście ostała się – a nawet została wzmocniona – trzecia najważniejsza zaleta „Mafii” – klimat. Ten Czesi utkali genialnie, głównie dzięki ogromnej dbałości o szczegóły i starannym doborze teł audiowizualnych. Mimo to, w ostatecznym rozrachunku to tylko dobra gra. Po tylu latach można było oczekiwać o wiele więcej.
SPLINTER CELL: CONVICTION
Nowe przygody Sama Fishera powstawały ładnych parę lat, a pewnym momencie wyrzucono cały kod do kosza i zaczęto tworzyć grę od nowa, zmieniając wszystko – od wyglądu bohatera, przez fabułę, po schemat rozgrywki. Zapewne już nigdy się nie dowiemy, jak wyglądała pierwotna wersja „Conviction”. Z kolei opublikowane dzieło nie zachwyca. Owszem, nowy „SC” jest warsztatowo nienaganny, tak w sferze rozgrywki, jak i intrygi. Tyle że „Conviction” to jedna z tych gier, o których zapominamy tuż po napisach końcowych, a na dodatek, ze względu na liczne uproszczenia, nie stanowi najmniejszego wyzwania dla wyjadaczy. Cóż, na godnego następcę genialnego „Chaos Theory” jeszcze poczekamy.
BIOSHOCK 2
Obecność kontynuacji wybitnego „BioShocka” na tej liście może dziwić. Niemniej, gra, mimo że była bardzo dobra i została dość ciepło przyjęta przez media, okazała się dla mnie rozczarowująca. Przede wszystkim zabrakło tego, co powalało na kolana w wybitnej „jedynce” – świeżości. W 2007, gdy po raz pierwszy zanurzaliśmy się odmęty podwodnej, upadłej już metropolii, wszystko zachwycało. Tutaj, mimo że wrzucenie gracza w masywne buciory Tatuśka niewątpliwie dodało grze rumieńców, czar prysł. Nie miałem już chęci odkrywać konceptu Rapture (bo znałem go na wylot), nie podziwiałem cudownej stylistyki (bo nic nie mogło mnie już zaskoczyć), nie odkrywałem z wypiekami na twarzy growej Terry Incognity (bo była to już ziemia poznana).
„BioShock 2” został tym samym dotknięty syndromem dylogii, z czym fani fantastyki mieli okazję już nieraz się spotkać. „Wieki światła” MacLeoda powalały z taką samą siłą, jak kontynuacja nużyła, a „Atrament” Duncana nie robił już takiego wrażenia, co pierwsza część „Księgi wszystkich godzin”. Identyczne odczucia miałem przy tej grze – mimo że warsztatowo „BS 2” prezentuje bardzo wysoki poziom, to czar jego niezwykłej wizji prysł wraz z kropką ostatniego zdania scenariusza „jedynki”. I za nic nie chciał powrócić.
• • •
W powyższym bardzo subiektywnym zestawieniu zabrakło wielu tytułów minionego roku. Mowa tu choćby o grach, które zapowiadały się wyśmienicie i takie też są, jak np. „Red Dead Redemption”, „Battlefield: Bad Company 2” czy „Heavy Rain”. Pominąłem również produkcje, które wyglądały nie najlepiej już na etapie zapowiedzi (a po premierze nic się w tej kwestii nie zmieniło), czyli m.in. „Lost Planet 2”, „Dante’s Inferno” czy „Kane & Lynch 2”. Ponadto wziąłem pod uwagę tylko „duże”, pudełkowe tytuły, a w 2010 roku pojawiło się również parę perełek tak w cyfrowej dystrybucji, jak i na platformach mobilnych.
Minione 12 miesięcy było dobrym okresem dla graczy. Ukazało się sporo niezłych tytułów, ale nie łudźmy się – najważniejsze wydarzenia w rozwoju branży miały miejsce w sektorze technologii. Premiera kontrolerów ruchowych – Move’a i Kinecta – czy ekspansja mobilnego grania rozpowszechniły gry (które, pod względem intratności, pobiły już pozostałe gałęzie rozrywki). Poza tym, bieżący rok zapowiada się bardzo ciekawie – bo nie tylko rozwinie się branża mobilna (za sprawą m.in. niedawno zapowiedzianego NGP i rosnącej popularności smartphone’ów), ale także możemy spodziewać się wielu ciekawych tytułów na „duże” konsole, w tym przedstawicieli zazwyczaj dość zaniedbanych gatunków.
koniec
29 stycznia 2011

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Grudzień 2021
Esensja

31 XII 2021

To już ostatnie tegoroczne zestawienie recenzji, i jednocześnie ostatni tegoroczny tekst w Esensji. Zapraszamy do lektury!

więcej »

Nie przegap: Listopad 2021
Esensja

30 XI 2021

Na coraz dłuższe wieczory proponujemy lekturę naszych listopadowych recenzji.

więcej »

Nie przegap: Lipiec 2021
Esensja

31 VII 2021

Przypominamy co zrecenzowaliśmy w Esensji w pierwszą połowę wakacji.

więcej »

Polecamy

Testowanie szczepionki na wirusa?

Online:

Testowanie szczepionki na wirusa?
— Wojciech Gołąbowski

Manewrowanie atomem
— Wojciech Gołąbowski

Puzzle jako pomoc dydaktyczna
— Wojciech Gołąbowski

Sprzątaczka zamiast Magazyniera?
— Wojciech Gołąbowski

Nie tylko dla szachistów
— Miłosz Cybowski

Z dna w górę arytmetycznej dżungli
— Wojciech Gołąbowski

Błękit
— Miłosz Cybowski

Ale jak to: zablokowane?
— Wojciech Gołąbowski

Owernia latem w szczegółach
— Wojciech Gołąbowski

W zgodzie ze schematami
— Miłosz Cybowski

Zobacz też

Tegoż autora

Uczeń przerósł mistrza
— Kamil Bogusiewicz

Nie żałuję ani minuty spędzonej nad klawiaturą
— Kamil Bogusiewicz, Piotr Mańkowski, Konrad Wągrowski

6 grzechów głównych recenzenta gier wideo
— Kamil Bogusiewicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.