Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 maja 2019
w Esensji w Esensjopedii

Gry

Magazyn CLXXXVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Hobbity.pl DriveThruRPG.com Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

growe

więcej »

Zapowiedzi

growe (wybrane)

więcej »

‹Battlefield: Bad Company 2 Vietnam›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBattlefield: Bad Company 2 Vietnam
Data produkcji21 grudnia 2010
Producent Dice
Wydawca Electronic Arts
Dystrybutor Electronic Arts
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Gorący napalm na zimowe wieczory
[„Battlefield: Bad Company 2 Vietnam” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Battlefield: Bad Company 2 Vietnam” to drugie podejście szwedzkiego studia DICE do tematyki głośnego konfliktu z udziałem USA. Tym razem jest to podejście w stu procentach udane i godne polecenia każdemu miłośnikowi sieciowych strzelanin.

Maciej Poleszak

Gorący napalm na zimowe wieczory
[„Battlefield: Bad Company 2 Vietnam” - recenzja]

„Battlefield: Bad Company 2 Vietnam” to drugie podejście szwedzkiego studia DICE do tematyki głośnego konfliktu z udziałem USA. Tym razem jest to podejście w stu procentach udane i godne polecenia każdemu miłośnikowi sieciowych strzelanin.

‹Battlefield: Bad Company 2 Vietnam›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBattlefield: Bad Company 2 Vietnam
Data produkcji21 grudnia 2010
Producent Dice
Wydawca Electronic Arts
Dystrybutor Electronic Arts
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Według niepotwierdzonych, szacunkowych i zapewne w dość sporym stopniu przesadzonych statystyk, podczas konfliktu w Wietnamie na jednego trafionego żołnierza Wietkongu przypadało około miliona naboi wystrzelonych przez chłopaków z US Army. W najnowszym i zarazem największym dodatku do „Bad Company 2” proporcja ta jest oczywiście nieporównywalnie mniejsza, ale i tak celnie odzwierciedlająca charakter walk „prawie na ślepo” w gęstej dżungli.
Zakładam, że skoro piszę o dodatku, to nie muszę rozpisywać się na temat tego jak świetną, wciągającą, widowiskową i technicznie dopracowaną grą jest „podstawka”, w końcu tekst zaciekawi głównie już wcześniej „Battlefieldem” zainteresowanych. Wszystkie te cechy zostały skutecznie przeniesione w nowe historyczne realia. Zmiany w rozgrywce są w większości jedynie kosmetyczne (nie pojawiły się żadne nowe tryby), z paroma bardziej znaczącymi wyjątkami. Miłośnicy celowników ACOG i kolimatorów z charakterystyczną czerwoną kropką początkowo mogą czuć się odrobinę dziwnie, trzymając w wirtualnych rękach broń wyposażoną jedynie w klasyczne, otwarte przyrządy celownicze. Okazuje się też, że boje daje się toczyć bez wyrzutni rakiet z systemem laserowego namierzania, a wroga trzeba wykrywać własnymi oczami i uszami, nie futurystycznymi detektorami ruchu.
Oręż, którego przyjdzie nam używać, również odbiega nieco od nowatorskich militarystycznych perełek na miarę XXI wieku. Każda klasa postaci otrzymała po trzy przypisane do siebie bronie, z których część wygląda znajomo (M16, M60, granatnik M79), a niektóre już niekoniecznie (amerykańskie XM22 dla medyka czy radziecka pepesza dla inżyniera). Na krótkich dystansach tryumfy święci niezawodny w okopach i ciasnych przesmykach miotacz płomieni, i to właśnie on jest największą atrakcją wietnamskiej zbrojowni. Przyjdzie nam też pojeździć dwoma nowymi czołgami (M48 Patton i T-54, oba z możliwością montażu miotacza ognia) i trzema nowymi samochodami. Jest również okazja, aby usiąść za sterami helikoptera UH-1, który łączy w sobie funkcjonalność śmigłowców Black Hawk i Apache z wersji podstawowej – zabiera na pokład pięć osób: pilota (który może używać wyrzutni rakiet), dwóch strzelców i dwóch pasażerów. Jest jednak niezbyt odporny na ostrzał i nawet pociski ze zwykłych karabinów piechoty mogą mu zagrozić. Na koniec zostaje jeszcze uzbrojona w karabiny maszynowe łódź patrolowa, przydająca się do osłaniania znajdujących się na lądzie członków drużyny.
To, co zmieniło się diametralnie, to klimat towarzyszący graczowi już od momentu wyboru zakładki „Vietnam” w menu głównym gry. Zimny, ciemnobłękitny obraz nabiera zieleni i brązu, a pompatyczne, choć nieco niezauważalne tło muzyczne ustępuje miejsca piosence „Fortunate Son” zespołu Creedence Clearwater Revival. Jeśli w tym momencie komuś na ustach nie pojawi się choć cień uśmiechu, spokojnie może przerwać grę i zająć się czymś innym. Piosenki (49 utworów z epoki) towarzyszą nam również podczas rozgrywki, sącząc się z zamontowanych we wszystkich pojazdach głośników. Nic tak nie podnosi poziomu adrenaliny jak lot Hueyem nad polem bitwy, pod obstrzałem i z „Cwałem Walkirii” Wagnera w tle. Zupełnie jak w „Czasie Apokalipsy” Coppoli (deski surfingowe też są). Bronie wcale nie lśnią nowością i codziennym smarowaniem – są brudne i pordzewiałe, niekiedy poprzewiązywane szmatami, czasem „zamaskowane” pojedynczym liściem palmy, a soczewki lornetek i lunet noszą ślady pęknięć. Żołnierze również zostali wykonani szczegółowo, a ich modele pełne są cieszących oko smaczków: a to podwinięte rękawy, przepocony podkoszulek, tu znowu przepaska zasłaniająca niepotrzebne w danej chwili oko snajperowi, saperka przy plecaku, albo manierki i karty (oczywiście same asy) poprzypinane paskami do hełmów. Uczta dla oka.
Sieciowy shooter może sobie ładnie wyglądać, ale nic mu po grafice, jeśli swoją robotę zawalili projektanci map. Całe szczęście panowie z DICE na tym polu mają wieloletnie doświadczenie, więc o wtopie nie mogło być mowy. Szwedzi przygotowali pięć miejscówek, a ogromne brawa należą się im za to, że zbudowali je nie tylko w sposób ciekawy i jednocześnie „uczciwy” dla obu walczących stron, ale też z pomysłem na umiejscowienie akcji. W tej kategorii niepodzielnie panują Hill 137 i Vantage Point. Na pierwszej Amerykanie startują z nabrzeża, przedzierają się przez las i wychodzą na wypalone napalmem do samego gruntu zbocze wzgórza. Widok jest zwyczajnie przytłaczający, a pisanie o tlących się kikutach drzew i żarzących ścianach okopów w żaden sposób nie jest w stanie oddać tego obrazu. Druga wspomniana mapa to również wzniesienie, tym razem jednak poprzecinane „schodkami”, na których znajdują się pola ryżu. Widok jest niemal pocztówkowy. Jedyne do czego można się przyczepić to to, że w trybie Rush mapy wydają się dosyć małe, ponieważ żadna z nich nie jest dłuższa niż trzy etapy.
Na koniec wypada jeszcze raz pochwalić twórców i to nie tylko za to, że wypuścili kapitalny produkt. Największe brawa należą im się za niepróbowanie napisania pretekstowego scenariusza, wystarczającego na jakieś sześć godzin gry dla pojedynczego gracza i zaoferowanie graczom zestawu misji do multi za cenę nowej gry, tak jak zrobiła to konkurencja, bo ludzie i tak by to kupili. Tak, patrzę na ciebie „Modern Warfare 2"…
koniec
8 stycznia 2011

Komentarze

08 I 2011   13:22:18

Czy gra wymaga Battlefield: Bad Company 2 czy działa bez niego?

08 I 2011   18:13:20

"Vietnam" wymaga podstawowej wersji gry.

13 I 2011   09:17:50

Oj, Huey jest straszny, zdaje sie byc mocno przesadzony, szcegolnie ze RPG w Vietnamie jest praktycznie bezuzyteczne, a zeby zestrzelic to cholerstwo z np RPK, potrzebne sa ze trzy magazynki po 100, a ciezko je wpakowac jesli pilot posiada skilla, i jest pelen ludzi na karabinach...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o grach: Mała rzecz, a cieszy
Miłosz Cybowski

16 V 2019

„Preludium” to najmniejszy z dotychczasowych dodatków do „Terraformacji Marsa”, ale nie dajcie się zwieść – kilkadziesiąt dodatkowych kart poważnie modyfikuje i przyspiesza rozgrywkę.

więcej »

Krótko o grach: Nie tylko Mars i Wenus
Miłosz Cybowski

15 V 2019

Nie wiem do końca, co myśleć na temat „Kolonii”. Z jednej strony dodatek ten wprowadza o wiele więcej ciekawych rozwiązań niż „Wenus”, ale z drugiej strony znacząco zaburza balans rozgrywki.

więcej »

Krótko o grach: Nowa, lepsza „Machina”
Miłosz Cybowski

14 V 2019

Bardzo wiele elementów „Gizmos” przywodzi na myśl leciwą „Machinę”. I nawet jeśli grze brakuje tego samego klimatu, którym charakteryzowała się jedna z pierwszych gier Wydawnictwa Portal, to jest to wciąż tytuł wart uwagi.

więcej »

Polecamy

Ale jak to: zablokowane?

Online:

Ale jak to: zablokowane?
— Wojciech Gołąbowski

Owernia latem w szczegółach
— Wojciech Gołąbowski

W zgodzie ze schematami
— Miłosz Cybowski

Strzelając do zombie
— Miłosz Cybowski

Latający baloniasty kot
— Miłosz Cybowski

W podróż przez cały rok
— Wojciech Gołąbowski

Jeszcze raz to samo, ale lepiej
— Miłosz Cybowski

W kółko to samo
— Miłosz Cybowski

Ubodzy komandosi
— Miłosz Cybowski

Złe korporacje i nielegalny handel
— Miłosz Cybowski

Zobacz też

Tegoż autora

Co dwie głowy to nie jedna
— Maciej Poleszak

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.