Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 2 lutego 2023
w Esensji w Esensjopedii

Alexander Pfister
‹Boonlake›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBoonlake
Tytuł oryginalnyBoonlake
Data produkcjimarzec 2022
Autor
Wydawca Lacerta
EAN5904181480024
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Jezioro bez jeziora
[Alexander Pfister „Boonlake” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jeśli należycie do grona wielbicieli eurogier, to z pewnością nie są Wam obce gry Alexandra Pfistera. Niedawno na polskim rynku ukazał się „Boonlake” – najnowszy tytuł tego autora. Zobaczmy, czy i tym razem gra nie zawiodła oczekiwań.

Agata Hanak

Jezioro bez jeziora
[Alexander Pfister „Boonlake” - recenzja]

Jeśli należycie do grona wielbicieli eurogier, to z pewnością nie są Wam obce gry Alexandra Pfistera. Niedawno na polskim rynku ukazał się „Boonlake” – najnowszy tytuł tego autora. Zobaczmy, czy i tym razem gra nie zawiodła oczekiwań.

Alexander Pfister
‹Boonlake›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBoonlake
Tytuł oryginalnyBoonlake
Data produkcjimarzec 2022
Autor
Wydawca Lacerta
EAN5904181480024
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
„Boonlake” to dzieło Alexandra Pfistera, znanego choćby z doskonałych „Great Western Trail” czy „Maracaibo”. Muszę przyznać, że Alexander należy do grona moich ulubionych autorów, więc wiele sobie po jego najnowszym dziele obiecywałam. A jak wyszło?
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to jezioro, a właściwie jego brak. Jakoś nie czytałam wiele o tym tytule przed jego otrzymaniem i byłam przekonana, że tematyka gry będzie związana z jeziorem, a tu niespodzianka. Tytułowy Boonlake jest tutaj osadą (chociaż faktycznie istnieje jezioro Boon w stanie Massachusetts), a zadaniem graczy jest dbanie o rozwój tej i dodatkowych trzech osad.
Jeśli graliście kiedyś w „Great Western Trail” czy „Maracaibo”, to wiecie, że mechanika związana jest z podróżą w kółko pewnym wytyczonym szlakiem. Podobnie jest tutaj – postęp gry odmierzany jest przez statek, który przesuwamy zgodnie z nurtem rzeki. Gra kończy się wtedy, gdy pierwsza osoba przemierzy tę rzekę dwa razy, a wygrywa oczywiście osoba z największą liczbą punktów zwycięstwa.
Przejdźmy jednak do konkretów – czyli: na czym gra polega. Rozgrywka to połączenie zagrywania kart oraz ruchomego systemu wyboru akcji. W swoim ruchu mamy do wyboru jeden z siedmiu zestawów akcji; zestawów, ponieważ praktycznie każdy z nich składa się z części, którą wykonuje gracz aktywny – oraz z tej wspólnej dla wszystkich. Jest to o tyle ciekawe, że praktycznie w nie pozwala na nudę, bo bierzemy udział w turze każdego z graczy. Akcje pozwalają nam na rozrost osad – dodajemy żetony terenu, następnie możemy na nich umieszczać ludzi, zwierzęta czy budynki. Im więcej zbudujemy, tym więcej mamy bonusów – zarówno pieniężnych, jak i punktowych.
Każda z akcji ma też przypisaną do siebie porę dnia – poranek, wieczór lub noc. Te same pory widnieją na kartach posiadanych przez graczy, co oznacza, że podczas akcji np. nocnej możemy zagrać karty z symbolem nocy. Karty dają nam bonus natychmiastowy, ciągły lub też na koniec rozgrywki; warto w nie inwestować. Czasami plany nie idą w parze z możliwościami – zależy nam na zagraniu konkretnej karty, ale aby to zrobić, musimy wybrać akcję, która nie do końca nam pasuje – na co wtedy postawić? Wybrać lepszą akcję, bez możliwości wprowadzenia karty do gry (bo pora dnia się nie zgadza), czy jednak postawić na kartę i czynności mniej dla nas ważne? Wybory, wybory…
Zestawy akcji ułożone są w kolejności, jeden za drugim. Ten, który został zagrany, trafia na koniec kolejki i wprawdzie następna osoba może z niego skorzystać, ale wiąże się to z ujemnymi punktami, co promuje wybór innych kafelków, a co za tym idzie, innych czynności.
Rozwój i budowa nie są takie proste. Nie tylko wiecznie brakuje gotówki (jest to typowe dla eurogier), ale jeszcze trzeba spełnić wymagania produkcyjne. Sama produkcja dóbr też jest rozwiązana w dość nietypowy sposób. Nie gromadzimy drewna, kamienia czy cegieł, a posiadamy zakłady produkujące surowce. Na starcie mamy tylko jeden zakład, produkujący jeden typ surowca (każdy sobie wybiera to, co mu pasuje), a w trakcie gry możemy pozyskać pozostałe (łącznie cztery), a nawet ulepszyć je, aby dostarczały dwie jednostki surowca. Zasobów nie zbieramy, a zakładamy, że w danym momencie mamy ich tyle, ile wynoszą moce produkcyjne zakładów. Jeśli potrzeba nam więcej zasobów (a zdarza się to często), to mamy dwie małe łódki pływające między fabrykami – jeśli łódka stoi przy fabryce, to daje nam plus jeden surowiec. Łódki z nurtem pływają za darmo, ale cofają się już za pieniądze – więc trzeba efektywnie planować ich wykorzystanie.
Oprócz akcji, kart, surowców, mamy jeszcze kopalnie i modernizacje. Te pierwsze mają realny wpływ na to ile będziemy otrzymywali gotówki, kart i punktów zwycięstwa. Kilkukrotnie w ciągu gry wykonuje się punktowanie częściowe, a raz na zakończenie – całościowe. Na podstawie poczynionych postępów gracze otrzymują odpowiednie środki na dalszy rozwój. Modernizacje zaś pozwalają na wykonanie dodatkowych lub zmodyfikowanych akcji czy bonusy, wpływają też znacząco na punktację końcową.
Gra jest złożona, zalicza się to tych euro solidnego kalibru, które zmuszają graczy do dobrego planowania i rozsądnego zarządzania zasobami. Punkty można zdobywać naprawdę na wiele sposobów i wszystkie są podobnie skuteczne. Jako że nie da się mieć wszystkiego, to trzeba przyjąć jedną konkretną taktykę (próbowałam różnych, efekty były zbliżone). Nie będę Wam opisywać wszystkich niuansów, bo wyszłoby mi streszczenie instrukcji, a nie o to w recenzji chodzi.
Warto napisać, że chociaż widać pewne powtarzalne elementy – znane z innych gier tego autora – to jednak gra zdecydowanie od nich różni. Im więcej grałam, tym więcej odkrywałam możliwości i z każdą rozgrywką tytuł ten podobał mi się bardziej. Na mojej prywatnej liście gier pana Pfistera „Boonlake” trafia na podium za „Great Western Trail” i „Maracaibo”, ale od nich nie odstaje. Liczyłam na kawał solidnej gry i się nie zawiodłam. Polecam miłośnikom cięższych euro, na pewno będzie to jeden z lepszych tegorocznych tytułów. Nie polecam natomiast ani początkującym graczom, ani osobom lubiącym szybkie, dynamiczne rozgrywki. Tu mnogość wyborów Was przytłoczy, sprawiając dodatkowo, że gra może być podatna na przestoje.
Jeszcze kilka słów o wykonaniu. W nasze ręce trafia nie za duże, ale ciężkie pudło ze sporą liczbą elementów. Do drewnianych figurek nie mam zastrzeżeń, do elementów tekturowych również nie. Nie jestem fanem kart, bo nie są najwyższej jakości. Uwielbiam płótnowane karty, bo się zdecydowanie mniej niszczą, tutaj trzeba raczej zainwestować w koszulki. Wizualnie/graficznie jest tak ok. To nie jest szczególnie ładna gra, ona ma przyciągnąć graczy mechaniką, nie cukierkowymi ilustracjami, dlatego to nie będzie ozdoba Waszej kolekcji, ale dramatu absolutnie nie ma.
Bardzo się cieszę, że gra „Boonlake” trafiła w moje ręce, przede mną jeszcze wiele pasjonujących rozgrywek, do których i Was zachęcam.
koniec
16 kwietnia 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zapiski niedzielnego gracza: Zabójcza pani archeolog
Miłosz Cybowski

29 I 2023

Jak na grę, która niedługo będzie obchodziła swoje dziesiąte urodziny, „Tomb Raider” z 2013 roku prezentuje się wcale nie najgorzej. To drugie już wznowienie serii zasługuje na uwagę – o ile nie sięgamy po gry w poszukiwaniu wciągającej fabuły.

więcej »

Rzeczy, których zabrakło
Miłosz Cybowski

28 I 2023

Pierwszy tom „Archiwów Imperium” zawiera bardzo różnorodne informacje, które wzbogacają naszą wiedzę o Starym Świecie. Odnoszę jednak wrażenie, że sporo z zawartych tu treści mogło (a nawet powinno było) trafić do podręcznika głównego.

więcej »

W świecie pdf-ów: Przygoda na Halloween
Miłosz Cybowski

21 I 2023

„Feast of Blood” Robina Lowa to zdecydowanie zbyt przekombinowana, jednorazowa przygoda rozgrywająca się na obrzeżach Sylwanii. Wampirów i innych stworów nie zabraknie, choć całość cierpi na niedostatek klimatu.

więcej »

Polecamy

Przygoda na Halloween

W świecie pdf-ów:

Przygoda na Halloween
— Miłosz Cybowski

W ogrodzie Morra
— Miłosz Cybowski

Kaplice zamiast pomników
— Miłosz Cybowski

Gabinet osobistości
— Miłosz Cybowski

Nieludzie Starego Świata
— Miłosz Cybowski

Każda wymówka jest dobra…
— Miłosz Cybowski

Klasyka wiecznie żywa
— Miłosz Cybowski

Emerytowany potwór z bagien
— Miłosz Cybowski

Zwaśnione leśne zwierzątka
— Miłosz Cybowski

Początki na Arrakis
— Miłosz Cybowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.