Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 maja 2019
w Esensji w Esensjopedii

‹FIFA World Cup South Africa›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFIFA World Cup South Africa
Data produkcji30 kwietnia 2010
Producent Electronic Arts
Dystrybutor Electronic Arts Polska
Cena229 zł
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Już za cztery lata? Nawet dziś!
[„FIFA World Cup South Africa” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Co robi kibic, gdy Polska zdobywa mistrzostwo świata w piłce nożnej? Oczywiście wyłącza Playstation i idzie spać. Dzięki najnowszej, mundialowej edycji FIFY możemy zrealizować marzenie prezesa Laty i dyrektora Engela. Nawet pomimo tego, że Polacy się na mistrzostwa nie zakwalifikowali.

Konrad Wągrowski

Już za cztery lata? Nawet dziś!
[„FIFA World Cup South Africa” - recenzja]

Co robi kibic, gdy Polska zdobywa mistrzostwo świata w piłce nożnej? Oczywiście wyłącza Playstation i idzie spać. Dzięki najnowszej, mundialowej edycji FIFY możemy zrealizować marzenie prezesa Laty i dyrektora Engela. Nawet pomimo tego, że Polacy się na mistrzostwa nie zakwalifikowali.

‹FIFA World Cup South Africa›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFIFA World Cup South Africa
Data produkcji30 kwietnia 2010
Producent Electronic Arts
Dystrybutor Electronic Arts Polska
Cena229 zł
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Czego można się było spodziewać, EA Sports tuż przed mistrzostwami świata wypuściło specjalną wersję swej koronnej gry piłkarskiej – „FIFA 2010 World Cup South Africa” (tak brzmi pełen tytuł). O ile mnie pamięć nie myli, tradycja specjalnej edycji na mistrzostwa (czy to świata, czy Europy) sięga co najmniej roku 1998. Strategia jest oczywista – w przerwie między premierami kolejnej (corocznej) edycji, zwykle na jesieni, trzeba było podtrzymać zainteresowanie fanów jakimś prostszym produktem, od wcześniejszej wersji różniącym się głównie opakowaniem. Trzeba więc być ciężkim frajerem, by – mając „Fifę 2010” – kupować jeszcze „Fifę 2010 WC SA”. Oczywiście ja jestem takim frajerem, bo konsolowej piłki nożnej bez możliwości rozegrania mistrzostw świata sobie nie wyobrażam. Bo jednak od zawsze dla mnie piłka reprezentacyjna miała większe znaczenie od tej klubowej. I w telewizji, i na komputerze.
Tymczasem w klasycznej „Fifie” można oczywiście rozegrać mistrzostwa, ale a) trzeba się namęczyć, by je skonfigurować, b) nie ma składów wszystkich narodowych drużyn, by móc rozegrać analogiczny turniej (nawet spośród tych, które się zakwalifikowały – brak choćby bliskich sercu Leo Beenhakkera Słowacji i Słowenii). Żadna w tym frajda, poza tym nie oszukujmy się, ta edycja była skoncentrowana na piłce klubowej. Jeśli więc kogoś bardziej cieszy zdobycie mistrza Hiszpanii Barceloną od wprowadzenia Polski do mistrzostw świata, a nawet – daj Boże – wyjścia z grupy, proszę bardzo. Ja chciałem posłuchać hymnu i naprawić błędy trenera, działaczy i Artura Boruca.
„FIFA 2010 World Cup South Africa” pozwala oczywiście rozegrać turniej mistrzowski dowolnym zespołem (w oryginalnej lub losowej konfiguracji grup), ale także daje możliwość rozegrania pełnych eliminacji jednym ze 167 państw, które nie miały szczęścia awansować na mundial. W tym Polski.
Turniej eliminacyjny rozgrywany jest oczywiście zgodnie z oryginalnym harmonogramem, ale także z ciekawą opcją meczy towarzyskich między meczami o punkty. Rozgrywek z ciekawymi, wartościowymi przeciwnikami, bez znaczenia dla tabeli, wyniku, oceny nas jako trenera, pozwalających jednak prowadzić eksperymenty boiskowe. Oraz dających naszym graczom szanse na odniesienie poważnej kontuzji, ale jak wiadomo, to może przydarzyć się nawet podczas treningu. Czy też porannego wstawania z łóżka.
Awans wiąże się oczywiście z zupełnie innym składem turnieju finałowego – losowanie grup dokonuje się jednak w oparciu o ranking reprezentacji (cały czas widoczny podczas rozgrywek). Dziś oczywiście jednak porzucamy lokalny patriotyzm i bierzemy się za grę oryginalnym zestawem finalistów. W końcu musimy się dowiedzieć, kto wygra te mistrzostwa, by móc dobrze obstawić u bukmacherów. Jeśli jednak jesteśmy mistrzami „Fify” i spokojnie wygrywamy każdy turniej nawet Koreą Północną, radziłbym nie wyciągać z tego zbyt daleko idących wniosków. A w szczególności takich, że nie ma jak perspektywa obozu pracy, by podnieść zaangażowanie zawodników.
Czas na kilka słów o tym, czym różni się „FIFA WC SA” od swej poprzedniczki. Zmian nie jest wiele, ale skłamałbym twierdząc, że nie ma żadnych. Rzucającą się w oczy sprawą jest większy nacisk położony na grę ciałem. Piłkarze w pressingu są bardziej agresywni i skuteczniejsi. Druga sprawa to dośrodkowania – mniej precyzyjne i trudniejsze (zwłaszcza, gdy próbuje się je robić Krzynówkiem, hehe). Utrudniono też podobno strzały z rzutów wolnych – choć dla mnie to mała zmiana, bo i tak ni cholery nie umiałem z wolnego strzelić gola w poprzedniej edycji. Chyba że na treningu. (Jeśli gracie Polską, niech wolne strzela Obraniak – przynajmniej udaje mi się nim trafiać w światło bramki). Wydaje mi się, że utrudniono także opcję „precyzyjnego strzału”. Rzecz bezcenna w sytuacjach sam na sam w „Fifie 2010” tu nie daje takich efektów, jak by się można było spodziewać. „Precyzyjny strzał” w wykonaniu Smolarka oznacza przerzucenie piłki nad poprzeczką z odległości 5 metrów. Lepiej chyba walić na siłę, ale może taka specyfika drużyny.
Ciekawą nowinką będzie zmiana poziomu gry zespołu w zależności od tego, czy gra on u siebie, czy na wyjeździe. Po tym jak rozniosłem u siebie Czechów w pięknym meczu aż 4:1 (bramki: Roger, Wasilewski, Błaszczykowski, Smolarek) w następnej kolejce ledwie wymęczyłem 0:0 ze Słowacją na wyjeździe, pomimo tego, że sędzia aż trzech (!) przeciwników obdarzył czerwonymi kartkami. Ale gdy wychodziłem na czyste pozycje, oni mnie kosili i tyle z sukcesu. Dużo fauli, dużo kartek, dużo wolnych i zero goli.
Jak zauważyliście, skład Polski jest dość dziwny. Formalnie trenerem jest Franciszek Smuda (co nie ma większego sensu, gdy zaczynamy eliminacje), ale w drużynie grają ludzie, których Franz nie lubi (Krzyżówek, Smolarek, Roger). Z drugiej strony można od pierwszego meczu wpuszczać na boisko Obraniaka, który przecież obywatelstwo otrzymał przed ostatnimi meczami. Takie pomieszanie występuje zapewne nie tylko w polskiej drużynie. Od czego jednak sieć – zawsze można ściągnąć aktualne składy z sieci dla każdego z finalistów, uwzględniając zestaw najnowszych kontuzji.
Brak Polaków w finałach jest bolesny dla konfiguracji i pewnych rozwiązań wizualizacyjnych. Przede wszystkim – gra nie ma polskiej wersji, nie usłyszymy niestety także cenionego komentarza Szpakowskiego i Szaranowicza („jak mawiają młodzi ludzie: masakracja!”). W szeregu sympatycznych filmików można oglądać wielu narodowych trenerów, ale nie naszego (warto wspomnieć, że gdybyśmy awansowali, pewnie zwizualizowano by raczej Beenhakkera, Smuda może z pewnością liczyć na implementację swej gęby przy edycji „FIFA 2012 European Championship Poland & Ukraine” – skoro nie wywalono go po meczu z Hiszpanią, to już nic mu nie grozi). Wreszcie dziwnie zachowują się zawodnicy w scenkach radości po strzeleniu gola. Bramkę zdobywa blondyn Błaszczykowski, po czym widzimy na zbliżeniu… bruneta z imieniem „Kuba” na koszulce.
Bardzo mi się natomiast spodobały statystyki pomeczowe. Są obszerniejsze niż w poprzednich wersjach (ocena piłkarza za grę jest dana z dokładnością do dziesiątych części punktu, zależy od mnóstwa czynników), atrakcyjnie podane, sprawiające prawdziwą przyjemność maniakom futbolowych statystyk. Czyli mi.
Tak czy inaczej – „FIFA”, która w ostatnich latach przebiła „PES-a” pod względem motoryki gry, nadal pozostaje tu najfajniejszą piłką nożną na konsolę. Także dla mnie, czyli osoby, która lubi prostotę, a nie przepada za traceniem czasu na ustawianie godzinami schematów rozgrywania stałych fragmentów gry, czy uczenie się, że po jednoczesnym naciśnięciu 11 przycisków można zrobić piękny zwód. Warto tu wspomnieć, że dla jeszcze większych miłośników prostoty umożliwiono tu opcję sterowania gry na 2 przyciski (podanie i strzał), a sam system decyduje, czy podanie ma być dołem, górą, dośrodkowanie, a strzał lobem czy bombą w dolny róg. Aż tak leniwy to jednak ja nie jestem.
Z innych opcji znów pojawia się „Captain your country”, czyli możliwość prowadzenia jednoosobowej kariery na wzór „Be a Pro” z wersji „klubowej”. To dla osób, które lubią wyczekiwać jak sęp na piłkę pod polem karnym przeciwnika, z nadzieją, że za osiągnięcia w dobijaniu piłki do pustej bramki dostanie się opaskę kapitana. Oczywiście, można też do tego podchodzić ambitniej.
Co na koniec? Gra sieciowa… Ciekawą opcją jest „bitwa narodów” („battle of the nations”), wprowadzona już chyba przy okazji poprzednich Euro. Wybierasz drużynę, której kibicujesz i wtedy wszystkie punkty zdobyte przez ciebie w rozgrywkach z innymi graczami zaliczane są na konto tej drużyny. Zwycięski kraj poznamy 12 lipca.
Nie tylko zresztą w tej grze.
koniec
11 czerwca 2010

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o grach: Mała rzecz, a cieszy
Miłosz Cybowski

16 V 2019

„Preludium” to najmniejszy z dotychczasowych dodatków do „Terraformacji Marsa”, ale nie dajcie się zwieść – kilkadziesiąt dodatkowych kart poważnie modyfikuje i przyspiesza rozgrywkę.

więcej »

Krótko o grach: Nie tylko Mars i Wenus
Miłosz Cybowski

15 V 2019

Nie wiem do końca, co myśleć na temat „Kolonii”. Z jednej strony dodatek ten wprowadza o wiele więcej ciekawych rozwiązań niż „Wenus”, ale z drugiej strony znacząco zaburza balans rozgrywki.

więcej »

Krótko o grach: Nowa, lepsza „Machina”
Miłosz Cybowski

14 V 2019

Bardzo wiele elementów „Gizmos” przywodzi na myśl leciwą „Machinę”. I nawet jeśli grze brakuje tego samego klimatu, którym charakteryzowała się jedna z pierwszych gier Wydawnictwa Portal, to jest to wciąż tytuł wart uwagi.

więcej »

Polecamy

Ale jak to: zablokowane?

Online:

Ale jak to: zablokowane?
— Wojciech Gołąbowski

Owernia latem w szczegółach
— Wojciech Gołąbowski

W zgodzie ze schematami
— Miłosz Cybowski

Strzelając do zombie
— Miłosz Cybowski

Latający baloniasty kot
— Miłosz Cybowski

W podróż przez cały rok
— Wojciech Gołąbowski

Jeszcze raz to samo, ale lepiej
— Miłosz Cybowski

W kółko to samo
— Miłosz Cybowski

Ubodzy komandosi
— Miłosz Cybowski

Złe korporacje i nielegalny handel
— Miłosz Cybowski

Zobacz też

Tegoż autora

Kryminalny egzystencjalizm
— Konrad Wągrowski

900 metrów w pionie
— Konrad Wągrowski

Mam wiersz
— Konrad Wągrowski

Obiecaliśmy już wszystko. Czego jeszcze chcecie?
— Konrad Wągrowski

Powojenny melodramat
— Konrad Wągrowski

Pomysł na życie zawodowe po osiemdziesiątce
— Konrad Wągrowski

Runie ta chwiejna konstrukcja
— Konrad Wągrowski

Po rozstaniu rodziców
— Konrad Wągrowski

Na dwóch różnych nutach
— Konrad Wągrowski

Egzystencjalizm rewolwerowców
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.