Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Gier kowalem być

Esensja.pl
Esensja.pl
Michał „Puszon” Stachyra
1 2 3 »
O RPG, polskim rynku gier planszowych, początkach Kuźni Gier, nowatorskich pomysłach, rozwoju swojego hobby i wielu innych nowinkach z Michałem „Puszonem” Stachyrą, wydawcą, autorem takich gier jak „Wiedźmin: Przygodowa Gra Karciana”, „Rice Wars” i „Na sygnale”, miłośnikiem RPG, planszówek i karcianek rozmawia Kamil Sambor.

Michał „Puszon” Stachyra

Gier kowalem być

O RPG, polskim rynku gier planszowych, początkach Kuźni Gier, nowatorskich pomysłach, rozwoju swojego hobby i wielu innych nowinkach z Michałem „Puszonem” Stachyrą, wydawcą, autorem takich gier jak „Wiedźmin: Przygodowa Gra Karciana”, „Rice Wars” i „Na sygnale”, miłośnikiem RPG, planszówek i karcianek rozmawia Kamil Sambor.
Kamil Sambor: Ponad sześć lat na rynku, kilkanaście planszówek za Wami, w tym również te projektowane dla firm zewnętrznych. Czy gdy zakładaliście wydawnictwo, myślałeś, że to się potoczy w taki sposób? Jakim człowiekiem byłeś, gdy robiliście pierwsze kroki w tej branży, a jakim jesteś teraz? Jak bardzo zmieniłeś się przez te lata?
Michał Stachyra: Podobno zmieniłem się jako człowiek, na przykład w stosunku do znajomych. Również inaczej traktuję całą tę działalność, po prostu jako biznes, a nie wyłącznie zabawę, np. bytność na konwencie to już wyjazd służbowy, a nie tylko dla przyjemności. To na pewno zasadnicza różnica. Natomiast kiedy sześć lat temu zakładaliśmy firmę, wówczas jeszcze w czwórkę, z Maćkiem (Maciej „Sqva” Zasowski – założyciel i współwłaściciel wydawnictwa Kuźnia Gier, współautor kilkunastu gier planszowych, działający aktywnie przy projektach Wolsung i Veto) pracowaliśmy wtedy na pełny etat i obaj chcieliśmy coś zrobić. Najpierw wymyśliliśmy z Markiem Mydlem (Marek Mydel – współwłaściciel Kuźni Gier w pierwszym roku działalności, współautor „Troi”, „Labiryntu czarnoksiężnika”, jak również „Wiochmen rejsera” i „Wiochmena: wesele”) pierwszą grę – „Troję”, którą sprzedaliśmy poprzez KGK (Krakowska Grupa Kreatywna), czyli późniejsze wydawnictwo Imperium. Już wtedy stwierdziliśmy, że jeżeli mamy się bawić w robienie gier, to najlepiej samemu je wydawać, wtedy jest szansa, że będzie się na nich zarabiać jakiekolwiek pieniądze. Z bycia samym autorem to ani wówczas, ani tak naprawdę teraz wyżyć by się nie dało.
Oczywiście od początku zakładaliśmy firmę z ideą, że to chwyci i że będziemy się z tego utrzymywać – i rzeczywiście, jak widać udaje się nam to od paru dobrych lat. Natomiast poszło to wszystko w trochę inną stronę niż planowaliśmy. Myśleliśmy, że będziemy robić przede wszystkim planszówki zarówno na rynek polski, jak i w głównej mierze zachodni. Okazało się, że nie udało nam się wstrzelić z żadnym takim tytułem, który byłby megahitem, tak jak było z Ignacym Trzewiczkiem (Ignacy Trzewiczek – publicysta, projektant gier planszowych, autor gier RPG, założyciel i właściciel wydawnictwa Portal, publikował również w "Esensji") i „Neuroshimą”. Chociaż wiele naszych gier udało się sprzedać na Zachodzie w całkiem zadowalającej liczbie. Niemniej jednak koleje losu sprawiły, że Kuźnia bardziej i szerzej „rozsiadła się” na polskim rynku.
Przez przypadek niejako zrodziło się nam „Veto” (kolekcjonerska gra karciana). To znaczy przejęliśmy je od wspominanego wcześniej wydawnictwa Imperium po jego upadku i stało się ono całkiem dużą częścią naszej działalności, bardzo czaso- i energochłonną, a przy tym – nie ukrywamy – przynoszącą zyski. Dobrze prowadzona gra karciana jest całkiem rentowna. Ponadto to, czego się zupełnie nie spodziewaliśmy zakładając firmę: że będziemy tworzyć i wydawać mnóstwo gier na zamówienie. Wymyślaliśmy, produkowaliśmy, coraz więcej osób się do nas zgłaszało. Właśnie tuż przed Pyrkonem uruchomiliśmy serwis „Gry na zamówienie”. Jest tam kilka rzeczy, którymi wreszcie pochwaliliśmy się oficjalnie.
To jest na pewno kierunek, w który będziemy również uderzać. Bardzo fajnie, że różne instytucje kultury, gminy i tego typu organy stwierdzają, że może te pieniądze, które mają na promocję, zamiast wydać na kolejny folder, który ktoś wyrzuci, warto przeznaczyć na grę, która kogoś zainteresuje. Tutaj mogę podać Wam niusik, którego wcześniej nie ogłaszaliśmy: otóż robiliśmy grę dla Kancelarii Senatu Rzeczpospolitej. Gra już jest wymyślona, zaakceptowana i teraz będziemy się powoli przygotowywać do jej produkcji. Bardzo prosta, taka zupełnie dla niezaawansowanych graczy. Natomiast wymogi i zapotrzebowanie, jakie klient miał, spełnia.
K.S.: Wracając do tych gier na Zachód, o jakich grach mowa? Na samym początku było o Was jeszcze cicho. Czy mógłbyś przybliżyć czytelnikom Wasze początki?
M.S.: Tamte trzy tytuły: „Foomino”, „Let’s Build” i „Pociąg” to były gry, które zrobiliśmy w pewnym momencie naszej działalności we współpracy z firmą Bajo, która produkuje oryginalne drewniane zabawki na eksport. Także gry były oparte w dużym stopniu o takie elementy. Wymyśliliśmy zasady, zrobiono coś więcej niż prototypy, w drewnianych pudełeczkach, do tego instrukcje na cyfrze. Po kilkadziesiąt egzemplarzy wyprodukowano, które trafiły do kontrahentów firmy Bajo. Natomiast nie spotkały się one z na tyle dużym odzewem, żeby to kontynuować, więc to jest raczej zamknięty temat.
Wszystkie nasze tytuły, które wydajemy jako wielojęzyczne, duże gry jak „Rice Wars”, „Kingpin”, „Wolsung” i „Piraci” oraz kilka innych: „Kung Fu”, „Wypas”, „Mozaika” oraz angielska i hiszpańska edycja „Wiedźmina”, były i są sprzedawane na Zachodzie. Współpracujemy z dystrybutorami w zasadzie z całej Europy, a także ze Stanów i Dalekiego Wschodu, więc te gry są tam wciąż dostępne. Oczywiście te starsze już pewno coraz trudniej, ponieważ liczba tytułów planszówkowych, które ukazują się co roku, jest ogromna. Okres życia gier, z wyjątkiem tytułów topowych, staje się zdecydowanie krótszy. Sporo z naszych gier się sprzedało, najbardziej spektakularnym sukcesem było „Kung Fu”, którego 80% nakładu od razu sprzedaliśmy na Zachód do naszych dystrybutorów, co było całkiem ciekawym osiągnięciem.
K.S.: Pamiętam takie hasło jak „gry na każdą kieszeń”. „Wiochmen Rejser” do takich należał, to właśnie wtedy usłyszałem o Waszym wydawnictwie i polubiłem je za specyficzny humor w grach. Wtedy zaczęło być o Was głośno, również w światku konwentowym. Dlaczego gry osadzone w realiach Polski i dlaczego humor i krytyka ustroju?
M.S.: W momencie gdy zakładaliśmy wydawnictwo, Piotrek Stankiewicz (Piotr Stankiewicz – współwłaściciel Kuźni Gier w pierwszym roku działalności, autor takich gier, jak „Wiochmen rejser” czy nadchodzący „Wiochmen wesele”) i Marek, z którymi startowaliśmy, niejako wnieśli w posagu taki pomysł na grę, szaloną i zwariowaną. Spodobał się nam, wzięliśmy się za coś takiego i to był ten tytuł, który chwycił na rynku, czego efektem np. „Wiochmen 2”, a teraz planowany na wiosnę tego roku „Wiochmen wesele”. Zaczęło się to ludziom podobać i wtedy już wydało się nam, że fajnie by było zrobić coś w tym klimacie. Stąd pojawiło się „Na sygnale”, czyli troszkę żartów z afery łowców skór. To jest jedyny tytuł, który wciąż wydajemy w tym małym pudełku, doczekał się już trzech wznowień. Tanie gry to jest duży plus, 20-25 zł to jest taka kwota, która pozwala osobom nawet nieszczególnie zainteresowanym grami łatwiej zaryzykować.
Dlaczego w polskich klimatach? Ponieważ uznaliśmy, że nie ma innych takich gier. To jest wciąż temat, który nam chodzi po głowie. Z czasem pojawiły się na rynku tytuły, np. „Zostań prezydentem”, teraz widzę reklamy gry w realiach komunistycznych, np. „Kolejkę” itp. To jest o tyle fajne, że żaden Anglosas nie zrobi gry na ten temat, więc możemy się tutaj wykazać. Przez pewien czas to rzeczywiście było naszym znakiem firmowym, mieliśmy „Wiochmena”, „Na sygnale”, potem „Inwigilację”, więc spośród czterech tytułów trzy były w tym gatunku. Potem stwierdziliśmy, że zaatakujemy Zachód. W tamtym momencie „polskie” gry dominowały, a obecnie to jednak tytuły „międzynarodowe” stanowią większość w naszym portfolio. Natomiast cały czas chodzą nam jakieś pomysły po głowie. Nie udało się nam zrealizować jakiegoś kolejnego, mieliśmy jedno czy dwa podejścia do tematów okołopolskich, jednak nie wyszło to nam za bardzo.
Ale tymczasem, jak wspomniałem, nasi przyjaciele Piotrek Stankiewicz i Marek Mydel ponownie przysiedli nad tematem i stworzyli „Wiochmena Wesele”, który będzie jeszcze bardziej szalony niż „Wiochmeny” do tej pory. Druga część była kontynuacją pierwszej, teraz mamy zupełnie inną, nową grę w tych klimatach. Tym razem nasi zawodnicy w furmankach dojechali do remizy, gdzie odbywa się wesele. Gracze będą wcielać się w gości weselnych, których zadaniem będzie zjednać sobie jak największą liczbę innych weselników, znanych w remizie person. Będą zabiegać o względy Pana i Panny Młodych, Koła Gospodyń Wiejskich, lokalnego muzyka, Ochotniczej Straży Pożarnej i innych VIP-ów. Będą starali się zdobywać artefakty, np. Sexcalibur i różne inne mniej lub bardziej śmieszne rzeczy. Będą oczywiście dostawać karty, których użyją przede wszystkim do szkodzenia innym. Rzeczywiście jest tam dużo fajnego zatruwania życia współzawodnikom. Poza tym tak jak w „Wiochmenie 2” był beret, tak w „Wiochmenie Wesele” będzie specjalny wiochmeński kieliszek, który jest znacznikiem gracza aktualnie kierującego turą. Grę bardzo fajnie zilustrował Krzysiek Rogulski, czyli „sirDuch”, który zrobił też mnóstwo fajnych grafik wolsungowych, parę do „Veto”, a także m.in. do wydanego dla Narodowego Centrum Kultury „Grunwaldu”. Bardzo dużo obrazków z nawiązaniami do szeroko rozumianej popkultury, np. Arnold Schwarzenegger w kaloszach czy przypakowany Jurek Owsiak, takie postaci się tam pojawią – myślę, że będzie zabawnie.
1 2 3 »

Komentarze

16 V 2011   22:48:45

Powodzenia!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Detektyw: Kryminalna Gra Planszowa - wywiad z autorem
Agata Hanak, Ignacy Trzewiczek

13 X 2018

Zapraszam na wywiad z Igacym Trzewiczkiem z Wydawnictwa Portal – porozmawiamy o jego najnowszym tytule: „Detektyw: Kryminalna gra planszowa”.

więcej »

Wszystkie gamebooki są literaturą
Mikołaj Kołyszko

7 II 2013

O rynku wydawniczym gamebooków, literaturze i rozwoju gier paragrafowych rozmawiają Adrian Kuc i założyciel magazynu „Masz Wybór” oraz Wydawnictwa Wielokrotnego Wyboru Mikołaj Kołyszko.

więcej »

Osiemnaście lat na rynku
Andrzej Karlicki

9 I 2013

W wywiadzie z Andrzejem Karlickim, założycielem wydawnictwa Copernicus Corporation, rozmawiamy o początkach fascynacji Cyberpunkiem 2020, niedawnym wydaniu Castle Falkenstein oraz przejściu z wydawania gier fabularnych na gry paragrafowe z serii „Lone Wolf”.

więcej »

Polecamy

Ale jak to: zablokowane?

Online:

Ale jak to: zablokowane?
— Wojciech Gołąbowski

Owernia latem w szczegółach
— Wojciech Gołąbowski

W zgodzie ze schematami
— Miłosz Cybowski

Strzelając do zombie
— Miłosz Cybowski

Latający baloniasty kot
— Miłosz Cybowski

W podróż przez cały rok
— Wojciech Gołąbowski

Jeszcze raz to samo, ale lepiej
— Miłosz Cybowski

W kółko to samo
— Miłosz Cybowski

Ubodzy komandosi
— Miłosz Cybowski

Złe korporacje i nielegalny handel
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.