Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Natchnienie nie istnieje

Esensja.pl
Esensja.pl
Paweł Matuszek
« 1 2 3 4 10 »

Paweł Matuszek

Natchnienie nie istnieje

KT: To co mówisz jest bardzo pokrzepiające i generalnie się z Tobą zgadzam, wydaje mi się jednak, że dostrzegam pewną lukę w tym rozumowaniu. No bo czy to nie jest tak, że skoro gry są już stałym elementem kultury masowej i nikt już tego nie zmieni (vide sprawa wspomnianego Thompsona, który w wyniku kontrofensywy m.in. Rockstara stracił licencję na wykonywanie zawodu i został na stałe usunięte z palestry), to głównonurtowe media, „jedynie słuszna” część społeczeństwa i samozwańczy obrońcy moralności nie będą teraz próbować oswoić tego „zła koniecznego"? Mogę zresztą to zobrazować: weźmy na tapetę aferę tzw. „SeXboxa”, czyli nagonki na konsolę Microsoftu i grę Mass Effect, w której rzekomo zawarto sceny seksu (więcej ciała można zobaczyć w reklamach choćby szamponów puszczanych przed dwudziestą ;). Sprawa rzecz jasna wygasła, wszystko niby wyjaśniono, ale skutek jest taki, że w nowych grach BioWare już tego seksu praktycznie nie ma wcale (był on niby obecny co prawda w pierwszym Dragon Age, ale jak pokazała „dwójka”, gdzie nie ma go wcale, z pierwszej części najwyraźniej nie dało się już go wyrugować, być może ze względów technicznych, coś musiało być na rzeczy). Wniosek jest oczywisty: dziennikarzyny nie mogą, rzecz jasna, zakazać developerom produkcji gier (ale to ze względu na – nie oszukujmy się – kwestie finansowe, nie kulturowe: branża gier to moloch dochodami przebijający Hollywood, o czym zresztą pisałeś swego czasu we wstępniaku do „NF”, więc powstrzymać go już nie można), lecz mogą wpłynąć na ich zawartość, w domyśle – powstrzymać intelektualny rozwój tego medium, pozwalając grom zajmować się jedynie wygodną dlań tematyką. Czyli jednak mamy do czynienia z pewną cenzurą, nie uważasz?
PM: To o czym mówisz to nie jest cenzura, która przecież zmusza do przestrzegania pewnych zasad, ale próba zdalnego, opiniotwórczego sterowania tym medium, która na dłuższą metę nie może się powieść. Przykład z BioWare nie jest dobry, bo oni ciągle bawią się komponentami składowymi, raz dają więcej gry akcji, a mniej samego RPG, innym razem na odwrót, jakby nie posiadali mocnej, ugruntowanej wizji tego jak mają wyglądać ich gry. Krążą wokół tematu i wydaje się, że szukają idealnych proporcji, które zapewnią im miłość fanów i sukces komercyjny, ale to jest jak próba połączenia wody z ogniem – nie może się udać. Zmierzam do tego, że uważam, iż zmiany, które poczynili w DA2 nie tyle wynikają z krytyki, co polityki samego BioWare. Spójrz na takie Rockstar – mimo wielu głosów krytyki oni nigdy nie zmienili filozofii wydawania swoich inteligentnie obrazoburczych gier. RDR jest tego najlepszym dowodem. Próby wywierania nacisku i kontrolowania rynku gier będą zawsze, tak jak dyskusje o potrzebie ocenzurowania internetu, to nie jest ani groźne, ani niezwykłe, a jedyną „cenzurą”, która rzeczywiście istnieje, i której się boję to zwykli ludzie, którzy chcą wydawać swoje pieniądze tylko na gry podobne do tych, w które już grali.
KT: Co do polityki BioWare i Rockstara – miałem później Cię o to spytać, świetnie więc, że sam już poruszyłeś ten temat, w dodatku w interesującym kontekście. Nie do końca się z Tobą zgadzam – będzie więc ciekawie:). Zacznijmy od Kanadyjczyków – ich Mass Effect 2 miał premierę kilkanaście miesięcy przed Dragon Age 2 i fani na forach mocno narzekali na ograniczenie roli erotyki w ME2. Gdybyś miał rację, BioWare chcące przypodobać się fanom i uczące się na błędach w DA2 dałoby jej więcej, a nie mniej niż w pierwszej części smoczej sagi. Chyba że nie było to już możliwe z powodów technicznych, jak uważasz? Co do Rockstara – po aferze z Hot Coffee przystopowali w wiadomej sprawie i dopiero w dodatku do GTA 4 – Ballad of Gay Tony – pokazali seks w swoim stylu, ale nie tylko o niego mi chodzi: w ogóle wydaje mi się, że Episodes from Liberty City były bardziej niegrzeczne i obrazoburcze niż podstawka, jakby dopiero od tego momentu Rockstar na dobre zaczął pozbywać się traumy (co nie znaczy oczywiście, że GTA 4 było jakieś ugrzecznione, ale czegoś mi tam zabrakło), nie sądzisz? Zaciekawiła mnie też twoja opinia na temat RDR – że to kwintesencja stylu R*. Mógłbyś wyjaśnić dlaczego, skoro „całkowitym przypadkiem” Red Dead Redemption osadzono w bardzo wygodnym dla autorów okresie historycznym – Rockstar nie musiało wziąć na warsztat tematu eksterminacji Indian, bizonów, wyzysku Chińczyków czy powszechnego i w rzeczywistości na pewno strasznie brutalnego bezprawia Dzikiego Zachodu?
PM: Może niezbyt jasno się wyraziłem. Podejrzewam, że BioWare tak naprawdę ani nie chce przypodobać się fanom, ani nie reaguje na głosy krytyki, po prostu sami do końca nie wiedzą ile chcą tej erotyki umieścić w swoich grach. Zabawnym kuriozum była sprawa fellatio, rozdmuchana przed premierą DA2 i sugerująca, że w grze będzie czad na całego, ale w praniu okazało się, że jest lipa. Pytanie – dobry marketing czy chorobliwe niezdecydowanie? BioWare to dziwna firma – dobra, ale chyba brakuje jej jakiejś odgórnej konsekwentnej filozofii… Nie uważam, że GTA 4 jest ugrzecznione. Myślę, że R* chcieli w tej grze opowiedzieć trochę inną historię, bardziej subtelną niż wcześniej (ha, ha, jak to brzmi), ironicznie przekształcającą jeden z najbardziej żywotnych mitów Ameryki, opowiadający o przybyszu z Europy, który realizuje Amerykański Sen. Efekt jest znakomity, zabawny, ale niegłupi i bardzo grywalny. Masz rację, że dodatki do GTA 4 były bardziej w stylu starych części, ale odnoszę wrażenie, że to ukłon w stronę starych fanów GTA, którzy otwarcie narzekali, że to już nie jest to. Mnie osobiście (niczego nie ujmując świetnym epizodom z Liberty City) ta ewolucja bardzo się podoba i z tego, co widzę GTA 4 wyznaczyła dalszy kierunek rozwoju gier R*. Ta firma w intrygujący i w sumie unikalny sposób rozwija koncepcję sandboxa. Starają się rekonstruować wiarygodne światy (schyłkowy Dziki Zachód z początków XX wieku – RDR, Los Angeles z lat 40. XX wieku – LA Noire) by w ich gameplayowym kontekście opowiadać świetne pełne rozmachu metahistorie, które są nie tyle opowieściami o losach jednostek, lecz bardziej o jednostkach w trybach pewnych czasów, w trybach Historii. Oczywiście tylko przypuszczam, że LA Noire takie będzie, bo przecież jeszcze w to nie grałem, ale RDR to właśnie taka gra. Urzeka mnie jej epicka skala i fenomenalny sposób w jaki opowiedziano w nim gorzką, ale także inteligentnie ironiczną historię Marstona. Nie wydaje mi się, że to „wygodny okres historyczny”, przeciwnie, uważam, że to znaczący okres historyczny. Właściwie fundament współczesnej Ameryki. Zbudowany na iluzji swobodnego dostępu do ziemi i jej dóbr. Marston jest wprawnym narzędziem w rękach agentów federalnych, którzy stosują wobec niego takie same metody jakie on kiedyś stosował wobec innych, tylko że już w innym celu, w imię innej sprawy i innych czasów. Czasów, w których nie ma już miejsca dla takich ludzi jak Marston. Dlatego na koniec jego również trzeba się pozbyć. Świetna jest ta historia. Widać w niej jak rodzi się społeczeństwo opierające się na zduszonej przemocy, w którym każdy może nosić broń, ale wolno jej używać tylko w ściśle określonych warunkach. Amerykanie ciągle nie chcą się zgodzić na ograniczenia w dostępie do broni, a jednocześnie próbują jakoś zmniejszyć ilość ofiar strzelanin. Próżny trud, bo są jak Marston w Meksyku, bez względu na to czy pomaga rebeliantom czy tyranii koniec będzie identyczny – kolejna tyrania. Mocna rzecz ten RDR:).
« 1 2 3 4 10 »

Komentarze

14 VII 2011   22:15:24

"Przypuszczam, że sam siebie byś tak nie określił chociażby ze względu na naturalną skromność"

Naturalną skromność, ha ha ha.

18 VII 2011   21:44:02

To chyba nie jest najlepszy pomysł walić w wywiadzie pytaniami na ponad 3 tysiące znaków. Chciałem się dowiedzieć co Paweł Matuszek sądzi na różne tematy, ale zanim dobrnąłem do jakiejś jego wypowiedzi, to mi "chcecnie" przeszło.

21 VII 2011   00:58:32

Dużo o grach, mało o literaturze. Ktoś niefortunnie dał tekst do działu książka. Rozbudowane pytania nie przeszkadzają o ile są na temat, ale autorzy powinni zdać sobie sprawę, że po to są działy, żeby czytelnik mógł wybrać sobie temat, który go interesuje. Dziesięć stron to sporo czytania, a zainteresowały mnie ledwie 2-3 akapity. Kiepski wywiad dla osoby nie lubiącej gier.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Styczeń 2021
Esensja

31 I 2021

Pierwszy w tym roku przegląd recenzji. W styczniu nie było źle.

więcej »

Detektyw: Kryminalna Gra Planszowa - wywiad z autorem
Agata Hanak, Ignacy Trzewiczek

13 X 2018

Zapraszam na wywiad z Igacym Trzewiczkiem z Wydawnictwa Portal – porozmawiamy o jego najnowszym tytule: „Detektyw: Kryminalna gra planszowa”.

więcej »

Wszystkie gamebooki są literaturą
Mikołaj Kołyszko

7 II 2013

O rynku wydawniczym gamebooków, literaturze i rozwoju gier paragrafowych rozmawiają Adrian Kuc i założyciel magazynu „Masz Wybór” oraz Wydawnictwa Wielokrotnego Wyboru Mikołaj Kołyszko.

więcej »

Polecamy

Testowanie szczepionki na wirusa?

Online:

Testowanie szczepionki na wirusa?
— Wojciech Gołąbowski

Manewrowanie atomem
— Wojciech Gołąbowski

Puzzle jako pomoc dydaktyczna
— Wojciech Gołąbowski

Sprzątaczka zamiast Magazyniera?
— Wojciech Gołąbowski

Nie tylko dla szachistów
— Miłosz Cybowski

Z dna w górę arytmetycznej dżungli
— Wojciech Gołąbowski

Błękit
— Miłosz Cybowski

Ale jak to: zablokowane?
— Wojciech Gołąbowski

Owernia latem w szczegółach
— Wojciech Gołąbowski

W zgodzie ze schematami
— Miłosz Cybowski

Zobacz też

Inne recenzje

Baśń dla solipsysty
— Michał Kubalski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.