Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Dan Brown
‹Kod Leonarda da Vinci›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKod Leonarda da Vinci
Tytuł oryginalnyDa Vinci Code
Data wydania18 marca 2004
Autor
Wydawca Albatros, Sonia Draga
CyklRobert Langdon
ISBN83-7359-167-2
Format568s. 120×195mm
Cena30,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Blubry starego Ziutka Browna

Esensja.pl
Esensja.pl
Doprawdy, zdumienie, które mnie ogarnia, kiedy patrzę na recenzję książki Dana Browna i jego nazwisko na szczycie listy bestsellerów, każe mi się głęboko wsłuchać w głos reklamowej mądrości ukazującej konsumentów jako stado owiec beczących „Faaaajnie! Faaaajnie!”. Bo, wstyd przyznać, nie znajduję w tej książce zbyt wielu powodów by ją chwalić, jest za to wiele, by ją ganić.

Eryk Remiezowicz

Blubry starego Ziutka Browna

Doprawdy, zdumienie, które mnie ogarnia, kiedy patrzę na recenzję książki Dana Browna i jego nazwisko na szczycie listy bestsellerów, każe mi się głęboko wsłuchać w głos reklamowej mądrości ukazującej konsumentów jako stado owiec beczących „Faaaajnie! Faaaajnie!”. Bo, wstyd przyznać, nie znajduję w tej książce zbyt wielu powodów by ją chwalić, jest za to wiele, by ją ganić.

Dan Brown
‹Kod Leonarda da Vinci›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKod Leonarda da Vinci
Tytuł oryginalnyDa Vinci Code
Data wydania18 marca 2004
Autor
Wydawca Albatros, Sonia Draga
CyklRobert Langdon
ISBN83-7359-167-2
Format568s. 120×195mm
Cena30,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Kodowi Leonarda da Vinci” zaszkodził nadmiar reklamy. Świadom jestem, że moja ocena wynika ze zbyt wysoko postawionej poprzeczki, jednak od książki, którą omawia się w moim ulubionym Klubie Trójki, mam prawo wymagać. Czegoż to ja się nie nasłuchałem… Błyskotliwa, pełna zaskoczeń akcja! Nieoczekiwane zwroty! I – na co najbardziej ostrzyłem sobie zęby – fascynująca pradawna zagadka ukryta pod korzeniami chrześcijaństwa. Brzmiało znakomicie, z napięciem czekałem na owoce pióra Dana Browna.
Z akcją nie jest jeszcze tak źle. Najpierw w Luwrze ginie główny kustosz, zaraz potem para bohaterów (Robert Langdon i Sophie Neveu) musi, zmykając przed francuską policją, rozszyfrować pozostawione przez ofiarę wiadomości. Błyskawicznie ruszamy w pościg śladami kilkorga bohaterów, skacząc z wątku na wątek, czasem obserwując złych, czasem dobrych. Są zagadki, niekiedy frapujące, czyta się to sympatycznie. Gdyby powieść Browna klasyfikowana była jedynie jako sensacja, to mogłaby plasować się wysoko, mimo wad widocznych od samego początku.
Po pierwsze: powieść pisana jest dla Amerykanów i Brown co chwilę tłumaczy naszym bliźnim zza Atlantyku, co też to się na tym dziwnym kontynencie ‘Jurop’ znajduje.
Po drugie: postacie śmierdzą sztancą, na której odbito już niejeden thriller. Nasz morderca idealnie wręcz pasuje do stereotypu „jak sobie mały Kazio wyobraża psychopatę”, głównego bohatera goni Tom Jones ze „Ściganego” (jakoś się inaczej w „Kodzie Leonarda da Vinci” nazywał, ale pomińmy ten drobiazg), a w drodze pomoże mu jakiś kulawy angielski Gandalf (zgodnie z gandalfią tradycją poświęcający się po drodze).
Po trzecie: Brown rozprowadza wskazówki równie zręcznie jak polscy piłkarze podają piłkę. Zorientowanie się w tożsamości Sophie nie jest zadaniem specjalnie trudnym, podobnie jak odnalezienie na kartach Głównego Wroga. Przerysowana stylizacja postaci pozwala się natychmiast zorientować, kto ma jaką rolę do odegrania w dramacie.
Ale, powtarzam, gdyby to była zwykła sensacja, to umocowałoby się te problemy na tytanowym kołku do zawieszania niewiary i czytało, rozkoszując lekką akcją, dając umysłowi odpocząć. Ale nie ma tak dobrze – Dan Brown ma Tezy. On wie o Spisku. On zna Prawdę. I niestety, nie może się powstrzymać. On nam ją przekaże.
Oczekiwałem wywodu. Argumentacji. Kunsztownie wiedzionej linii tropów, głębokiej historycznej wiedzy, porządnej analizy i stopniowego odkrywania przekonującego rozumowania. Ale autor swoje prawdy wygłasza ex cathedra, jako objawione, oczywiste i jedyne prawdziwe. Jego twierdzenia są jednak tak samo dobrze udokumentowane jak wypowiedzi pana Ziutka z okolicznej kufloteki, który, zmącony głębszym, beknie sobie czasem „Te ch***je”. Nie wnikając w problemy identyfikacji adresatów słów pana Ziutka, ma on takie samo prawo kierować swe enuncjacje pod adresem dowolnej grupy obywateli, jak Brown snuć swe bujdy na łamach „Kodu Leonarda da Vinci”.
Kończąc z poetyką – Brown poddaje nas tyranii. Wszyscy mili ludzie nie znoszącym sprzeciwu głosem mówią że Kościół to, a Izaak Newton tamto, a Leonardo da Vinci to coś jeszcze1). Czytelnik do źródeł nie sięgnie i teoryjkę przyjmie jako prawdę, powtórzy tu i ówdzie i się rozniesie. Następna bajęda pójdzie w świat.
Rzecz cała nabiera smaczku, jeżeli uwzględnić, że Brown to niechluj i wszelkie jego twierdzenia trzeba uważnie sprawdzać. Przelot do Anglii, chociażby, jest tak cudownie absurdalny i zaprzeczający istnieniu kontroli lotów i korytarzy powietrznych, że aż żal serce ściska. Samochody palące litr benzyny na 100 kilometrów, filtry z węgla aktywnego do łapania dwutlenku węgla (na moim pochłaniaczu do maski p-gaz stoi, że węgiel aktywny nie chroni przed tlenkiem i dwutlenkiem węgla) i tak dalej, i tym podobnie. Nic dziwnego, że na usenetowej grupie rec.arts.sf.science wątek opisujący dokonania Dana Browna nosił tytuł, w wolnym tłumaczeniu, „Wytknijmy go palcem i wyśmiejmy”. Co szanownym czytelnikom doradzam. Szkoda iść owczym pędem i wydawać pieniądze na książkę, która mogłaby być niezłą powieścią sensacyjną, gdyby tej sensacji nie tłumiły fobie autora, któremu najwyraźniej po nocach śnią się rogaci i ogoniaści księża z widłami i pochodniami.
koniec
13 lipca 2004
1) Jest jeden dobry fragment, czyli opis „Ostatniej wieczerzy”. Oddaję honor Brownowi, takimi cackami mógłby mnie przekonać. Ale jedna jaskółka wiosny nie czyni.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Detektyw: Kryminalna Gra Planszowa - wywiad z autorem
Agata Hanak, Ignacy Trzewiczek

13 X 2018

Zapraszam na wywiad z Igacym Trzewiczkiem z Wydawnictwa Portal – porozmawiamy o jego najnowszym tytule: „Detektyw: Kryminalna gra planszowa”.

więcej »

Wszystkie gamebooki są literaturą
Mikołaj Kołyszko

7 II 2013

O rynku wydawniczym gamebooków, literaturze i rozwoju gier paragrafowych rozmawiają Adrian Kuc i założyciel magazynu „Masz Wybór” oraz Wydawnictwa Wielokrotnego Wyboru Mikołaj Kołyszko.

więcej »

Osiemnaście lat na rynku
Andrzej Karlicki

9 I 2013

W wywiadzie z Andrzejem Karlickim, założycielem wydawnictwa Copernicus Corporation, rozmawiamy o początkach fascynacji Cyberpunkiem 2020, niedawnym wydaniu Castle Falkenstein oraz przejściu z wydawania gier fabularnych na gry paragrafowe z serii „Lone Wolf”.

więcej »

Polecamy

Ale jak to: zablokowane?

Online:

Ale jak to: zablokowane?
— Wojciech Gołąbowski

Owernia latem w szczegółach
— Wojciech Gołąbowski

W zgodzie ze schematami
— Miłosz Cybowski

Strzelając do zombie
— Miłosz Cybowski

Latający baloniasty kot
— Miłosz Cybowski

W podróż przez cały rok
— Wojciech Gołąbowski

Jeszcze raz to samo, ale lepiej
— Miłosz Cybowski

W kółko to samo
— Miłosz Cybowski

Ubodzy komandosi
— Miłosz Cybowski

Złe korporacje i nielegalny handel
— Miłosz Cybowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Co się kryje na dnie piekła?
— Kamil Armacki

Dżinn w akceleratorze
— Marcin T. P. Łuczyński

Pan Samochodzik i Iluminaci
— Artur Długosz

Tegoż autora

Kronika śmierci niezauważonej
— Eryk Remiezowicz

Zamknąć Królikarnię!
— Eryk Remiezowicz

Książka, która nie dotarła do nieba
— Eryk Remiezowicz

Historia żywa
— Eryk Remiezowicz

Na siłę
— Eryk Remiezowicz

Wpadnij do wikingów
— Eryk Remiezowicz

Gdzie korekta to skarb
— Eryk Remiezowicz

Anielski kryminał
— Eryk Remiezowicz

I po co ten pośpiech?
— Eryk Remiezowicz

Nie zawsze szczęście
— Eryk Remiezowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.