dzisiaj: 10 grudnia 2018
w Esensji w Google

Komentarze

Magazyn CLXXXI

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

książkowe (wybrane)

więcej »

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

komiksowe

więcej »

growe

więcej »

Zapowiedzi

książkowe (wybrane)

więcej »

kinowe

więcej »

komiksowe

więcej »

Komentarze


Komentarze do: Wszystkie Obiektów Tekstów
z działu: Wszystkie Twórczość Książki Film Komiksy Gry Varia Muzyka
« 1 2 3 4 157 »


El Lagarto, 15-10-2018 20:43:
Sam czytałem tylko "Pieprzony los kataryniarza" i garść opowiadań ,ale zwracam uwagę przedpiścy, że powyższy artykuł powstał jeszcze w ubiegłym stuleciu, co oznacza że od tamtej pory Ziemkiewicz mógł napisać dziewietnastotomową powieść-rzekę.
Jeżeli taka jest jego najlepsza powieść, to jakie są pozostałe?


Pawel.M., 11-10-2018 07:22:
Aha, ma poruszyć sumienie świata... Czyt. Zachodu po to, żeby posypał kasa dla muzułmanów, których główne zajęcia to wojowanie i rozmnażanie się. Dostaną kasę, to będą mieli za co wojować i się mnożyć, żeby wysyłać kolejne łódki na podbój Europy. Problemy krajów islamskich i afrykańskich to są ich problemy, moim interesem jest, żeby tak zostało, żeby nie stały się moimi problemami, czyli nie wpuszczać ich do Polski.
"Trafiają prosto do naszego serca, budzą wiele emocji".
Własnie, to jest granie na emocjach Zachodu. Niestety, w tym przypadku emocje i rozum zdecydowanie nie idą w parze.
@estee
Emocje zwykle są złym doradcą. I proszę sprawdzić w słowniku znaczenie słowa "strofowanie", a potem jeszcze raz, tym razem na spokojnie i bez emocji, przeczytać mój jakże prosty i krótki komentarz.


Beatrycze, 09-10-2018 18:05:
Na końcu figuruje napis "koniec tomu pierwszego", stąd moje wnioskowanie.

bardzo ciekawe, zapraszam też do nas: http://www.podroze-literackie.pl/

Panie zyx. Co to za strofowanie recenzentów? Literatura jest właśnie po to, by budzić emocje. To co lepiej czegoś takiego nie wydawać, nie czytać, nie przeżywać? Głowa w piach. Oczywiście przysłuży się to całej ludzkości.


freynir, 09-10-2018 10:52:
Nie podejrzewam większego rozwinięcia. Dziwnie utkwiło mi w głowie, że w wydawnictwie, które opublikowało owe dziełko, debiutują albo:
- autorzy już dojrzali, którzy z niewiadomych przyczyn nie zdołali dostać się na rynek gdzie indziej,
albo:
-bogaci (ale nie słowem, czy fabułą) monotematycy, którzy klepią w kółko tą samą opowieść, ewentualnie wystarcza im satysfakcja z myśli, że opublikowali dzieło życia

Chciałem coś napisać, ale pewnie cenzura by mi to zdjęła, jak już to kiedyś mi się przytrafiło na Esensji gdy wyraziłem (w sposób kulturalny i nie obrażający nikogo) swoje zdanie o problemie uchodźców. Zaapeluję więc tylko ogólnie (także do recenzentów): mniej emocji, więcej rozsądku. Myślę, że przysłuży się to także samym uchodźcom.


El Lagarto, 07-10-2018 23:35:
Akurat u Camerona aspekt "zwykłych ludzi", których łupi wojsko, jest uwzględniony, choć oczywiście stanowi poboczny wątek. Rzadko zastanawiamy się kto stoi za aprowizacją Armii Dobra :-)
Co do wyżywienia wojsk - w armii mongolskiej każdy żołnierz miał przy sobie bukłak ze sfermentowanym kobylim mlekiem (kumysem). Mogli się tym mlekiem żywić się przez wiele dni, a w razie potrzeby upuszczali krew wierzchowcom i ją pili. Dawało im to niesamowitą mobilność, bo nie musieli pędzić za sobą stad bydła. M. in. dlatego oddziały mongolskie i tatarskie mogły spadać jak grom z jasnego nieba i momentalnie znikać.

Beatrycze, 07-10-2018 00:20:
Data bitwy pod Grunwaldem to jedna z nielicznych, jakie pamiętam (chodzi mi o rok, bo już miesiąca i dnia to nie).
Tak sobie myślałam, że pewnie rabowali po drodze. Żal mi najbardziej tych zwykłych ludzi, którzy sobie żyli ciężko pracując, a tu takie wędrujące wojska zagarniały, na co natrafiły i z czego ci ludzie mieli żyć potem... (o ile w ogóle przeżyli taki napad na wieś).

Pawel.M., 06-10-2018 04:04:
"Podejrzewam, że zebranie tylu ludzi i potem ich dotarcie na miejsce trwało".
Dlatego wyprawy były przygotowywane z dużym wyprzedzeniem. Polska i Litwa przygotowania, które zwieńczyła bitwa pod Grunwaldem (nie wiem czy trzeba, ale przypomnę 15 VII 1410), zaczęły już jesienią 1409 roku. Przygotowania objęły m.in. zapewnienie wyżywienia - solono mięso (m.in. z polowań). Jak twierdzi Marian Kukiel, historyk wojskowości, żywność musiała być przygotowana na co najmniej 6 tygodni takiej wyprawy. Rycerz też brał z domu jakieś wyżywienie dla siebie i swojego pocztu. Oczywiście było to na bieżąco uzupełniane przez rabunek.
Taki rabunek był bardzo fachowo organizowany ("nadwyżki" były na bieżąco odsyłane do kraju rabujących). I tak np. w 1238 r. Świętopełk wschodniopomorski najechał na Kujawy. Tylko w dobrach biskupa włocławskiego (bez dóbr księcia, innych instytucji kościelnych i dóbr prywatnych) zrabowano:
- 177 koni (wierzchowych?),
- 229 koni pociągowych,
- 69 źrebiąt,
- 575 wołów,
- 1176 krów,
- 3174 owce,
- 1267 świń,
- nieznaną bliżej ilość cieląt.
To chyba przez jakiś czas wyżywiłoby całkiem spora armię :D A to nie był wieki najazd, tak patrząc na potencjał Świętopełka, to max 3000 wojowników.

Beatrycze, 05-10-2018 11:41:
Dziękuję za wyjaśnienia.
Nie sądziłam, że aż tyle ludzi brało udział w bitwach. To zmusza mnie do zweryfikowania obrazu (zastanawiam się, czy nie został on wywołany oszczędnościami na planach filmów iseriali historyczych, które mogłam oglądać jako dziecko ;P
Zawsze w takich sprawach zastanawiają mnie praktyczne kwestie - logistyka, aprowizacja. Podejrzewam, że zebranie tylu ludzi i potem ich dotarcie na miejsce trwało. Nie mówiąc już o powrocie, choć w tym przypadku ludzi było już mniej. To w sumie smutne, jak się ludzie potrafią sprawnie zorganizować, gdy przychodzi do zarzynania bliźniego swego.

Pawel.M., 05-10-2018 01:14:
Beatrycze
Dwa tysiące ludzi to nie była wielka bitwa. Wielkie bitwy w tym okresie, to takie, w których walczyło kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Wystarczy wymienić np. bitwę pod Crécy (1346), w której łącznie miało walczyć nawet do 50 000 wojowników (w tym najemnicy włoscy) czy choćby naszą bitwę pod Grunwaldem, gdzie wg niektórych historyków starło się nawet 80 000 ludzi (osobiście uważam, że było to mniej, ale na pewno kilkadziesiąt tysięcy). 60-80 tysięcy miało też walczyć pod Warną (1444).
"Słyszałam, że koń bojowy i zbroja to czasem równowartość kilku wiosek"
Kluczowe słowo - CZASEM. Dziś samochód też CZASEM jest kosmicznie drogi, ale jak poszukasz to i za dwa tysie kupisz taki, którym spokojnie pojeździsz. Weźmy np. miecz, w drugiej połowie XV wieku można było kupić taki za 15 groszy, ale też taki za 240 groszy (krowa kosztowała ok. 40 groszy). Ale nie wszyscy wojownicy mieli miecze, biedniejsi mieli np. kordy za 8-12 groszy, albo topór za 4 grosze. Więc jak widzisz można się było wyposażyć na bogato, a można było zastosować wariant oszczędnościowy.
I zwróć uwagę na jeszcze jedną rzecz - rycerze to zawsze była mniejszość wojowników. Nie chce mi się teraz sprawdzać dla wszelkich wojsk i wszelkich okresów, ale np. dla krzyżaków w Prusach w połowie XIII w. szacuje się, że na jednego rycerza przypadało 10-12 innych wojowników.

Pawel.M., 05-10-2018 00:46:
El Lagarto
Zgadza się, początki takowych kompanii to XIII wiek. Ale własnie na tym okresie wzoruje się autor tego cyklu.
Wcześniej nie tylko wikingów najmowano, bo np. także Pieczyngów. Czy nie były to wielkie oddziały... Chyba jednak bywały, bo np. Włodzimierz Wieki najął tylu wikingów, że nie było go stać na ich opłacenie, więc ich "spławił" do Bizancjum. Nie wiadomo w jakim charakterze (najemników?, sojuszników? - z kontekstu można wnosić, że raczej tych drugich) w wojskach Chrobrego atakujących Ruś znaleźli się Węgrzy i Pieczyngowie - było ich łącznie półtora tysiąca.

Ehh... te wszystkie mody, Nobla nagrody, liczby sprzedanych ksiazek, miejsca w rankingach, czy coś tak budzącego wątpliwości jak 'wielkość skali światowej'... Czy naprawdę wypada brać te wskaźniki tak bardzo poważnie, aby się nimi w ocenie pisarzy kierować? Czy warto kruszyć kopie?
Zgadzam się z panem Markiem w podanych przez niego zaletach prozy Borunia - ja również wolę jego niż Lema. Zamiast jednak marnować czas na krytykę drugiego (a jako literaturoznawca mógłbym się takim wytykaniem słabości zajmować hobbystycznie) polecam wszystkim lekturę dzieł pierwszego. Choćby z tego powodu, że w tym współczesnym potopie tandety literackiej został on mimo bogactwa myśli tak okropnie przemilczany.


Beatrycze, 28-09-2018 13:24:
@ Paweł M. - To było, jak to mawiają "uczciwe pytanie" - nie siedzę w historii, więc naprawdę nie wiem. O włoskich kondotierach słyszałam, ale średniowiecze kojarzy mi się z czasami, gdzie wszędzie były lasy, miasta były malutkie i ogólnie ludności było niewiele, zwykli ludzie mieli co roku problem z przeżyciem przednówka, a wielka bitwa to jak w niej brało udział, bo ja wiem, 2 tysiące ludzi. (zdecydowanie brakowało w programie edukacji z historii tematów w rodzaju - jak żyli ludzie w danej epoce, jak funkcjonowała gospodarka itp. wrycie na pamięć dat bitew i postanowień pokojów, cóż szybko się to zapomina i niewiele więcej zostaje w głowie).
Słyszałam, że koń bojowy i zbroja to czasem równowartość kilku wiosek - to nie lepiej by było mieć te wioski i w nich spokojne życie? Choć tu zapewne głównym problemem była dostępność ziemi - młodszy syn rodu nie miał skąd tych wiosek wziąć, a na kupno zbroi i wyruszenie w świat może i go było stać.
Może powinnam też więcej napisać, ale to był temat poboczny, - najbardziej zastanawiało mnie to, że oni byli wędrowną kompanią i można wnioskować, że raz lepiej raz gorzej im się wiodło - chodziło mi o to, czy to nie byłoby tak, że taki oddział zatrudniałby jakiś władca, że tak powiem nie na umowę-zlecenie ;p tylko niejako stacjonarnie, na długi czas, albo na czas wojny?
Zastanawiało mnie, czy klasztor miałby dość pieniędzy - w książce to mniszki są zleceniodawczyniami - ale ów klasztor ma pod kontrolą miasto, szmat okolicznych ziem oraz organizuje największy w sezonie jarmark, przez który płyną cenne towary, więc po namyśle stwierdzam, że nie jest to nierealistyczne.
@El Lagarto - tylko uprzedzam, że Z "Korony..." Zysk łaskawie wydał 5 z 7 tomów (przynajmniej tyle, że w tomie piątym dochodzi do dość istotnej kulminacji, tyle że właśnie potencjalnie najoryginalniejsze jest to, co może wydarzyć się dalej - bo w 5tym mają miejsce wydarzenia, które zazwyczaj kończą powieść fantasy, a tutaj dochodzi do wielkiej zmiany - w jakim kierunku podąży świat dalej, to jest ciekawe).
Tłumaczenie i redakcja zwłaszcza tomów 4 i 5 woła o pomstę do nieba.
Mimo tych wad i niestety też rozwlekania całości, to był jeden z tych paru cykli, które mnie wciągnęły - tak, że w kilka tygodni przeczytałam całość.
Podobało mi się to, że wizja jest spójna - religia jest powiązana z organizacją społeczeństwa, widać, że autorka sobie rzecz przemyślała.
Ponoć rzecz jest inspirowana historią ziem Niemieckich, jest tam w każdym razie władca, który ma zapędy unifikacyjne i problemy z sukcesją.
Jest też trochę intryg dworskich, choć nie tyle, co u Martina. Przyjemnie w każdym razie było śledzić powiązania genealogiczne postaci, które są ważne dla rozwoju fabuły.
Wreszcie - to jak do tej pory jedyna książka fantasy, którą czytałam, gdzie jeden z bohaterów zostaje świętym (przynajmniej tak to widzę, bo w związku z brakiem polskich wydań, nie wiem, jak potoczyły się jego losy).

El Lagarto, 27-09-2018 23:04:
Ale doprecyzujmy, że takie wielkie kompanie najemników to już raczej późne średniowiecze i renesans. Wcześniej najemnikami bywali np. wikingowie, ale to nie były jednak tak wielkie i wyspecjalizowane oddziały.

Pawel.M., 27-09-2018 22:42:
"Kogo byłoby stać na ich usługi?"
Ale o co chodzi, bo przyznam, że nieco nie rozumiem - Beatrycze, masz wątpliwości co do istnienia takowych oddziałów najemników w średniowieczu? Właśnie w średniowieczu powstawały kompanie kondotierów liczące nieraz kilka tysięcy żołnierzy, np. Biała Kompania Johna Hawkwooda miała się składać z trzech i pół tysiąca kawalerii + dwa tysiące piechoty.
Kto takie oddziały zatrudniał... Różnie: papież, władcy (w tym i nasz Kazimierz Jagiellończyk podczas Wojny Trzynastoletniej), krzyżacy, bogate miasta.
Kondotierami byli też przodkowie naszej królowej Bony. Muzio Attendolo Sforza był przywódcą takiego oddziału, potem tę tradycję kontynuowali jego nieślubni synowie - Francesco i Alessandro. Francesco poślubił pannę z rodu Viscontich, książąt Mediolanu i po śmierci teścia objął władzę w księstwie. Bona była jego prawnuczką.

El Lagarto, 27-09-2018 22:03:
Nie znam "Korony gwiazd", dokładam do długiej listy do przeczytania.
O Gedzie i Tenar napisałem serio, nawiązując do Aragorna i Eowiny. W klasycznej baśni Ged i Tenar pobraliby się, żyliby długo i szczęśliwie. A fantasy to taka niby baśń, a jednak nie do końca przewidywalna :-)

« 1 2 3 4 157 »

Polecamy

Cały we krwi!

Kadr, który…:

Cały we krwi!
— Marcin Knyszyński

Trach! Łup! Aaargh!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Co Kropelka sklei…
— Jacek „Korodzik” Dobrzyniecki

Pola śmierci
— Marcin Knyszyński

Uszta Żona
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Fantastyczny pan Lis
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

To całkiem… zupełnie… idiotyczne!
— Marcin Knyszyński

Jestem w domu!
— Marcin Knyszyński

Zły, zły tyranozaur
— Marcin Osuch

Pewien głąb wkręca się w głąb
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000-2018 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.