dzisiaj: 27 lipca 2021
w Esensji w Google

Komentarze

Magazyn CCVII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

książkowe (wybrane)

więcej »

komiksowe

więcej »

growe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

growe

więcej »

Komentarze


Komentarze do: Wszystkie Obiektów Tekstów
z działu: Wszystkie Twórczość Książki Film Komiksy Gry Varia Muzyka
1 2 3 428 »


Beatrycze, 22-07-2021 21:14:
Dziękuję.
Po książkę sięgnęłam, bo zaciekawił mnie temat, ale - o ile cytaty tam zawarte - z twórczości i dokumentów są ciekawe, to czasem dobudowywane do tego są takie argumentacje, które mnie się wydają naciągane strasznie. Nie tyle mają coś wspólnego z sytuacją chłopów, co autor idzie w jakieś interpretacje radosne... rozważania ni to filozoficzne. Kilka skrajnych przykładów
1) Teza, jakoby obrót pieniądzem wziął się z wypłacania rekompensat finansowych za morderstwo. Wiem, że takie zwyczaje były, ale po pierwsze nie u każdego ludu a po drugie, wydaje mi się, że nie tylko temu pieniądz służył nawet tam.
2) Długi i natchniony wywód, że w starożytności rzeczy nieożywione traktowane były, jakby miały duszę (pewnie gdzieniegdzie tak, ale czy wszędzie), a oto niewolnicy byli pierwszymi "rzeczami" bardziej nawet uprzedmiotowionymi od przedmiotów.
3) Cytuje w pewnym momencie historię chłopa - by skrócić, bo to dłuższa sprawa była, w każdym razie bitego, zastraszanego, który zmuszony do podpisania dokumentu - był niepiśmienny, nie wiedział, co podpisuje, a podpisał, jak się okazało potem chęć oddania swojego bydła - podpisawszy, próbował (bezskutecznie) popełnić samobójstwo. Na sam koniec autor książki radośnie stwierdza, że ów chłop doznał wtedy głębokiej przemiany duchowej, wręcz przebudzenia.
Najpierw pisał, że podział na szlachtę i chłopstwo był uproszczony, bo istnieli np. robotnicy najemni, ludzie żyjący na obrzeżach, w lasach, więc tych grup było więcej a relacje między nimi bardziej skomplikowane, a potem calutki rozdział o walce klas, świadomości klasowej... Jako że tylko wczesne lata mojego dzieciństwa przypadły na PRL, nie miałam okazji na takie tematy czytać.
Się nawet zastanawiałam, czy by coś na ten temat nie skrobnąć, ale uznałam, że się nie znam, więc się nie odniosę merytorycznie. A jednak tu by trzeba merytorycznego podejścia a nie takiego, jak miejscami autor, który pisze, że przekonanie, iż w Polsce szlachty było nawet 20% jest nieuprawnione, ponieważ było ich mniej, ale potem nie podaje żadnych innych liczb.

RJP zrezygnowała ze swojej powagi już z grubsza 20 lat temu, kiedy do owego czasu skądinąd godna szacunku prof. Jadwiga Puzynina podzieliła się — jako radczyni właśnie — paszkwilem na temat słownika Bańkowskiego. (Teoretycznie — w praktyce na temat jednego autorskiego żartu ze wstępu, którego albo nie zrozumiała, albo udawała).

Pawel.M., 22-07-2021 17:28:
Beatrycze
Jeszcze kilka lat temu ani lewica, ani żyjący w Polsce Murzyni nie mieli z tym słowem problemu. Lewica wręcz rozdawała koszulki mające propagować tolerancję z napisami "Jestem Arabem", "Jestem Murzynem".
Aż się uaktywnił niejaki Mamadou Diouf (polski nie jest jego ojczystym językiem!) i przez lata wrzeszczał, że to obraźliwe i kojarzące się z niewolnictwem - tu przypomnę, że "Murzyn" to specyficzne polskie słowo bez odpowiednika w językach obcych, a u nas nie było niewolnictwa Murzynów (poza jakimiś jednostkowymi przypadkami na dworach magnackich).
To podłapała dzicz rewolucyjna, bo wreszcie miała o co walczyć, a za nimi skrajny lewicowiec (wystarczy przejrzeć jego facebooka) w składzie Rady Języka Polskiego. A że Rada ostatnio biegnie sprintem pod lewa ścianę, to przyklepali ten idiotyzm. Tym samym przestali być obiektywną instytucją, a stali się jednostką ideologiczną, z którą nie trzeba się zgadzać. Z ciekawostek dodam, że Rada objęła patronatem publikację, w której do słów obraźliwych zaliczono także:
„homoseksualista", „homoseksualizm", „mniejszości seksualne", „fala uchodźców", „migranci ekonomiczni".
To chyba wystarczy, żeby to lewicowe towarzystwo przestać traktować poważnie. To jest kabaret, a nie instytucja naukowa.


Pawel.M., 22-07-2021 17:18:
"Chamstwo" Pobłockiego i on tam napisał coś w stylu (a przynajmniej tak to zrozumiałam, a nie mam już tej książki, żeby sprawdzić cytat) że Mieszko I utrzymywał drużynę wojów do łowów na niewolników na eksport, a także, że Piastowie przybyli z okolic Moraw".
Pobłocki nie jest historykiem, tylko antropologiem, któremu się wydaje (błędnie), że ma kompetencje do wypowiadania się o historii. Mieszko miał drużynę, jak każdy władca tego okresu, ale żeby jedynym czy choćby głównym jej zajęciem było polowanie na niewolników... Bardzo odważna teza, na pograniczu z kuriozum :D Drużyna miała szereg zastosowań, nie tylko militarnych, ale także jej członkowie pełnili funkcje administracyjne.
Co do morawskiego pochodzenia Piastów, to tę tezę Pobłocki wziął od innego badacza bez kompetencji historyka, czyli archeologa Przemysława Urbańczyka. O tej tezie kiedyś pisałem:
seczytam.blogspot.com/2018/02/przemysaw-urbanczyk-mieszko-pierwszy.html
Takie mamy czasy, że w historii próbują dłubać socjolodzy, antropolodzy, filozofowie... W większości o poglądach skrajnie lewicowych, stąd ich wypociny dostają klakę w mediach pokroju Gazety Wyborczej.

@Beatrycze
No właśnie chyba nie, to jest właśnie wynik tej kalki przeniesionej z Zachodu. Jeszcze 10 lat temu nie było żadnego problemu ze słowem "Murzyn".


Beatrycze, 22-07-2021 15:27:
To prawda, ale też artykuł powyższy to jedynie krótka notka, a nie szczegółowa recenzja merytoryczna (w mojej branży takie pisze się raczej przed publikacją i uzyskanie pozytywnej jest warunkiem dopuszczenia) i jak rozumiem główny zarzut był taki, że niektóre kwestie zostały rozbudowane a inne bardziej pobieżnie potraktowane - to już jak sądzę można stwierdzić bez dokładnej znajomości tematu.


Beatrycze, 22-07-2021 15:23:
A... to jestem zapóźniona, jak widzę.
Oto "kłamstwo założycielskie" współczesnej cywilizacji: "możesz zostać, kimkolwiek zechcesz".
BTW - z innej beczki - przeczytałam sobie niedawno "Chamstwo" Pobłockiego i on tam napisał coś w stylu (a przynajmniej tak to zrozumiałam, a nie mam już tej książki, żeby sprawdzić cytat) że Mieszko I utrzymywał drużynę wojów do łowów na niewolników na eksport, a także, że Piastowie przybyli z okolic Moraw.
Słyszałam, że Słowianie handlowali niewolnikami, ale tam to tak zostało ujęte, jakby to był niemal główny cel, mnie by się wydawało, że drużyna wojów miała, że tak powiem szersze zastosowanie.
Ile z tego jest prawdą?


Beatrycze, 22-07-2021 15:18:
Tak szczerze pisząc, to też mnie zdziwiło, bo o ile "żółtek" kojarzy mi się jednoznacznie pogardliwie, tak Murzyn jest dla mnie słowem neutralnym.
Aż się zaczęłam zastanawiać, czy to kwestia regionalna, albo, bo ja wiem - domu rodzinnego.


Pawel.M., 22-07-2021 08:47:
Beatrycze
"Cały czas mam nadzieję, że obsesja na temat płci to tylko kolejna moda znudzonych dobrobytem społeczeństw zachodu i się w końcu znudzi".
Oczywiście, że już się staje niemodne - teraz na tapetę wchodzi transrasowość. W kolejce czeka pewnie transagtunkowość. Mnie tam mnie obchodzą zabawy marginesu, a bardziej waga, jaką do tych dziwactw przywiązują media i część polityków.


Pawel.M., 22-07-2021 08:39:
Beatrycze
"Zabawnie to zabrzmiało o tyle, że akurat redakcyjny kolega ma doktorat z historii".
Co nie znaczy, że zna się na wszystkim. Cytat z pradawnej pracy - a od tamtej pory problem tylko narasta i to lawinowo:
"Badania historyczne rozrosły się tak dalece, że żaden historyk o największej nawet erudycji nie może bez specjalnych studiów zdać sobie sprawy z bieżących osiągnięć we wszystkich wyspecjalizowanych działach swojej dyscypliny". (W. Moszczeńska, Metodologii historii zarys krytyczny, Warszawa 1968, s. 116).
PS
Oczywiście znowu wypieprzyło się kodowanie.

Pawel.M., 22-07-2021 08:38:
Beatrycze
>Zabawnie to zabrzmiało o tyle, że akurat redakcyjny kolega ma doktorat z historii

@winston churchill
słowo "Murzyn" nadal by nie budziło kontrowersji, gdyby nie z sufitu wzięta nagonka trwająca od kilku lat. A wrzucenie go do jednego kotła z "Żółtkiem" i "Negrem" to już zaskakujące zagranie.

Pawel.M., 22-07-2021 08:05:
>Adam Nasielski pisze wprost: „Murzyn” (...) To brzmi jeszcze mniej przyjemnie<
Murzyn akurat brzmi normalnie i poprawnie po polsku, a wy nie róbcie z siebie lewackich świrów.

winston churchill, 21-07-2021 19:08:
...Adam Nasielski pisze wprost: „Murzyn”...
A niby jak powinien napisać w 1936 roku? W Polsce to słowo jeszcze parę lat temu nie budziło żadnych negatywnych konotacji, zresztą chyba nadal wśród przeciętnych Polaków nie budzi.


Achika, 20-07-2021 11:25:
Otczestwo.

Beatrycze, 19-07-2021 14:50:
Mnie chodziło o to, że "Michajłowna" brzmi mi bardziej jak patronimik (czy też jak po polsku nazywa się "atciestwo", że tak zapiszę fonetycznie, za co przepraszam), nie nazwisko. Jak pamiętam powieści Dostojewskiego to częściej tam przedstawiano postaci imieniem i patronimikiem, a jeśli nazwisko też podawano to zwykle jako trzecie, albo jako samo nazwisko (Raskolnikow, generał Iwołgin)
W powieści Maas (jedna mi starczy) najbardziej mnie drażniło, że główna bohaterka zachowywała się jak kretynka, tymczasem inni bohaterowie i narrator ciągle deklarowali, jaka ona cudowna. Nie bardzo rozumiem - czy to chodzi o to, aby każda czytelniczka mogła się poczuć od Celeany lepsza :>


freynir, 19-07-2021 13:52:
Brak obciążenia otoczką PRL-owską może być zasługą tego że Słomczyński, już wówczas zasłużony tłumacz, publikując pod pseudonimami mógł sobie pozwolić na trochę więcej swobody. Wszak kryminały Joe Alexa, takie jak "Cichym ścigałam go lotem" czy "Zmącony spokój pani labiryntu", nawet nie wspominały o PRL-u.


freynir, 19-07-2021 13:27:
Akurat Anastazja, córka Aleksandra, pasowałaby bardzo, tam nawet dwóch było na tronie.
A co do Caelaany- w tych powieściach "deus ex machina", czytaj pisarka zrobiła literówkę lub błąd w opisie postaci, poprawia dwa tomy dalej, to rzecz nagminna.


Paweł Borawski, 16-07-2021 19:07:
Szanowni Państwo,
"Przecież w popularyzacji nauki w dużej mierze chodzi o wywołanie emocji, aby skłonić do poszukiwań, wzbudzić u odbiorców zainteresowanie i dać początek niejednej pasji (trwającej nieraz całe życie). Jakże więc się nie kierować emocjami, gdy pisze się recenzje popularyzujące naukowe tematy?"
Muszę przyznać, iż "wywoływanie emocji" wychodzi wam całkiem dobrze. :)
Z poważaniem
Paweł Borawski

Joanna Kapica-Curzytek, 16-07-2021 12:07:
Szanowny Panie Pawle,
Po pierwsze – jesteśmy Esensją, nie „Esenscją”.
Pozwoli Pan, że odniosę się do zarzutu „niemerytorycznych pseudorecenzji”, jak Pan to ujmuje. Recenzje publikowane w Esensji nigdy nie były i nie są szczegółowymi, naukowymi, krytycznymi i hermetycznymi tekstami, które głęboko i wnikliwie analizują walory i niedociągnięcia dzieł naukowych pod kątem metodologicznych i merytorycznych kryteriów właściwych dla poszczególnych dziedzin. Tak jak nie interpretujemy utworów literackich, drobiazgowo analizując różne podejścia w teorii literatury. Nie taki jest profil naszego magazynu. Jest u nas natomiast miejsce na przybliżenie, popularyzację pewnych tematów, wzbudzenie nimi zainteresowania wśród tych, którzy nie zajmują się naukowo daną dziedziną, albo nawet nic o niej nie wiedzą. Tak od lat piszemy – i tak właśnie uczynił nasz redakcyjny kolega, publikując krótki, zwięzły tekst dotyczący książki o toczącej się w XIX wieku wojnie rosyjsko-perskiej.
Gdy opisujemy publikacje naukowe (choć – częściej - popularnonaukowe), staramy się odpowiedzieć na pytanie, czy książka będzie wartościowa dla przeciętnych czytelników, dla jakiego kręgu odbiorców może być ciekawa, co wniesie nowego do ich wiedzy i świata, jak się ją czyta – czy jest przystępna, czy wymaga wcześniejszego oczytania w poruszanych zagadnieniach, itp. Może to z powodzeniem uczynić również ktoś, kto nie specjalizuje się ściśle w danym temacie. Ma więc prawo o tym w formie popularnej napisać i ocenić, na ile lektura danej książki jest atrakcyjna lub nie, jakie są jej mocne i słabe strony. Czasami zdarzy się wątek polemiki z autorem/autorką, ale nie ma to absolutnie nic wspólnego z „pozowaniem na wytrawnego recenzenta i krytyka”. Do czego byłoby to nam, piszącym, potrzebne, co i komu miałoby udowodnić? Jeśli już – to kierujemy się myślą, że nauka rozwija się najlepiej właśnie wtedy, gdy pojawiają się różnice zdań.
Kimże więc jest, jak Pan to ujmuje, „profesjonalny recenzent książek”? Tego do dzisiaj nie wiem. Wiem natomiast, kim jest kompetentny recenzent – i trzeba po prostu rozróżnić dwa różne podejścia do recenzowania, które okazują się równie kompetentne. Ma Pan zupełną rację, że gdy piszemy recenzję stricte naukową – jej autorem/autorką powinna być rzeczywiście osoba zajmująca się w swojej pracy daną dziedziną. Ale recenzja, której celem jest popularyzacja - to zupełnie inny rodzaj tekstu, inni też są jego odbiorcy, dlatego może więc ją z powodzeniem napisać również osoba, która akurat nie specjalizuje się ściśle w danym temacie. A czy wadą jest to, że taki tekst jest „podyktowany emocjami”? Absolutnie nie! Uważam, że wręcz przeciwnie. Przecież w popularyzacji nauki w dużej mierze chodzi o wywołanie emocji, aby skłonić do poszukiwań, wzbudzić u odbiorców zainteresowanie i dać początek niejednej pasji (trwającej nieraz całe życie). Jakże więc się nie kierować emocjami, gdy pisze się recenzje popularyzujące naukowe tematy?
PS. Doktorat – to nie luksus, jak Pan pisze, ale ważna część pracy, naturalny i konieczny etap rozwoju naukowego, gdy pracuje się na uczelni. Droga do stopnia doktora jest jakże daleka od luksusu, także dlatego, że wiąże się z wyrzeczeniami i wieloma niedogodnościami (różnej natury). Ubolewam, że powiela Pan tutaj krzywdzący stereotyp postrzegania ludzi nauki jako zajmujących się nią dla kaprysu, w domyśle: bo nie mają innych ciekawszych lub bardziej wartościowych zajęć.

1 2 3 428 »

Polecamy

Smętny finał

Tajemnica złotej maczety:

Smętny finał
— Konrad Wągrowski

Stukasy, Wellingtony, Halifaksy!
— Konrad Wągrowski

O wolność waszą i naszą
— Konrad Wągrowski

Na wielbłądzie boli tyłek
— Konrad Wągrowski

Z Łosiem na łowy
— Konrad Wągrowski

Przybywając do PRL-owskiego raju
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000-2021 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.