dzisiaj: 5 sierpnia 2020
w Esensji w Google

Komentarze

Magazyn CXCVII

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

książkowe (wybrane)

więcej »

komiksowe

więcej »

muzyczne

więcej »

Komentarze


Komentarze do: Wszystkie Obiektów Tekstów
z działu: Wszystkie Twórczość Książki Film Komiksy Gry Varia Muzyka
1 2 3 140 »

Piękna recenzja.


Beatrycze, 30-05-2020 18:14:
Mgliście sobie przypominam, że tn film widziałam, ale wydał mi się cokolwiek mdły.


Calanthe, 29-05-2020 18:55:
hue hue, według Esensji 1 sezon "Wiedźmina" miał tylko 4 odcinki ;)

dzięki

Sebastian , 23-05-2020 12:13:
Na DVD tylko w Rosji (chyba że któraś z polskich księgarni zajmujących się rozprowadzaniem rosyjskich książek, płyt i filmów, a ja znam przynajmniej dwie takie, sprowadzi go do kraju). Ale wiele rosyjskich wytwórni filmowych udostępnia też swoje klasyki legalnie w sieci (także na YT) - więc można też tam poszukać.
Gdzie można zdobyć tę serię filmów?


Borys Jagielski, 19-05-2020 15:50:
Fajnie, że ta recenzja powstała. Oceniasz film lepiej niż większość krytyków i widzów, ale ciągle zbyt nisko. Dość przypadkowo obejrzałem go dwa tygodnie temu i byłem zachwycony, bo dostałem inteligentny, oryginalny, warsztatowo przynajmniej poprawny i wysokobudżetowy thriller science-fiction – a takie dzieła od dwudziestu lat z okładem są rzadkością. Niepotrzebnie piszesz w pierwszym zdaniu, że trudno streścić fabułę i że historia jest nie w pełni spójna i niezrozumiała. Moim zdaniem to nieprawda, szkodliwy stereotyp o „Końcu świata” powielany wszędzie w internecie. Fabułę da się streścić w jednym zdaniu: Facet z koneksjami wskutek dziwnej amnezji zmienia diametralnie swój tryb życia, co próbuje wykorzystać do politycznych celów neomarksistowska komórka. Owszem, jest tu sporo twistów, niuansów, postaci, wszystko wpisano w specyficznych realiach niedalekiej, dystopijnej przyszłości – ale fabuła jako taka jest w pełni zrozumiała, dużo bardziej niż w „Primerze”, chyba nawet bardziej niż w „12 małpach” (nie to, żeby to były złe filmy). Tyle tylko, że jest o dwa rzędy wielkości mniej przewidywalna niż w typowym blockbusterze.
Każdemu, kto czyta te słowa, „Koniec świata” serdecznie polecam. Ogląda się jak nieistniejącą powieść Dicka nakręconą przez Gilliama, która w finałowym akcie przypomina atmosferą końcówkę „Dziwnych dni”. Bardzo, ale to bardzo niedoceniony film. Nie twierdzę oczywiście, że będzie się wszystkim podobał, ale trudno mi wyobrazić sobie inteligentnego fana SF, który uzna te dwie godziny za stratę czasu. W najgorszym razie film będzie się jawił jako „piękna katastrofa”.

Gdzie można zdobyć tę serię filmów?


Weil Deshalb, 09-05-2020 21:10:
Warto wspomnieć, że Kelly najwyraźniej pracuje nad wersją reżyserską.


El Lagarto, 27-04-2020 21:41:
Bez tego filmu i bez Downeya pewnie nie byłoby dzisiejszej potęgi Marvela. Wcześniej tak sobie mnie interesowały przygody gości tych gości w kolorowych kostiumach, przekonał mnie właśnie "Iron Man". Tak się złożyło, że mogłem sobie obejrzeć w krótkich odstępach dwie kolejne części, a potem już poszły tez inne filmy z MCU.
Wczoraj "niechcący" obejrzałem jedynkę tak gdzieś od połowy.
Ww własnej kategorii wagowej pierwszy "Iron Man" to cudeńko, właściwie sam tworzy na nowo konwencję kina o superbohaterach.

Achika, 27-04-2020 12:57:
"...zaś zwroty akcji, mimo że ogólnie dające się przewidzieć, następują niekoniecznie w momentach, do których przyzwyczaiła nas konwencja gatunku"
Po wczorajszym seansie w TV naszła mnie ochota sprawdzić, co w Esensji pisaliśmy o Iron Manie (z którym zapoznałam się dopiero pięć lat po premierze) i zaciekawiło mnie to zdanie, ale gdzie teraz Piotra szukać...


Krzysztof, 02-04-2020 11:58:
Niestety Recenzent kompletnie nie rozumie gatunku. Merytorycznie wszystkie argumenty za przedstawił powyżej Michał. Bardzo udana polska produkcja w tej niszy.
Mam nadzieje że pierwsza i nie ostatnia. Brawa dla Reżysera.


El Lagarto, 31-03-2020 23:57:
Nie oglądałem "Biutiful", "Birdman" całkiem mi się podobał, lecz mnie aż tak nie zachwycił. "Zjawa" przemówiła do mnie bardziej. Może dlatego, że wolę dzikie pejzaże od miejskiej dżungli.
Chociaż z drugiej strony... taki "Babel" jest pięknie sfilmowany i dobrze zagrany, lecz fabułę ma do tego stopnia dętą, egzaltowaną i żenującą, że aż chcę się płakać z powodu zmarnowanego potencjału ... Ładne widoczki i przyroda nie uratowały go w moich oczach.
A tak na marginesie:
Wracając do oryginalnego tytułu "Zjawy" słowo "Revenant" jest dwuznaczne i pochodzi z francuskiego. Po francusku "revenant" to po prostu "powracający", ale jak słusznie wskazano w recenzji może też być rodzajem upiora. Czasy "Zjawy", to okres kiedy język angielski zapożyczał z francuskiego, a nie odwrotnie. Francuzi chociaż już wtedy oddawali pole Anglikom w Ameryce, wciąż jeszcze mieli tam spore wpływy.

Nie jestem pewien, kiedy zaczęto stosować termin 'slasher' w stosunku do literatury. Ale raczej niedawno. Te wcześniejsze, a zwłaszcza przedwojenne, były raczej po prostu kryminałami/thrillerami. A jeśli w ogóle rozpatrywać jako wyznacznik slashera literackiego antagonistę lubującego się w zarzynaniu ofiar, to podejrzewam, że swobodnie znajdzie się coś Edgara Wallace'a, a zapewne i w XIX wieku da się coś odszukać. Tylko chyba niezupełnie o to chodzi w wypadku poszukiwań korzeni filmowego slashera. ;)

Leń Marcowy, 31-03-2020 09:01:
"za pierwszy slasher uważa się włoski film „Krwawy obóz” z 1971 roku"
Zaryzykowałbym tezę, że pierwszym slasherem była powieść „Ten Little Niggers” Agathy Christie z 1939 roku.
@Michał:
"można powiedzieć do czego nawiązań nie ma" - w tym problem, że brakuje przy tym własnej oryginalności
"Oczywiście to nie są bohaterowie z głębią psychologiczną, ale mają w sobie swojskość i polskość" - poza Julkiem, listonoszem na Wigry-3 i Lubaszenką mało było tej polskości. Reszta jest dość uniwersalna. Nawet zabójca. Bardziej czułem islandzkość w "Islandzkiej masakrze harpunem wielorybniczym", czy norweskości w "Zombie SS".
"blondyna nie jest taka głupiutka, jak się początkowo wydaje" - wręcz przeciwnie, swoim "głębokim" monologiem jeszcze bardziej wychodzi na postać groteskową
"Punkt wyjścia też jest super" - tu się zgodzę
"największym plusem jest muzyka" - dobrze, że sobie o niej nie przypomniałem w czasie pisania recki bo bym chyba obciął o jeszcze jedną "dziesiątkę". Muzyka mnie wyjątkowo irytowała w tej produkcji.
"Nie przeszkadza mi też geneza potwora, bo jest to nawiązanie np. do Archiwum X, wole coś takiego niż jakaś elektrownia z której coś wyciekło" - fajniejsze by było, gdyby dzieciaki znalazły np. rozbity radziecki sputnik, który promieniował, albo coś w tym stylu, można było wykorzystać fakt, że początek filmu rozgrywa się w schyłkowym PRL.
Generalnie jeśli chodzi o polskie slashery, to jestem fanem "Piotrek trzynastego". Może i słabszego technicznie, ale zabawniejszego i nakręconego z większą pasją.

Michał, 30-03-2020 17:40:
Całkowicie nie zgadzam się z recenzją. Prawda, że film czerpie garściami z wielu klasycznych slasherów, ale też nie tylko, bo są sceny nawiązujące do Evil Dead, do horrorów z podgatunku survivalu, do polskiego kina, można powiedzieć do czego nawiązań nie ma. Film oczywiście, że jest schematyczny, czyli wiadomo że wszyscy zginą, a na koniec zostanie final girl, która załatwi mordercę, ale tak miało być. Prawda że bohaterowiesą postaciami wziętymi prosto ze slasherów, czyli outsiderka, blondyna, sportowiec, nerd, ale udało się tym postaciom dodać coś więcej. Oczywiście to nie są bohaterowie z głębią psychologiczną, ale mają w sobie swojskość i polskość.
Nie jest tak, że nic z nimi Kowalski nie robi, bo np. nerd okazuje się być najbardziej rozsądną osobą w całym towarzystwie (i też służy za meta komentarz, trochę jak bohaterowie "Krzyku"), blondyna nie jest taka głupiutka, jak się początkowo wydaje, itd. Nie zgadzam się że grają słabo aktorzy grający młodych, wszyscy grają dobrze. Postacie są delikatnie naszkicowane, ale aktorzy sporo im dodają.
Oczywiście najlepszy jest Julek, ner, ale też podobała mi się Zosia, outsiderka, w którą wcieliła się dobrze Julia Wieniawa. Nie rozumiem skąd ta krytyka aktorki się wzięła, bo wypadła spoko. Reszta młodzieży też jest dobra, na czele z Wiktorią Gąsiewską w roli blondyny. Plusem jest to że bohaterowie budzą emocje i sympatie, dzięki czemu im kibicowałem, więc nie chciałbym ich zabić jak pan recenzent. Starsze pokolenie też daje radę, choć pojawiają się głownie w epizodach Wojciech Mecwaldowski, Mirosław Zbrojewicz, Olaf Lubaszenko, Piotr Cyrwus, najwięcej jest Gabrieli Muskały.
Punkt wyjścia też jest super, czyli dzieciaki wyjeżdżają na obóz bez internetu i komórek, więc nie trzeba tłumaczyć dlaczego nie używają współczesnych technologii. Dziwne że w amerykańskich slasherach nikt na to nie wpadł, a przynajmniej nie kojarzę. Oczywiście można było zrobić z tym coś więcej, ale punkt wyjścia jest i tak ciekawy. Widać miłość reżysera do slasherów i ogólnie do śmieciowego kina klasy B, tandetnych pulpowych filmów.
Oczywiście można narzekać na to, że nie próbowali twórcy bardziej zabawić się gatunkiem, ale reżyser przyznał, że nie chciał pierwszym polskim slasherem wywracać cały gatunek, tylko otworzyć tym filmem drzwi innym próbom kręcenia kina gatunkowego. Zresztą może powstanie dwójka, co zapowiada zakończenie i ja nie miałbym nic przeciwko, w części drugiej Kowalski może bardziej zaszaleć. Więc nie jestem rozczarowany seansem skoro reżyser zrobił dokładnie taki film jaki chciał, a trailery nie obiecywały nic oryginalnego. Nie przeszkadza mi też geneza potwora, bo jest to nawiązanie np. do Archiwum X, wole coś takiego niż jakaś elektrownia z której coś wyciekło, pewnie tak byłoby w amerykańskim filmie.
Dużym plusem, oprócz obsady,  jest strona techniczna, bo wizualnie film wygląda ładnie, ale największym plusem jest muzyka, która jest inspirowana soundtrackami Johna Carpentera, ale też muzyką jak z włoskich horrorów, takich jak Cannibal Holocaust.Soundtrack to taki miks syntezatorowych dźwięków Carpentera i przeróbki Cannibal Holocaust.
Kolejnym plusem są efekty praktyczne, to jak wyglądają kreatury. Sceny morderstw też wyglądają spoko, jest sporo obrzydliwych scen, więc należy się za to plus. Oczywiście film w ogóle nie straszy, ale tak szczerze mnie żaden slasher nigdy nie straszył. To są campowe, kiczowate odmóżdżacze, które ogląda się ze znajomymi dla zabawy, pełne krwi (i seksu) i podobnie jest z polską wersją. A film jest dokładnie taki jaki chciał by był reżyser, więc slasher ale z przymrużeniem oka, nie taki jak Krzyk, który wywraca do góry nogami cały gatunek, ale na poważnie i dodane jest trochę humoru. To że jest humor nie znaczy, że chcieli zrobić komedię. Postawiłbym 6+/10.


Marcin Knyszyński, 28-03-2020 18:36:
Oczywiście, że to nieprawidłowa forma. Pisałem początkowo "wydostał się" i zmieniałem potem. Jak widać - za szybko.
Osobiście wolę Inarritu bez Ariagi - trzy ostatnie filmy są lepsze niż trzy pierwsze. A "Zjawa" jest najsłabsza z tej "lepszej trójki" - nie znaczy to jednak nic ponad to, że "Birdman" jest genialny, a "Biutiful" niemal.

El Lagarto, 28-03-2020 13:33:
Brak tego filmu w rankingu Esensji "najlepszych westernów XXI wieku" aż boli.
BTW wypełzł się z grobu to forma niepoprawna. Wypełzł albo wyczołgał się.
Opis zacny i przemyślenia ciekawe, ale nie dowiadujemy się ostatecznie co sądzi autor recenzji (?) o filmie - udany,nieudany,słaby, przeciętny, dobry, znakomity(???).

Potwierdzam piękny film.

1 2 3 140 »

Polecamy

Kilka słów na pożegnanie

Pilot śmigłowca:

Kilka słów na pożegnanie
— Marcin Osuch

Szczęśliwy finał
— Marcin Osuch

Trochę jak Blueberry
— Marcin Osuch

Nasz polski superman
— Marcin Osuch

Pilot punktuje, „Pilot” dołuje
— Marcin Osuch

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Copyright © 2000-2020 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.