Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Kadr, który…: Biegnij, Lola, biegnij!

Esensja.pl
Esensja.pl
Czytelnicy komiksowego magazynu Relax dobrze pamiętają ten kadr, bowiem zdobił on okładkę jednego z numerów. Ach, ta dynamika, bieg, wystrzały w tle – to były emocje! Zresztą pomimo pewnej staroświeckości rysunku nadal jest to znakomity obrazek.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadr, który…: Biegnij, Lola, biegnij!

Czytelnicy komiksowego magazynu Relax dobrze pamiętają ten kadr, bowiem zdobił on okładkę jednego z numerów. Ach, ta dynamika, bieg, wystrzały w tle – to były emocje! Zresztą pomimo pewnej staroświeckości rysunku nadal jest to znakomity obrazek.
W latach 70. w Polsce ukazywało się czasopismo Relax, zawierające komiksy polskich twórców (to na jego łamach po raz pierwszy ujrzeliśmy Thorgala). Jak na tamte czasy był to luksus: wszystkie strony kolorowe 1), choć na lichym, szorstkim papierze. Kolory były oczywiście nakładane akwarelą, często – z powodu niedoskonałego druku – ograniczone do podstawowej, niezbyt subtelnej palety barw.
Historyjkę „Ludziom trzeba wierzyć” narysował Jerzy Wróblewski do scenariusza nieznanego bliżej z imienia Chlebowskiego. Opowiada ona o przygodach pewnego Polaka w okupowanej Francji i zawiera między innymi scenę brawurowej ucieczki z gestapowskiego aresztu. Bohater dostaje w butelce spuszczonej na sznurku przewodem kominowym w piecu pilnik do krat oraz wiadomość, że w nocy partyzanci przypuszczą pozorowany atak na posterunek gestapo, by odwrócić uwagę Niemców.
Na obrazku widzimy scenę kulminacyjną: w tle wre strzelanina, na pierwszym planie bohater pędzi ile sił w nogach wiedziony przez piękną Brigitte z Ruchu Oporu. Ukośne kadrowanie wzmaga dynamikę kadru, a rozwiane włosy dziewczyny i powiewające poły jej kurtki dodatkowo zaznaczają szybki ruch, podobnie jak ułożenie rąk, znamionujące wysiłek przy biegu. Oszczędna, brunatna gama kolorystyczna tu akurat doskonale pasuje do dziejącej się w nocy sceny. Rysunek jest wyrazisty, grube kreski przypominają raczej malunek tuszem, a duże plamy czerni służą do wydobycia trójwymiarowości – spójrzmy choćby na pochyloną postać mężczyzny, którego cały tułów i jedna noga pogrążone są w głębokim cieniu.
koniec
12 lutego 2011
1) Informacja dla młodego pokolenia: mówimy o czasach, w których potrafiono wydać album malarstwa impresjonistycznego z czarno-białymi reprodukcjami.

Komentarze

12 II 2011   21:24:26

W tamtych czasach kolorowy komiks to był luksus, szczególnie że fabularnie te komiksy (spora ich część) były całkiem niezłe. Ale już przy tak dużych nakładach zdarzało się, że partia któregoś albumu miała ciemny odcień pomarańczowego koloru, a inna partia znacznie jaśniejszy. Niemniej był to porządny magazyn, który przez pierwsze 2,5 roku ukazywał się regularnie. W 1976 wyszły pierwsze 3 numery, ale w każdym z dwóch kolejnych lat ukazało się 10 numerów, tak że w latach 77-78 jeden numer magazynu ukazywał się prawie co miesiąc. Niestety w roku 1979 ukazały się tylko 3 numery, podobnie jak w 1980. W roku 1981 ukazały się ostatnie 2 numery. Pewnym problemem dla kolekcjonerów było zdobycie pierwszego numeru oraz - co ciekawe - ostatniego. Pierwszy numer czytelnikowi spragnionemu komiksu mogło być trudno go kupić z prostego powodu - kupiło go przez ciekawość sporo czytelników niekoniecznie interesujących się komiksami, którzy np. Relaxu nr 2 już nie kupili. Natomiast ostatni numer ukazał się ze sporym opóźnieniem w stosunku do przedostatniego (początkowo to przedostatni miał być ostatnim, ale nie dokończono w nim kilku historii), tak że wiele osób mogło zwyczajnie przestać go szukać w kioskach "RUCH-u". Poza tym w tym czasie już zaczynała kuleć dystrybucja tego przedsiębiorstwa (rodzice wówczas prowadzili taki kiosk i ja im pomagałem, więc znam temat od tej drugiej strony barykady) i do niektórych kiosków Relax (szczególnie ten ostatni, 31-y numer) mógł już nie dotrzeć. Jednak ukazać się ukazał, dzięki czemu nie pozostawił żadnej historii niezakończonej, jak to się na przykład przytrafiło komiksom z serii wg Danikena, których wyszło siedem (na przestrzeni 9-u lat..., więc można śmiało powiedzieć, że w ciężkich bólach KAW tę serię wydawał) i wydawca zaprzestał jej wydawania. Nie wiem, czy inny wydawca wydał później ten ostatni, ósmy album.
Może i dziś seria Relax sprawiać może wrażenie nieco - bo ja wiem - staroświeckiej, ale w czasie, gdy się albumy ukazywały, na pewno taka nie była. Dlatego każdemu, kto lubi komiksy i kupuje je czasami, poradziłbym skompletowanie wszystkich numerów Relaxu, bo to spory wycinek historii komiksowego rynku wydawniczego w Polsce. Relax był bowiem pierwszym chyba regularnie się ukazującym w Polsce (przynajmniej prze pierwsze 2,5 roku) magazynem komiksowym.

24 IV 2015   13:51:32

Rysunek bardzo udany, chociaż postać kobieca przywodzi na myśl raczej Skandynawię lat sześćdziesiątych niż okupowaną Francję - miniówka, blond burza i wielki dekolt.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pilot śmigłowca: Kilka słów na pożegnanie
Marcin Osuch

5 VII 2020

W przeciwieństwie do „Kapitana Żbika” czy też „Podziemnego frontu”, „Pilot śmigłowca” nie zdobył statusu kultowej serii. Jakie były tego przyczyny? I jaką rolę odegrał ten cykl w polskim komiksie?

więcej »

Kadr, który…: Syreny, koguty i inne wyjce
Agnieszka ‘Achika’ Szady

2 VII 2020

Syreny zwodzące Odyseusza nie miały rybich ogonów. A co właściwie ma syrena alarmowa? Tubę? Korbę? Migacz?

więcej »

Nie przegap: Czerwiec 2020
Esensja

30 VI 2020

To chyba najobfitsze zestawienie recenzji w historii naszego cyklu. Sprawdźcie, czy a pewno czegoś nie przegapiliście!

więcej »

Polecamy

Kilka słów na pożegnanie

Pilot śmigłowca:

Kilka słów na pożegnanie
— Marcin Osuch

Szczęśliwy finał
— Marcin Osuch

Trochę jak Blueberry
— Marcin Osuch

Nasz polski superman
— Marcin Osuch

Pilot punktuje, „Pilot” dołuje
— Marcin Osuch

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Zobacz też

Z tego cyklu

Syreny, koguty i inne wyjce
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Narrator ginie jako pierwszy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Przytłaczająca wizja
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Na chwałę imienia polskiego
— Wojciech Gołąbowski

Darkseid is.
— Marcin Knyszyński

Za wysoką cenę
— Wojciech Gołąbowski

Bez zbędnych linii
— Wojciech Gołąbowski

Rejtan w kosmosie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Troll żywemu nie przepuści
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Można jej zaufać w jednym
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tegoż autora

Weekendowa Bezsensja: Wszystko, czego nigdy nie chcielibyście wiedzieć o… Esensji (27)
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Skrzyżowanie konia z pająkiem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ale co z tą papugą?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Latająca głowa księcia Neptuna
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Potworessy, katakumby i naukowczynie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ślub bednarki i drwala online
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Koń się naprawdę uśmiał
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Szczęście kruche jak porcelana, czyli dziwna niechęć do rysowania nóg
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czas jest konstruktem umysłu
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Na Bieszczady nie ma rady…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.