Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 lipca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Alexandro Jodorowsky, Jean ‘Moebius’ Giraud
‹Incal›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułIncal
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2015
RysunkiJean ‘Moebius’ Giraud
Wydawca Scream Comics
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Niekoniecznie jasno pisane: Rozgrzewka do tańca rzeczywistości

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
„Incal” ze scenariuszem Alejandro Jodorowsky’ego i rysunkami Jeana „Moebiusa” Girauda, nazywany jest często najlepszym komiksem, jaki kiedykolwiek powstał. I nie jest to żaden przeszarżowany, marketingowy slogan, który nie ma zbyt wiele wspólnego z prawdą. To dzieło, którego istoty żaden opis czy recenzja nie odda nawet w małym stopniu, tego trzeba doświadczyć samemu, bezpośrednio. Mimo wszystko – spróbujmy. Jest ku temu dodatkowa okazja – Alejandro Jodorowsky obchodzi dziś swoje dziewięćdziesiąte urodziny.

Marcin Knyszyński

Niekoniecznie jasno pisane: Rozgrzewka do tańca rzeczywistości

„Incal” ze scenariuszem Alejandro Jodorowsky’ego i rysunkami Jeana „Moebiusa” Girauda, nazywany jest często najlepszym komiksem, jaki kiedykolwiek powstał. I nie jest to żaden przeszarżowany, marketingowy slogan, który nie ma zbyt wiele wspólnego z prawdą. To dzieło, którego istoty żaden opis czy recenzja nie odda nawet w małym stopniu, tego trzeba doświadczyć samemu, bezpośrednio. Mimo wszystko – spróbujmy. Jest ku temu dodatkowa okazja – Alejandro Jodorowsky obchodzi dziś swoje dziewięćdziesiąte urodziny.

Alexandro Jodorowsky, Jean ‘Moebius’ Giraud
‹Incal›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułIncal
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2015
RysunkiJean ‘Moebius’ Giraud
Wydawca Scream Comics
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wedle słów reżysera, wszystko zaczęło się pewnej nocy w 1974 roku, kiedy to „boskość przemówiła do niego w proroczym śnie” i powiedziała, że „twoim następnym filmem musi być Diuna”. Jodorowsky był już po swoich rewolucyjnych i kontrowersyjnych filmach, „Krecie” i „Świętej górze”, więc wieść o jego nowym projekcie zelektryzowała fanów. Wszyscy oczekiwali kolejnej psychodelicznej podróży po nieograniczonej niczym wyobraźni reżysera, oraz solidnej dawki mistyki i ezoteryki. To, że historia o walce Paula Atrydy o odzyskanie tronu Arrakis już istniała, nie było żadnym problemem. Otóż Jodorowsky postanowił gruntownie przebudować wizję Franka Herberta, przetworzyć ją wedle własnego uznania i dać światu „Diunę Jodorowsky’ego”. Twierdził, że „Diuna” nie należy już do Herberta, została przecież, jak każde dzieło sztuki, zesłana na niego z „kolektywnej nieświadomości” i jako pewien mit, czyli opowieść archetypiczna, nie ma już autora. To artysta musi pełnić wobec sztuki służebną rolę i być tylko przekaźnikiem dla emanacji swego rodzaju wyższej siły. Tym bardziej zrozumiałe staje się to, dlaczego tak usilnie próbował odsunąć autora „Diuny” od prac nad ekranizacją.
Takie podejście Jodorowsky’ego do sztuki ma swoje odbicie nie tylko w „Diunie” lecz w każdym dziele Chilijczyka (w szczególności w „Incalu”). „Diuna” miała dać ludziom epoki LSD takie same halucynacje i poszerzenie świadomości jak narkotyki, lecz bez konieczności ich zażywania. Miała być „przyjściem Boga”, dziełem tylko dla ludzi o otwartych umysłach – a więc ekipa zebrana do jej nakręcenia musiała być wyjątkowa. Jodorowsky przystąpił zatem do tworzenia drużyny „duchowych wojowników”. Szybko powiększył ją niemiecki artysta Hans Rudolf Giger, który zaprojektuje w przyszłości ksenomorfa w słynnym filmie „Obcy”. Efektami specjalnymi miał zająć się kolejny człowiek od graficznej oprawy późniejszego filmu Ridleya Scotta – Dan O’Bannon, który zachwycił reżysera swoją pracą przy „The Dark Star”, pełnometrażowym debiucie Johna Carpentera. Ścieżkę dźwiękową mieli napisać między innymi chłopaki z Pink Floyd, będący na fali popularności płyty „The Dark Side of the Moon”. W obsadzie filmu reżyser widział takie gwiazdy jak Orson Welles, Salvador Dali, Mick Jagger, Charlotte Rampling czy David Carradine.
No i wreszcie do duchowych wojowników Jodorowsky’ego dołączył Jean Giraud, który dopiero co odkrył swe artystyczne alter ego – „Moebiusa”. Jodorowsky potrzebował kogoś do storyboardów filmowych – musiał to być rysownik „szybki i genialny”. Jean Giraud, Moebius jeszcze sprzed „Garażu hermetycznego”, spędzał całe godziny sam na sam z Jodorowskym, który niemal w transie odgrywał przed nim poszczególne sceny przyszłej „Diuny”, a ten błyskawicznie robił na bieżąco szkice. Chilijczyk był „gotów umrzeć dla tego filmu” i puścił wodze fantazji całkowicie, czego efektem był scenariusz dla około czternastogodzinnego filmu i koszty galopujące w zawrotnym tempie. Projekt upadł, nie było bowiem na świecie studia filmowego odważnego na tyle, aby porwać się na tego rodzaju produkcję, zaryzykować gigantyczne wydatki i jednocześnie zaakceptować wizję artystyczną reżysera, który ani myślał rezygnować choćby z najmniej istotnej sceny. I tak oto powstała legenda „Diuny Jodorowsky’ego” – „najlepszego filmu w historii kina, który nie powstał”. Kilka lat później prawa do ekranizacji wywalczył Dino de Laurentiis. „Diuna”, w reżyserii Davida Lyncha, ostatecznie trafia na ekrany kin i do dziś polaryzuje opinie fanów. Zdanie Jodorowsky’ego po pierwszym seansie było jednoznaczne („ten film jest koszmarny!”), co pozwoliło mu ostatecznie jakoś przełknąć gorzką pigułkę największej porażki w karierze. Zobaczymy co powie po premierze „Diuny” Denisa Villeneuve’a, która planowana jest na 2020 rok.
Nieudana misja „duchowych wojowników” nie była jednak tak zupełnie bez znaczenia. Znajomość Moebiusa i O’Bannona, zawarta przy tej okazji, zaowocowała ich współpracą przy komiksie „The Long Tomorrow”, który mogliśmy niedawno przeczytać przy okazji trzeciego tomu kolekcji „Moebius USA”. Szkice Girauda ze scenopisu „Diuny” inspirowały twórców wspomnianego „Obcego” czy najstarszych „Gwiezdnych wojen”. I ostatecznie, niewykorzystany potencjał twórczy duetu Jodorowsky-Moebius, znalazł ujście w jednym z najgenialniejszych komiksów w historii – „Incalu”.
Tutaj, według relacji Jodorowsky’ego, również wszystko zaczęło się od snu. Wizja, która przyszła w sześć lat po iluminacji wspomnianej na początku artykułu – dwóch zawieszonych w powietrzu, przenikających się piramid, czarnej i białej – była początkiem kolejnej niesamowitej współpracy z Moebiusem. Cały rok 1980, panowie spędzili w podobny sposób jak przed kilku laty – rozgorączkowany Chilijczyk, bez żadnego całościowego planu, podczas totalnej improwizacji opowiadał Moebiusowi historię niejakiego Johna Difoola, a ten, wiadomo – błyskawicznie rysował. Była jednak jedna, zasadnicza różnica w porównaniu z „Diuną” – Moebius stał się tak naprawdę pełnoprawnym współscenarzystą „Incala”. Brał wykonane rysunki do domu, sam je dopracowywał, zmieniając w wielu przypadkach pierwotny zamysł Jodorowsky’ego, i pokazywał mu potem swe propozycje. Sam Moebius wspominał, że często hamował swojego starszego kolegę, wnosił nieco spokoju do scenariusza i dawał szansę przyszłemu czytelnikowi na odrobinę oddechu. Jodorowsky pozwalał na ingerencję w pierwotny zapis sesji z Moebiusem i potem wspólnie dopracowywali kadry i scenariusz. Sam w euforii przyznawał, że „Incal” był „tworzony w ekstazie” i, dodawał: „Wszystko, co wymyśliłem w scenariuszu „Diuny”, przeniosłem do komiksu”.
Pierwszy odcinek komiksu „Incal” został zamieszczony w magazynie „Métal Hurlant” numer 58, w grudniu 1980 roku. John Difool, „licencjonowany detektyw klasy R”, cwaniak i obibok, spada w dół futurystycznego miasta-szybu, wrzucony tam przez grupę niezidentyfikowanych osobników. Uratowany w ostatniej chwili przez latający oddział policji, opowiada jak to, wzorem najlepszej tradycji noir, został wplątany w niebezpieczną aferę przez piękną kobietę, ale zupełnie nie wie czego mogli od niego chcieć napastnicy. My oczywiście wiemy, że coś ukrywa – podczas swej eskapady przez podziemne zaułki miasta-szybu wchodzi niespodziewanie w posiadanie pewnego dziwnego przedmiotu. Okazuje się, że od znaleziska zależy bezpieczeństwo nie tylko tej planety, ale i całego wszechświata – jest to bowiem „Incal”, artefakt obdarzony samoświadomością i w którym zaklęte są tajemnice rzeczywistości. I tak oto zaczyna się szalona przygoda Johna Difoola, który zorientował się, że „wdepnął w kupę łajna kosmicznych rozmiarów”.
Difool mieszka wraz ze swoim zwierzakiem, „betonomewą” o imieniu Deepo (taki trochę mniejszy kuzyn mechanicznego pterodaktyla z „Arzacha” samego Moebiusa) w „mieszkalni” – ciasnej klitce jakich pełno w przeludnionych światach popkultury. I bardzo szybko po zawłaszczeniu Incala musi salwować się z niej ucieczką. Cały świat chce dopaść Johna Difoola, wszyscy bowiem pragną dostać Incala w swoje ręce. Naszych bohaterów ścigają rebelianci z „Amoku”, antyrządowej organizacji z samego dołu miasta-szybu, dowodzonej przez tajemniczą kobietę o imieniu Tanatah. Pojawiają się też czerwonoskóre mutanty, które, jak się później okazuje, służą innej, mieszkającej jeszcze niżej niż Tanatah, kobiecie o imieniu Animah (podobieństwa między tymi imionami jak najbardziej uzasadnione). Na Difoola zagiął też parol sam prezydent planety, Jego Najwyższa Wężowość – mieszkający (dosłownie) na samym szczycie drabinki społecznej dekadent, narcyz i sybaryta. Zlecenie na Difoola otrzymał także Metabaron, najlepszy zawodowy zabójca we wszechświecie, członek pewnej kasty, która jedenaście lat później otrzyma własną serię komiksową (również ze scenariuszem Jodorowsky’ego). W pościg za Incalem ruszają również gigantyczne roboty oraz Bergowie, druga, obok naszej, rozumna rasa w galaktyce. W końcu poznajemy Technokapłanów: koszmarny zakon, na którego czele stoi Technopapież. Ci mistrzowie nowoczesnej techniki sprzymierzeni są z Ciemnością – bliżej nieokreślonym, złowrogim bytem z kosmicznej otchłani. Potrzebują Incala, aby połączyć go z jego mroczną wersją i dzięki temu „pożreć światła słońc i zwrócić kosmosowi jego dziewiczą czerń”.
Jodorowsky nazywał swój komiks „intrygą kryminalną o bardziej niż kosmicznym zasięgu”. John Difool i jego wierny Deepo, muszą ciągle uciekać przed straszliwym niebezpieczeństwem, wpadając z jednej pułapki w drugą. Na początku zagrożeni są oni sami i walczą po prostu o życie. Z czasem ich ekipa się rozrasta – dołączają do nich wspomniani Animah, Tanatah, Metabaron, a także Kill „Psi Łeb” oraz Soluna – „doskonale androgeniczne dziecko”, będące kluczem do zagadki Incala. Wraz z rozwojem akcji zagrożenie narasta – miasto-szyb ogarnia błyskawiczna, oddolna (dosłownie) rewolucja, zaś sama planeta staje się celem najazdu Bergów. Ostatecznie dochodzi do wojny w całej galaktyce, a istnienie całego wszechświata wisi na włosku.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Niekoniecznie jasno pisane: Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
Marcin Knyszyński

21 VII 2019

Na początku lat osiemdziesiątych, pewien stojący u progu kariery scenarzysta komiksowy z Northampton w Anglii zaczął opowiadać na nowo historię Marvelmana. Była to brytyjska wersja popularnego amerykańskiego superbohatera, któremu odmówiono racji bytu w rodzimym kraju. Dość infantylna i uproszczona fabularnie seria nabrała głębi i zwróciła się ku dojrzałemu odbiorcy. Alan Moore, bo to o nim mowa, „zrobił to po swojemu”. Niecałe dwa lata później kolejny, tym razem amerykański, bohater zaczął (...)

więcej »

Po komiks marsz: Lipiec 2019
Esensja Komiks

11 VII 2019

Wakacje to dla wydawców komiksowych nie jest czas odpoczynku, czego dowodem jest poniższe zestawienie. Jak widzicie, komiksów będzie dużo i tematycznie będą bardzo różne.

więcej »

Nie przegap: Czerwiec 2019
Esensja

30 VI 2019

Jeśli w upały nie włączaliście grzejących komputerów to sprawdźcie co ciekawego umknęło wam w czerwcu.

więcej »

Polecamy

Dwanaście i pół fortepianu

Kadr, który…:

Dwanaście i pół fortepianu
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Nadchodzą złodupcy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Idę i powiewam
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ludzie nietoperze
— Paweł Ciołkiewicz

Z kategorii „cytaty”
— Wojciech Gołąbowski

Córy Iranu
— Paweł Ciołkiewicz

…i nie zawaham się…
— Wojciech Gołąbowski

Pytania ważne i ważniejsze
— Wojciech Gołąbowski

Docent tragarz
— Paweł Ciołkiewicz

Nie wyobrażaj sobie!
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
— Marcin Knyszyński

Wszystko jest złudzeniem
— Marcin Knyszyński

Wystarczy uwierzyć
— Marcin Knyszyński

Odkryj się sam
— Marcin Knyszyński

Protestujemy, ale co dalej?
— Marcin Knyszyński

O dwóch takich, co walczyli z Gotham
— Marcin Knyszyński

Jestem Carl Seltz. Jestem Harry Seltz. Jestem Harry Burns.
— Marcin Knyszyński

Sztuka pamięci
— Marcin Knyszyński

To była dziwna jesień…
— Marcin Knyszyński

Zasady marketingu teologicznego
— Marcin Knyszyński

Tegoż autora

Horror skrajności
— Marcin Knyszyński

U kresu podróży
— Marcin Knyszyński

Wodzenie za nos
— Marcin Knyszyński

Ku przestrodze
— Marcin Knyszyński

Na rubieżach rzeczywistości: „Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

To nie jest historia o magicznym mieczu
— Marcin Knyszyński

Jazda bez trzymanki
— Marcin Knyszyński

Cthulhu fhtagn!
— Marcin Knyszyński

Pięć minut
— Marcin Knyszyński

Na rubieżach rzeczywistości: Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.