Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 grudnia 2019
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Niekoniecznie jasno pisane: Protestujemy, ale co dalej?

Esensja.pl
Esensja.pl
„Legendy naszych czasów” stanowią zapis nastrojów społecznych panujących we Francji w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych i komentarz do sytuacji w kraju, który dopiero co wyszedł na prostą po wielkim zamieszaniu końca poprzedzającej dekady. Jest to zbiorcze wydanie trzech komiksów mocno zaangażowanych politycznie, o bardzo jednoznacznym wydźwięku, prezentujących skrajny, lewicowy punkt widzenia – z dzisiejszej perspektywy może zbyt skrajny. Komiks jednak jest zdecydowanie warty uwagi – to świadectwo pewnej epoki, nawet jeśli jest głównie mocno subiektywną wizją obydwu autorów.

Marcin Knyszyński

Niekoniecznie jasno pisane: Protestujemy, ale co dalej?

„Legendy naszych czasów” stanowią zapis nastrojów społecznych panujących we Francji w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych i komentarz do sytuacji w kraju, który dopiero co wyszedł na prostą po wielkim zamieszaniu końca poprzedzającej dekady. Jest to zbiorcze wydanie trzech komiksów mocno zaangażowanych politycznie, o bardzo jednoznacznym wydźwięku, prezentujących skrajny, lewicowy punkt widzenia – z dzisiejszej perspektywy może zbyt skrajny. Komiks jednak jest zdecydowanie warty uwagi – to świadectwo pewnej epoki, nawet jeśli jest głównie mocno subiektywną wizją obydwu autorów.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
W okresie od maja do lipca 1968 we Francji doszło do wielkich, ogólnokrajowych manifestacji i strajków. Studenci, robotnicy, ludzie kultury oraz inne niezadowolone warstwy społeczeństwa zaczęły protestować przeciwko polityce rządu opartej na prawicowej doktrynie Charlesa de Gaulle’a. Zresztą protestowano wówczas na całym świecie: przeciwko totalitaryzmowi, imperializmowi, wojnie w Wietnamie, technokracji, konserwatywnej wizji świata, systemowi oświaty, burżuazji, rozwiązaniom ekonomicznym i bezrobociu. Przez świat szła fala uderzeniowa rewolucji obyczajowej, której epicentrum było w Stanach Zjednoczonych. W Europie szczególnie głośno było właśnie we Francji – przez kilka tygodni była sparaliżowana, „duch maja” krążył nad krajem. Kryzys został zażegnany dosłownie w przededniu wojny domowej, odcisnął jednak swoje piętno nie tylko na życiu społecznym i politycznym Francji kolejnych dekad, ale również na kulturze.
Jednym z tworów europejskiej popkultury lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku, inspirowanym wydarzeniami maja 1968, były trzy wspominane komiksy ze scenariuszem Pierre’a Christina i rysunkami Enkiego Bilala. Wydane odpowiednio w 1975, 1976 i 1977 roku przez oficynę „Dargaud”, były pierwszym dużym dziełem Bilala, który do tej pory pisał tylko krótkie rzeczy dla magazynu „Pilote”. Pierre Christin, znany już wówczas chociażby z bardzo popularnego cyklu science fiction o przygodach Valeriana, napisał tym razem historie osadzone we współczesnej mu Francji, gdzieś nad morzem w Bretanii, w cichych, zatrzymanych w czasie miasteczkach i wsiach. Wszyscy tam się znają, pracują w tych samych fabrykach, chodzą do tych samych knajp po robocie i odnoszą to samo wrażenie niesprawiedliwości i pozostawania poza nawiasem bogacącej się ich kosztem wyżej sytuowanej części społeczeństwa. Ponure, wiecznie zamglone, scenerie północno-zachodniej Francji stają się sceną fantastycznych wydarzeń, w których centralną postać odgrywa pewien tajemniczy, białowłosy młodzieniec, nazywany przez francuski kontrwywiad „obiektem 50/22B”.
Kim jest „Białowłosy”? Na spotkaniu tajnych służb i wierchuszki francuskiego rządu, które śledzimy na początku pierwszego tomu „Legend…”, zatytułowanego „Rejs zapomnianych”, nazwany został „osobnikiem posiadającym niezwykłe moce, który pochodzi znikąd i zmierza donikąd oraz żyje w niezgodzie ze światem – to nieobecność, antybohater, duch historii, figura utożsamiająca walkę klas społecznych”. Pojawia się zawsze tam, gdzie dochodzi do niepokojów w narodzie, doprowadzając sytuację do wrzenia. Ta „chodząca antologia głupiej kontestacji” pojawia się w małej osadzie o nazwie Liternos, położonej nieopodal bazy wojskowej, gdzie prowadzone są bliżej nieokreślone tajne eksperymenty. Wraz z jego przybyciem dochodzi do niesamowitych wydarzeń – cała osada odrywa się od ziemi i leci w nieznane, wzbudzając powszechne zainteresowanie i bunt przeciwko wojskowej dominacji. „Zapomniani” przez resztę świata ruszają w końcu w swój „rejs”, mogą wyartykułować swoje racje, pomimo iż według sołtysa wioski za wszystkim stoi „ogólnoświatowy lewacki spisek, sterowany przez znarkotyzowane, kosmopolityczne grupy”.
Drugi tom, „Statek z kamienia”, zabiera nas do Trehoët, małej nadmorskiej mieściny, której nabrzeże zajmuje budowla starego, średniowiecznego zamku. Jak mówi miejscowa legenda, zamek ma swojego rezydenta, tajemniczego starca, który prawdopodobnie włada nadnaturalną mocą. Lokalna społeczność stoi przed dylematem. Wielki projekt zagospodarowania przestrzennego i nowych inwestycji zakłada rozwój gospodarczy okolicy i podniesienie standardu życia, poprzez budowę wielkich apartamentowców i hotelu. Wymusza jednocześnie wyburzenie zamku oraz narzucenie mieścinie standardów hałaśliwej i kapitalistycznej nowoczesności. Z pomocą przychodzą nadnaturalne moce, wezwane przez starca, zaś mieszkańcy Trehoët, przy udziale Białowłosego, snują wielki, eskapistyczny plan ratunkowy.
„Miasto, którego nie było” jest pierwszym tomem, w którym bogaci reprezentanci społeczeństwa zdają się mieć ludzkie oblicze. W małym miasteczku Jadencourt trwa właśnie strajk pracowników miejscowej odlewni stali, którzy - w obliczu śmierci prawie stuletniego właściciela - obawiają się likwidacji miejsc pracy. Sprzedaż odlewni może być bowiem ratunkiem dla podupadających finansów firmy. Na szczęście nowym prezesem zostaje Madeleine, młoda niepełnosprawna wnuczka zmarłego, która nie chce nawet słyszeć o pozbyciu się zakładu. Zamiast tego tworzy futurystyczną utopię w miejscu tego „smutnego, przeklętego od pokoleń” miasteczka. Wymaga to stworzenia absurdalnego miasta pod kloszem, kosztem kapitału całej spółki. Jednak tu konstatacja autorów jest najbardziej smutna: to niemożliwe, nie można żyć poza nawiasem świata, tutaj nawet dobre chęci nic nie dadzą.
Wszędzie tam, gdzie panuje ucisk ludu, pojawia się Białowłosy. Poruszając się zawsze gdzieś na drugim planie, pozwala działać zwykłym ludziom, nie rezygnując jednak z roli motoru napędowego (przynajmniej w dwóch pierwszych częściach). Rolnicy, robotnicy, rybacy i wszyscy inni „zapomniani” i pomijani przez siły kapitalizmu, mają w końcu prawo głosu – silni, zdecydowani i pewni siebie. Tylko co z tego, skoro w żadnym z komiksów tak naprawdę do żadnego porozumienia nie dochodzi? Wszechobecne w dziele Christina antymilitaryzm, antykapitalizm i romantyczne westchnienia w stronę anarchizmu nie stanowią rzeczowej przeciwwagi dla zastanej sytuacji. To droga walki z nieodmiennie u niego ohydnymi możnymi tego świata, ale nie kontrpropozycja. To tylko głośna kontestacja. Białowłosy jest symbolem, podobnym trochę do ukrytego za białą maską bohatera „V jak vendetta”, który staje się zarzewiem buntu i katalizatorem zmian, ale nie daje żadnych odpowiedzi na pytanie „co dalej?”.
Pierre Christin, były student Sorbony, zajętej w maju 1968 przez protestantów, miał zdecydowanie lewicowe poglądy, ale trzeźwo oceniał sytuację współczesnych mu czasów. Stworzył opowieść o świecie czarno-białym, w której emocjonalny dydaktyzm bierze górę nad rzetelną analizą poruszanych problemów. Brak jakichkolwiek punktów stycznych w „dialogu” między dwoma stronami barykady, który przecież wcale dialogiem nie jest, symbolizuje wielka ucieczka na Ziemię Ognistą i niemożliwe miasto – realne tylko w fantastycznych rojeniach. Jak należy zatem odczytywać „Legendy naszych czasów”, napisane w kilka lat po wydarzeniach roku 1968? Jako jednoznacznie lewicowy manifest Christina i absolutną krytykę jednej ze stron konfliktu, czy może również jako reprymendę dla tej drugiej, nie mającej pomysłu na przyszłość i tak samo nie szukającej drogi do porozumienia?
Komiksowi z dzisiejszego punktu widzenia można sporo zarzucić – warto jednak pamiętać, że ten akurat twór popkultury jest nierozerwalnie złączony z sytuacją społeczną czasów, w których powstał. Jest to też w końcu albumowy debiut jednego z najbardziej znanych europejskich grafików komiksowych – Enkiego Bilala. Na początku swej kariery rysował inaczej niż w czasach „Tetralogii potwora” – tutaj mamy wyraźną kreskę, realistyczne kadry z charakterystycznymi już dla Bilala „kamiennymi” twarzami i ewidentną inspirację stylem Jeana „Moebiusa” Girauda. To Bilal niedojrzały, który w kolejnych komiksach, zaliczanych również do „Legend…”, zaczyna wypracowywać swój niesamowity, charakterystyczny styl. Przy okazji następnego spotkania z autorem, przyjrzymy się „Falangom czarnego porządku” i „Polowaniu”.
koniec
17 marca 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Niekoniecznie jasno pisane: Głębokie rozczarowanie
Marcin Knyszyński

15 XII 2019

„Rejs zapomnianych”, „Statek z kamienia” i „Miasto, którego nie było”, czyli trzy komiksy znanego francuskiego scenarzysty Pierre’a Christina i młodego, nieopierzonego jeszcze rysownika Enkiego Bilala, wydane w połowie lat siedemdziesiątych, spotkały się z uznaniem krytyki. Skoro tak, to może warto pójść za ciosem? Oto „Falangi Czarnego Porządku” i „Polowanie”, wydane w Polsce przez Egmont – najpierw pojedynczo w kolekcji „Mistrzowie komiksu”, a później zbiorczo, jako „Fins de siècle”.

więcej »

Kadr, który…: Nie każdy bohater nosi pelerynę
Agnieszka ‘Achika’ Szady

12 XII 2019

Czasem wystarczy zwykła kurtka. Byle tylko w porę osłonić nią czyjeś zmoknięte ramiona.

więcej »

Po komiks marsz: Grudzień 2019
Esensja Komiks

10 XII 2019

Co prawda już opublikowaliśmy nasze propozycje komiksowych prezentów, ale do Wigilii trochę czasu zostało więc można jeszcze coś wybrać z grudniowych premier. A jest ich całkiem sporo.

więcej »

Polecamy

Głębokie rozczarowanie

Niekoniecznie jasno pisane:

Głębokie rozczarowanie
— Marcin Knyszyński

Roślinny kryzys tożsamości
— Marcin Knyszyński

No to łups, Asteriksie? No to łups, Obeliksie!
— Marcin Knyszyński

Siła symbolu
— Marcin Knyszyński

Pajęcze lata Todda McFarlane’a
— Marcin Knyszyński

Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
— Marcin Knyszyński

Wszystko jest złudzeniem
— Marcin Knyszyński

Wystarczy uwierzyć
— Marcin Knyszyński

Odkryj się sam
— Marcin Knyszyński

Protestujemy, ale co dalej?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Smutny komiks o kontestacji
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Młodzieńcza choroba lewicowości
— Sebastian Chosiński

Z tego cyklu

Głębokie rozczarowanie
— Marcin Knyszyński

Roślinny kryzys tożsamości
— Marcin Knyszyński

No to łups, Asteriksie? No to łups, Obeliksie!
— Marcin Knyszyński

Siła symbolu
— Marcin Knyszyński

Pajęcze lata Todda McFarlane’a
— Marcin Knyszyński

Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
— Marcin Knyszyński

Wszystko jest złudzeniem
— Marcin Knyszyński

Wystarczy uwierzyć
— Marcin Knyszyński

Odkryj się sam
— Marcin Knyszyński

Rozgrzewka do tańca rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Tegoż twórcy

I wolność dla wszystkich… androidów
— Paweł Ciołkiewicz

Elojowie naszych czasów
— Sebastian Chosiński

Werona po Krwotoku
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Lipiec 2011
— Esensja

Świat po Krwotoku
— Konrad Wągrowski

Młodzieńcza choroba lewicowości
— Sebastian Chosiński

Nowy Jork A.D. 2095
— Konrad Wągrowski

Rzeczywistość, sztuka, archeologia
— Błażej

Geriatryczne szwadrony śmierci
— Błażej

Pamięć absolutna
— Marcin Herman

Tegoż autora

Do sedna: Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Rewolucja
— Marcin Knyszyński

Sandman 2.0?
— Marcin Knyszyński

Do sedna: Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Dziwowiska część druga
— Marcin Knyszyński

Z rodziną to najlepiej na zdjęciach
— Marcin Knyszyński

Do sedna: Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Każdy jest wrogiem
— Marcin Knyszyński

Chaos kontrolowany
— Marcin Knyszyński

Na rubieżach rzeczywistości: „Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.