Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXC

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Niekoniecznie jasno pisane: Pajęcze lata Todda McFarlane’a

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Dzisiaj coś dla osób, które w latach dziewięćdziesiątych czekały co miesiąc z niecierpliwością na nowe komiksy TM-Semic. Pamiętacie swój pierwszy? Ten, od którego zaczęła się Wasza przygoda? Ja pamiętam. To był marzec 1991 roku – na okładce, jakiś latający koleś z wąsikiem, ubrany w zielony kombinezon i złoty hełm, strzelał do Spider-Mana w czarnym kostiumie. Komiks ten był szczególny nie tylko dla mnie – był to również pierwszy odcinek serii o człowieku-pająku narysowany przez legendarnego Todda McFarlane’a. W Stanach Zjednoczonych komiks ten też wyszedł w marcu – tylko trzy lata wcześniej jako 298 numer słynnego „The Amazing Spider-Man”.

Marcin Knyszyński

Niekoniecznie jasno pisane: Pajęcze lata Todda McFarlane’a

Dzisiaj coś dla osób, które w latach dziewięćdziesiątych czekały co miesiąc z niecierpliwością na nowe komiksy TM-Semic. Pamiętacie swój pierwszy? Ten, od którego zaczęła się Wasza przygoda? Ja pamiętam. To był marzec 1991 roku – na okładce, jakiś latający koleś z wąsikiem, ubrany w zielony kombinezon i złoty hełm, strzelał do Spider-Mana w czarnym kostiumie. Komiks ten był szczególny nie tylko dla mnie – był to również pierwszy odcinek serii o człowieku-pająku narysowany przez legendarnego Todda McFarlane’a. W Stanach Zjednoczonych komiks ten też wyszedł w marcu – tylko trzy lata wcześniej jako 298 numer słynnego „The Amazing Spider-Man”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
W roku 1987, jeszcze przed „erą McFarlane’a”, dużo się działo w życiu Petera Parkera. Gdy zakończyła się wielka wojna gangów, w którą zamieszanych było wielu superdrani z Kingpinem na czele, przyszła pora na „zadanie wielkiego pytania” ukochanej. Mary Jane Watson przyjmuje oświadczyny, odbywa się ślub i młoda para zaczyna układać sobie życie na 410 Chelsea Street w nowojorskiej dzielnicy Queens. Nowożeńcy przechodzą wielki test już na początku nowej drogi życia – Peter Parker w genialnych „Ostatnich łowach Kravena” dosłownie ląduje w grobie na długie dwa tygodnie, a potem ledwo uchodzi z życiem po potyczce z Doktorem Octopusem. Coś wisiało w powietrzu – seria „The Amazing Spider-Man” zbliżała się do trzechsetnego numeru i wszyscy zastanawiali się co szykuje z tej okazji słynny scenarzysta serii z tamtych lat, David Michelinie.
A on zaprosił do współpracy pewnego odważnego, niepokornego dwudziestosześciolatka z Kanady. Todd McFarlane był wielkim fanem komiksów od wczesnego dzieciństwa. Kupował i czytał hurtowo oraz marzył, żeby samemu zostać znanym rysownikiem. W czasach młodości pracował w sklepie z komiksami i cały wolny czas spędzał na organicznej, mozolnej pracy nad własnym talentem. Uczył się rysowania anatomii, mimiki twarzy, architektury – zużył, jak sam wspomina, całe tony papieru i ołówków. Zaczął też wtedy bombardować wszystkich możliwych wydawców próbkami swoich prac. Były to setki listów z zapełnionymi planszami i setki odpowiedzi odmownych. Ale była też i konstruktywna krytyka, z której Todd skwapliwie korzystał. Trafił w końcu do Detective Comics i porysował trochę Batmana, a potem zgłosił się po niego Marvel, gdzie jak wiadomo wdrapał się na Parnas. W marcu 1988 roku objął posadę rysownika w najpopularniejszej serii komiksowej o człowieku-pająku i całkowicie zmienił oblicze tego bohatera. Wpasował się tym samym w pewien rewolucyjny trend w świecie komiksu zainicjowany w połowie lat osiemdziesiątych przez Alana Moore’a, Franka Millera czy potem Neila Gaimana.
Marvel potrzebował w tym czasie kogoś, kto przede wszystkim będzie trzymał się deadline’ów. Mogłeś być przeciętnym rysownikiem, ale jeśli przestrzegałeś pewnych zasad i oddawałeś produkt na czas – miałeś tę robotę. McFarlane był tego świadomy, toteż na początku swojej kariery idealnie dopasował się do zastanej sytuacji. Pierwsze numery były rysowane w stylu „starej szkoły”, klasycznie i bez wielkich fajerwerków. Ale już od jubileuszowego, trzechsetnego numeru rysownik zaczął przemycać do komiksu swoje pomysły i nadawać mu pewien kierunek artystyczny. Był to powolny, ale systematyczny i coraz bardziej zauważalny proces. Nastąpiła rewolucja w białych rękawiczkach – gdy włodarze Marvela zauważyli co się dzieje, było już za późno. Nie można było się cofnąć.
Todd McFarlane narysował dwadzieścia osiem odcinków „The Amazing Spider-Man”. Wszystkie napisał David Michelinie, trzymając się sprawdzonego od lat schematu komiksu superbohaterskiego – Spider-Man walczy po kolei z najróżniejszymi wrogami, którzy co jakiś czas powracają, a w tle toczy się normalne życie Petera i Mary Jane Parkerów, ze wszystkimi jego blaskami i cieniami. Co działo się w tej, trwającej niemal dwa lata, „erze McFarlane’a”? Peter nadal fotografuje Spider-Mana, przekomarza się z naczelnym „Daily Bugle”, odwiedza ciocię May i próbuje wpasować się do rzeczywistości, w której obraca się jego będąca na topie żona – świata pełnego blichtru i bogactwa. Małżeństwo Parkerów przechodzi nieustanne testy dojrzałości i trwałości – na nowy, luksusowy apartament jest ich stać tylko dzięki zarobkom Mary Jane, która staje się głównym żywicielem rodziny; Peter otrzymuje wspaniałą i wymarzoną ofertę pracy, wymagającą opuszczenia Nowego Jorku, czyli całego świata Mary Jane; pojawia się Czarna Kotka, dawna miłość Spider-Mana; M.J. zostaje porwana przez przerażającego stalkera, bogatego i wpływowego człowieka, który oszalał na jej punkcie. To właśnie on sprawił potem, że młoda para została eksmitowana z mieszkania w same święta a Mary Jane straciła pracę i dostała wilczy bilet. Zaczynają się poważne problemy finansowe, poszukiwanie nowego lokum, pomieszkiwanie kątem u cioci May, która ma własne kłopoty i w końcu przeprowadzka do Soho. Peter wraca na uniwersytet, aby zrobić tytuł naukowy, który pozwoli mu w końcu odwiesić na kołek aparat fotograficzny a Mary Jane dostaje rolę w operze mydlanej. Ale to nie wszystko – Peter Parker prowadzi przecież drugie życie, które cały czas mocno wpływa na codzienną egzystencję jego i ukochanej.
Wiemy dobrze na czym polegał amerykański komiks superbohaterski tamtych lat. Spider-Man, jak każdy superheros, musiał regularnie mierzyć się z najróżniejszymi przeciwnikami. Kogo tu nie było – Shrike, Mysterio, Lizard, Scorpion, Prowler, Hobgoblin, Green Goblin, Rhino, Blacklash czy nawet Red Skull. Jednak najważniejszym wrogiem Pająka „ery McFarlane’a” był oczywiście Venom. To właśnie McFarlane jako pierwszy zaprezentował tę postać w pełnej krasie, w jubileuszowym, przełomowym dla całej serii odcinku. Numer ten był szczególny również z innego powodu – to w nim Spider-Man pozbywa się znienawidzonego przez Mary Jane czarnego kostiumu i wraca do dobrze znanego czerwono-niebieskiego. Było to symboliczne zamknięcie pewnej epoki i zapowiedź nowej – możemy uznać, że w pewien sposób Spider-Man wszedł wtedy w lata dziewięćdziesiąte.
Fani TM-Semic dobrze pamiętają najlepsze i najbardziej charakterystyczne historie i sceny tamtego okresu. Poza pojawieniem się Venoma i jego regularnymi powrotami możemy wspomnieć jeszcze kilka. Mary Jane walcząca z porywaczem, Jonathonem Caesarem i jego osiłkami oraz ratująca życie samemu Spider-Manowi. Silver Sable ścigająca nazistów zagrażającymi jej ojczyźnie, Symkarii. Crossover „Inferno”, podczas którego Gobliny rozwalały Manhattan, windy pożerały ludzi a z szuflad wyskakiwały mackowate potwory. Bijatyka na cmentarzu w chmurze opadających śniegowych płatków. „Zamach na cały naród”, czyli sześcioodcinkowa, złożona fabuła, w której zadebiutował w serii Erik Larsen, późniejszy (dwukrotny) spadkobierca Todda McFarlane’a i jego przyszły wspólnik. I wreszcie pojedynek Pająka z Szarym Hulkiem w trakcie kolejnego crossover w świecie Marvela, czyli „Aktów zemsty”. Był to ostatni numer z rysunkami McFarlane’a, schedę po nim przejął bardzo udanie wspomniany już Erik Larsen. Todd zostawił Pająka w bardzo gorącym dla niego okresie – zdobył właśnie moce porównywalne z tymi jakimi dysponował Superman (wyrzucenie Hulka na orbitę okołoziemską nie jest proste) a potem je stracił, Venom po raz kolejny uciekł z więzienia, Jonathon Caesar został z niego po prostu wypuszczony a Złowieszcza Szóstka, czyli grupa największych wrogów Spider-Mana, postanowiła go zabić. Ale McFarlane miał bardzo poważne powody, żeby odejść.
Od zawsze był tylko rysownikiem bez możliwości wpływu na fabułę. Czuł się całkowicie spętany sztywnymi normami rządzącymi serią i uzależniony od pomysłów innych. A chciał sam pisać scenariusze, sam kreować w pełni świat Spider-Mana. Wyszedł więc z propozycją wystartowania z całkiem nową, w pełni autorską serią o człowieku-pająku. Miała być ona oderwana całkowicie od wydarzeń opisywanych w aktualnie prowadzonych czterech tytułach, których fabuły przenikały się wzajemnie. Idealny timing – „The Amazing Spider-Man” na przełomie 1989 i 1990 roku bił wszelkie rekordy sprzedaży, w Stanach Zjednoczonych panowała prawdziwa Spider-mania. Nazwisko McFarlane’a znał każdy – szefostwo Marvela nie miało zatem wyjścia. W sierpniu 1990 roku wychodzi pierwszy numer serii „Spider-Man” – był to oszałamiający, niewyobrażalny wprost wynik finansowy. Komiks rozpoczynający pięcioczęściową opowieść „Torment” sprzedał się w nakładzie dwóch i pół miliona egzemplarzy. Historia ta wyszła w Polsce w pierwszym numerze słynnego „Mega Marvel” od TM-Semic, który jest już w naszym kraju białym krukiem. „Torment”, czyli „udręka” lub „cierpienie” – co Pająkowi zgotował McFarlane?
„Spider-Man” nie skupia się już zbytnio na życiu osobistym Parkerów. Wyszli na prostą, żyją sobie w Soho, ale widują się coraz rzadziej, bo Pająk zaczyna brać górę nad Peterem. Mary Jane jest często pozostawiana sama sobie, autor odsuwa ją od głównych wydarzeń, przez co wydaje się doklejona na siłę. Co znamienne, ona sama zaczyna sobie z tego zdawać sprawę i baluje od rana do nocy szukając w ten sposób jakiejś formy eskapizmu. Cioci May, czy przyjaciół Parkerów nie ma w ogóle. Jest Pająk, Pająk, Pająk. „Spider-Man” McFarlane’a to rzecz bardzo oryginalna: komiks grozy z bohaterem, który zawsze kojarzony był z lekką, żartobliwie prowadzoną fabułą i nigdy nie roszczący sobie pretensji do niczego poza prostą rozrywką. Jednym z ostatnich wyjątków sprzed ery McFarlane’a są „Ostatnie Łowy Kravena”, tytuł jakże ważny dla pierwszej historii w nowej serii.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Po komiks marsz: Listopad 2019
Esensja Komiks

9 XI 2019

Komiksowy listopad będzie pod znakiem powrotów. Będą Trolle z Troy, Kleks z przyjaciółmi, Lincoln, Wilq. Także dużo pozycji superbohaterskich. Szykujcie portfele.

więcej »

Sześćdziesiąt lat minęło a niebo wciąż na swoim miejscu...
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

8 XI 2019

Nasz esensyjny blok poświęcony jubileuszowi Asteriksa zamykamy tradycyjną ucztą... to znaczy, tradycyjną redakcyjną dyskusją.

więcej »

Kadr, który…: Podnieść taki kamień to nic niezwykłego, czyli asteriksowe wspominki
Beatrycze Nowicka

7 XI 2019

Czyli co najbardziej rozśmieszyło mnie w „Przygodach Galla Asteriksa”.

więcej »

Polecamy

No to łups, Asteriksie? No to łups, Obeliksie!

Niekoniecznie jasno pisane:

No to łups, Asteriksie? No to łups, Obeliksie!
— Marcin Knyszyński

Siła symbolu
— Marcin Knyszyński

Pajęcze lata Todda McFarlane’a
— Marcin Knyszyński

Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
— Marcin Knyszyński

Wszystko jest złudzeniem
— Marcin Knyszyński

Wystarczy uwierzyć
— Marcin Knyszyński

Odkryj się sam
— Marcin Knyszyński

Protestujemy, ale co dalej?
— Marcin Knyszyński

Rozgrzewka do tańca rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

O dwóch takich, co walczyli z Gotham
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Todd McFarlane wielkim artystą jest!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Maj 2019
— Esensja Komiks

Z tego cyklu

No to łups, Asteriksie? No to łups, Obeliksie!
— Marcin Knyszyński

Siła symbolu
— Marcin Knyszyński

Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
— Marcin Knyszyński

Wszystko jest złudzeniem
— Marcin Knyszyński

Wystarczy uwierzyć
— Marcin Knyszyński

Odkryj się sam
— Marcin Knyszyński

Protestujemy, ale co dalej?
— Marcin Knyszyński

Rozgrzewka do tańca rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

O dwóch takich, co walczyli z Gotham
— Marcin Knyszyński

Jestem Carl Seltz. Jestem Harry Seltz. Jestem Harry Burns.
— Marcin Knyszyński

Tegoż twórcy

Spawn/Batman – o dwóch takich
— Łukasz Chmielewski

Krótko o komiksach: Wrzesień 2001
— Artur Długosz, Marcin Herman, Paweł Nurzyński

Krótko o komiksach: Lato 2001
— Artur Długosz, Marcin Herman, Paweł Nurzyński

Spokój i śmierć
— Marcin Herman

Tegoż autora

Do sedna: Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Sześćdziesiąt lat minęło a niebo wciąż na swoim miejscu...
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Do sedna: Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Na rubieżach rzeczywistości: „I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Wspomnienia z wakacji: W blasku słońca
— Marcin Knyszyński

Asteriks chronologicznie: Część IV
— Marcin Knyszyński

Asteriks chronologicznie: Część III
— Marcin Knyszyński

Asteriks chronologicznie: Część II
— Marcin Knyszyński

Asteriks chronologicznie: Część I
— Marcin Knyszyński

Kadr, który…: Legionisto! Gdzie są rezerwy legionu?!
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.