Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 października 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CC

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić

Pilot śmigłowca: Kilka słów na pożegnanie

Esensja.pl
Esensja.pl
W przeciwieństwie do „Kapitana Żbika” czy też „Podziemnego frontu”, „Pilot śmigłowca” nie zdobył statusu kultowej serii. Jakie były tego przyczyny? I jaką rolę odegrał ten cykl w polskim komiksie?

Marcin Osuch

Pilot śmigłowca: Kilka słów na pożegnanie

W przeciwieństwie do „Kapitana Żbika” czy też „Podziemnego frontu”, „Pilot śmigłowca” nie zdobył statusu kultowej serii. Jakie były tego przyczyny? I jaką rolę odegrał ten cykl w polskim komiksie?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Już sama nasza wiedza o genezie przygód porucznika Sławomira Karskiego jest zaskakująco skromna. Poza zdawkowym stwierdzeniem, że wojsko pozazdrościło milicji komiksowego „Żbika”, nie wiadomo o powstaniu serii właściwie nic. Zapewne dużo do powiedzenia miałby tutaj scenarzysta serii, pułkownik lotnictwa Witold Jarkowski. Po pierwsze dlatego, że to raczej ze scenarzystą uzgadnia się wszystkie założenia fabuły, zwłaszcza gdy w grę wchodzi materiał, było nie było, propagandowy. Można tu zauważyć pewną analogię ze wspomnianym „Kapitanem Żbikiem”. Tam też za scenariusz odpowiadał „człowiek z branży”. Władysław Krupka był wszak podpułkownikiem milicji odpowiedzialnym za działania „promocyjne”. O ile jednak o Krupce wiadomo całkiem dużo w kontekście komiksów (bywał nawet gościem na komiksowych festiwalach), to Jarkowskiego otacza nimb tajemnicy. Nie wiadomo czy podobnie jak Krupka był jednocześnie pomysłodawcą, czy jedynie zleceniobiorcą, odpowiedzialnym za przygotowanie scenariusza. Nie pomogą nam tutaj rysownicy. Najwięcej mógłby powiedzieć z pewnością Grzegorz Rosiński. Będąc już doświadczonym rysownikiem, musiał się spotkać z Jarkowskim, aby omówić i ustalić z nim zasady współpracy scenarzysta-grafik. Niestety, współautor „Thorgala”, na temat „Pilota śmigłowca” wypowiada się bardzo oszczędnie. Z pozostałej dwójki rysowników, o Mirosławie Kurzawie wiadomo jeszcze mniej niż o scenarzyście, a dla Marka Szyszki było to kolejne zlecenie w ramach współpracy ze Sportem i Turystyką. Nie spotykał się z Jarkowskim, w redakcji wydawnictwa dostał scenopis do rąk z zadaniem narysowania dwóch ostatnich zeszytów serii.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Nie doczekał się też „Pilot śmigłowca” rozbudowanych opracowań publicystycznych. Być może zresztą z powodów opisanych powyżej. Jedną stronę na temat serii znajdziemy w „333 popkultowych rzeczach… PRL” Bartka Koziczyńskiego. Nieco dłuższy tekst poświęcił „Pilotowi” Wojciech Birek w wydawnictwie „Grzegorz Rosiński. Mistrz ilustracji i komiksu”. Znajdziemy tam nawet skan oryginalnej, niepokolorowanej planszy z komiksu, ale z definicji w pozycji tej autor patrzy na komiks z perspektywy samego Rosińskiego.
Samego „Pilota śmigłowca” trudno jest jednoznacznie ocenić. Nawet od strony graficznej nie jest to łatwe, a to za sprawą trzech bardzo różnych od siebie rysowników. Pięć pierwszych zeszytów narysował Grzegorz Rosiński i wyraźnie jego kreska jest dużo dojrzalsza od tego, co znajdziemy w „Kapitanie Żbiku”. Jeśli Belgowie mieli zainteresować się pracami Rosińskiego i zaproponować mu współpracę, to raczej po zapoznaniu się właśnie z „Pilotem śmigłowca”, „Legendarną historią Polski” albo narysowaną na kilka lat przed „Relaksem” „Najdłuższą podróżą”. To był ten Rosiński, który za chwile miał narysować pierwszego „Thorgala”. Zastąpił go Mirosław Kurzawa, rysujący zupełnie w niekomiksowym stylu. Kurzawa ani nie był rysownikiem realistycznym, ani nie czuł komiksu jako medium. Czasy były takie, że komiksy sprzedawały się w każdych ilościach, ówczesne nakłady dzisiaj wydają się nieprawdopodobne, ale złe wrażenie pozostało. Marek Szyszko otrzymał zlecenie na narysowanie „Pilota śmigłowca”, gdy dopracował już swoją, wzorowaną na Jeanie Giraud, kreskę. Widać to szczególnie w pierwszym jego zeszycie „Cele dla myśliwców”, narysowanym staranniej od zamykającej cykl „Kraksy”. Styl rysownika, znany z kultowej „Tajemnicy kipu”, sprawdził się doskonale i uratował wizualnie końcówkę serii.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Dzięki temu, że za scenariusz całej serii odpowiadał jeden człowiek, wątki przewijające się przez kolejne zeszyty układają się w spójną całość. Niektóre zeszyty stanowiły fabularną całość (np. „Egzamin”), czasem opowiadane historie obejmowały więcej niż jedną część („W śnieżnych zamieciach”, „Dramatyczne chwile”), niemniej jednak przez całą serię Jarkowski rozwijał wątki prezentujące ciągłość losów bohaterów. Dotyczy to przede wszystkim relacji pomiędzy głównymi bohaterami (głównie na linii Karski – Krucewicz), spraw miłosnych (Karski – Barbara), zawodowych (egzaminy na WAT Kalińskiego). Dialogi w „Pilocie śmigłowca” nie stanowią szczytu finezji, ale jeśli porównamy je ze „Żbikiem” czy komiksami z „Relaksu” (realistycznymi) to wychodzą obronną ręką. Smaczku dodają przemyślenia bohaterów, szczególnie te dotyczące spraw osobistych. Pokazują one wyraźnie, że życie Karskiego i jego znajomych nie ograniczało się do spraw zawodowych.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Serie takie jak, „Kapitan Żbik”, „Podziemny front”, „Pilot śmigłowca” cieszyły się popularnością wśród młodzieży, ale przesadą byłoby stwierdzenie, że to właśnie „kolorowe zeszyty” wprowadziły młodych odbiorców w pełen kolorowych przygód świat komiksów. Tę rolę od kilkunastu lat z powodzeniem pełnił „Świat Młodych”. Owszem, wspomniane serie zaszczepiły na polskim rynku nową kategorię: komiks realistyczny osadzony w najnowszych realiach historycznych („Podziemny front”, „Kapitan Kloss”) bądź współczesnych („Kapitan Żbik”, „Pilot śmigłowca”). Pod tym względem rzeczywiście serie te przygotowały grunt pod wejście na rynek „Relaksu”. Twierdzę jednak, że nawet bez tych komiksów sukces „Relaksu” był pewny. Możliwe, że podstawowym sukcesem „kolorowych zeszytów” było nie tyle zdobycie serc młodych czytelników, ile umysłów decydentów. To oni przekonali się, że nie taki diabeł straszny, że produkty „zgniłego Zachodu” można umiejętne zaadoptować do warunków socjalistycznej propagandy. Bez tego komiks nadal dostępny byłby jedynie na ostatniej stronie młodzieżowego czasopisma.
Zapewne do takich decydentów przyszedł, wychowany we Francji, Henryk Kurta z propozycją stworzenia cyklicznego magazynu komiksowego, który częściowo spłacałby swój dług treściami propagandowymi. Być może w trakcie rozmów jako przykładami posłużył się zeszytami „Żbika”, „Pilota śmigłowca” czy „Podziemnego frontu”. Tak powstał „Relax” a po jego upadku MAW, KAW oraz Sport i Turystyka nadal wydawały komiksy. Ziarno zostało zasiane, całe pokolenie zostało zainfekowane.
koniec
5 lipca 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Niekoniecznie jasno pisane: Serenada na trąbkę i sześć strzałów!
Marcin Knyszyński

18 X 2020

Wśród miłośników komiksu europejskiego nie ma chyba nikogo, kto nie słyszałby o Mike’u S. Blueberrym – „jankesie z Południa”, kawalerzyście armii Północy, bezczelnym szulerze, niesubordynowanym gagatku i nieokrzesanym awanturniku. To chyba najsłynniejszy komiksowy rewolwerowiec obok Lucky Luke’a – kreowany jednak bardziej poważnie, choć nadal rozrywkowo (zarówno pod względem fabuły i rysunku). Dziś przenosimy się na Dziki Zachód, do czasów tuż po Wojnie Secesyjnej. Kurz jeszcze nie opadł, krew (...)

więcej »

Kadr, który…: Siła magnum
Wojciech Gołąbowski

15 X 2020

Dynamika walk wręcz powinna mieć w komiksie dobre odwzorowanie. Ale tym razem chyba rysownik nieco przesadził…

więcej »

Musi być jakaś alternatywa: Jak Piłsudski z Tarkowskim z caratem walczyli
Miłosz Cybowski

14 X 2020

Wielka szkoda, że „Pierwsza Brygada: Warszawski pacjent” nie doczekała się planowanej kontynuacji. Komiks Wyrzykowskiego, Piątkowskiego i Janicza jest zaledwie wprowadzeniem do bogatego alternatywnego świata przełomu XIX i XX wieku.

więcej »

Polecamy

Rajner kontra Reiner

Podziemny front:

Rajner kontra Reiner
— Konrad Wągrowski

Wojna o duszę doktora z AK
— Konrad Wągrowski

Noc długich noży
— Konrad Wągrowski

Komandosi z wyobraźni generała
— Konrad Wągrowski

Komiks, którego nie było
— Konrad Wągrowski

Bitwa o szyny
— Konrad Wągrowski

Dobry Niemiec
— Konrad Wągrowski

Granat do studzienki, czyli najśmielsza akcja bojowa
— Konrad Wągrowski

Po twarzy poznasz konfidenta
— Konrad Wągrowski

Wybuch w burdelu
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Szczęśliwy finał
— Marcin Osuch

Trochę jak Blueberry
— Marcin Osuch

Nasz polski superman
— Marcin Osuch

Pilot punktuje, „Pilot” dołuje
— Marcin Osuch

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Nie lataj, synku, nisko i powoli
— Marcin Osuch

Tegoż twórcy

Prosta historia
— Marcin Knyszyński

Hrabia Mieszko Skarbek
— Paweł Ciołkiewicz

Krótko o komiksach: Agent Żbik i brylanty
— Dagmara Trembicka-Brzozowska

Antywestern
— Marcin Knyszyński

Krótko o komiksach: Pożegnanie z „Thorgalem”
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Kapitan Żbik #5 „Diadem Tamary”
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Kapitan Żbik: Po nitce do zbrodniarza
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Piękna rudowłosa
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.