Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 czerwca 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Niekoniecznie jasno pisane: Pięcioro przeciwpancernych i pies

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Gdy przyszły lata osiemdziesiąte dwudziestego wieku, komiks superbohaterski przestał być w końcu postrzegany jako infantylna, niewymagająca rozrywka. Zaczęły się jego najróżniejsze „dekonstrukcje” i „rewizje” – najsłynniejsze wyszły spod ręki znanego nam wszystkim Alana Moore’a („Miracleman”, „Strażnicy”). Co by było, gdyby herosi istnieli w realnym świecie, takim jaki widzimy za oknem? Dwadzieścia lat po „Strażnikach” na to pytanie spróbował odpowiedzieć Garth Ennis przy pomocy Daricka Robertsona.

Marcin Knyszyński

Niekoniecznie jasno pisane: Pięcioro przeciwpancernych i pies

Gdy przyszły lata osiemdziesiąte dwudziestego wieku, komiks superbohaterski przestał być w końcu postrzegany jako infantylna, niewymagająca rozrywka. Zaczęły się jego najróżniejsze „dekonstrukcje” i „rewizje” – najsłynniejsze wyszły spod ręki znanego nam wszystkim Alana Moore’a („Miracleman”, „Strażnicy”). Co by było, gdyby herosi istnieli w realnym świecie, takim jaki widzimy za oknem? Dwadzieścia lat po „Strażnikach” na to pytanie spróbował odpowiedzieć Garth Ennis przy pomocy Daricka Robertsona.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
W październiku 2000 roku ukazuje się ostatni odcinek jednego z najlepszych komiksów „DC Vertigo”. „Kaznodzieja”, ze scenariuszem Gartha Ennisa i rysunkami Steve’a Dillona, dobiegł końca. Cztery miesiące później zamknięto inną słynną serię tego imprintu – Darick Robertson skończył rysować „Transmetropolitan” Warrena Ellisa. Obydwa komiksy odbiły się szerokim echem – zatem wieść, która gruchnęła cztery lata później, zelektryzowała fanów. Ennis i Robertson robią razem komiks – tym razem superbohaterski – pod egidą „Wildstorm”, czyli tego kieszonkowego uniwersum Detective Comics, które wydało na świat „Top 10”, czy „Śpiocha”. Pierwsze sześć odcinków „The Boys” ukazuje się między październikiem 2006 a lutym 2007 roku – nagła kasacja serii była wielkim zaskoczeniem. Otóż, według relacji Ennisa, „antysuperbohaterski” wydźwięk komiksu był dla Detective Comics nie do zniesienia. Było to trochę niezrozumiałe, wszak mocno uderzające w religię treści „Kaznodziei” problemu nie stwarzały. Jak się potem okazało „superbohaterstwo to biznes” – Detective Comics potwierdziło, zupełnie nieświadomie, podstawową tezę „The Boys”. Na szczęście komiks Ennisa trafił do nieco mniejszego wydawnictwa – „Dynamite Entertainment” zaczyna od numeru siódmego, ledwie trzy miesiące po rezygnacji „Wildstorm”. DC dało nawet specjalną „dyspensę” Robertsonowi, aby mógł rysować dalej (obowiązywała go wtedy umowa na wyłączność). Panowie wspominali po latach, że nigdy nie mieli takiej swobody twórczej jak w „Dynamite” – granice praktycznie nie istniały. I to naprawdę widać.
Alan Moore zadał w 1986 roku jedno z najczęściej cytowanych pytań w historii komiksu – „Who watches the Watchmen?”. O ile w jego najsłynniejszym dziele było ono całkowicie retoryczne, tak u Gartha Ennisa dostajemy konkretne odpowiedzi. „Chłopaki” to tajna, kilkuosobowa grupa, działająca z ramienia CIA, której zadaniem jest patrzenie na ręce całej superbohaterskiej społeczności. Ekipa inwigiluje środowisko superherosów, a nawet interweniuje, gdy „supki” przekraczają granice, za którymi ich moce stanowić zaczynają zagrożenie dla świata. Interwencja czasem ogranicza się do szantażu wstydliwymi zdjęciami, choć w grę wchodzi także porządny łomot. Liderem „Chłopaków” jest Billy Rzeźnik, potężnie zbudowany, niezwykle inteligentny brutal, który nie cofnie się przed niczym, aby zrealizować swój (nieco bardziej radykalny, niż zakładany przez CIA) cel – eksterminację populacji superherosów. Dobry supek to martwy supek – motywacje Rzeźnika, wywodzące się z jego koszmarnej przeszłości, są jednym z fabularnych fundamentów całej historii. Rzeźnik ma psa, który wabi się Terror i błyskawicznie reaguje na komendę „rżnij to!”. W skład ekipy wchodzi jeszcze nieformalny zastępca Billy’ego i „mózg” drużyny, czyli Cycuś Glancuś (w oryginale „Mother’s Milk” – od jego dziwnej przypadłości), oraz „mięśnie” – zabójczy „Francuzik” i wiecznie milcząca, maleńka, ale zabójczo niebezpieczna, Japonka o pseudonimie „Niewiasta”. Ostatnim członkiem Chłopaków zostaje pewien everyman, szary, młody chłopak, Szkot z Glasgow, któremu los zgotował nie lada tragedię. Oto, Hughie Campbell („Tyci Hughie”), którego narzeczona została dosłownie wprasowana w ścianę przez Pospiesznego – superbohatera dysponującego nadludzką prędkością – podczas jego pościgu za „złoczyńcą”. Hughie został tylko z jej zakrwawionymi, oderwanymi od reszty ciała, dłońmi i potężną traumą – jego narzeczona została sprowadzona do roli „dopuszczalnych strat” w „odwiecznej superbohaterskiej krucjacie”.
Tak, zwykli ludzie są dla herosów niczym, to tylko nic nie znaczące, gadające przedmioty, które istnieją w świecie zależnym od ich kaprysów. „Supki” w rzeczywistości komiksu Gartha Ennisa, odbiegają mocno nie tylko od tego, co znamy z komiksów Marvela czy Detective Comics, ale i nawet o tego co pokazał Alan Moore w „Strażnikach”. Większość z nich to psychopaci, zwyrodnialcy i zboczeńcy, którzy z racji braku ograniczeń, stają się czasami zagrożeniem dla świata – tutaj, za cichym przyzwoleniem Dakoty Boba, prezydenta USA wkraczają nasi bohaterowie. Oto jak Rzeźnik tłumaczy genezę nazwy zespołu: „Tam, skąd pochodzę, jak ktoś chce kogoś załatwić, mówi, że trzeba wysłać chłopaków. Ten pizduś, Harry, za dużo kłapie dziobem, wyślę do niego chłopaków – kapujesz?”. Zatem „Chłopaki”.
Już od samego początku widzimy, że tak naprawdę nie istnieją żadni superłotrzy. „Superbohaterowie” z nikim nie walczą, mimo iż na całym świecie jest ich zatrzęsienie. Głównymi antagonistami Chłopaków są członkowie „Siódemki” – to siedem nadistot wzorowanych na Lidze Sprawiedliwości z Detective Comics. Przywódcą Siódemki jest Ojczyznosław, facet o mocach zbliżonych do tych, jakimi włada Superman. Pozostali członkowie to Czuła Królowa, Mroczny Cień, wspomniany Pospieszny, Głęboki, Jan z Jowisza i nowy nabytek grupy – młoda, niewinna jeszcze superbohaterka z „Młodych Amerykanów” o pseudonimie Gwiezdna. Gwiezdna zastąpiła zmarłego niedawno Latarnika (media mówią tu o rezygnacji z zawodu) – oto spełnia się jej marzenie, w końcu dołączy do Siódemki, czyli grupy, która od zawsze broni naszej planety i jest skarbnicą cnót wszelakich. I co? Na przywitanie trzej członkowie grupy zmuszają ją do seksu oralnego z wszystkimi naraz. Ideały Gwiezdnej rozpryskują się w drobny mak.
A czym zajmuje się superbohaterska populacja? Przede wszystkim zarabianiem pieniędzy dla siebie i dla wielkiej korporacji „Aero American” – kiedyś wiodącego dostawcy broni dla armii USA, a teraz tak zwanej „mieszanki V”, czyli specyfiku, który czyni zwykłego człowieka superherosem (w żyłach Chłopaków też płynie – w końcu jak mogliby inaczej stawić czoła swoim przeciwnikom?). Superbohaterowie zatem to produkty „Aero American” – oficjalna wersja, forsowana przez skorumpowane media i popkulturę jest taka, że walczą w obronie naszej planety. W rzeczywistości „Chłopaków” istnieje nawet wydawnictwo o nazwie „Victory Comics”, wydające komiksy z faktycznie żyjącymi herosami i niejako kreujące ich medialny wizerunek. Siódemka zbija kokosy na reklamach, gadżetach, występach w telewizji – za wszystkim stoi megakorporacja, która ma również ambicje polityczne. W końcu zbliżają się wybory prezydenckie.
A tak naprawdę superbohaterowie oddają się skrajnie hedonistycznym, często odrażającym praktykom. Cyklicznie, raz do roku, jadą na tak zwany „herospazm”, czyli kilkudniową orgię na tropikalnej wyspie, podczas gdy oficjalna wersja mówi o walce z zagrożeniem z kosmosu. A na co dzień piją, narkotyzują się, przesiadują w specjalnych domach publicznych, wykorzystują zwykłych ludzi i z pomocą „Aero American” tuszują swe wybryki. Fabuła „Chłopaków” kręci się wokół krucjaty Rzeźnika, o genezie której dowiadujemy się stopniowo coraz więcej; machinacji „Aero…”, która chce wprowadzić swego człowieka do Białego Domu i zrewolucjonizować przemysł zbrojeniowy oraz nieuniknionej, potrójnej konfrontacji Chłopaków, „Aero American” i Siódemki – Ojczyznosław ma dość roli pacynki, w jakiej obsadziła go korporacja. Skoro może zrobić i wziąć sobie wszystko na co ma ochotę – to, dlaczego nie? Wszystko obserwujemy oczyma Tyciego Hughiego, który wysyłany jest przez Rzeźnika na różnego rodzaju misje i wikła się w niebezpieczny romans. Seria, licząca sobie siedemdziesiąt dwa odcinki plus trzy sześcioodcinkowe spin-offy (które z powodzeniem mogłyby stanowić integralną część serii), to trzymająca cały czas równy, wysoki poziom, wysooktanowa rozrywka dla zdecydowanie dorosłych odbiorców. Z czasem zaczyna zmierzać ona do prawdziwie wstrząsającego i brutalnego finału. W Polsce „Chłopaków” przeczytać można w dwunastu tomach zbiorczych, które wyszły nakładem „Planety komiksów”.
Garth Ennis powiedział, że „Chłopaki” pokazują prawdopodobny scenariusz wydarzeń na świecie, w którym doszło do „eksplozji superbohaterstwa”. Stwierdzenie, że „z wielką mocą, przychodzi wielka odpowiedzialność”, a głównym zadaniem herosów jest obrona niewinnych, to naiwne, infantylne głupoty. Ok, może trafiłby się jeden, czy dwóch paladynów, ale długo by nie przeżyli w takiej rzeczywistości. Wielka moc to jeszcze większa degeneracja – większość superbohaterskich grup w świecie Ennisa to zblazowane gwiazdy popkultury i zepsuci gówniarze, którym wszystko wolno (weźmy imprezujący bez końca odłam G-Ludzi, zrównujących miasto z ziemią podczas Dnia Świętego Patryka) albo skończone dupki przeświadczone o swojej wyższości (jak Dzieciaki-Kopniaki). Inni to po prostu ofiary swoich bardziej przebiegłych i bezwzględnych kolegów „po fachu” – jak ograniczone umysłowo dzieciaki z SuperDuperów albo straumatyzowani G-Ludzie, którym ich mentor, profesor Godolkin, fundował od małego w swej rezydencji najgorsze koszmary, jakie mogą dotknąć małe dziecko. Są też w końcu istoty złe, w pełni świadome swej potęgi i wykorzystujące ją bez wahania. Są tak zwyrodniali, że „wygląda na to, że każdy z nich studiuje wielką listę zboczeń, aż znajdzie takie, od którego mu staje” – jak mówi Rzeźnik.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Niekoniecznie jasno pisane: Od jedności do wielości i z powrotem
Marcin Knyszyński

20 VI 2021

„Kryzys na nieskończonych ziemiach” – dwunastoodcinkowa seria autorstwa Marva Wolfmana (scenariusz) i George’a Pereza (rysunek) była zdecydowanie (i to bez cienia przesady) najważniejszym wydarzeniem w świecie Detective Comics dwudziestego wieku. Był to pierwszy „kryzys” w historii tego wydawnictwa na skalę całego uniwersum (uniwersów) – zredefiniował cały dotychczasowy dorobek DC i zrobił to dokładnie w jubileuszowym, pięćdziesiątym roku istnienia wydawnictwa. Nie ma fana Detective Comics, (...)

więcej »

Kadr, który…: Najlepszą obroną jest atak
Marcin Mroziuk

17 VI 2021

Wprawdzie wampiry zazwyczaj są przerażające, ale perypetie Szlurpa i Burpa wzbudzają u czytelników nie strach, lecz współczucie dla pary biednych krwiopijców. No bo jak można się bać kogoś, kto nie potrafi wpić swoich kłów nawet w bezbronną staruszkę?

więcej »

Po komiks marsz: Czerwiec 2021
Esensja Komiks

10 VI 2021

W czerwcu, z okazji Komiksowej Warszawy wydawcy przygotowali bogatą ofertę. Jako czytelnicy możemy mieć tylko problem z zasobnością portfeli.

więcej »

Polecamy

Smętny finał

Tajemnica złotej maczety:

Smętny finał
— Konrad Wągrowski

Stukasy, Wellingtony, Halifaksy!
— Konrad Wągrowski

O wolność waszą i naszą
— Konrad Wągrowski

Na wielbłądzie boli tyłek
— Konrad Wągrowski

Z Łosiem na łowy
— Konrad Wągrowski

Przybywając do PRL-owskiego raju
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

To Chłopaki pilnują Strażników
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z tego cyklu

Od jedności do wielości i z powrotem
— Marcin Knyszyński

Kolejny spektakl w teatrze końca świata
— Marcin Knyszyński

Jak żywioł
— Marcin Knyszyński

Ład i przeznaczenie kontra chaos i przypadek
— Marcin Knyszyński

Widzę was!
— Marcin Knyszyński

Śmierć Supermana
— Marcin Knyszyński

Szok przeszłości
— Marcin Knyszyński

Serenada na trąbkę i sześć strzałów!
— Marcin Knyszyński

W stylu retro
— Marcin Knyszyński

Uruchom ponownie
— Marcin Knyszyński

Tegoż twórcy

Wieczny Punisher
— Andrzej Goryl

Max nierówny komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Deadpool w pięciu smakach
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ten się śmieje…
— Paweł Ciołkiewicz

Pająk w czarnej… „Dziurze”
— Paweł Ciołkiewicz

Transmetropolitan #3 - recenzja
— Paweł Ciołkiewicz

Czwarta władza?
— Paweł Ciołkiewicz

Trans w metropolii
— Paweł Ciołkiewicz

Drogi Panie Paróweczko…
— Piotr Niemkiewicz

Fury według Ennisa
— Piotr Niemkiewicz

Tegoż autora

Leo do kwadratu
— Marcin Knyszyński

Przestępca, klaun, komik
— Marcin Knyszyński

Trzech następców
— Marcin Knyszyński

Okres przejściowy
— Marcin Knyszyński

W podziemnym kręgu: Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie
— Marcin Knyszyński

„Exit Game” nie działa
— Marcin Knyszyński

Na swoim
— Marcin Knyszyński

Krew na zboczach Etny
— Marcin Knyszyński

Mroki przeszłości
— Marcin Knyszyński

Różowa inwazja
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.