Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Niekoniecznie jasno pisane: Śmierć Supermana

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 2
Czytelnicy nie doczekali się pięćsetnego numeru „The Adventures of Superman”, czyli serii, która tradycyjnie wychodziła w tym samym miesiącu co „Superman”, tylko tydzień później. Komiksy z Supermanem przestały się ukazywać – minął marzec, kwiecień i maj a czytelnicza konsternacja i obawy rosły. Dan Jurgens przyznał po latach, że chcieli sprowadzić Supermana z powrotem, ale zupełnie nie wiedzieli, jak to zrobić. Każdy miał inną wizję, każdy chciał zrobić to po swojemu – wtedy nie myślano nawet o powrocie Kryptończyka w postaci sprzed pojedynku z Doomsdayem. Ustalono, że skoro są cztery pomysły i istnieją cztery serie, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby wdrożyć je wszystkie naraz. Zaraz na początku czerwca 1992 wychodzi oczekiwany, jubileuszowy numer „The Adventures of Superman”, w którym Jonathan Kent podróżuje przez zaświaty w poszukiwaniu Clarka. Gdy budzi się w szpitalu z okrzykiem „Sprowadziłem go!”, wszyscy traktują to z przymrużeniem oka. Komiks ten kończy się jednak w zaskakujący sposób – telewizja nadaje relacje o dziwnych postaciach ubranych podobnie jak „Superman”, które walczą ze złem w rożnych miejscach kraju. Ostatnie strony wprowadzają cztery nowe postacie, które już za chwilę zagoszczą w czterech seriach wydawniczych. Rozpoczyna się wydarzenie znane jako „The Reign of the Supermen”.
Czerwcowe numery komiksów o Supermanie znowu osiągnęły niesamowite wyniki sprzedażowe. Pierwszy po trzymiesięcznej przerwie był dwudziesty drugi numer „Superman: The Man of Steel”. Louise Simonsoni Jon Bogdanove zaprezentowali bohatera, który postanowił samodzielnie wypełnić lukę po Supermanie. Oto John Henry Irons, czarnoskóry mieszkaniec podłej dzielnicy Metropolis, technologiczny geniusz, były projektant broni dla wojska. Niczym marvelowski Iron Man, konstruuje dla siebie superwytrzymałą zbroję z logo „S” na klacie i wielki metalowy młot, przyjmuje przydomek „Steel” i walczy z gangiem „Rekinów” terroryzującym jego dzielnicę. To taki trochę Luke Cage, którego siła pochodzi tylko z technologii – jedyny, jak się potem okazuje, następca Supermana, który „ma jego duszę”.
„Superman” numer 78, gdzie zarówno za scenariusz i rysunki odpowiadał Dan Jurgens, wprowadza do gry Cyborga, wizualnie wzorowanego na człowieku-maszynie z „Terminatora 2”. Ciało ma DNA Supermana, a części mechaniczne to kryptońska technologia. Cyborg wkradł się nawet w łaski Białego Domu i miał możliwość bezpośrednich rozmów z samym Billem Clintonem – tym bardziej szokująca była prawda o jego prawdziwej naturze, która wyszła później na jaw. Karl Kesel i Tom Grummet (komiksiarze spoza zespołu kreatywnego) zabrali się za „The Adventures of Superman” po numerze pięćsetnym – z laboratorium „Cadmus” ucieka nastoletni klon Supermana i Luthora (!), na którego wszyscy wołają „Superboy!” (czego on bardzo nie lubi). Wesoły, gadatliwy, krnąbrny, arogancki, przesadnie pewny siebie i lekkomyślny. Taki trochę chłopak „ery MTV”, odnaleziony szósty członek „New Kids on the Block”. No i mamy wreszcie „Action Comics” numer 687 – pisze Roger Stern, rysuje Jackson Guice. Z samotni na Antarktydzie przybywa „Ostatni syn Kryptona” – istota podająca się za Supermana, ale oderwana całkowicie od wszystkich jego ziemskich cech charakteru – „Kenta już nie ma, pani Lane. Pozostał Superman”. Czwarty z Supermanów jest bezlitosnym krzyżowcem, faszystowskim nadczłowiekiem, przypominającym trochę „Miraclemana” Alana Moore’a i widzącym wszystko na czarno i biało. Absolutnie racjonalny i wyrachowany zabija za wszelkie przestępstwa (twórcy nazwali go „Supermanem ze Starego Testamentu”) – czy taki byłby Kal-El, gdyby nie przybył na Ziemię?
„Rządy Supermanów” eksponują początkowo każdą postać z osobna, aż do momentu, gdy zaczynają wzajemnie odwiedzać się w „nie swoich” seriach komiksowych. W Metropolis toczy się wielka medialna bitwa o prawa do relacjonowania walki nowych Ludzi ze Stali z przestępczością, Lex Luthor II chce za wszelką cenę skaptować choćby jednego z nich do swoich celów a miano „Supermana” staje się towarem. Wszyscy wiedzą, że dwóch nowych nadludzi w Metropolis, nie jest zmartwychwstałym Supermanem, ale co do pozostałych dwóch nie ma pewności. Trzeci akt dramatu o śmierci Supermana wchodzi w decydującą fazę wraz z pojawieniem się tajemniczego, bojowego statku kosmicznego na orbicie okołoziemskiej.
Oto nadciąga Mongul, którego znamy z „Supermana” 6/1991 w edycji „TM-Semic”. Coast City, miasto Hala Jordana, najbardziej znanej ziemskiej Zielonej Latarni, zostaje zrównane z ziemią – siedem milionów mieszkańców wyparowuje w jednej chwili. W utworzonym kraterze powstaje Engine City, miasto ze stali – pierwsze z wielu, które mają zastąpić największe ziemskie metropolie. Mongul i jego armia służą Cyborgowi – jeden z czterech Supermanów okazuje się być tym zapomnianym już lekko epizodem z przeszłości Supermana, który teraz powraca żądny zemsty na Człowieku ze Stali. Ale Superman nie żyje – więc jedyne co pozostaje to zniesławić jego imię. Engine City staje się miejscem ostatniej bitwy pomiędzy Cyborgiem i siłami Mongula a trójką pozostałych Supermanów, którym pomaga… no właśnie – odrodzony, ubrany na czarno, długowłosy, jeszcze osłabiony, ale zdeterminowany Superman/Kal-El/Clark Kent.
Wytłumaczenie zmartwychwstania Supermana było klarowne i logiczne, a sam fakt ponownego pojawienia się strażnika Metropolis z dawna wyczekiwany. Nikt o zdrowych zmysłach nie podejrzewał przecież, że nigdy już nie będzie Supermana. Każdy z czterech następców dostał dokładnie to na co zasłużył – Cyborg rozleciał się na kawałeczki, Superboy i Steel dostali po czasie swoje własne serie komiksowe, a Ostatni Syn Kryptona został zrehabilitowany. Wrócił także Clark Kent, wykopany spod gruzów Metropolis – naciągane to było trochę, no ale cóż, „show must go on”.
Co było dalej? „Czarny”, długowłosy Superman ubrał się w stary kostium i sytuacja wróciła do stanu sprzed ataku Doomsdaya. Cały projekt związany ze śmiercią i zmartwychwstaniem Supermana przyniósł krótkofalowe efekty w postaci gigantycznych wyników finansowych końcówki 1992 i całego 1993 roku. W 1994 roku znowu było gorzej, choć już nie tak bardzo jak dwa lata wcześniej. Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze dowiedzieliśmy się, że Doomsday nadal żyje i poznaliśmy jego genezę. Dan Jurgens wytłumaczył wszystko dokładnie w trzyczęściowej miniserii „Superman/Doomsday: Hunter/Prey”, w którym Doomsday pokonał samego Darkseida i zdemolował jego Apokolips. Po drugie, tragedie spotkały też innych bohaterów DC.Eventy, takie jak omawiana dziś „Śmierć Supermana”, okazały się maszynkami do robienia pieniędzy. Już w lipcu 1993 roku, w 497 numerze „Batmana”, niejaki Bane łamie kręgosłup człowieka-nietoperza, a na samym początku 1994 roku zaczyna się „Emerald Twilight”, podczas którego potężna istota, zwana Parallaxem, przejmuje kontrolę nad Halem Jordanem. Marvel też nie próżnował – „The Clone Saga” określana jest jako jedna z najbardziej kontrowersyjnych w historii „Spider-Mana, a w świecie mutantów doszło do „Ery Apocalypse’a”. Tu anihilacji uległa cała rzeczywistość – komiksy „X-Men” miały też trzymiesięczną „dziurę wydawniczą” dokładnie dwa lata po omawianych dziś wydarzeniach (choć tutaj w ich miejsce weszły komiksy z „alternatywnej rzeczywistości”).
Komiksy o śmierci i powrocie Supermana na pewno nie są najlepszymi opowieściami o superbohaterach jakie napisano. Były jednak precedensem, czymś nowym i zaskakującym – zdecydowanie jednymi z najważniejszych w historii Człowieka za Stali.
koniec
« 1 2
24 stycznia 2021

Komentarze

24 I 2021   12:12:18

Czy jest jakieś polskie wydanie tej serii?

24 I 2021   15:50:09

Całość wydało wydawnictwo TM-Semic. "Superman" 5-12/95 ("Śmierć Supermana" oraz "Pogrzeb przyjaciela") oraz "Superman" 1-9/96 ("Rządy Supermanów"). Inne wydanie to 24 album "Wielkiej kolekcji komiksów DC" - w Polsce wyszedł w lipcu 2017. Ale tutaj mamy tylko jedną trzecią całości, czyli "Śmierć Supermana" bez "Pogrzebu..." i "Rządów".

28 I 2021   20:53:52

Dochodzę do końca pierwszej strony. Artykuł czyta się lepiej niż sam komiks. Szczere gratulacje.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Kadr, który…: Kto wrobił G.H. Fretwella?
Paweł Ciołkiewicz

28 X 2021

Dwaj mężczyźni siedzą przy stole w eleganckiej kawiarni i rozmawiają sprawach zawodowych. Jeden z nich jest pisarzem, który właśnie podróżuje, promując swoją nową książkę, drugi to wydawca. A mówiąc dokładniej, przedstawiciel wydawcy. Szef nie mógł pojawić się osobiście, bo jest zajęty i ogarnia sprawy związane z nowym pisarzem, którego książka okazała się żyłą złota.

więcej »

Niekoniecznie jasno pisane: Pod prąd czasu i poza przestrzeń
Marcin Knyszyński

24 X 2021

„Przed nami nikt nigdy nie opowiadał takich przygód. W tej serii wszystko jest możliwe. Każdy nowy album może nas zaprowadzić wszędzie, gdzie tylko zechcemy” – tak o „Valérianie” pisał Jean-Claude Mézières, znany i popularny francuski rysownik komiksowy. To on, razem ze swoim wieloletnim przyjacielem, słynnym Pierre’em Christinem, stworzył w latach sześćdziesiątych postać kosmicznego agenta podróżującego w czasie i jego wiernej towarzyszki. Poznajmy Valériana i Laurelinę!

więcej »

Kadr, który…: Oleg jest jednak trochę rozczarowany
Paweł Ciołkiewicz

21 X 2021

Zgarbiony mężczyzna siedzi przy punktowo oświetlonym, zastawionym akcesoriami do rysowania stole kreślarskim i coś zapamiętale tworzy. Za nim stoją półki z książkami, obok ustawiony jest komputer. Duży kontrast, grube szrafowanie, efekt suchego pędzla w postaci widocznych tu i ówdzie przetarć - wszystko to daje wrażenie pewnej surowości. Opis nad rysunkiem pogłębia tę atmosferę, informując czytelnika, że Oleg jest trochę rozczarowany.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Z tego cyklu

Pod prąd czasu i poza przestrzeń
— Marcin Knyszyński

Wszechświat to za mało
— Marcin Knyszyński

Świat to odbicie naszych myśli
— Marcin Knyszyński

Piliście coś chłopcy? A co innego można tu robić?
— Marcin Knyszyński

Od jedności do wielości i z powrotem
— Marcin Knyszyński

Kolejny spektakl w teatrze końca świata
— Marcin Knyszyński

Jak żywioł
— Marcin Knyszyński

Ład i przeznaczenie kontra chaos i przypadek
— Marcin Knyszyński

Widzę was!
— Marcin Knyszyński

Szok przeszłości
— Marcin Knyszyński

Tegoż autora

Stulecie Stanisława Lema: Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Extraordinary Moore: Do trzech razy sztuka
— Marcin Knyszyński

Wstęp
— Marcin Knyszyński

W służbie jej kosmicznej mości
— Marcin Knyszyński

„MAX” ale na wesoło
— Marcin Knyszyński

Extraordinary Moore: Pastisz pełen ambicji
— Marcin Knyszyński

Stulecie Stanisława Lema: Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Klausie goes to Hollywood…
— Marcin Knyszyński

Powrót na Ziemię
— Marcin Knyszyński

Extraordinary Moore: Wojna światów w obrazkach
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.