Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Philippe Buchet, Jean David Morvan
‹Ogień i popiół›

Ogień i popiół
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOgień i popiół
Tytuł oryginalnySillage: A feu et a cendres
Scenariusz
Data wydania2000
RysunkiPhilippe Buchet
PrzekładMaria Mosiewicz-Szrejter
Wydawca Egmont
CyklArmada
ISBN-1083-237-0796-0
Format48s. 215×290mm
Cena14,90
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Ogień i popiół

Trzy komiksy, które wstrząsnęły redakcją

Esensja.pl
Esensja.pl
Artur Długosz, Grzegorz Wiśniewski
Wydawnictwo „Egmont” nie tak dawno wypuściło na rynek kolejny prezent dla amatorów komiksów – trzecią część Armady Morvana i Bucheta. Po lekturze trzeciego tomu ci członkowie redakcji „Esensji”, którzy interesują się komiksami, zwarli się w werbalnych sporach niczym amerykańscy zapaśnicy (a nawet bardziej serio). Udało się część tej dyskusji zachować dla potomności, czego plon przedstawiamy poniżej.

Artur Długosz, Grzegorz Wiśniewski

Trzy komiksy, które wstrząsnęły redakcją

Wydawnictwo „Egmont” nie tak dawno wypuściło na rynek kolejny prezent dla amatorów komiksów – trzecią część Armady Morvana i Bucheta. Po lekturze trzeciego tomu ci członkowie redakcji „Esensji”, którzy interesują się komiksami, zwarli się w werbalnych sporach niczym amerykańscy zapaśnicy (a nawet bardziej serio). Udało się część tej dyskusji zachować dla potomności, czego plon przedstawiamy poniżej.

Philippe Buchet, Jean David Morvan
‹Ogień i popiół›

Ogień i popiół
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOgień i popiół
Tytuł oryginalnySillage: A feu et a cendres
Scenariusz
Data wydania2000
RysunkiPhilippe Buchet
PrzekładMaria Mosiewicz-Szrejter
Wydawca Egmont
CyklArmada
ISBN-1083-237-0796-0
Format48s. 215×290mm
Cena14,90
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Ogień i popiół
Recenzje dwóch pierwszych albumów z tej serii można przeczytać tu i tu.
GW: Przez długi czas trwałem w przekonaniu, że „Egmont”, dążąc do pobudzenia polskiego rynku komiksowego, będzie starał się publikować przede wszystkim albumy łatwe, lekkie i przyjemne, nawiązujące być może do stylistyki i rozwiązań fabularnych komiksu amerykańskiego. Nabywając drogą kupna dwa pierwsze albumy Armady nie spodziewałem się po nich wiele: miłej kreski, ładnego koloru i liternictwa, może nieco niezobowiązującej rozrywki. I nie rozczarowałem się, aczkolwiek dostarczono mi niewiele ponad moje wymagania, ograniczone w drodze wyjątku dla tej publikacji. . Historyjka niespecjalnie logiczna, niezbyt przemyślana, nieco sztampowa, ale sztampowa dość bezpretensjonalnie. Szczęka opadła mi dopiero wraz z nabyciem albumu trzeciego, który nie tylko dystansuje się od poprzednich, ale także zostawia w tyle większość komiksów dotąd opublikowanych w Polsce. I to zarówno pod względem graficznym – jak i fabularnym.
AD: Plastyczna strona cyklu „Armada” jest bezdyskusyjna, duet Morvan i Bucher został zaprezentowany polskiemu miłośnikowi komiksów już wcześniej. Magazyn „Świat Komiks” publikował w swoim czasie krótkie opowieści w stylu fantasy z cyklu „W poszukiwaniu odpowiedzi”. Już wtedy można było zachwycać się i scenariuszami i kreską tego duetu, i należy zaznaczyć, że historie z tej serii były historiami rozrywkowymi, humorystycznymi. Odnoszę też wrażenie, że sama kreska rysownika jest wprost stworzona do takiej właśnie konwencji. Kiedy więc „Egmont” zdecydował się na wydawanie serii „Armada”, nie znając jej wcześniej, wydawało mi się, że wiem, czego po tych twórcach mogę się spodziewać. I nie zawiodłem się. Zarówno „Ogień i popiół”, jak i kolejna część „Kolekcjoner” to proste, czysto narysowane (jak określił to Witek Tkaczyk w recenzji w AQQ) historie przeznaczone zasadniczo dla młodego odbiorcy. Nie można traktować ich poważnie, można za to zachwycić się urokami plastycznymi opowieści i czekać na ciąg dalszy. Czytając natomiast „W trybach rewolucji”, kto wie, czy nie jeden z lepszych fabularnie komiksów, czułem jakiś potworny dysonans pomiędzy tematyką komiksu, a wybraną dla niego formą, jasno określoną w poprzednich częściach. I tutaj właśnie dostrzegam problem trzeciej części przygód Navis. Tym razem wymyślona historia jest zbyt poważna, aby opowiadać ją w tym cyklu.

Tomasz Kołodziejczak:

„Armadę” polubiłem od pierwszej chwili, gdy zobaczyłem rysunki do pierwszego tomu. Zaplanowaliśmy go do druku w odcinkach w ŚK, potem z rożnych przyczyn od razu przerzuciliśmy do serii albumowej. Wygląda na to, że z powodzeniem, bo komiks zbiera dobre opinie i sprzedaje się nieźle.

Lubię wszystkie tomy tej serii – zarówno 1, utrzymany w klimacie hard SF, 2 – przygodowy, jak i 3 – zawierający elementy political fiction. Podoba mi się to właśnie, że autorzy opowiadają różnorodne historie, nie stroniąc od zmiany nastrojów, scenografii, charakteru przygód. Zresztą – konwencja space opery, którą uprawiają, doskonale się do tego nadaje, pozwalając umieszczać bohaterów w rożnych światach i wśród różnych istot.

Trzeci album uważam za najciekawszy plastycznie. Kreska jest dynamiczna, czytelna, fajne wrażenie robi drugi plan z realistycznymi rysunkami (np. obrazy na ścianach).

Mam jedno zastrzeżenie – autorzy w kolejnych tomach wysyłają bohaterkę na coraz bardziej mroźne planety, a to niestety sprawia, że musi ona zakładać coraz grubsze kożuszki. Co zdecydowanie obniża atrakcyjność wizualną kadrów…

Mam nadzieję, że ten trend zostanie powstrzymany w albumie czwartym.

Philippe Buchet, Jean David Morvan
‹Kolekcjoner›

Kolekcjoner
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKolekcjoner
Tytuł oryginalnySillage: Collection Privée
Scenariusz
Data wydania2001
RysunkiPhilippe Buchet
PrzekładMaria Mosiewicz-Szrejter
Wydawca Egmont
CyklArmada
ISBN-1083-237-1121-6
Format48s. 215×290mm
Cena15,90
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Kolekcjoner
GW: Przyznam, że na atak z tej strony nie byłem przygotowany. W istocie bowiem zdajesz się pisać, że historia w Armadzie 3 jest tak dobra, że aż za dobra? Jestem wielbicielem porządnie opowiedzianych historii i o ile wcześniejsze dzieła duetu Morvan/Buchet zaledwie łaskotały moje zainteresowanie, to „W trybach rewolucji” pochłonęło mnie zupełnie. Akurat w odniesieniu do Armady konwencja graficzna zdaje się nie ciążyć na odbiorze, bo kreska przy całej swojej przejrzystości zachowuje stylistyczną giętkość. Jedyną rzeczą stanowiącą o różnicy była kolorystyka. Chłodne odcienie królują na stronach A3, w użyciu jest zupełnie inna paleta niż w tomach poprzednich. Morvan./Buchet poważyli się ponadto na powołanie do życia kompletnego świata, który w odróżnieniu od tytułowej Armady wydaje się być dobrze dodefiniowany kontekstem historycznym, znanym większości czytelników. O Armadzie, z dwóch pierwszych albumów, wiemy tylko tyle, że leci, że są w niej jakieś statki (i to całkiem sporo), na tych statkach żyją rozmaite istoty, które robią różne rzeczy. Zupełnie jednak brak tej scenerii klimatu i jakiejś myśli przewodniej, to świat gigantycznych możliwości, ale przy tym zaskakująco niekompletny. Tymczasem planeta TRI-JJ 768 obleczona jest w znany i bogaty kontekst społeczny, zgięta pod uciskiem klasy rządzącej i targana proletariackimi protestami. Wyjaśnienie zagadki jej społeczeństwa jest nieco przewrotne, ale jednak logiczne i zachowujące klimat. Czy jednak fakt, że Morvan/Buchet skorzystali z pomysłu osadzenia akcji w quasi – XIX-wiecznym świecie, wynika od razu zbytnia powaga opowiadanej historii? Powaga łamiąca klimat serii?
AD: Takie właśnie mam nieodparte wrażenie. Specjalnie na potrzeby tej dyskusji przeczytałem uważnie wszystkie trzy części „Armady” i o ile w trakcie lektury dwóch pierwszych części bawiłem się dobrze w pełnym tego słowa znaczeniu, dopingując bohaterkę i ciesząc się z każdego z jej sukcesów, o tyle przy czytaniu części trzeciej przyjemność czystej rozrywki stopniowo zaczął zastępować niepokój przesłań zawartych w historii ze sztucznie wyhodowaną rasą… Słusznie argumentujesz wyżej, że tytułowa Armada to twór bardzo mało konkretny i poprzez swoją niedookreślność ofiarowujący autorom stosunkowo swobodne ekstrapolacje tematu Na tym jednak bazowała część pierwsza i druga. Autorzy obdarowali nas szczodrze najbardziej fantazyjnymi mieszkańcami wszechświata, ich statkami, strukturami organizacyjnymi, etc. Nieograniczeni żadnymi quasi – nawiązaniami do ludzkiej, jakże niechlubnej przeszłości, stworzyli w pewnym sensie baśniową rzeczywistość, w której trudno było mi się doszukać jakichkolwiek związków z ludzkością. I chwaliłem sobie odrębność tego komiksu. Jedynym pomostem łączącym komiks z ludźmi jest postać Navis, będącej niewątpliwie przedstawicielką naszej rasy, ale osamotnionej i zagubionej pośród setek (?) ras zamieszkujących Armadę, niezrozumiała dla ich wszystkich, a przez to uwypuklającą ten obcy punkt widzenia. Jej cała dziecinność przy bardzo kobiecych innych cechach, tak mocno charakterystyczne w dwóch pierwszych częściach cyklu, gdzieś w trzeciej części bezpowrotnie znikają i równie dobrze można założyć, że mamy do czynienia NIE z tą samą Navis. I szukanie wyjaśnień w jej dojrzewaniu wydaje mi się być niewystarczające. Nie da się spojrzeć przez pryzmat humoru (co charakteryzowało poprzednie albumy) na poważną i, rzekłbym, zaangażowaną fabułę „W trybach rewolucji”, a to z kolei implikuje nieodwołalne zmiany w postaci samej bohaterki.

Konrad Wągrowski:

Przyznam się, że oczekuję od komiksów przede wszystkim rozrywki. Po całym dniu w pracy, gdy wracam do domu, czuję, że lektura ciekawego albumu jest tym, czego mi najbardziej potrzeba. Przez pewien czas uważałem, że relaks to wszystko co mogę od komiksu otrzymać – ale potem poznałem „Wieczną wojnę” Marvano na motywach powieści Haldemana… I okazało się, że komiks może dać też coś więcej, wzruszyć, zmusić do myślenia. Obecnie, kupując jakiś nowy album, mam luksus – oczekuję rozrywki, ale jeśli historia dodatkowo zrobi na mnie wrażenie, traktuję to jako bardzo miłą niespodziankę. Pierwsze dwie części „Armady” dostarczyły mi właśnie rozrywki – dowcipne, kolorowe historie, bardzo ładnie rysowane (koledzy recenzenci „Esensji” też pewnie będą pisać o „interesującej kresce”, ale tak naprawdę wszyscy wiemy o co chodzi), choć przyznam, że część druga mnie nieco zmęczyła. Z pewną rezerwą sięgnąłem więc po część trzecią …i otrzymałem świetną historię science fiction, opartą na doskonałym pomyśle, spójną, o znakomitym zakończeniu. Choć jest ona bardziej ponura, mniej kolorowa, jest też poważniejsza w treściach – być może dlatego właśnie zrobiła na mnie wrażenie. Brawo! Z niecierpliwością oczekuję następnej części.

Philippe Buchet, Jean David Morvan
‹Armada #3: W trybach rewolucji›

W trybach rewolucji
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułArmada #3: W trybach rewolucji
Tytuł oryginalnySillage: Engrenages
Scenariusz
Data wydaniakwiecień 2001
RysunkiPhilippe Buchet
Wydawca Egmont
CyklArmada
ISBN-1083-237-1218-2
Format48s. 215×290mm
Cena15,90
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W trybach rewolucji
GW: Mam nadzieję, że nie zabraniasz w ten sposób autorom prawa do dojrzewania. Tak bowiem wygląda w moich oczach to, co ty nazywasz dysonansem. Przypuszczam, że seria rozwijała się jak dotąd według schematu: pojawienie się pomysłu (album 1) – zorientowanie się w możliwościach jakie daje świat przedstawiony (album 2) – konkretyzacja stylu fabularnego (album 3). Morvan/Buchet jakby dopiero przy „W trybach rewolucji” zdali sobie sprawę z potencjału pomysłu Armady, z szansy, jaką daje on na opowiadanie spójnych historii, przy jednoczesnym zachowaniu ich tematycznej różnorodności. Odnoszę wrażenie, że próbujesz na Armadę patrzeć jak na znanego „Valeriana” (rys. Jean-Claude Mezeries, scen. Pierre Christin), ongiś wydawanego w „Komiksie-Fantastyce”. Tam panuje klimat jak w dwóch pierwszych albumach opowiadających o losach Navis – jednak komiks o statycznym klimacie rozrywkowym to chyba nie to, co Morvan/Buchet zamierzają realizować. Mieli okazję i szansę rozwinąć się zarówno graficznie jak i fabularnie – zatem zrobili to. W spoważnieniu Armady widzę zatem nie załamanie konwencji, lecz awans jakościowy. Mam nadzieję, że kolejny album potwierdzi moją teorię.
AD: Idąc twoim tropem zaczynam obawiać się o czwarty album. Niewykluczone, że masz rację, argumentując ewolucję cyklu na powyższy sposób, ale ja zupełnie na serio oczekiwałem od tego komiksu takich właśnie historii, które można strawić z lekkim przymrużeniem oka. Szkoda, że tego, co nazywasz „awansem jakościowym”, Morvan i Buchet nie wykorzystali po prostu w innym cyklu pozostawiając Navis samej sobie, w cudowny sposób nietkniętą i nieskażoną moralizującymi opowieściami. Zdobyte na „Armadzie” doświadczenie twórcy ich pokroju potrafią przecież z powodzeniem zaadoptować w innych historiach, przy z góry założonym fabularnym continuum. Oczekiwałem, co wielokrotnie deklarowałem, po „Armadzie” dobrej rozrywki i znając potencjał autorów wiem, że było to usprawiedliwione oczekiwanie, ale najwyraźniej doszli oni do wniosku, że po rozrywce nadeszła pora na moralizowanie. Myślę, że nie tylko ja poczułem się w tym momencie zawiedziony, ale myślę również, że ci, którym kolejne albumy „Armady” przypadły do gustu, bez względu na toczące się spory, jak ten, z niecierpliwością wyczekują kolejnej części przygód Navis.

Wojciech Gołąbowski:

W pierwszej Armadzie urzekła mnie kolorystyka, idealnie zespolona z dopracowaną graficznie kreską. Krajobraz, postacie, gadżety techniczne… Także zagospodarowanie marginesów stron. Wreszcie niekonwencjonalne podejście do dymków: o ile dobrze pamiętam, każda występująca w historyjce postać, dysponująca własnym przecież charakterem głosu, obdarzona została przez rysownika innym rodzajem dymku. Bez większego trudu można było sobie wyobrazić różnicę pomiędzy nimi – niemal słyszało się je w uszach.

W drugim albumie z serii brakło indywidualnego podejścia do wypowiedzi postaci. Wszystkie dymki stały się jednakowe. Szkoda. Zostało to jednak zrekompensowane sporą dawką humoru. Podobnie, jak w części pierwszej, rysunki były dopracowane i pięknie kolorowane – podkreślając akcję, pozwalając wejść nieco głębiej w klimat opowieści. Szkoda także, że od początku rzuca się w oczy kilka błędów merytorycznych, ale… Kilka świetnych pomysłów pozwala na szeroki uśmiech. A niektóre plansze (bądź ich fragmenty) chciałoby się powiększyć do rozmiarów fototapety…

Natomiast część trzecia… Cóż. Nie bawi. Szara, smutna historyjka – co znowu wspaniale podkreśla kolorystyka – nie jest przeznaczona dla tych samych czytelników co dwie poprzednie. To po prostu nie ta sama Armada. Jest tu, owszem, wiele celnych uwag, wiele mądrych słów – ale brak jasnych, barwnych stron; brak powodów do uśmiechu; brak humoru opowieści – a właśnie do tego przyzwyczaiły mnie poprzednie albumy z tej serii. I właśnie tego oczekiwał będę od każdej kolejnej Armady.

GW: Nie spieramy się w końcu przecież o komiks byle jaki, ale o rzecz obmyślona z klasą i wykonaną z drygiem. Przy wszystkich moich nadziejach i zastrzeżeniach, muszę przyznać, że „Armada” jest serią interesującą, którą naprawdę warto czytać i warto znać. Jak widać po powyższej dyskusji, oferuje ona nie tylko sporo rozrywki, ale także frapujące, skłaniające do przemyśleń pomysły fabularne.
AD: Zdecydowanie. Nic dodać, nic ująć. Komiks trzeba mieć i znać, choćby po to, by wziąć udział w tego rodzaju dyspucie.

Marcin Herman:

„Armada: W trybach rewolucji” to najlepsza z dotychczas wydanych części komiksu o przygodach sympatycznej Navis. W warstwie fabularnej odnajdziemy wiele aluzji do znanej nam historii Europy, co podkreśla realistyczny rysunek. Wraz z bohaterami przenosimy się z uprzemysławianej Anglii, poprzez Francję, do targanej rewolucją Rosji, aż na koło podbiegunowe. A to wszystko w oprawie science-fiction. I co najważniejsze, zakończenie wreszcie zaskakuje!

koniec
10 czerwca 2001

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Listopad 2021
Esensja

30 XI 2021

Na coraz dłuższe wieczory proponujemy lekturę naszych listopadowych recenzji.

więcej »

Prezenty świąteczne 2021: Komiksy
Esensja Komiks

24 XI 2021

Za miesiąc Wigilia, po drodze Mikołaj, a my dzisiaj przedstawiamy listę komiksów, które mogą się sprawdzić jako prezent świąteczno-mikołajkowy.

więcej »

Niekoniecznie jasno pisane: Kontrowersyjny chromosom
Marcin Knyszyński

21 XI 2021

Brian K. Vaughan jest amerykańskim scenarzystą komiksowym i telewizyjnym (pracował między innymi przy serialu „Lost”), wyraźnie obecnym na polskim rynku już od długiego czasu. Drogę do wspomnianych „Zagubionych” utorował sobie sześćdziesięcioodcinkową serią komiksową, której wielkim fanem był producent słynnego serialu – Damon Lindelof. Dziś czytamy właśnie „Y: The Last Man”, jedno z najwcześniejszych dzieł autora.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Inne recenzje

Mowgli 3001
— Jakub Gałka

„Armada” – przełom?
— Marcin Osuch

Nie przeszłaś emocjonalnego treningu?
— Daniel Gizicki

Humor na ruinach świata
— Konrad Wągrowski

Dysonans
— Konrad Wągrowski

Komiks 2001 w Polsce – podsumowanie
— Esensja

Równowaga wszystkich elementów
— Marcin Osuch

Nadal pod urokiem
— Wojciech Gołąbowski

Urok kreski bohaterki
— Artur Długosz

Tegoż twórcy

W służbie jej kosmicznej mości
— Marcin Knyszyński

Skąd jesteś, Ziemianko?
— Tomasz Nowak

Superkiller nie wystarczy
— Marcin Osuch

Szybka i wściekła
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Maj 2011
— Esensja

W poszukiwaniu tożsamości
— Marcin Osuch

Navis - ostatnia samurajka
— Marcin Osuch

Tegoż autora

Zasłużyć na pamięć
— Artur Długosz

Tylko we dwoje
— Artur Długosz

Dokąd jedzie ten tramwaj?
— Artur Długosz

A na imię ma Josephine
— Artur Długosz

Cicho sza
— Artur Długosz

Dekoltem i szpadą
— Artur Długosz

Co łączy entropię i plamkę ślepą
— Artur Długosz

Gra Roku 2004
— Artur Długosz

Zabić Hitlera!
— Artur Długosz

Conan, nie Conan?
— Artur Długosz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.