Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Niech co Krwawy Hegemon?!

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 »
„Na Trygława i Swaroga!” – zakrzyknęliśmy z mieszanką zaskoczenia, zgrozy i smutku na wieść o śmierci Janusza Christy. Później, w naturalnym odruchu, zaczęliśmy wspominać jego najlepsze komiksy. Efektem jest poniższa dyskusja.

Jakub Gałka, Marcin T.P. Łuczyński, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Niech co Krwawy Hegemon?!

„Na Trygława i Swaroga!” – zakrzyknęliśmy z mieszanką zaskoczenia, zgrozy i smutku na wieść o śmierci Janusza Christy. Później, w naturalnym odruchu, zaczęliśmy wspominać jego najlepsze komiksy. Efektem jest poniższa dyskusja.
Jakub Gałka: Mimo iż od publikacji ostatniego tomu przygód „Kajka i Kokosza” dorosło całe pokolenie, śmierć Janusza Christy odbiła się sporym echem w mediach (news o tym już od kilku tygodni lokuje się wśród najczęściej odwiedzanych artykułów w „Esensji”). Czy ktoś z was miał jeszcze cichą nadzieję na jakiś, może jubileuszowy albo okolicznościowy, album Christy?
Konrad Wągrowski: Od lat już nie, choć jak zresztą stwierdzałem na naszym blogu, Mirmiłowo i okolice dalekie były od wyczerpania swego komicznego potencjału. Nie sądzę nawet, by zaszkodziła Chriście – gdyby chciał i mógł rysować dalej – zmiana systemu. Kajko i Kokosz może w pewnych elementach nawiązywali do realiów PRL-u, ale w gruncie rzeczy była to para ponadczasowych bohaterów dobranych według sprawdzonego komicznego zestawienia przeciwieństw i spokojnie mogli bronić Mirmiłowa przed Zbójcerzami przez następne dekady. Niestety, tak się nie stanie…
Marcin T.P. Łuczyński: Ja też nie, ale z jakichś powodów nie podchodziłem do tego z żalem. Twórca tej miary co Christa na pewno jeszcze wycisnąłby coś ciekawego z tego świata, który przez lata tworzył, gdyby się na to zdecydował i miał po temu możliwości. Ale jakoś odpowiada mi to, że zbiór historii o Kajku i Kokoszu zamyka się w tych komiksach, które poznawałem w młodości i z którymi dorastałem. Teraz bardzo by się przydało wydanie ich w formie książkowej, tak jak się stało ze starszymi dziełami Christy. Najlepiej wszystko w jednym, grubym jak „Lód” Dukaja tomiszczu.
Jakub Gałka: Znaczy, trochę boimy się, że „to już nie byłoby to”? A swoją drogą to rzeczywiście trochę dziwne, że na pierwszy ogień idą wydania „archeologicznych ciekawostek” zamiast porządnego, kolekcjonerskiego zbioru dzieł najsłynniejszych – czyli „Kajka i Kokosza” (podobnie rzecz ma się z „Tytusem”). Albumów nie było strasznie dużo, więc w dwóch tomach spokojnie by się zamknęło, może nawet w jednym.
Dobra, wracając do PRL-u: wydaje mi się, Konradzie, że podchodzisz do tego zbyt asekuracyjnie. Ja jestem absolutnie pewien – pomijając inne czynniki, które mogłyby mieć wpływ, na przykład duża przerwa w tworzeniu, wiek autora itp. – że „Kajko…” napisany w III RP nie byłby w żaden sposób gorszy od albumów powstających w Polsce Ludowej. Po prostu dlatego, że nawiązania polityczne były w bardzo dalekim tle, najlepiej jeśli aluzja pojawiała się od czasu do czasu, subtelnie (tak, „Mirmił w opałach” jest dla mnie chyba najsłabszym odcinkiem cyklu). O wielkości tych komiksów świadczą bohaterowie (zresztą wcale nie tytułowi, bo na tle np. Hegemona czy Łamignata taki Kajko jest cienki jak pupa węża) i humor budowany wokół ich cech charakteru, przywar, zwyczajów itp.
Konrad Wągrowski: Och, na siłę szukaj podstaw do sporu, bo przecież się zgadzamy. W gruncie rzeczy jedyne, co mogło im (Kajkowi i Kokoszowi) zaszkodzić, to gdyby Christa nagle zaczął mocniej nawiązywać do nowej polskiej rzeczywistości. Ten błąd popełnił Parowski w trzecim „Funkym” (te aluzje do Mazowieckiego i Wałęsy były zbyt grubymi nićmi szyte, nawet w porównaniu do delikatnych wcześniejszych nawiązań do Urbana), ten błąd popełnił Baranowski w „Praktycznym Panu”. Gdyby jednak trzymać się wciąż tego fajnego zestawu archetypów, seria mogłaby istnieć tak długo jak „Asteriks” (czyli do śmierci twórcy, bo „Asteriks” bez Goscinnego to już nie było to). I masz rację co do postaci – Kajko jest bezbarwny, ale gdy się ma w zanadrzu Mirmiła, Hegemona, Kaprala, Lubawę, Łamignata, czy Ofermę, wszystko jest możliwe. To samograje i galeria, której Chriście powinien zazdrościć każdy twórca komiksowy.
Krzysztof Wójcikiewicz: Ja z jednej strony niezmiernie żałuję, że nie ukazało się więcej części „Kajka i Kokosza” w latach 80., gdy powstawały najlepsze części cyklu, ale z drugiej strony wcale nie jestem pewny, czy ciągnięcie go dalej w czasach III RP wyszłoby mu na dobre. Już „Mirmił w opałach” (ostatni pełnowymiarowy album, wydany w roku 1990) zdradzał wyraźne oznaki spadku formy autora i niewykluczone, że Christa mógł zdawać sobie z tego sprawę, gdy podejmował decyzję o zakończeniu serii. Zresztą nawet najbardziej cenione i kultowe cykle zaczynają gonić w piętkę, gdy są ciągnięte zbyt długo (ot, choćby Thorgal czy Tytus), więc cieszmy się z tego, co mamy.
Jakub Gałka: Jeśli to rzeczywiście była świadoma decyzja związana z krytycznym spojrzeniem na własną twórczość, to chylić czoła przed autorem.
Krzysztof Wójcikiewicz: Nie wiem, czy tak było (oficjalnie przestał tworzyć ze względu na zły stan zdrowia), spekuluję sobie tylko…
Konrad Wągrowski: Jak dla mnie „Mirmił w opałach” był jeszcze daleki od spadku formy uzasadniającego zamknięcie serii. Owszem, może te nawiązania do sytuacji gospodarczej PRL-u nie wyszły mu na zdrowie, ale w samej strukturze to jednak nadal stara dobra konstrukcja – w Mirmiłowie wesoło, Zbójcerze przygotowują kolejny sprytny plan, Kajko i Kokosz ich przechytrzą. W następnej części wystarczyło odciąć się od „Remanentów” i „Przyjęcia towaru” i byłoby znów git. Poza tym poprzez sprowadzenie na stałe woja Wita do Mirmiłowa otwierały się zupełnie nowe możliwości… Dla mnie najsłabsze były jednak borostwory – po prostu poprzez zagubienie konwencji i położenie akcentów w zupełnie nowych miejscach.
Marcin T.P. Łuczyński: Fakt, „W krainie borostworów” to zupełny niewypał. Już na samym początku Christa się odsłonił, bo przecież kazał Ofermie osuszyć studnię Mirmiłowa w zasadzie nie wiadomo jak, no bo co to niby miało znaczyć, że do niej po prostu wskoczył? Kompletnie dziwaczne zawiązanie akcji, zupełnie – wiem, wiem, to wszystko i tak bajki, pełne najrozmaitszych odjechanych wymysłów, ale mimo wszystko użyję tego sformułowania – niewiarygodne. No i same postaci tych wszystkich stworów – nie miały kompletnie tego czegoś, co gdzie indziej sprawiało, że między bohaterami a czytelnikiem iskrzyło. Nawet trzej podstarzali piraci ze „Szranków i konkurów”, którzy chcieli, żeby ich Kajko i Kokosz poprowadzili na przymorców, wydali mi się sympatyczni, mieli jakiś kolor. Jedyny zabawny motyw, jaki z „Borostworów” pamiętam, to Mirmił, który z kamieniem uwiązanym do szyi idzie się topić, bo nie może znieść męki pragnienia, a Lubawa mu przypomina, że w studni nie ma wody, a nad jeziorem czają się zbójcerze. Tyle.
Jakub Gałka: Gwoli sprawiedliwości dodajmy, że to jedna z najlepszych akcji Mirmiła.
Krzysztof Wójcikiewicz: Owszem, ja też do borostworów wracam najrzadziej – na tle pozostałych części wyglądają trochę jak jakiś spin-off z humorem odgrywanym na zupełnie inną nutę i nijak nie trzymają klimatu całości. A skoro już zeszliśmy na nasze preferencje, to nieuniknione pytanie: który album jest waszym ulubionym? Mój faworyt to „Na wczasach” (woj Wit na prezydenta!).
Jakub Gałka: Dopiero się rozkręcamy, a tu już tak poważne deklaracje trzeba składać? Trudna decyzja, łatwiej powiedzieć, co się nie podobało, a właściwie podobało mniej (na tle innych „Kajków”, bo wciąż są to bardzo dobre komiksy): „Mirmił w opałach” i „W krainie borostworów”. A ponieważ wielką atencją darzę zbójcerzy, więc i te komiksy gdzie są spychani na dalszy plan – dylogie „Woje Mirmiła/Rozprawa z Dajmiechem” i „Złoty puchar” – nie będą u mnie na szczycie listy. Może „Dzień Śmiechały” albo „Skarby Mirmiła”? Albo „Na wczasach” czy „Szkoła latania”? Ech, chyba czas, żeby sobie trochę odświeżyć te komiksy.
Konrad Wągrowski: W „Złotym pucharze” i „Wojach Mirmiła” (a także w „Szrankach i konkurach”) zbójcerze nie byli spychani na drugi plan, bo po prostu ich jeszcze nie było. To są pierwsze albumy serii, które mocno korzystają z poetyki Kajtka i Koka – czyli dużo się dzieje, narracja trochę jak w pasku komiksowym, żart pogania żart, przygoda goni przygodę. Dopiero późniejsze albumy stały się bardziej uporządkowanymi strukturami fabularnymi. Ale i tak uwielbiam te wcześniejsze! Za ten rozmach przygody w „Szrankach...”, za zwroty akcji „Złotym pucharze”, za humor (i piłkę nożną) w „Wojach...”. I nie wiem, który z całej galerii album jest moim ulubionym. Na pewno – poza powyższymi – cenię „Dzień Śmiechały”, nieśmiertelne „Na wczasach” (genialne teksty!), „Szkołę łata…”, znaczy, „latania”. Trudny wybór.
Jakub Gałka: No dobra, tu mnie masz. A o „Szrankach i konkurach” rzeczywiście zapomniałem. Dobra rzecz (kurczę, tak naprawdę żaden odcinek nie jest ZŁY, niektóre są tylko słabsze od innych), ale to trochę jak z lepszymi przygodami „Kajtka i Koka” – fajne jako kryminał, jako fantastyka, ale nie do końca jako humoreska. Tak samo „Szranki…” – fajne jako przygoda, ale to nie „Kajko…” w pełnym tego słowa znaczeniu.
1 2 3 »

Komentarze

28 XI 2015   11:08:04

Wydaje mi się, że opinie o Kajku, jakoby był postacią bezbarwną czy cienką, są z lekka niesprawiedliwe, bo choć faktycznie na tle reszty tej wesołej czeredy jest niemal święty, to przecież jako przeciwwaga dla Kokosza sprawdza się znakomicie. Prawdopodobnie po prostu nie dało się lepiej napisać postaci tak charakterologicznie pozytywnej i trzeba go przyjąć takim, jaki jest (cóż, przecież Thorgal również jest kryształowy – czy on w ogóle ma jakieś wady?). Choć może Christa faktycznie mógł go nieco porysować, Kajko w sumie ma chyba dość zadziorną naturę, zwłaszcza w starciach z Kokoszem pokazywał charakterek (mały nie dawał się grubemu zahukać, o nie!) i autor mógł pójść w tym kierunku i przydać mu np. cechę złośliwości. Ale Kajko nie jest papierowy i nie robi za piąte koło u wozu, bo od czasu do czasu przytrafia mu się także w pojedynkę coś naprawdę niemiłego. A to łomot grabiami od Lubawy za zerwane róże, a to wczasy, jakich nie życzyłby nawet Hegemonowi, a to zamiana na umysły z leśnym lichem ("Kajko, złaź! Nie rób z siebie małpy!")...

Dodam, że dla mnie siłę humoru serii stanowią także w dużej mierze postacie, o których panowie w powyższej dyskusji nie wspomnieli, czyli drugoplanowe czarne charaktery. Galeria malowniczych łajdaków, łotrów i kanalii czy choćby pospolitych hultai, drabów i warchołów jest zaiste obłędna i tylko potwierdza geniusz Janusza Christy. Wielki Kompan z Szambelanem! Jarl Björn! Walwuch! Rangar Złotowłosy! Krwawy Barnaba i karczmarz Schabomił! No i wisienki na tym torcie: ksiażę Dajmiech z Kanclerzem i jego wojski Niesław – ten ostatni to już w ogóle mój ulubiony kajkokoszowski arcyłotr i perełka serii, ha ha.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Niekoniecznie jasno pisane: Droga bez końca
Marcin Knyszyński

24 V 2020

Przy okazji artykułu o „Yansie” wspomniałem pewną polską komiksową inicjatywę wydawniczą z końcówki lat osiemdziesiątych. „Komiks Fantastyka” był w tych czasach czymś absolutnie oszałamiającym i każdy trochę starszy polski fan historii obrazkowych dobrze wie o czym mowa. Początkowe numery cyklu, te jeszcze sprzed przemianowania go po prostu na „Komiks”, zdominowało trzech bohaterów: Funky Koval, Yans i ten najbardziej enigmatyczny i skomplikowany – Rork. Historia tajemniczego białowłosego (...)

więcej »

Najczarniejsze szwarccharaktery polskiego komiksu
Esensja Komiks

22 V 2020

Pamiętamy raczej tych dobrych i szlachetnych: Kajka i Kokosza, Tytusa, Romka i A′Tomka, kapitana Żbika, Funky′ego Kovala, wielkich bohaterów polskiego komiksu. Ale przecież dobro nie może istnieć bez zła, musi być przeciwwaga. Żadna z pozytywnych postaci nie mogłaby zaistnieć, gdyby nie miała odpowiednich adwersarzy. Dziś łamy Esensji oddajemy tym drugim, nierzadko bohaterom drugiego planu, ale przede wszystkim ważnym postaciom bez których fabuły komiksowe byłyby kompletne, bez których nie (...)

więcej »

Kadr, który…: Na chwałę imienia polskiego
Wojciech Gołąbowski

7 V 2020

Wśród licznych batalistycznych kadrów z komiksu „Rokitna 1915” są dwa pełnoplanszowe, w których połączono sylwetki postaci z graficzną informacją narracyjną. W tym drugim dwóch ułanów galopuje po mapie, planie bitwy. Spójrzmy jednak na ten pierwszy.

więcej »

Polecamy

Pożegnanie z Rosińskim

Pilot śmigłowca:

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Nie lataj, synku, nisko i powoli
— Marcin Osuch

Zobacz też

Inne recenzje

10 komiksowych zaraz, wirusów i pandemii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Siedem wspaniałych: Lista mocno subiektywna
— Marcin Knyszyński

Kadr, który…: Podwójny atak
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadr, który…: Szanuj zieleń, bo…
— Agnieszka Szady

Weekendowa Bezsensja: The Best of Oferma
— Konrad Wągrowski

Weekendowa Bezsensja: The Best of Hegemon
— Marcin Osuch

Weekendowa Bezsensja: The Best of Kapral
— Marcin Osuch

Pierońskie rojbry
— Wojciech Gołąbowski

Co na to Najwyższa Komnata Kontroli?
— Konrad Wągrowski

Duch fair play w Mirmiłowie
— Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Coraz bliżej Kajka i Kokosza
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sny w technicolorze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ćwierć wieku później
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do czytania w każdym wieku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Istny kosmos!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Komiks monumentalny
— Marcin Osuch

Prototypowy rajd po średniowieczu
— Łukasz Bodurka

Tegoż autora

Odejdziemy jak dinozaury, zastąpią nas roboty?
— Marcin Osuch

Koniec jest już blisko
— Marcin Osuch

Powrót Lincolna marnotrawnego
— Marcin Osuch

You are my only hope
— Marcin Osuch

Mam smoka i nie zawaham się go użyć!
— Marcin Osuch

Reacher Yojimbo
— Konrad Wągrowski

Zagadka nieśmiertelności?
— Marcin Osuch

Perła obyczajowego komiksu
— Konrad Wągrowski

Powrót do pięknej epoki
— Konrad Wągrowski

Dla mnie szczepionka, dla ciebie wirus
— Marcin Osuch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.