Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 stycznia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Tytus, Romek i A’Tomek: Bawiąc, uczyć. Ucząc – nie nudzić

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Bryk z geografii i historii Polski. Rozmówki szwedzko-polskie dla początkujących. Podręcznik „Kubizmu dla opornych”. Dzieło sztuki współczesnej. Tuba propagandowa. Dokument o trudnych czasach i odtrutka na nie. Polska Myszka Miki. To właśnie – i nie tylko to – „Tytus”. Komiks kultowy – a wśród kultowych jedyny w swoim rodzaju.

M. Fitzner

Tytus, Romek i A’Tomek: Bawiąc, uczyć. Ucząc – nie nudzić

Bryk z geografii i historii Polski. Rozmówki szwedzko-polskie dla początkujących. Podręcznik „Kubizmu dla opornych”. Dzieło sztuki współczesnej. Tuba propagandowa. Dokument o trudnych czasach i odtrutka na nie. Polska Myszka Miki. To właśnie – i nie tylko to – „Tytus”. Komiks kultowy – a wśród kultowych jedyny w swoim rodzaju.
Po pięćdziesięciu dwóch latach Tytus, Romek i A’Tomek odchodzą na zasłużoną – i nieco spóźnioną – emeryturę. Ostatnie dziesięć książeczek mocno nadszarpnęło reputacją cyklu – ale kultowy pozostanie. Wśród młodszego pokolenia mało znany – o czym pisałem w zeszłym tygodniu – wśród nas, trzydziesto-, czterdziestoletnich zgredów ma wciąż grono wiernych czytelników. Można powiedzieć, że nas wychował. Dorastaliśmy w czasach, gdy to my czekaliśmy na pojawienie się jakiegoś (jakiegokolwiek!) komiksu w kiosku – a nie komiks na nas. Zanim do Polski przybyły Supermany, Batmany, Spider-Many i inne Barbie, mieliśmy Kajka i Kokosza, Kudłaczka i Bąbelka, Kapitana Żbika, Funky’ego Kovala – i ledwie kilka innych wartych uwagi cykli. Dwóch ostatnich zresztą jako dziecko nie obdarzyłem sympatią. A i nad wojami Mirmiła i dwoma podróżnikami miał Tytus zasadniczą przewagę. Jaką?
"Tytusa, Romka i A’Tomka” wyróżniało to, że za bohaterów miał dzieciaki – takie same, jak czytelnicy. No, może nie każdy był tak włochaty jak Tytus – ale łączyły nas podobne problemy. Zagubienie w tym dziwnym świecie, na którym jest się od kilkunastu ledwie lat. Ciągłe utarczki z kolegami. No i ta szkoła! Bo czy strach przed dwóją z geografii był komuś obcy? I chyba każdy z nas przysnął kiedyś na nudnej lekcji – a wyrwany ze snu krzykiem belfra, stawał na baczność, meldując „Wcale nie śpię!”. Papcio solidaryzował się z czytelnikiem-uczniem. Podsuwał nawet – cokolwiek niepedagogiczne – rozwiązania jak „licencjonowanie” pracy domowej. A z drugiej strony, wcielał się w nauczyciela. Bawiąc – uczył. A ucząc – nie nudził. Mówił o rzeczach ciekawych i mądrych, ciekawiej i mądrzej niż szkoła. Komiks – medium wizualne – dawał ku temu lepsze możliwości. Zamiast ex catedra ględzić o Szwecji, Anglii czy USA – autor posyłał trójkę bohaterów na wycieczkę tamże. A by zrozumieć sztukę współczesną, Tytus… wskakiwał do obrazu. O formalizmie i kubizmie uczył się bezpośrednio od kanciastych mieszkańców Abstraktolandu.
A propos sztuki – szata graficzna zdecydowanie wyróżniała „Tytusy” w gronie polskich komiksów. Z punktu widzenia dziecka – in minus. Kreska Papcia uchodzić mogła za nieporadną. Twarze rysował albo proste, albo koślawe i brzydkie, z anatomią też bywał na bakier. Czyżby nie umiał rysować? Ależ skąd! Mało tego: był absolwentem Akademii Sztuk Pięknych. Gęby rysował krzywe, sylwetki powyginane, bo… taki miał zamysł twórczy. Ciekawe światło rzuca na tę kwestię wspomniana wyżej „lekcja plastyki”. „Ohydztwo” – kwituje Tytus z odrazą (podobną do tej, z jaką moja siostra wzięła do rąk jeden z tomików jego przygód). Kolejne kubistyczne „pokraki” wykładają mu wówczas, na czym polega sztuka. Nie na schlebianiu gustom bynajmniej. Ma oddziaływać na widza, prowokować go, zniesmaczać i oburzać. A skoro mowa o kubizmie, nie sposób nie wspomnieć o Pablo Picasso. I on miał za sobą studia malarskie. Malował piękne, smutne portrety, porzucił je jednak na rzecz kiczowatych „panoram” areny cyrkowej. Nieśmiertelną sławę zaś przyniosły mu pokraki z uchem nad okiem i pionowymi ustami. Ta szalona forma była nowym „językiem” opisywania rzeczywistości; malowania ze wszystkich stron jednocześnie. I choć Papciowi trudno przypisać podobny radykalizm – to właśnie ta „brzydka” kreska nadaje jego rysunkom niespotykanej ekspresji. Szkaradne, zbójeckie gęby naprawdę straszą, a opisywana przez Achikę scena w dyskotece dzięki hipnotycznej kolorystyce i zerwaniu z zasadami sztuki klasycznej wydaje się tętnić życiem. W swoich komiksach Papcio niemal nie stosuje perspektywy. Często zadowala się płaskim planem – albo białym jak prześcieradło, pustym kadrem. Wiernie odwzorowuje za to krajobrazy miejskie i architekturę. Wielki pietyzm i ta charakterystyczna izometria – czyli widok „z góry i nieco z ukosa” – przywołuje na myśl innego sławnego malarza: Nikifora. Tenże, nawet mimo braku formalnego wykształcenia, wypracował styl nietuzinkowy – i trudny do podrobienia. Można by rzecz, że aby rysować brzydko trzeba… nie lada głowy, talentu i praktyki. A także żelaznej konsekwencji.
Przez pięćdziesiąt lat styl Papcia niewiele się zmienił. Zasadniczy „design” pozostał nietknięty. Romek nadal ma krzaczaste brzwi, a A’Tomek prostokątne okulary, odporne na wszelkie mody. Twarz szympansa zaś wciąż narysować można z dwóch zachodzących na siebie, nieco koślawych kół – i jest tak samo brzydką, jak te pół wieku temu. Papcia nie podkusiło nigdy, by ją podretuszować, rzadko który bohater popkultury tak długo obronił się przed liftingiem. Kult młodości i urody nie raz, nie dwa przefasonował gębę Myszce Miki i Batmanowi. Tytus zaś u kosmetyczki był tylko raz – w Księdze I. A jednak co i rusz pojawiało się jakieś nowum. A’Tomek – pierwotnie ogolony na zapałkę – zapuścił z czasem włosy. Romek miewał to grzywkę, to grzywę do pasa. Tytus dostawał coraz ładniejsze trampki – oraz, okazjonalnie, inną koszulkę: a to z wielkim „T”, a to z jabłuszkiem. Raz miał na sobie kamizelkę, innym razem spodenki w gwiazdki. Największą rewolucję przeszły jednak… ramki. Z początku cienkie i proste, z czasem uległy pogrubieniu, a w końcu specyficznemu „połamaniu”. Kadry stały się jedynie zbliżonymi do prostokąta wielobokami. Autor przydał im nie tylko pazura, uczynił je wręcz częścią fabuły. Niejednokrotnie bowiem Tytus salwuje się ucieczką przez… wyrwę w obramowaniu obrazka. Hyc! – do sąsiedniego.
Humor Papcia manifestował się w wielu aspektach komiksu – tak w słowie, jak i w obrazie; na pierwszym i na drugim planie. Również narracja w „Tytusie, Romku i A’Tomku” nie była jedynie tłem, ona także stanowiła pretekst do zabawy. Ot, choćby na określenie czasu miał Papcio bez liku patentów. Rzadko zbywał czytelnika zwykłym „nieco później”. Lubił sprecyzować: minęło 327895 sekund. Albo: 2/73 drogi Ziemi po orbicie dokoła Słońca. Ile to jest – czytelnik sam sobie obliczy. „Chwila” stała się pełnoprawną jednostką fizyczną, powstały zresztą też zupełnie nowe, choćby „dobra godzina” – czyli 62 minuty. Albo też, ukuty na potrzeby przygód Tytusa na Dzikim Zachodzie – „strzał znikąd”. Papcio Chmiel ciągle mrugał do czytelnika zza kadru. Ba! Na „dzień dobry” wyburzał Czwartą Ścianę i wściubiał przez nią nos. Siebie uczynił postacią w swoim komiksie, a trójkę komiksowych harcerzy – ludźmi (i małpą) z krwi i kości. To nie tak, że Papcio wymyślał przygody chłopców, to oni wpadali do jego pracowni i mu o nich opowiadali – a właściwie nie jemu, tylko taśmofiksowi. Nagrania tych opowieści po obróbce chemicznej „dośmieszał” segregator Kiszu-Kasza. A Papcio? Jego pochłaniały inne zajęcia. Choćby budowa ogromnego parku rozrywki – o nieskromnej nazwie Chmielland…
Podobieństwo? Znikome.
Podobieństwo? Znikome.
Papcio – Disneyem Bloku Wschodniego? Żarty żartami, ale analogia nasuwa się sama. I jeden, i drugi – pionierzy w swoich dziedzinach, tytani pracy, innowatorzy. Przede wszystkim zaś: idole najmłodszych, którzy rozumieli ich, jak nikt inny. A Tytus to taka… polska Myszka Miki. Trudno odmówić im podobieństwa: czarna sierść, biała twarz, zakola, wielkie uszy, paciorkowate oczka, krótkie spodenki i żółte buciki. Cech wspólnych pod względem charakteru mieli jakby mniej. Mysz to mysz – a szympans to szympans: krnąbrny, psotny, niespokojny. A jednak, mimo tych różnic, oboje to z gruntu poczciwe, nieco naiwne gapy, gubiące się czasem w wielkim świecie, nieraz popadające w kłopoty. Ale z każdej kabały wychodzą bez uszczerbku – mądrzejsi i doroślejsi. Owszem, Tytus zarobi to tu, to tam, to guza, a to siniaka – ale te znikają w następnym kadrze. Siłą napędową kolejnych historyjek jest przygoda, wyprawy w najdalsze zakątki świata i wszechświata, nowe doświadczenia i nowe przyjaźnie. Nie ma też w całej serii regularnego szwarccharaktera dybiącego na bohaterów. Trafiają się, owszem, przeróżne łapserdaki, pospolite, uliczne łobuzy, średniowieczni (a właściwie renesansowi) rozbójnicy, bandyci na Dzikim Zachodzie. Ale nawet ich Tytus i spółka rozbrajają niczym McGyver – nie siłą, a intelektem. Jak sprostać uzbrojonym kowbojom? Zakorkować im kolty! A jakże by inaczej?
Ze złem Tytus, Romek i A’Tomek walczą i wygrywają sprytem i humorem. A i to zło jest samo w sobie trochę straszne, a trochę śmieszne. Groźne, o krzywej, kosmatej gębie – ale gamoniowate. Nie jest godnym przeciwnikiem, tylko chwilową przeszkodą w drodze po kolejną przygodę. Ten drobny, ale istotny niuans umknął niestety twórcom filmowego „Tytusa wśród Złodziei Marzeń”. Zagrożenie, jakiemu w filmie stawiają czoła chłopcy, jest potężne i drapieżne, pokonanie go staje się priorytetem, na zwiedzanie baśniowej krainy – a przy tej okazji niepowtarzalny, inteligentny humor – nie ma czasu. Broń w dłoń! Na pohybel! Młodszy widz przełknie takowy format, bo zna go dobrze z amerykańskich kreskówek. Scenarzystka zaprzepaściła wielki potencjał humorystyczny i edukacyjny historyjek o Tytusie. Ale nie ona jedna, bo pobłądził sam Papcio.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Kadr, który…: Od gór do morza
Agnieszka ‘Achika’ Szady

14 I 2021

W tomie „Wielki turniej” osią akcji są walki baranów oraz starania Kajka i Kokosza o zdobycie odpowiedniego zawodnika. Po wielu perypetiach delegacja Mirmiłowa przybywa do stolicy. Gród kipi życiem i nieważne, że składa się z kilkudziesięciu drewnianych chatek…

więcej »

Po komiks marsz: Styczeń 2021
Esensja Komiks

12 I 2021

Pierwsze w tym roku polecanki komiksowe. Zwracamy uwagę na powrót Corto Maltese, Kajka i Kokosza, Chrononautów. Wbrew pozorom, komiksowy styczeń szykuje się interesująco.

więcej »

Kadr, który…: Telewizor w technologii bezlampowej i bezwszystkoinnej
Agnieszka ‘Achika’ Szady

7 I 2021

„A jak wyłupiesz prąd i benzynę…”, czyli Tytus wyprzedza swoją epokę!

więcej »

Polecamy

Umarł król, niech żyje król!

Legendarna Historia Polski:

Umarł król, niech żyje król!
— Marcin Osuch

Gryzonie zemsty
— Marcin Osuch

Zanim pojawił się wiedźmin
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż autora

Chaps #771: Zepsute jajo
— M. Fitzner

Chaps #770: Krótka historia o zbijaniu
— M. Fitzner

Chaps #769: Pterożarł
— M. Fitzner

Chaps #768: Halloween trupikalne
— M. Fitzner

Chaps #767: Kąśliwy humor
— M. Fitzner

20 najlepszych książeczek Tytusa, Romka i A’Tomka
— M. Fitzner, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Chaps #766: Ssskrzywienie zawodowe
— M. Fitzner

Chaps #765: Mruczne oblicze sprawiedliwości
— M. Fitzner

Chaps #763: Odstające Brzucho
— M. Fitzner

Chaps #762: Obzzzy
— M. Fitzner

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.