Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

‹Relax #3›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #3
Data wydania1976
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Czar „Relaksu” #3: Zdradzieccy Wikingowie i bohaterscy partyzanci z Angoli
[„Relax #3” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Pierwsze dwa numery „Relaksu” cieszyły się tak wielkim wzięciem młodych czytelników, że przy trzecim wydawca zdecydował się na podwojenie nakładu. I co? Myślicie, że pismo zalegało kioski „Ruchu”? Wręcz przeciwnie! Tym razem ponownie otrzymaliśmy trzy dłuższe historyjki, kilka shortów i dwa teksty o charakterze publicystycznym. Nie zabrakło też reklamy singli winylowych i pocztówek dźwiękowych wydawanych przez Tonpress…

Sebastian Chosiński

Czar „Relaksu” #3: Zdradzieccy Wikingowie i bohaterscy partyzanci z Angoli
[„Relax #3” - recenzja]

Pierwsze dwa numery „Relaksu” cieszyły się tak wielkim wzięciem młodych czytelników, że przy trzecim wydawca zdecydował się na podwojenie nakładu. I co? Myślicie, że pismo zalegało kioski „Ruchu”? Wręcz przeciwnie! Tym razem ponownie otrzymaliśmy trzy dłuższe historyjki, kilka shortów i dwa teksty o charakterze publicystycznym. Nie zabrakło też reklamy singli winylowych i pocztówek dźwiękowych wydawanych przez Tonpress…

‹Relax #3›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #3
Data wydania1976
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Dzisiaj taka sytuacja byłaby już nie do pomyślenia! Wyobraźcie sobie bowiem zupełnie nowe na rynku pismo, którego trzeci numer zostaje wydrukowany w nakładzie dwukrotnie większym niż poprzednie. I nie chodziło tu wcale o nakład dwu- czy trzytysięczny, w jakim dzisiaj publikuje się najbardziej chodliwe albumy komiksowe, ale o… dwieście tysięcy egzemplarzy. Cyfra ta przekonuje dobitnie o tym, jak wielki był głód komiksu w Polsce Ludowej. Jak bardzo czytelnicy – czytaj: nieco starsze dzieci i młodzież – garnęli się do medium, które przez wiele dekad przedstawiane było jako wytwór kultury popularnej „zgniłego” Zachodu. „Relax” – numer pierwszy i drugi – okazał się więc wielkim sukcesem komercyjnym i zapewne przyniósłby swoim twórcom olbrzymi majątek, gdyby nie fakt, że wydawcą magazynu nie była żadna z prywatnych oficyn, które praktycznie nie istniały, ale należąca do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Krajowa Agencja Wydawnicza (KAW). Tym samym, czy nam się to dzisiaj podoba, czy nie, każdy, kto gazetę kupował, dokładał się nie tylko do budowy szpitala Centrum Zdrowia Dziecka (dwa złote od egzemplarza), ale także – co szczególnie bolesne – do „umacniania wiodącej roli PZPR” w państwie. Lecz kto się wówczas nad tym zastanawiał?
Na okładce – w gustownym ciemnoróżowym kolorze – po raz kolejny pojawiło się nowe logo (tym razem dla kontrastu niebieskie), przypominające już jednak to, które utrzyma się do końca wydawania magazynu. Na główny obrazek, reklamujący zawartość albumu, wybrano konkretny kadr z komiksu Grzegorza Rosińskiego, rezygnując jednocześnie z tworzenia mało estetycznych kolaży, które widniały na wcześniejszych stronach tytułowych. Jedynym obcym elementem był dorzucony w prawym górnym rogu, zmierzający lotem koszącym ku brzegowi okładki, Orient-Men. Poniżej znalazły się zajawki trzech dłuższych historyjek rysunkowych, które wypełniły ten numer „Relaksu”. Na otwarcie albumu zafundowano jednak czytelnikom dokończenie eseju „Era wizji” ówczesnego redaktora naczelnego pisma Henryka Kurty. W tej części skupił się on przede wszystkim na komiksowych bohaterach – począwszy od międzywojnia (amerykańska Myszka Miki), aż po czasy mu współczesne. Jednocześnie zajął się związkami komiksu z literaturą i filmem, przywołując takie postaci, jak Tarzan, Superman, seksowna Barbarella czy, już z rodzimego podwórka, kapitan Hans Kloss. Kontynuacji doczekała się również rubryka „Barwa i broń żołnierza polskiego”, chociaż, co zastanawiające, po raz pierwszy nie użyto jej tytułu. W tej odsłonie Henryk Wielecki (tekst) i Ryszard Morawski (rysunki) przedstawili umundurowanie i uzbrojenie piechurów – woltyżerów, grenadierów i saperów – epoki Księstwa Warszawskiego.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Tradycyjnie część komiksową magazynu otworzyła opowieść (siedmioplanszowa) z zamierzchłych dziejów Polski – „Klęska Wikinga” Grzegorza Rosińskiego (rysunki) i Leszka Moczulskiego (scenariusz). Jej akcja rozgrywa się w czasach panowania w państwie Polan księcia Ziemomysła (a właściwie Siemomysła) – wnuka Siemowita i syna Leszka (Lestka) – które z dużym prawdopodobieństwem przypadło na połowę X wieku. I znów trudno uznać ją za stricte historyczną, skoro o samym władcy nie wiemy nic ponad to, jakie nosił imię, czyim był potomkiem i ojcem (Mieszko I). Po raz kolejny zatem Moczulski, za punkt wyjścia obierając sobie kronikę Anonima zwanego Gallem, stworzył scenariusz opowiadający nie o tym, co się wydarzyło, ale co wydarzyć się mogło. Na wielkie zagrożenie dla księcia gnieźnieńskiego wyrastają w tym czasie Wikingowie, którzy prowadzą ekspansję w kilku kierunkach jednocześnie. Szlakiem przez Ruś szukają drogi do Bizancjum, dając się tym samym we znaki wschodnim rubieżom państwa polskiego; coraz częściej można spotkać ich też na wybrzeżu Bałtyku, co może oznaczać z ich strony przygotowania do podboju Pomorza Gdańskiego i Zachodniego. Szukając sojuszników przeciwko najeźdźcom z Północy, książę Ziemomysł – taka wersja imienia pojawia się w komiksie – wysyła do Arkony swego posła, Leszka. Wypływa on ze znajdującego się na obszarach zamieszkanych przez Prusów grodu Truso (u ujścia Wisły do Zalewu) i bardzo szybko trafia na morzu na okrutnych skandynawskich wojowników. Szczęśliwie udaje mu się podsłuchać, jakie mają plany, dzięki czemu, dotarłszy już do Arkony, będzie mógł odegrać nie tylko zaszczytną rolę dyplomaty, lecz również – bohaterskiego rycerza.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Scenariusz „Klęski Wikinga” jest trochę niespójny (na siłę wciśnięta została postać księcia, który tak naprawdę nie odgrywa w opowiedzianej historii żadnej roli), ale za to strona graficzna komiksu robi znakomite wrażenie. Znać mistrzostwo Rosińskiego! Dynamiczna, realistyczna kreska sprawdza się zwłaszcza w scenach walki, kiedy z kadrów patrzą na nas zacięte twarze średniowiecznych wojów, a w tle rozlewa się czerwień ognia. W trzecim numerze „Relaksu” doczekaliśmy się również dokończenia, na sześciu stronach, czechosłowackiej opowieści o zamachu na Reinharda Heydricha. Wypełnia je przede wszystkim opis polowania, jakie Niemcy rozpętali w Pradze, chcąc ująć trzech „cichociemnych”, którzy ważyli się podnieść uzbrojoną rękę na esesmańskiego protektora Czech i Moraw. Ten fragment komiksu braci Saudków – Jana (scenariusz) i Karola (rysunki) – robi dużo lepsze wrażenie niż plansze umieszczone w poprzednim numerze, głównie dlatego, że dzieje się w nim znacznie więcej. Do serca i rozumu przemawiają też sceny oblężenia zdradzonych przez swego rodaka bojowników ruchu oporu, którzy bronią się w podziemnej krypcie praskiej cerkwi Cyryla i Metodego. Ostatni kadr, wypełniający aż połowę strony, a wzorowany na plakatach propagandowych z epoki socrealizmu, to prawdziwy majstersztyk. Widzimy na nim trzech żołnierzy, skrajnie wyczerpanych i rannych, ale ze zmierzwionymi fryzurami i płomiennymi spojrzeniami, które jasno i wyraźnie mówią jedno – nigdy się nie poddamy, nie weźmiecie nas żywcem! Taki widok rozpalał wyobraźnię czytelników; po lekturze „Zamachu” pewnie niejeden młody Czech lub Słowak, gdyby zaistniała taka konieczność, powędrowałby bez mrugnięcia okiem na barykadę bić się z Niemcami.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Ostatnią z dłuższych opowieści rysunkowych, rozpisaną aż na dziewięć plansz, był anonimowy „Ogień na sawannie”. Dziś można go już traktować jako komiks historyczny, ale wówczas – w drugiej połowie lat 70. XX wieku – podejmował on temat jak najbardziej aktualny, którym była wojna domowa w Angoli. Wprowadzeniu w temat służył jednostronicowy fotoreportaż z tego afrykańskiego kraju, uzupełniony krótką notką o charakterze encyklopedycznym. Czytelnicy dowiedzieli się z niej, że po odzyskaniu niepodległości (do 1975 roku kraj był kolonią portugalską) wybuchł tam konflikt zbrojny, w którym naprzeciw siebie stanęły „postępowy” (czytaj: prokomunistyczny, popierany przez Związek Radziecki) Ludowy Ruch Wyzwolenia Angoli (MPLA) oraz zwalczające go, „wsteczne”, czyli prozachodnie bądź jedynie antysowieckie, Narodowy Front Wyzwolenia Angoli (FNLA) i Narodowy Związek na rzecz Całkowitej (w komiksie: Pełnej) Niepodległości Angoli (UNITA). Sympatia autorów komiksu – inaczej zresztą być nie mogło – znalazła się po stronie żołnierzy MPLA i prezydenta Antonia Agostinho Neto. „Ogień na sawannie” przedstawia jeden z epizodów wojny (trudno orzec, czy oparty na faktach, czy też całkowicie zmyślony), którego bohaterami są bojownicy wierni rewolucyjnej władzy. Otoczeni przez oddziały UNITA i angielskich najemników, muszą przedrzeć się przez pierścień okrążenia, dostać się do kontrolowanego przez wrogów magazynu amunicji, przejąć znajdujący się tam ładunek i wrócić do swoich, aby kontynuować walkę.
Wielce znaczący i wymowny jest zwłaszcza ostatni kadr opowieści, w którym widzimy porucznika Silvę (białego) i jego żonę Amandę (czarnoskórą) pochylonych nad zwłokami zabitego brytyjskiego kondotiera. On konstatuje filozoficznie: „Przyjechali tu do obcego kraju, żeby mordować za pieniądze”, ona zaś przytomnie dodaje: „I zginęli przed pierwszą wypłatą”. Autor scenariusza nie wyjaśnia jednak, że z dużym prawdopodobieństwem również Silva – na co wskazuje i jego nazwisko, i kolor skóry – był najemnikiem, tyle że… kubańskim. Prezydent Neto zdobył bowiem stolicę kraju Luandę, już po wycofaniu się Portugalczyków, właśnie dzięki „bratniej pomocy” Fidela Castro, którego żołnierze uzbrojeni byli przez Kraj Rad. Warto dodać, że wojna domowa w Angoli trwała nieprzerwanie do końca lat 80. ubiegłego wieku, a i dzisiaj są jeszcze rejony kraju, w których można natknąć się na uzbrojonych partyzantów. „Ogień na sawannie” był typowym przykładem komiksu propagandowego, mającego przekonać obywateli PRL-u o uniwersalnych wartościach marksizmu-leninizmu, do którego garną się nie tylko mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej i Ameryki Łacińskiej, ale także Afrykańczycy.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Arcypoważny i polityczny wydźwięk „Zamachu” i „Ognia na sawannie” twórcy trzeciego numeru „Relaksu” starali się zrównoważyć humorystycznymi shortami. Stąd kolejna porcja rysunkowych żarcików – w tym Andrzeja Mleczki o pisarzu, który szukał inspiracji do kolejnego ze swoich dzieł, gapiąc się przez lornetkę na blok naprzeciwko, jak również zupełnie nowa, autorska rubryka Szymona Kobylińskiego „Historia z uśmiechem”, w której mistrz przedstawił pięć historycznych anegdot zobrazowanych własnymi ilustracjami. I choć ich wartość satyryczna jest różna, to jednak bohaterowie – Władysław Łokietek, Zygmunt August, August II Mocny (a nie III, jak wydrukowano w piśmie), Stefan Czarniecki i wielki książę Konstanty Romanow – są przedni. Na finał zaserwowano po raz kolejny – i, niestety, już ostatni – dwuplanszową opowiastkę Tadeusza Baranowskiego o Orient-Menie, któremu tym razem przyszło zmierzyć się z dowcipnie podstępnym duchem praprastryja Ignaca. I choć superbohater ten więcej się już na łamach „Relaksu” nie pojawił, to jednak nie zniknął – niebawem powitali go bowiem czytelnicy „Świata Młodych” (od 1978 roku). Ciekawym uzupełnieniem numeru jest strona reklamująca nowe wydawnictwa Tonpressu (również należącego do KAW-u), z której możemy się dowiedzieć, jakich nowości płytowych poszukiwano wówczas najbardziej – singli, EP-ek i pocztówek dźwiękowych Maryli Rodowicz, Haliny Frąckowiak, Dwa plus Jeden, Krzysztofa Krawczyka, Skaldów, Anny Jantar oraz węgierskiego Locomotivu G.T. Wśród wydawanych przez Tonpress artystów pojawia się także całkowicie już dzisiaj zapomniany Daniel (a właściwie Daniel Lech Kłosek), będący w latach 70. wielką gwiazdą Festiwali Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. W 1976 roku zaśpiewał tam piosenkę „Myśmy są wojsko”, którą natychmiast opublikowano – do spółki z „Listem z frontu” – na singlu. Wielu dowiedziało się o tym właśnie z „Relaksu”…
koniec
2 lipca 2011

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pęknięta porcelana
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

16 X 2021

Nie ważne, jak mężczyzna (a w zasadzie dwóch) zaczyna, ale jak kończy. Trzeci, ostatni, tom cyklu „Porcelana” z podtytułem „Wieża z kości słoniowej”, to zarazem najlepsza, jak i najbardziej wstrząsająca odsłona trylogii.

więcej »

„MAX” ale na wesoło
Marcin Knyszyński

15 X 2021

Przy okazji pierwszego tomu „Punisher MAX” od Egmontu wspomniałem o pewnej inicjatywie Marvela z roku 1998. „Marvel Knights”, forpoczta imprintu „MAX”, nowa linia wydawnicza, której głównym zadaniem był dryf ku o wiele bardziej poważnym i wymagającym fabułom, przedstawiła wybranych bohaterów Marvela w nieco innym, dojrzalszym wydaniu. Między innymi Punishera – oto przybywają Garth Ennis i Steve Dillon, niesieni falą sukcesu „Kaznodziei”. (...)

więcej »

Prawdziwy Venom, to ten z Eddiem Brockiem!
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

14 X 2021

Po latach zawirowań, symbiont z kosmosu i Eddie Brock znów połączyli się w Venoma. I wszystko jest po staremu. No, prawie… o tym opowiada pierwszy tom serii „Venom”.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.