Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCIX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

‹Relax #5›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #5
Data wydania1977
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Czar „Relaksu” #5: Bohaterscy krasnoarmiejcy i internacjonalista Chrobry
[„Relax #5” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Piąty numer „Relaksu” tradycyjnie zdominowany został przez tematykę historyczną – i to zarówno tę odleglejszą w czasie (początki Polski), jak i znacznie nam bliższą (druga wojna światowa). Dla równowagi w drugiej części magazynu królował już Janusz Christa, który pokusił się o kolejną część „Bajek dla dorosłych” oraz zabawną historyjkę o niejakim panu Paparurze i jego rezolutnym psie Aju.

Sebastian Chosiński

Czar „Relaksu” #5: Bohaterscy krasnoarmiejcy i internacjonalista Chrobry
[„Relax #5” - recenzja]

Piąty numer „Relaksu” tradycyjnie zdominowany został przez tematykę historyczną – i to zarówno tę odleglejszą w czasie (początki Polski), jak i znacznie nam bliższą (druga wojna światowa). Dla równowagi w drugiej części magazynu królował już Janusz Christa, który pokusił się o kolejną część „Bajek dla dorosłych” oraz zabawną historyjkę o niejakim panu Paparurze i jego rezolutnym psie Aju.

‹Relax #5›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #5
Data wydania1977
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Rok 1977 był jedynym w ciągu niespełna sześciu lat ukazywania się „Relaksu” (1976-1981), w którym światło dzienne ujrzało dwanaście numerów magazynu, co oznacza tyle, że czasopismo trafiało do kiosków „Ruchu” z częstotliwością comiesięczną. W późniejszych latach, w związku z pogłębiającym się kryzysem ekonomicznym, który dał się we znaki również polskiej poligrafii, nie było już to możliwe. Co także istotne, wciąż udawało się utrzymywać stałą cenę – dwadzieścia złotych (która notabene nie zmieniła się aż do końca) – i astronomiczny nakład – dwieście tysięcy egzemplarzy (choć, nie wiedzieć czemu, od numeru szóstego zaprzestano podawania informacji na temat jego wysokości). Przygotowując okładkę piątej odsłony pisma, posłużono się tym samym patentem, co dwa miesiące wcześniej – wykorzystano identyczne logo (jedynie w innym kolorze, jasnopomarańczowe na niebieskawo-fioletowym tle), a na główny rysunek wybrano jeden konkretny kadr z komiksu Grzegorza Rosińskiego. Uwagę przykuwają listy od czytelników, wśród autorów których znajdujemy i jedenastoletniego ucznia podstawówki, i studenta piątego roku filologii polskiej, i ojca dziesięciolatka. Wszyscy, jak jeden mąż, wyrażają swoje zadowolenie i podziękowania, ale nie brakuje i dobrych rad dla redakcji, w czym przoduje przede wszystkim pan Lech Sołtysiak ze Szczecina, dzisiaj zajmujący się między innymi fotograficznym portretowaniem miasta.
W poprzednim numerze magazynu w ramach politycznej indoktrynacji młodzieży pojawił się artykuł poświęcony powstaniu Krajowej Rady Narodowej, w tym natomiast – wydrukowano tekst (również anonimowy) zatytułowany „Doniosła rocznica”, którego autor zajął się wychwalaniem po niebiosa Polskiej Partii Robotniczej. Nie trzeba chyba dodawać, że większość jego peanów nie miała nic wspólnego z prawdą i historyczną rzetelnością. PPR przedstawiona jest w nim jako „rewolucyjno-marksistowska partia polskiego proletariatu” – o jej związkach z Moskwą i infiltracji przez NKWD nie ma ani słowa. O pomstę woła jednak głównie passus, którego puenta brzmi: dzięki ofiarom polskich komunistów „po raz pierwszy w historii naszego narodu Polska stała się krajem, w którym władza znalazła się w rękach ludu pracującego”. Zapomniano oczywiście o tym, że w Grudniu 1970 i zaledwie kilka miesięcy wcześniej, bo w Czerwcu 1976 roku, ten rządzący państwem „lud pracujący” strzelał do robotników w Gdyni i fundował „ścieżki zdrowia” swoim towarzyszom z Radomia i Ursusa. Tradycyjnie tekst zilustrowano zdjęciami, ale zabrakło tym razem rysunków Jerzego Wróblewskiego. W podobnym klimacie utrzymane jest, znajdujące się kilka stron dalej, wspomnienie „wyzwolenia” Warszawy 17 stycznia 1945 roku, do którego dorzucono fragment zbeletryzowanego reportażu Andrzeja Olszewskiego „Pierwsi w mieście” (który w formie książkowej ukazał się dwa lata wcześniej w publikowanej przez Krajową Agencję Wydawniczą serii „Zdarzenia – Sensacje – Zagadki”). Dzisiaj o Olszewskim już mało kto pamięta, choć jego dorobek literacki nie jest wcale taki skromny. Tytuły jego dzieł mówią jednak same za siebie: „Na tropie kosmicznych braci”, „Boski gwałt: Tajemnice starych cywilizacji”, „Czy Biblia kłamie?”, „Zakazane oblicze reinkarnacji”, „Paradoksy tajemnicy wszechświata”).
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Część komiksową piątego „Relaksu” otwiera kolejna opowieść Leszka Moczulskiego (scenariusz) i Grzegorza Rosińskiego (rysunki) o najdawniejszych dziejach Polski – sześciostronicowe „Bolesławowe słupy”. Tym razem akcja rozgrywa się za panowania syna Mieszka I, wtedy jeszcze księcia, nie króla – Bolesława Chrobrego. Władcy Polan udało się już zjednoczyć plemiona słowiańskie nad Wartą i Wisłą, teraz pragnie on rozciągnąć swoje panowanie na Słowian Połabskich (zamieszkujących obszary pomiędzy Odrą a Łabą). Biorąc pod uwagę, że z Ottonem (III), który zawitał nawet do Gniezna, łączą go przyjacielskie stosunki, nie jest to wcale takie nierealne. Ale nadchodzi oto 1002 rok. Z Kwedlinburga do Gniezna przybywa Mieszek, poseł książęcy, który przynosi niezwykle smutną wiadomość – zmarł Otto! Jego następcą zostaje wrogi Bolesławowi Henryk (II). Chrobry nie ma wątpliwości, że prędzej czy później rozpocznie on wojnę przeciwko Polsce, tym bardziej że za wszelką cenę dąży do niej rycerz Godfryd, będący prawą ręką nowego cesarza. Postanawia zatem przygotować uderzenie wyprzedzające, dzięki któremu nie wpuści przeciwnika na swoje tereny. Komiks ma jednoznacznie anty(zachodnio)niemiecki wydźwięk. I trudno się temu dziwić, skoro powstał w okresie, gdy władze PRL-u nieustannie straszyły swoich obywateli krwiożerczymi odwetowcami z RFN – głównie zaś dwoma politykami Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) Herbertem Hupką i Herbertem Czają – którzy nomen omen tylko czaili się, aby zbrojnie wkroczyć do Polski i odebrać nam Śląsk, Pomorze i Mazury. „Bolesławowe słupy” spełniały zatem przede wszystkim cel terapeutyczny; podnosiły młodzież na duchu i przekonywały, że gdy tylko Bundeswehra przekroczy Odrę, zostanie bez trudu odepchnięta aż za Łabę i Soławę (przez Moczulskiego nazywaną jeszcze z niemiecka Salą). Najbardziej interesującym wątkiem opowieści wydają się jednak intencje przyświecające Chrobremu, który w pewnym momencie mówi tak: „(…) pora pomyśleć o naszych braciach z Łużyc i Miśni, gnębionych przez niemieckich margrabiów…”.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Druga w kolejności opowieść rysunkowa – „Piętnaście istnień” – powstała w wyniku kooperacji polsko-czeskiej. Autorem scenariusza był bowiem Polak Stanisław Majewski (vide „Dziewięciu z nieba”), za stronę graficzną odpowiadał natomiast Czech Karol Saudek („Zamach”). Ośmiostronicowy komiks oparty został na autentycznych wydarzeniach, które miały miejsce na pograniczu słowacko-polskim w lutym 1945 roku. Po stłumieniu przez hitlerowców Słowackiego Powstania Narodowego (jesienią 1944) niedobitki bojowników i wspomagających ich krasnoarmiejców ukrywały się w wysokich Tatrach jeszcze przez wiele tygodni, oczekując z wytęsknieniem nadejścia odsieczy. Pewnego dnia dociera do Zakopanego partyzant György Bernat i prosi sowieckiego komendanta miasta o udzielenie pomocy jego rannym towarzyszom, którzy pozostali w górskim szałasie, nie mając sił, aby pójść dalej. Następnego dnia wyruszają po nich ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Wyprawa przybiera dramatyczny obrót, gdy na horyzoncie pojawiają się paskudni esesmani. Karol Saudek miał tendencje do nieznośnej patetyczności i wzorowania się na sztuce socrealistycznej, co udowodnił już w „Zamachu”, a w „Piętnastu istnieniach” jedynie potwierdził. Wystarczy rzucić okiem na ostatni kadr, który przedstawia uradowanych partyzantów z uniesionymi w górę, uzbrojonymi w karabiny maszynowe rękoma i entuzjastycznym okrzykiem na ustach: „Niech żyje Armia Czerwona!”.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Tematykę wojenną dopełnia dwustronicowa opowieść Jerzego Wróblewskiego (rysunki) i – ponownie – Stanisława Majewskiego (tekst) „Prorok Daniel”, której akcja rozgrywa się w 1943 roku w okupowanej przez Niemców Danii. Jej bohaterem jest niejaki John Mikkeisen, podający się za nowe wcielenie biblijnego proroka. Chodzi od domu do domu, zatrzymuje przechodniów na ulicach Kopenhagi, zaczepia nawet żołnierzy niemieckich – i naucza, jednocześnie ostrzegając wszystkich przed mającym nastąpić 16 czerwca końcem świata. Zwieńczenie tej historii jest bardzo przewrotne i pomysłowe. I można tylko żałować, że nie została ona rozwinięta do pełnoprawnego albumu. Druga część magazynu tradycyjnie już miała charakter dużo lżejszy, w czym była spora zasługa niezastąpionego w takich sytuacjach Janusza Christy. Kolejna z „Bajek dla dorosłych” – o nieszczęśliwie zakochanym w zadufanej księżniczce Izobeldzie ogrodniku Rozariuszu – zalicza się do najlepszych (i najdowcipniejszych) w całym cyklu. Uśmiech mogą też budzić po dziś dzień jego karykatury wyśmiewające nałóg nikotynowy. I wreszcie – prawdziwie wystrzałowe zwieńczenie piątego „Relaksu”, czyli przezabawna i boleśnie ironiczna (zwłaszcza dla próżnych kobiet i mężczyzn-nieudaczników) składająca się z pięciu plansz historia „Pana Paparury i psa Aja”. Tytułowi bohaterowie zostają zmuszeni przez hrabiego Salinga do poszukiwania skarbu ukrytego przed laty na pewnej „bardzo tajemniczej wyspie” przez jego dziadka. Gdy w końcu zostanie on odnaleziony (skarb, nie dziadek), wszystkich czeka ogromne zaskoczenie. Christa po raz kolejny udowodnił, że miał niezwykły wprost dar tworzenia zwięzłych, ale bardzo przewrotnych i komicznych opowieści. Na dodatek – z wciąż aktualnym morałem.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Z kronikarskiego obowiązku wspomnieć należy jeszcze o jednostronicowej, nasyconej czarnym humorem historyjce Witolda Parzydły „Ja mam czas”, którą spuentować można by następująco: Spiesz się powoli i nie odkładaj niczego na ostatnią chwilę. Novum stało się natomiast umieszczenie w magazynie po raz pierwszy, ale nie ostatni, krótkiego tekstu prozatorskiego – kryminalnego „Martwego listu” autorstwa niejakiego Stephana Harrisa. Po co – trudno orzec, tym bardziej że został on przedrukowany z innej gazety publikowanej przez Krajową Agencję Wydawniczą, czasopisma „Kulisy”. KAW nie zapomniał również o tym, aby zareklamować własną książkową serię „Zdarzenia – Sensacje – Zagadki”, w której w latach 70. i 80. ukazało się w sumie kilkadziesiąt pozycji o charakterze popularnonaukowym.
koniec
16 lipca 2011

Komentarze

17 VII 2011   09:39:54

Ach, Relax ... . Nakład 200tys. a dostać go w kiosku to było jak trafienie 4 w Toto-Lotka i wielkie święto.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

„MAX” ale na wesoło
Marcin Knyszyński

15 X 2021

Przy okazji pierwszego tomu „Punisher MAX” od Egmontu wspomniałem o pewnej inicjatywie Marvela z roku 1998. „Marvel Knights”, forpoczta imprintu „MAX”, nowa linia wydawnicza, której głównym zadaniem był dryf ku o wiele bardziej poważnym i wymagającym fabułom, przedstawiła wybranych bohaterów Marvela w nieco innym, dojrzalszym wydaniu. Między innymi Punishera – oto przybywają Garth Ennis i Steve Dillon, niesieni falą sukcesu „Kaznodziei”. (...)

więcej »

Prawdziwy Venom, to ten z Eddiem Brockiem!
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

14 X 2021

Po latach zawirowań, symbiont z kosmosu i Eddie Brock znów połączyli się w Venoma. I wszystko jest po staremu. No, prawie… o tym opowiada pierwszy tom serii „Venom”.

więcej »

Extraordinary Moore: Pastisz pełen ambicji
Marcin Knyszyński

13 X 2021

W 1898 roku „Liga Niezwykłych Dżentelmenów” (czyli Mina Murray, Kapitan Nemo, Mr Hyde i Allan Quatermain) wzięła udział w niesamowitych wydarzeniach. Zdradzeni przez jednego ze swoich, pomogli powtrzymać „marsjańską” inwazję i ocalić naszą planetę – Mr Hyde musiał poświęcić swoje życie. Gdy kapitan Nemo odszedł z drużyny w tylko sobie znanym kierunku, Mina i Allan pozostali jedynymi aktywnymi członkami Ligi.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.