Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

‹Relax #6›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #6
Data wydania1977
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Czar „Relaksu” #6: Most pod Stalingradem i wyprawa w epokę dinozaurów
[„Relax #6” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Z biegiem czasu „Relax” stawał się coraz bardziej otwarty na czytelników, o czym świadczy zamieszczony w numerze szóstym długi tekst poświęcony konkursowi na komiks, jaki pismo ogłosiło kilka miesięcy wcześniej. Na jego rozstrzygnięcie zapewne z biciem serca czekało kilkudziesięciu rysowników-amatorów (choć nie tylko). Poza tym album ten warto zapamiętać z uwagi na pierwszy odcinek „Najdłuższej podróży” z ilustracjami Grzegorza Rosińskiego.

Sebastian Chosiński

Czar „Relaksu” #6: Most pod Stalingradem i wyprawa w epokę dinozaurów
[„Relax #6” - recenzja]

Z biegiem czasu „Relax” stawał się coraz bardziej otwarty na czytelników, o czym świadczy zamieszczony w numerze szóstym długi tekst poświęcony konkursowi na komiks, jaki pismo ogłosiło kilka miesięcy wcześniej. Na jego rozstrzygnięcie zapewne z biciem serca czekało kilkudziesięciu rysowników-amatorów (choć nie tylko). Poza tym album ten warto zapamiętać z uwagi na pierwszy odcinek „Najdłuższej podróży” z ilustracjami Grzegorza Rosińskiego.

‹Relax #6›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #6
Data wydania1977
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W ciągu kilku pierwszych miesięcy 1977 roku „Relax” zdecydowanie okrzepł, stając się przy okazji bardzo ważnym elementem polskiego rynku wydawnictw prasowych. Jak zauważył w komentarzu do jednej z poprzednich edycji „Czaru Relaksu” nasz czytelnik, mimo że począwszy od trzeciego numeru pismo wydawane było w astronomicznym nakładzie dwustu tysięcy egzemplarzy, trafienie nań w kiosku „Ruchu” należało do chwil, w których młodzi ludzie mogli uwierzyć, że cuda jednak się zdarzają. Znacznie częściej magazyn kupowało się „spod lady”, czyli – gwoli wyjaśnienia dla nieco młodszych wielbicieli sztuki komiksowej – zwyczajnie po znajomości. W przeciwieństwie do „Trybuny Ludu” czy „Żołnierza Wolności”, na które jakoś chętnych nie było… Okładka szóstego albumu powieliła wcześniejszy schemat – wykorzystano to samo logo (teraz dla odmiany w kolorze żółtym na lekko zabrudzonym pomarańczowym tle), na środku umieszczając duży kadr wycięty ze znajdującego się w środku komiksu Grzegorza Rosińskiego (patent ten powtórzono po raz trzeci); jedynie w lewym dolnym rogu zupełnie niepotrzebnie doklejono postać doktora Karcewa z węgierskiej opowieści „Akcja Labirynt”, co zdecydowanie popsuło estetykę całości. Co ciekawe, po raz pierwszy w stopce nie znalazła się informacja na temat nakładu pisma. Dlaczego? Na to pytanie mogą w tej chwili odpowiedzieć już chyba tylko wciąż jeszcze żyjący dawni twórcy bądź współpracownicy redakcji. W każdym razie wyjaśnienie tej zagadki może być bardzo interesujące…
Szóstą edycję magazynu otwiera tekst poświęcony rozstrzygnięciu konkursu zatytułowanego wyjątkowo mało atrakcyjnie – „Rysuj i pisz do RELAXU – rysuj i pisz dla relaksu”. Zainteresowanie nim ze strony amatorskich twórców komiksów było jednak całkiem spore; redakcja otrzymała kilkadziesiąt prac, których poziom, jak zresztą należało się spodziewać, był skrajnie różny. Mimo to jury – w składzie: Marian Sztuka (zajmujący w Krajowej Agencji Wydawniczej stanowisko – uwaga! – Naczelnego Grafika Naczelnej Redakcji Wydawnictw Społeczno-Politycznych), Ryszard Morawski (odpowiedzialny w „Relaksie” za stronę graficzną rubryki „Barwa i broń żołnierza polskiego”) oraz Grzegorz Rosiński (przedstawiać nie trzeba, w tamtym czasie jeden z najpłodniejszych współpracowników magazynu, odpowiadający za jego stronę artystyczną) – rozpływało się w superlatywach, zaskoczone zapewne tak wielkim oddźwiękiem. Chwalono stronę graficzną i literacką; a żeby nie być gołosłownym, dorzucono kilka przykładowych plansz, pasków, względnie pojedynczych rysunków. Najwyżej oceniono komiks Jacka Lewandowskiego „Walka grzybów”, za scenariusz pochwalono natomiast „Inwazję Gadów” K. Tarczyńskiego (niestety, imienia autora nie podano), za ilustracje zaś – „Skarb kapitana Kidda” Marka Umańskiego. Obiecano jednocześnie, że z najlepszymi twórcami redakcja nawiąże w przyszłości profesjonalną współpracę. Prawda jednak jest taka, że niewiele z niej wyszło. Tylko Umańskiemu dane było kilkanaście miesięcy później (w numerze 22. z 1978 roku) zamieścić krótką opowieść historyczną „Rok 1454”, po czym słuch o nim zaginął. Ciekawostką może być za to fakt, że redakcja „Relaksu” wyróżniła pasek komiksowy o Monice autorstwa niejakiego… Dariusza Bitnera. Któż to? Wtedy był on dwudziestotrzyletnim początkującym literatem, dzisiaj jest już uznanym, choć wciąż jeszcze mało znanym, prozaikiem (vide powieści „Cyt”, „Kfazimodo”, „Pst”, „Mała pornografia”, zbiory opowiadań „Owszem”, „Trzy razy”, „Psie dni”, eseje „Ciąg dalszy”, „Chcę, żądam, rozkazuję”, „Piszę”). Uwagę po latach przykuwają również nagrody, jakimi obdarowano zwycięzców i wyróżnionych – namiot, śpiwory i materace.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Część komiksową szóstego „Relaksu” tradycyjnie otwiera propagandowa opowiastka z czasów drugiej wojny światowej – „Zdobyć most!” – za którą odpowiadają scenarzysta Stanisław Majewski („Dziewięciu z nieba”, „Piętnaście istnień”) oraz grafik Jan Rocki, były żołnierz Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego, autor wspomnień wojennych „Dziewiąta dywersyjna” (1973), któremu wcześniej było dane pracować między innymi przy jednym z pierwszych numerów „Kapitana Żbika” („Dziękuję, kapitanie”, 1968). Ten czteroplanszowy komiks opowiada o mało znanym epizodzie walk o Stalingrad z listopada 1942 roku, kiedy to oddział czołgistów podpułkownika Filipowa (wchodzący w skład 26. Korpusu Pancernego generała Rodina) śmiałym, zakrawającym wręcz na bezczelność, atakiem wydarł z rąk niemieckich most nieopodal miasta Kałacz na zachód od dzisiejszego Wołgogradu. Wydarzenie to przedstawiono w sposób wyjątkowo skrótowy, co nasuwa podejrzenie, że historyjka miała służyć jedynie gloryfikacji bohaterskich krasnoarmiejców, nie zaś pogłębionej analizie dramatycznego losu żołnierzy – obu stron barykady – na froncie wschodnim. Przykuwają za to uwagę specyficzne rysunki Rockiego, który operując plamami, rezygnuje praktycznie z przedstawiania szczegółów – i to zarówno postaci, jak i tła. Mimo wielu uproszczeń, wygląda to jednak dość sugestywnie. Po krótkim przerywniku, jakim była kolejna odsłona „Barwy i broni żołnierza polskiego” (tym razem poświęcona chorągwiom Księstwa Warszawskiego), czytelnicy otrzymali jeszcze jeden komiks wojenny – liczący dziesięć stron pierwszy odcinek „Akcji Labirynt”.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Autorami byli dwaj Węgrzy: scenarzysta Tibor C. Horváth (vide „Świątynia Słońca” oraz zamieszczona rok wcześniej w dwóch pierwszych numerach Magazynu „Alfa” adaptacja „Zaginionego świata” Arthura Conan Doyle’a) i rysownik Erno Zorád. Akcja rozpoczyna się krótko przed wybuchem wojny, kiedy to pewnego dnia szef Abwehry, czyli niemieckiego wywiadu, admirał Wilhelm Canaris zostaje poproszony przez neurochirurga i psychiatrę doktora Absta o przybycie do prowadzonej przez niego kliniki, gdzie od jakiegoś czasu przebywa były dowódca łodzi podwodnej kapitan Brettmüller. Szpikowany przez Absta podejrzanymi specyfikami – doktor bowiem nie ukrywa, że przeprowadza eksperymenty medyczne na ludziach nieuleczalnie chorych umysłowo – wyznaje, że w czasie rutynowej akcji u wybrzeży Stanów Zjednoczonych wszedł w posiadanie teczki z tajemniczą dokumentacją, która znajdowała się na pokładzie rozbitego amerykańskiego krążownika lotniczego „Speed”. Canaris nie ma wątpliwości, że powinna ona zostać sprowadzona do Berlina; nie jest to jednak wcale takie proste, tym bardziej że po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej zainteresowanie tym materiałem wykazują również Sowieci. Początek „Akcji Labirynt”, mimo pewnego chaosu narracyjnego, prezentuje się bardzo ciekawie; wiele do życzenia pozostawiają jednak rysunki Zoráda – z jednej strony starające się oddać jak najwięcej szczegółów postaci, z drugiej – rażące traktowaniem po macoszemu tła.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Krajowa Agencja Wydawnicza również i w tym numerze pisma zadbała o swój prywatny (choć jednak państwowy) interes, reklamując produkowane masowo przez własną Redakcję Aktualności i Wydawnictw Okolicznościowych pocztówki. Dzisiaj już takich w kioskach i na poczcie nie uświadczymy, prędzej – zobaczymy je w muzeum. Dlaczego? Ponieważ sławią hołubione w PRL-u święta: Kobiet (8 Marca), Pracy (1 Maja), Odrodzenia Polski (22 Lipca), Barbórkę (4 grudnia). Po porcji reklamy nadeszła pora na rozrywkę literacką, czyli kolejny kryminalny short. Opowiadanie Mary Lee – któż to w ogóle jest? – „Cichy wspólnik” o sprytnym inspektorze policji Bakerze i niezbyt rozgarniętym złodzieju Ashersonie trudno jednak zaliczyć do arcydzieł gatunku. Ba! jest jeszcze słabsze niż „Martwy list” Stephana Harrisa z numeru poprzedniego. Intrygują za to zamieszczone po sąsiedzku trzy rysunki Witolda Parzydły („Ja mam czas”) z cyklu „Maszyna i człowiek”, będące futurystycznymi wizjami rodem z – nieistniejącego jeszcze wówczas na taśmie celuloidowej – „Mad Maksa”. Podobać mogą się również paski Andrzeja Mleczki i – zaskakujące zwłaszcza formą graficzną – Jacka Malickiego (góralska opowieść „W Murzasichlu”), nagrodzonego we wspomnianym wcześniej konkursie „Rysuj i pisz do RELAXU…”. Wciąż wysoką formę utrzymały też „Bajki dla dorosłych” Janusza Christy. W czwartej odsłonie cyklu autor „Kajka i Kokosza” zaproponował parodię bajki o Kopciuszku, którego zastąpił… Kopciuchem Wykidajłą. Podburzony przez wróżkę Kopciuch pewnego dnia buntuje się przeciwko swemu szefowi, właścicielowi karczmy, pomiatającemu nim na każdym kroku. Wyrzucony z pracy, wpada na przebywającego w okolicy na polowaniu Księcia, który zauroczony pewną zdolnością Wykidajły, postanawia dać mu szansę zrobienia kariery. Dobrze by się stało, gdyby ktoś podsunął te dwie mistrzowsko narysowane plansze selekcjonerowi Franciszkowi Smudzie. I to najlepiej jeszcze przed EURO 2012.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Na zakończenie albumu czytelnikom złaknionym opowieści fantastyczno-naukowych redakcja „Relaksu” zafundowała wspaniałą niespodziankę – pierwszą część „Najdłuższej podróży” Grzegorza Rosińskiego (rysunki) i… Riana Asarsa (scenariusz). Pod tym obcobrzmiącym pseudonimem ukryli się Ryszard Siwanowicz (przewrotne „Spotkanie”) oraz Andrzej Sawicki (dzisiaj znany głównie jako tłumacz literatury science fiction z języków rosyjskiego i angielskiego). Czego dotyczy historia? W połowie lat 90. XX wieku – z perspektywy czasu, w którym komiks powstawał, była to jeszcze dość odległa przyszłość – genialny profesor Zweistein opracował teoretyczne podstawy podróży w czasie. Trzy dekady później, posiłkując się wynikami jego badań, zbudowano pierwsze chronoloty (Herbert George Wells nazwałby je wehikułami czasu), powołując jednocześnie do życia Instytut Temporalny. Instytucja ta odpowiedzialna jest za rekrutację młodych i zdolnych naukowców, którzy następnie wysyłani są w przeszłość. Celem kolejnej wyprawy jest epoka kredowa, czyli czasy, kiedy na Ziemi żyły dinozaury. Do doświadczonej już w podobnych podróżach załogi dołączonych zostaje dwóch młokosów – Andrzej i Ryszard (fakt, że bohaterowie noszą imiona autorów scenariusza, zapewne nie jest przypadkiem). Opuszczają oni bezpieczny 2150 rok i przemieszczają się osiemdziesiąt milionów lat wstecz… Warto zaznaczyć, że „Najdłuższa podróż” wyprzedziła wielkie zainteresowanie prehistorycznymi gadami, jakie rozpętał „Park jurajski” Stevena Spielberga, o ponad piętnaście lat. Choć wcale nie ma pewności, czy sami autorzy nie zainspirowali się filmami o Godzilli, które właśnie w tamtym czasie zaczynały święcić triumfy na ekranach polskich kin.
koniec
23 lipca 2011

Komentarze

23 VII 2011   16:31:38

Ech! Łza się w oku kręci - to był mój pierwszy Relax...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zielona skóra, w której żyje
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

23 X 2021

Jak na postać, która istnieje od zarania Marvela, Hulk nie miał w naszym kraju szczęścia do publikacji. Teraz jest szansa, by sytuacja ta się zmieniła, a to za sprawą wydawnictwa Egmont i pierwszego tomu serii „Nieśmiertelny Hulk”.

więcej »

Krótko o komiksach: Proszę państwa, oto miś
Agnieszka ‘Achika’ Szady

22 X 2021

Miś jest bardzo grzeczny dziś… albowiem na ogół jest amerykańskim licealistą, który tylko czasem przemienia się w zielone zwierzęta. Dlaczego zielone, tego komiks „Beast Boy” nie tłumaczy.

więcej »

Fajne te dodatki, ale…
Marcin Osuch

21 X 2021

Młode wydawnictwo Lost in Time konsekwentnie buduje swoją pozycję na naszym rynku. Wydaje komiksy nieszablonowe i to w bardzo atrakcyjnej formie. Do takich pozycji należy m.in. „Opowieść o czarodziejach”, druga część serii „Świat Dryftu”.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.